Witam!
Jestem Mateusz i jestem tu nowy. Nigdy nie miałem większych problemów z kobietami podryw później łóżko itd nie stanowiło to dla mnie większego problemu. Aż na mojej drodze stanęła ona piękna kobieta a raczej sztan wcielony która była w łóżku jak żadna inna czułem się przy niej tak zajebiście. Niestety po pół roku znajomości zacząłem zauważać że ma na mnie coraz bardziej wyjebane. Przestawałem ją obchodzić wcześniej nie miałem takich problemów nie wiedziałem co się dzieje więc ją zostawiłem
nie wiem czy to było mądre posunięcie? Chcę do niej wrócić tylko nie wiem jak... Powiem jej wszystko że chcę byc znowu z nią to pewnie mnie oleje. Co mam robić będę wdzięczny na każdą udzieloną mi radę i liczę na to że temat ten nie zostanie usunięty.
Pozdrawiam
Mentor666
Dlaczego chcesz do niej wrócić?
To, że ją zostawiłeś, bo nie wiedziałeś co się dzieje uważasz za śmieszne?
Skąd mamy wiedzieć, czy mądrze, że ją zostawiłeś? Z reguły działania pod wpływem emocji nie są najlepsze.
Wszak masz rację - jak jej wygadasz to duże prawdopodobieństwo, że Cię oleje.
Jak wyglądała inicjatywa w waszym związku, wspólny wkład?
na początku ja się starałem o nią a ona o mnie to było widać i czuć...
po pewnym czasie zaczęliśmy się często kłócić ona była zimna czułem że to już nie jest to co wcześniej miałem dość ciągłych spin... podejrzewam że kręciła na boku z innymi... To naprawdę wspaniała piękna kobieta za którą oglądali się wszyscy facecie na ulicy. Czuję że jak czegoś nie zrobię to ją stracę na zawsze. Tylko co ja mam zrobić tego nie wiem.
Czemu chcę do niej wrócić?
Bo po przemyśleniu wszystkiego jest mi z tym wszystkim źle czuję że to moja pierwsza miłość wcześniej miałem sporo kobiet ale nigdy jeszcze nie czułem czegoś takiego jak do niej.
Tak, może go uleczyć. Kończąc go na zawsze, to jest najlepsze lekarstwo. Nieudany związek,sypiący się i w końcu rozstanie jest jak np. gangrena, żeby się wyleczyć musisz uciąć po prostu daną część ciała aby reszta była zdrowa i choroba się nie rozpowrzechniała dalej
Więc ulecz siebie po prostu, odcinając ten etap, bo szczęścia Ci już on nie da jedynie co to może pogorszyć wszystko i rozwijać tą chorobę dalej tak, że potem będziesz tak "chory", że cięzko będzie to wyleczyć albo wgl się już nie będzie dało, dlatego lepiej zakończyć go i wylecz się jak najszybciej, by potem nie było to jeszcze bardziej bolesne
Pozdrawiam
Dlaczego tak mu radzisz?
Związku już nie ma, laska ma wyjebane. Tradycyjny przypadek. Powrotów do byłej nie polecamy, ale jesli muszisz to przeczytaj --> http://www.podrywaj.org/jak_odzy...
"panować nad sobą to najwyższa władza"
skoro ona by odeszła to ok to pasuje...
ale co zrobić jak to ja skończyłem to działa na tej samej zasadzie?
nigdy nie wracałem do byłem kiedyś miałem zasadę że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki ale jak widać z biegiem czasu niestety się to zmieniło i chcę spróbować tego samego jeszcze raz.
No to próbój. Wyrocznią nie jesteśmy. Najwyżej dostaniesz po dupie i będziesz miał nauke. Skoro sam to zakończyłeś, to raczej nie wyzofuj się z tego za szybko. Nie mów, że się pomyliłeś ani żadnych takich pierdół, bo wątpie żeby chciała słuchać. Zajedź do niej jak masz możliwość, zaproś gdzieś na fajny wieczór, jak gdyby nigdy nic. To wydaje się najlepszym rozwiązaniem.
"panować nad sobą to najwyższa władza"
Chyba tak robię czas to najlepsze rozwiązanie zajmę się swoim życiem i będę czekał bez słowa na jej ruch. Mam nadzieję że taki nastąpi a jak nie to trudno mimo tego że tak cholernie mi zależy będę musiał odpuścić.
Odpowiedz sobie na pytanie, czy w związku było już na tyle jałowo, że rozstaniem tylko przyspieszyłeś jego rozpad ? Jeśli tak, zrób sobie kilka miesięcy przerwy i popracuj nad "fundamentami", zwłaszcza interesują cie relacje trwalsze niż 0,5 roku. Polecam blog Snoofiego: "Miała wszystko, a odeszła!" (VI 2012) - w mig złapiesz o czym mówię.
Nie bądź petentem, i nie czekaj na jej ruch, zamiast tego ustal sobie jakiś deadline, np. marzec, a do tego czasu skup się tylko na własnym podwórku. Jak już emocje opadną i poprawi ci się ostrość widzenia to jeszcze raz sobie pytanie zadasz i zadziałasz albo nie.
Mam na koncie dwa takie 'happy endy' (1l, 2l zw), za każdym razem jak minęło trochę czasu to zapominałem - o chęci powrotu, i nawet o tych deadline'ach.
,,Miej wyjebane a bedzie ci dane,, tu sprawdzi sie to powiedzenie.
Graffiti sztuka ulicy
miej wyjebane łatwo powiedzieć trudniej uczynić... ale tak właśnie zrobię. Poczekam ochłonę i za jakiś czas może jeszcze postaram się do niej podbić. Nie sądzicie że to jest najlepsze rozwiązanie tego problemu?
Wszystko spoko, ładnie, pięknie, z jednym ale... nie wypal za wcześnie, bo pozamiatane. 2-3 msc to moim zdaniem ABSOLUTNE MINIMUM.
Wierz mi, za jakiś czas, jakkolwiek się ta sytuacja nie skończy, będziesz czuł, że wyszła ci na dobre. Z jakiej by strony nie patrzeć czas tutaj jest po twojej stronie, nie marnuj go na gdybanie i patrzenie za siebie. yo!
no tak ale jeśli ona przez ten czas znajdzie innego?
Jasne.. duża szansa. Ale jeśli myślisz, że wierność da się wyprosić, albo, że sama świadomość bycia w związku młodą, atrakcyjną dziewczynę powstrzyma od pójścia w tany z ciekawszym egzemplarzem, to odłóż na półkę Disney'a, bo życie bajką nie jest.
Jak przyjdzie czas to odbijesz. Po filmowemu: chcesz wygrać bitwę, czy wojnę ? bo jeśli to drugie, to jedyną słuszną opcją jest samemu stać się tym ciekawszym egzemplarzem.
P.S. daj jej też potęsknić
tak też zrobię wielkie dzięki wszystkim za rady
Opiszę wam teraz moją sytuacje.
Dupa z którą się rozstałem jest chora na umyśle.
1.Wyobraźcie sobie że nasłała na mnie kolegów żeby mnie skopali (nie udało się im)
2.Cały czas szuka do mnie jakichś spin (podobno pobiłem jej koleżankę)
3.Wyzywa mnie a później żali się znajomym jaki to ze mnie skurwysyn i jak jej nie wrzucam
Co ja z tym teraz robię?
NIC!
Nie odpisuje jej napisałem tylko jedną wiadomość że nie chcę mieć z nią nie wspólnego.
Znalazłem sobie nową ciekawą dziewczynę i mam nadzieję że coś z tego będzie a tamta suka niech wypierdala!