Jestem w związku półtorej roku. Dałem dupy. Po całości, złamałem wszystkie zasady, zostałem kundlem. Mało tego kundlem, który ma pretensje, do tego jest nudny. No dramat i to moja wina. Wystartowałem błyskotliwie, podręcznikowo idealnie. Z czasem w tym swoim związku się otworzyłem, mówiłem czego potrzebuję bla bla bla zostałem słodką cipką. Mniejsza z tym co się wydarzyło, jestem na etapie niezdecydowanego odchodzenia. Bo nie chce odejść. Ona zatrzymuje wtedy ja dominuje jak okażę trochę słabości to ona ma władzę. Chora toksyna. Nie chce odejść ale też nie będę czekał aż się zjawi inny popychacz, to nieuniknione. A chyba jeszcze takiego nie ma, tak na 80%.
Czy jeśli powoli znowu zacznę budować swój wizerunek od nowa, stosować reguły,ale nie z dnia na dzień bo przestanę być wiarygodny to da to jakiś efekt? Myślę, żeby mocno koncentrować się na seksie, wyłączyć inne emocje. Tędy droga?
Co do niej to jest zakompleksiona. Jest egocentryczką, wybuchowa, bardzo twarda i uparta. Straszny charakter, kurwa... Ale coś ją trzyma, mam nadzieję, że nie chwilowy brak innego kutasa ;/ Dużo ostatnio pije, przez nią, pracę, stres... uzależniam się, siada mi zdrowie.
Gdybym Was słuchał, o Was nie zapomniał (jako bierny czytelnik) było by inaczej.
Musisz zmienić myślenie, zatraciłeś siebie w tym związku a to był błąd...
Pamiętaj dam Ci jedną radę, która rozwiązuje wszystkie problemy. BĄDŹ SOBĄ zawsze i zawsze rób coś tak, żeby Twoje JA nie zatraciło się, aby kobieta czy ktokolwiek inny nie wchodził Ci na osobowość, musisz wiedzieć też, że lepiej kobietę stracić niż samego siebie .
od czego zacząć? NIE BÓJ SIĘ JEJ. Bądź bardziej uparty zawzięty, pewny siebie, nie bój się jej stracić.
Nie musisz jej się przymilać lizać dupę. Jak chce to niech spierdala, ale Ty robisz swoje i albo ona jest z Tobą albo nie.
Za to musisz twardo jej powiedzieć co jest tak naprawdę ważne między wami. Musisz dać jej do zrozumienia, że jej zachowanie jest karygodne i jeśli tak dalej będzie to odejdziesz -> jak ona powie "to idź" to Ty masz iść, a nie udawać kota ze shreka.. czaisz? Nie BÓJ SIĘ JEJ STRACIĆ.
poza tym serio widzisz tu problem? może z jej perspektywy jest ok? Może szukasz problemu? zastanów się.
Zasady portalu
Musisz miec swoje zdanie, zacznij dominowac
Pamietaj 2 cipy w jednym zwiazku to o jedną za dużo
"Strach" to tylko rzeczownik
Za późno.... przy tej kobiecie nie zmienisz się. Wiesz dlaczego? bo będziesz sztuczny,a ona to wyczuje i będzie ci dla upewnienia się serwowała niezliczoną liczbę SHIT TESTÓW. Zmiana wymaga czasu, ty nie bedziesz się zmienial tylko udawał.
''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."
Mogę się podpisać pod tym samym postem, z tą różnicą że staż to niecały rok. Do cech mojej pani dołożyłbym jeszcze, że histeryczka i emocjonalne tsunami - od słodkiej jak miód do bycia nieznośną niczym rój os po strąceniu ich gniazda.
Też jestem na etapie czy kończyć to wszystko, czy dać czas na wyklarowanie się sytuacji. Właściwie to nie ma co się łudzić, bo musiały się chyba zdarzyć jakieś pierdolnięcie żeby pomiędzy tryby niedostawało się coraz więcej piasku i rdzy. Ona jest na ważnym zakręcie życiowym i nie mógłbym sobie spojrzeć w twarz, rzucając ją teraz. Ona tego nie zrobi, w sumie nie wiem dlaczego, bo nie jestem teraz facetem tylko kundlem.
Co działa z mojego doświadczenia
- chłodnik - właściwie to teraz jedyna skuteczna metoda, żeby zamiast być jadowita była dla mnie milutka
- skupienie sie na sobie (czyt. zmiany na lepsze) - możesz się rozwijać, nie może Ci tego zabronić (siłownia, nowy język, nlp - to są trzy rzeczy na których ja się skupiłem, Ty też możesz wybrać coś dla siebie). Nawet jeśli nie uratujesz związku, to wyjdziesz z tego wszystkiego silniejszy. No i kolejny plus, że więcej czasu na pasje to mniej czasu na analizowanie, rozpamiętywanie i lamentowanie.
- nie zamykaj się na tą jedną jedyną - poznawaj nowe osoby, może poznasz jakąś fajną dziewczynę i nie będziesz musiał zadawać sobie pytania, czy tkwić w związku, który obecnie wam obojgu nie daje satysfakcji.
- nie traktuj jej jak słońca, bez którego zwiędniesz. To nie jest dobre ani dla Ciebie ani dla związku - łasząc i przymilając się więcej, nie będziesz wcale bliżej - patrz pkt. 1 "chłodnik". Wszystkie kundle mają to do siebie, że są mało atrakcyjne bo są na każde skinienie swojej pani. Powiem, że to jest najtrudniej we mnie zmienić - bo chciałoby się być jak najwięcej z tą osobą, wspierać się wzajemnie, pomagać, dbać o siebie. I nagle bach wystawi Ci ona za to wszystko "rachunek".
No i tak jak pisze Sneakers - nie bój się jej stracić, to w 99% zawsze przyczyna skundlenia się, bez zmiany myślenia na tym polu nie będziesz w stanie zmienić siebie i relacji w związku.
Prawda będzie trudna i bolesna, nawet i ciężka do zaakceptowania, ale lepsza prawda niż słodkie kłamstwo, czyż nie?
Otóż mam dla Ciebie nowinę: popłynąłeś w tym związku. Innymi słowy przegrałeś, game over. Musisz wiedzieć, że obecny stan rzeczy i zachowanie tej pani jest wynikiem tego iż straciła Tobą zainteresowanie . Stało się tak, ponieważ sukcesywnie i konsekwentnie zabijałeś to zainteresowanie poprzez swoje niewłaściwe zachowanie. Strzelam na oślep:
- W trakcie trwania Waszego związku przepoczwarzyłeś się ciepłego i miłego gościa/ kundla / łajzę / cipę / frajera - niewłaściwe skreśl,
- Bywałeś zazdrosny i kontrolujący,
- stałeś się nudny i przewidywalny, zapomniałeś o tym, aby być wyzwaniem dla kobiety
- ustawiłeś ją na piedestale, uczyniłeś ją wyznacznikiem swojego szczęścia,
- nie potrafiłeś powiedzieć jej NIE, na wszystko się zgadzałeś, WSZYSTKO jej dawałeś,
- wziąłeś ją za pewnik,
- zapewne zabrakło dystansu między Wami ( zbyt częste spotkania, spędzanie całych dni wspólnie, smski co pół godziny) - ogólnie brak przestrzeni, a co za tym idzie: Ciebie było tam ZA DUŻO,
- no i oczywiście zapomniałeś definicji słowa "romantyczny"
Wszystkie powyższe zachowania z Twojej strony doprowadziły do tego, że pani straciła zainteresowanie. Nie stało się to jednak z dnia na dzień. Tzw. "początek końca" zaczął się dużo wcześniej i jestem wręcz pewien, że Ona wysyłała Ci czytelne sygnały, a Ty nie umiałeś ich odczytać, przeanalizować i wyciągnąć z nich konstruktywnych wniosków. Kobiety często boją się same odejść, zerwać. Z różnych powodów: bo obawiają się samotności, bo nie chcą nas ranić, ciężko im zrobić ten krok etc. i częstokroć zdarza się tak, że gdy już stracą nami kompletnie zainteresowanie, będą robić takie jazdy, taki syf i ferment, żeby to facet już psychicznie nie wytrzymał i skończył to, podczas, gdy Ona będzie miała "czyste sumienie".
"Ona zatrzymuje wtedy ja dominuje jak okażę trochę słabości to ona ma władzę. Chora toksyna. Nie chce odejść ale też nie będę czekał aż się zjawi inny popychacz, to nieuniknione."
"Dużo ostatnio pije, przez nią, pracę, stres... uzależniam się, siada mi zdrowie."
- i w Twoim przypadku to właśnie ma miejsce. Jak myślisz, czy tak właśnie wygląda zdrowa relacja z kobietą, która jest Tobą prawdziwie zainteresowana i pragnie Cię?
Otóż nie. Tak wygląda "chora toksyna" z laską, która już Ciebie nie chce, wykańcza Cię psychicznie, a Ty przy okazji wykańczasz się fizycznie.
Nie chcesz odejść? Nie musisz stary, bo tu nie ma od czego odchodzić, tu nie ma już czego kończyć. TO już dawno się skończyło, laska zapewne ma już kogoś innego na celowniku, podczas gdy Ty dusisz się w sosie własnym. Jątrzysz, analizujesz, pijesz, przeżywasz, histeryzujesz, a co najgorsze - zatracasz siebie. Uzależniłeś swoje szczęście od relacji z tą kobietą.
Normalizacja i względne opanowanie syfu i bajzlu w tym związku jest warunkiem Twego spokoju? Spokojnego snu i zdrowej pracy serca? Tak nie powinno się dziać. Nie może być tak, że kobieta, która de facto powinna być jeno dodatkiem do Twego wspaniałego życia staje się dla Ciebie wszystkim, a "miłosne manewry" przesłaniają Tobie inne aspekty życia. Najbardziej przeraża mnie jednak to, że zaczynasz się uzależniać i pić przez nią. Tak. Tylko i wyłącznie przez nią. Bo gdyby laska nie odpierdalała takich jazd, zapewne miałbyś mniej stresu w życiu, rano do pracy szedłbyś z zupełnie innym nastawieniem, mógłbyś się skupić na swoich zajęciach i obowiązkach. Jestem prawie pewny, że udręczasz się myślami o tym, że "ona może mieć już innego", "że odejdzie", "jak to będzie bez niej?", włącza Ci się pamięć selektywna i widzisz tylko to co dobre, analizujesz, rozpamiętujesz - i to Cię rozpierdala, przeszkadza w pracy, jest głównym generatorem stresu w Twoim życiu. No i to się potem odbija.. Na pracy, na rodzinie, na znajomych.. Znam to przecież bardzo dobrze, sam to przerabiałem..
Tak już na koniec mojej wypowiedzi, mam dla Ciebie małe pocieszenie.
Spójrz, zapewne Ty, tak samo jak ja, jak i większość zdrowo myślących facetów pragnie kiedyś związać się na stałe z kobietą. Mieć kogoś wiernego i lojalnego, "na całe życie". Zapragniesz mieć kiedyś kobietę, która będzie Twoją żoną, wierną żoną, urodzi Wasze dzieci, będziecie mieli wspólne problemy, kredyty, obowiązki, ale i radości i przyjemności. Każdy z nas pragnie w głębi serca kobiety, z którą będzie mógł spokojnie stworzyć rodzinę i Dom, spędzić resztę życia.. To normalne i naturalne. I teraz wyobraź sobie, że masz spędzić załóżmy 40 lat ( a może i więcej) u boku kobiety, która:
"jest zakompleksiona. Jest egocentryczką, wybuchowa, bardzo twarda i uparta. Straszny charakter, kurwa...
- naprawdę jesteś w stanie sobie to wyobrazić? No właśnie...
Już wiesz co powinieneś zrobić,
Pozdrawiam.
"wyżej dupy nie podskoczysz"
przecież jak odejdzie to chuja ci nie zabierze...
mówisz że dominujesz jak "chcesz odejść" tak naprawdę to ona dominuje...
Wiesz czemu ona nie chce byś odszedł? bo jeszcze nie znalazła innego partnera na twoje miejsce, a po drugie jak ma władze to może wszystko, może cie nawet zdradzić i wiesz co? ona wie że nie odejdziesz:D i nawet powie że to twoja wina, a ty jej uwierzysz i będziesz uważał że to twoja wina tak samo jak teraz uważasz że to twoja wina że jesteś cipą itp.
Kiedyś mi się związek rozleciał i też myślałem że to moja wina, że jestem nudny itp. a to było przez to że jak chciałem iść z nią w góry to nie szliśmy bo ona była "miastowa" i rezygnowałem dla niej np. z takich rzeczy
Potem się rozeszliśmy i znów rozstanie, bo potem byłem twardy i robiłem to co chciałem, a to było sztuczne bo innego mnie znała.
pytasz o koncentrację podczas seksu, chcesz się starać, czyli wyjdziesz na potrzebującego a to jest złe.
Z tego co piszesz jesteście na etapie że ona prowadzi cie za rękę.
Wyciągnij z komentarzy wnioski, zastanów się co chcesz zrobić i tej decyzji się trzymaj.
Każdy związek można uratować, każdą kobietę można zmienić. To od mężczyzny zależy jak prowadzić będzie pokład, jakim będzie kapitanem. Jednak potrzebna jest wytrwałość i olbrzymia determinacja do zmiany samego siebie a czy Ty masz taką? Jeśli masz to zacznij być prawdziwym mężczyzną - stanowczym, pewnym siebie, mającym swoje pasje i z lekka niedostępnym dla swojej kobiety. Odzyskaj na nowe stery, przecież to Ty jesteś Kapitanem tego statku .. twoja kobieta może być tam co najwyżej młodszym marynarzem.
Zadaj sobie zawsze najpierw pytanie czy masz na tyle siły i czy warto akurat w tą kobiete inwestować swój czas. Bo w tym przypadku najbardziej pokazałbyś że jestes prawdziwym mężczyzną jak dałbyś sobie z nią zwyczajnie spokój na jakiś czas. I zmień się dla siebie... a nie dla niej.. zresztą i dla żadnej innej.
Chyba jednak nie kazdy mozna uratowac, nie mowiac juz o zmienianiu kobiety.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Pozostaje Ci sie zamienic w Gandalfa, i do tego bialego. Chcesz byc jak polityk? Nie skupiaj sie ja wizerunku, a na swoich fundamentach.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Nikt nie powiedział dlaczego tak się stało, ja uważam że dlatego bo kolega był zbyt bardzo książkowy. Później stawał się sobą i zakochiwał się.
moim zdaniem nie za późno
zacznij robić coś ciekawego - zapisz się na kurs językowy, fajny wolontariat, sport, może jakaś praca w kontakcie z ludźmi? Możesz też spórobwać znaleźć sobie jakąś koleżąnkę z którą będziesz spędzał trochę więcej czasu, żeby dziewczyna zaczęła walczyć o więcej Ciebie w relacji i sama zrobiła się zazdrosna
Odpuść sobie zazdrość, sceny, emocje, bo tym niczego nie zyskasz.
Skupienie się na seksie - trudno powiedzieć, bo to jest akurat pole którym kobiety są w stanie najbardziej manipulować facetem - jeśli Tobie rozjeżdżają się nogi i tracisz kontrolę nad innymi sferami to w tej ciężko będzie Ci to odzyskać.
nie poświęcaj teraz zbyt wiele myśli związkowi i kobiecie, może niekoniecznie ostry/sztuczny chłodnik, ale bądź zajęty :)jak zacznie się domagać więcej czasu, uwagi wymyśl coś nowego - może jakiś wypad za miasto na paintball?
co do chlania - to wg mnie dramatu nie ma jeśli robisz to z ludźmi, na imprezach na których dobrze się bawisz, lekko flirtujesz z innymi, coś potańczysz, coś się pouśmiechasz.
Jak to picie z kolegami pod blokiem albo samemu - cóż, musisz z tym powalczyć.
Dokładnie tak robię. Zazdrosny nigdy nie byłem, a jak tak było to nigdy tego nie okazałem. Zbywam, chłodnik to chyba za wiele bo nie ma z jej strony zobojętnienia. Zajmuję się swoimi sprawami, biorę się za doktorat. Wróciłem na siłownię, mam trochę wolnego i robię sobie jutro mały wypad. A koleżanka w czwartek.
Miałem dzisiaj zajebisty humor, tak całkiem szczerze bo osiągnąłem jakiś tam sukces zawodowy. Strasznie ją mój nastrój wkurwił kiedy gadaliśmy przez telefon. Pytała w rozmowie czy z nami koniec co zignorowałem, zmieniłem temat. Wydaje mi się, że jest zdezorientowana a to chyba nie jest źle. Mimo wszystko jestem sceptyczny. Ale nie mam w naturze się poddawać, szkoda by mi było.
Alkohol to lipa, wiem, że mam problem. Każdy z mojej "branży" miał taki epizod, dużo stresu ale i możliwości. Ciężko psychicznie ogarniać dodatkowe obciążenie, nikt nie jest robotem, nawet najlepszy gracz. No excuses, robie coś z tym... nie pije konsekwentnie w tygodniu.
Dzięki za odpowiedzi, analizuje!
Miałem to samo. Kiedy byłem zdołowany to były wyrzuty na temat: jakiś jesteś niemrawy nie ma w tobie humoru, energii itp. Kiedy byłem w humorze i cieszyłem się , że coś mi się udało, były akty zazdrości i próby zbicia mnie do stanu depresyjnego. Pomijam już fakt, że zły humor był spowodowany nią, a dobry wszystkim co nie było związane z nią.
W końcu to jebnąłem, bo ileż można to znosić? Co za przyjemność mają te suki w dołowaniu swoich partnerów? Nie wiem..., ale wiem , że są to dziewczyny , które same mają ogromne kompleksy. Powodzenia
Be yourself!
"Co do niej to jest zakompleksiona. Jest egocentryczką, wybuchowa, bardzo twarda i uparta. Straszny charakter, kurwa..."
Zgodzę się z Eskalacja_uczuc - spoko luz, możesz pobujać się tak jeszcze trochę: rok, dwa, pięć, ale jak kurwa przyjdą życiowe decyzje: ślub, kredyt, dzieci etc.. to ogarniesz temat? Wytrzymasz z taką kobietą? Będziesz się później kłócił jakie kafelki mają być w łazience?
Po pierwsze, to odpowiedz sobie na pytanie, CO Ciebie przy niej trzyma? Bo z Twojego opisu, to na "big love" to nie wygląda. Bardziej przyzwyczajeniem/uzależnieniem zalatuje...
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Trzyma mnie przy niej właśnie to "coś". Gdybym się nie pozbył jaj przez to "coś" nie było by problemu. Dałem się jak mała dziewczynka, próbuje odwrócić sytuację. Realizuję swój plan punkt po punkcie mimo wkurwienia, złości z jej strony. Jest ciężko ale nie chcę się kłócić z nikim o płytki w łazience tylko mieć w niej zajebisty seks. Jak polegnę to trudno, nie będę pierwszy i ostatni. Choć będzie kurewsko bolało.
Nie chcę zmieniać tej dziewczyny i jej osobowości tylko naszą relację. Podoba mi się jej przejebany charakter, można taką zawziętość pozytywnie wykorzystać. Niekoniecznie na torpedowanie swojego partnera. Musi coś "zrozumieć". A ja jestem gotowy ją stracić. Ale czy stracić? Nie mam już nic do stracenia, tylko mogę zyskać. Ją straciłem kiedy zostałem pluszowym misiaczkiem czekającym na spotkanie. To ja jestem winny, ma przejebany charakter to fakt, a w kontekście tego, że się nie układa to excuse! Amen.
Pozdrawiam kolego!
Ja miałem bardzo podobną sytuację, zdobyłem laskę która była moim ideałem (przynajmniej z wyglądu) przez totalny przypadek, potem z czasem stałem się cipą, robiłem WSZYSTKO na odwrót jak na tej stronie doradzają, efekt był łatwy do przewidzenia

Podłamałem się ostro, jednak dzięki radom z portalu wziąłem życie za mordę. Dla samych jaj odezwałem się do niej i zademonstrowałem jakim jestem teraz człowiekiem, zainteresowanie było widać od razu
efekt taki że da się, jednak trzeba zresetować kompa, wytrzeć tablice i takie tam.
Chyba zaczyna się udawać, dzieki! Coś się zmienia. Samotne wyjście na imprezę, trochę dystansu i zazdrości zmieniły relację o 180 stopni. Jest inaczej, już nie jest "upartą egocentryczką". Może nie jest to ten mały procent kobiet beznadziejnych tylko ja stałem się leniwą pizdą. Zacząłem ten związek w dobrym stylu, staram się zacząć tak samo po raz drugi. Może się uda, zmienić siebie na tyle, żeby nie zostać cipką po raz trzeci i ostatni. O ile to nie iluzja, że chwilowo opanowałem sytuację. Pozdro!
Przypomnij sobie jaki byłeś na początku związku. Ja zapomniałem i efekt był łatwy do przewidzenia:)
Uratowane, na razie, do momentu kiedy nie dam dupy. Oby nie. Konsekwencja i dzieje się magia! Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Wredna dziewczyna stała się milutka, inny człowiek. Ugodowa, ciepła, angażuje się i stara. Sam byłem winien, jej "wady" wynikały z moich błędów. Dziękuję!
Sorry, ze sie wpakuje po dluzszym czasie, ale co jakis czas powtarza sie schemat "samo-obwiniania sie". Dla mniej doswiadczonych praktycznie (bo czytanie, to nie to samo, co PRZEZYCIE kilku dekad z kobietami).... WADY tej kobiety sa spowodowane jej CHARAKTEREM. Kobiety bardzo dobrze umieja ukrywac swoje zle cechy na potrzeby sytuacji, ale jak wiemy trudno jest udawac bycie kims, kim sie nie jest, zbyt dlugo. Trwa to jakis czas, a pozniej cale to gowno powraca, nierzadko ze zdwojona sila - bo wiekszosc kobiet (nie wszystkie, ale jednak zdecydowana wiekszosc) bardziej pracuje nad "rozwojem" pod katem wygodnego ustawienia siebie w relacji, niz zmiany dla partnera. Zmieniaja sie tylko te, ktore szczerze/prawdziwie kochaja, a takich naprawde jest bardzo malo. Sluchajcie "BAYT'a" i "Eskalacji uczuc" (sorry, jesli kogos pominalem), bo dobrze prawia. I tak, jak "baudelaire" rzecze - kobiet NIE DA sie zmienic. Spowodowane jest to tym, ze w wiekszosci one wiecej inwestuja w te domowe psychologie i korzystna dla siebie rozgrywke, niz stawanie sie "lepszym modelem" - czy to z lenistwa, czy tez z norm narzuconych przez matki/ciotki/kolezanki/przyjaciolki, powielane od stuleci i stosowane do dzis dnia. No a przede wszystkim wlasnie z kobiecych, manipulacyjnych cech charakteru.
Kazdy, kto to zakwestionuje i znajdzie mi choc jedna kobiete powyzej 20-go roku zycia, ktora NIGDY w zyciu nie dopuscila sie najmniejszej manipulacji, dostanie ode mnie skrzynke piwa. Cheers
Stary, generalnie zgadzam się z Twoim wpisem, ale:
"Kazdy, kto to zakwestionuje i znajdzie mi choc jedna kobiete powyzej 20-go roku zycia, ktora NIGDY w zyciu nie dopuscila sie najmniejszej manipulacji, dostanie ode mnie skrzynke piwa. Cheers"
można odnieść równie dobrze do samców. Fakt jest taki, że każdy człowiek mniej lub bardziej świadomie manipuluje. Chyba, że mówimy o świadomej, perfidnej manipulacji drugą osobą, to można się spierać...
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Zgadzam sie z Toba, "Jelonku". Mialem jednak na mysli te subtelne manipulacje polaczone z proba przejmowania kontroli i testami (w zaleznosci od kobiety - testy bardziej agresywne lub mniej, ale jednak wystepujace w prawie kazdej).
Zauwazylem tez, ze wiekszosc facetow "nie z branzy PUA" jest bardzo ufnych, raczej malo kombinujacych/manipulujacych (bo sporo "PUA" uczac sie babskich gier, pozniej tymi samymi gierami rozgrywa, co dla mnie jest totalnie pojebane), a kobieta nie musi byc z zadnej "branzy" zeby to po prostu robic, bo (jak wiemy) ma to w genach i co jakis czas bedzie testowac, i czesto (w wiekszym lub mniejszym stopniu) bedzie manipulowac. Oczywiscie pomijam te mniej atrakcyjne, ktore ciesza sie, ze w ogole kogos maja (nie pisze tego, aby odkryc swoje pustactwo, tylko w ramach dodatkowej informacji), dlatego ograniczaja takie zachowania, z obawy przed utrata goscia.
To moze niektorym wydawac sie skrajne (na pierwszy rzut oka moze i jest), ale po ilus latach doswiadczen i polaczeniu praktyki z teoria, po prostu wyrabia sie w czlowieku taki radar i nawet najmniejsze proby kombinacji sie dostrzega. I gdy zwroci sie kobiecie uwage, to pozniej jest wlasnie tak, jak gdzies pisales, ze bez wzgledu na argumentacje do kobiety, tudziez zwrocenie jej uwagi na "giery" ktore robi nieswiadomie, to i tak zawsze bedzie proba przerzucenia winy na faceta.
"Mialem jednak na mysli te subtelne manipulacje polaczone z proba przejmowania kontroli i testami" - heh, no ciężko się z tym nie zgodzić. Tyle, że dla mnie to już jest perfidne, bo oznacza świadome i celowe zachowania względem partnera, które mają doprowadzić do tego, że facet zrobi to co laska chce i jak chce, nawet o tym nie wiedząc.
Zresztą pierwsze zdanie z definicji na Wikipedii mówi samo za siebie:
"Manipulacja - w psychologii oraz socjologii to celowo inspirowana interakcja społeczna mająca na celu oszukanie osoby lub grupy ludzi, aby skłonić je do działania sprzecznego z ich dobrem, interesem"
"Zauwazylem tez, ze wiekszosc facetow "nie z branzy PUA" jest bardzo ufnych, raczej malo kombinujacych/manipulujacych (bo sporo "PUA" uczac sie babskich gier, pozniej tymi samymi gierami rozgrywa, co dla mnie jest totalnie pojebane)" - z tym w pełni się zgadzam. Chyba każdy to przerabiał, że za szybko się otworzył/był-za-dobry/etc. i mu się dostało po dupie...
Co do tych gierek i testów, że kobiety mają to w genach - jestem coraz bardziej przekonany, że baby są w jakiś sposób "zjebane" i nie potrafią cieszyć się związkiem. Jakby nie potrafiły uwierzyć, że może być dobrze. I tak, jak napisałeś, większość "niewtajemniczonych" jest ufna i raczej nie kombinuje, no bo po co, kiedy jest spoko?
A laski nie - trzeba znaleźć dziurę w całym: Może on jest ze mną tylko dla seksu? Oooo, a może specjalnie nie sprzątnął po sobie talerza, bo chce ze mnie zrobić kurę domową? To jest dopiero pojebane.
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
"WADY tej kobiety sa spowodowane jej CHARAKTEREM. Kobiety bardzo dobrze umieja ukrywac swoje zle cechy na potrzeby sytuacji, ale jak wiemy trudno jest udawac bycie kims, kim sie nie jest. Trwa to jakis czas, a pozniej cale to gowno powraca. Zmieniaja sie tylko te, ktore szczerze/prawdziwie kochaja."
Oj sama prawda. Wiem bo miałem podobnie. Moja była potrafiła rzucić focha bo musiała czekać "aż 30 minut" na moją odpowiedź SMSową podczas, gdy ja byłem zajebany robotą bo akurat byłem w pracy albo odwalała jakieś sceny, których celem było wywołanie we mnie zazdrości o innych facetów. Albo potrafiła być zazdrosna bo powiedziałem do kumpla przez telefon by ucałował ode mnie moją klientkę z którą pracuję od jakiegoś czasu za pośrednictwem maila. Kobita 38 lat, po kilku nieudanych związkach, a zachowywała się jak jakaś pojebana gimnazjalistka. Po prostu, baniak mi ryła tak, że musiałem uciekać póki jeszcze kontaktowałem.
"Co do tych gierek i testów, że kobiety mają to w genach - jestem coraz bardziej przekonany, że baby są w jakiś sposób "zjebane" i nie potrafią cieszyć się związkiem. Jakby nie potrafiły uwierzyć, że może być dobrze. Może on jest ze mną tylko dla seksu? Oooo, a może specjalnie nie sprzątnął po sobie talerza, bo chce ze mnie zrobić kurę domową? To jest dopiero pojebane."
hahahaha skąd ja to znam. ONE SĄ POJEBANE. Niezależnie od wieku czy ma 20, 30 czy 40 lat i bez względu na to ilu chłopów miała przed Tobą, przez ile związków się przewinęła to potrafią zachowywać się tak samo. Ruchasz w każdej wolnej chwili to źle bo myślisz tylko o seksie, a tak w ogóle to jesteś jakiś maniak seksualny. Nie dobierasz się do niej przez trzy dni bo ją głowa boli to też źle bo seksualnie Cię nie pociąga. Co nie zrobisz to źle, a później wysyła płaczliwe wiadomości jaka to była szczęśliwa i jak żałuje i że chce się spotkać. Ło ja pierdole ...
Miałeś już czas na pokazanie swojego prawdziwego 'ja'.
Na początku znajomości stosowałeś zasady których się uczymy na tej stronie.
I tylko i wyłącznie dlatego zdobyłeś serce tej panienki z 'charakterem'.
Potem nagle zaczynasz sie zmienic - ona mysli, ze to ona rozdaje karty. I ma racje, bo tak wlasnie jest. Bardzo ciężko jest wyjsc z takiej pozycji.
Musisz wrocic do swojego starego 'ja', ale nie jakos gwaltownie tylko stopniowo ale z determinacją.
Zacznij ją zaskakiwać - zaproś na spacer.
Wez plecak a w pleacku termos z herbatką lub butelkę wina i plastiwkoe kubki.
Zaskoczysz ją i ona bd z tego powodu wniebowzięta.
"Zaskoczysz ją i ona bd z tego powodu wniebowzięta."
Haha, mam nadzieję, że tak będzie, ale nie zdziwię się, jeżeli autor usłyszy: "Nie lubię niespodzianek!". I foch do końca dnia...
Poza tym, co to kurwa ma być - tylko facet ma zapierdalać na związek? Dawać emocje, zaskakiwać, dobrze ruchać?
Sami sobie hodujemy rozpuszczone księżniczki przez takie zachowania. Czasem po prostu trzeba szczerze pogadać o tym co się dzieje i razem starać się to naprostować. Ale do tego trzeba chyba naprawdę kochać...
Zresztą od początku chce mi się brechtać z tego, o czym Snoofie wspomniał w którymś blogu - że jak coś się jebie, to ZAWSZE jest wina faceta. Bo emocji za mało, bo za miękki, bo za dobry, bo chuj wie co jeszcze...
A ja mówię - jebać to. Jesteśmy RAZEM, to gramy RAZEM w jednej drużynie i zapierdalamy RAZEM na wspólne szczęście. Tu nie ma miejsca na jakieś z dupy gierki i pierdolenie o jednym, a robienie drugiego. Po prostu dwójka kochających się ludzi nie ma czasu na takie pierdoły, bo woli miło spędzić czas - wyjść do kina, pieprzyć się pół dnia, iść na spacer, zrobić obiad...
Jak laska robi mnie w chuja, to znaczy, że musi wypierdalać z mojego życia.
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Jakbym czytał o sobie jakieś pół roku temu
Tylu rzeczy nie wiem na pewno, wątpie w coś nieustannie, ale kiedy robi się ciemno , wiem to na pewno, noc jest dla mnie!