Sprawa wygląda tak. Kiedyś gdy za dużo zainwestowałem w znajomość, czasu uczuć i emocji dostałem tzw. kopa w mordę zresztą byłem wtedy jeszcze nieświadomy tego, że w ogóle żyję a dziewczynie się nie dziwię. Niestety ta sytuacja mnie ciągle prześladuje. I to w takiej postaci, że nie chcę inwestować zbyt dużo w znajomość a praktycznie wcale. Mogłem wejść w kilka bliższych znajomości, mogłem już dawno być w związku - mogłem ale nie chciałem inwestować bo bałem się, że znowu skończy się jak wtedy. Wiadomo jak jest w początku znajomości to facet powinienen zainwestować ale ja tego nie robię, po kilku tygodniach/dniach daję sobie spokój bo to bo tamto i takie pierdoły.
Miałem sytuację, że napisała do mnie ładna dziewczyna z pobliskiego miasta. Jako, że znałem jej koleżankę/i to popisałem z nią i super ekstra - wystarczyło się ustawić na spotkanie i super - ale nie Cold wolał niczego nie proponować no bo jak to... wyjdę na needy, a koleżanki powiedzą "ha on do ciebie zarywa?".
Miałem sytuację, że dziewczyna wprost proponowała mi związek, ogólnie mnie chciała - i nie była zła ale... zrezygnowałem i praktycznie dziś mówimy sobie tylko cześć.
Miałem sytuację, że odbudowałem znajomość z dziewczyną opisywaną na początku tematu (tzn znajomość w której byłem jeszcze kimś w postaci frajera) ale nie wyciągnałem żadnych wniosków, ona mnie zaprosiła na miasto - poszedłem i było fajnie, ona mi proponowała wypad na łyżwy/narty - zrezygnowałem bo to bo tamto i skończyło się na tym, że znowu znajomość padła przez niewiem... moją pojebaną dumę czy bóg wie co. Jedynie co mnie w lipcu zaprosiła na FB i jak mnie widzi to bardzo się cieszy, mówimy sobie cześć... end of story.
Miałem sytuację, że dziewczyna znowu proponowała mi coś poważniejszego - zrezygnowałem, byłem z nią w kinie a potem powiedziałem, że się odezwę i tyle ją widziałem.
Miałem sytuację, że podszedłem, po 3 dniach ustawiłem się na spotkanie a po spotkaniu już się nie odezwałem chociaż miałem na to ochotę.
I tak jest ciągle a to chore. Praktycznie wcale nie wkładam w znajomość, ciągle chcę by ktoś się starał, gdybym częściej powiedział TAK, OK, ZGADZAM SIĘ - moje życie było by napewno ciekawsze
Cóż, nie potrafię tego zmienić a chciałbym. Macie jakieś rady?
Jestes jedynakiem??
...Sukces życiowy przypada tym, którzy wytwarzają w sobie świadomość sukcesu...
http://www.facebook.com/pages/Mo... Zapraszam!
Nie, mam brata :]
"I give love a bad name"
Ok.
Twój problem tkwi w tym, ze kiedyś sie przejechałeś na jakiejś pannie.. A teraz trzymasz dystans do poznawania nowych dziewczyn, wchodzenia z nimi w dalszy etap znajomości. Musisz wiedzieć, ze każdy facet coś takiego przerabial a chociaż, moim zdaniem, powinien przerobić. Takie rozczarowanie to dobry bagaż doświadczeń na przyszłość, jednak nie można na podstawie takie niepowodzenia całkowicie zamykać sie na świat czy kobiety. Musisz sobie to w głowie poukładać. Pamiętaj - każda kobieta jest inna na swój sposób. Nie każda Ciebie zrani, oszuka czy cholera wie co jeszcze zrobi.
...Sukces życiowy przypada tym, którzy wytwarzają w sobie świadomość sukcesu...
http://www.facebook.com/pages/Mo... Zapraszam!
Panny widze same pchaja ci sie na "ptaka" a ty mówisz " nie dziękuje wole ręczny".. tak to odbieram.. człowiek ogarnij się, a to co one se pomyślą to najmniej powinno interesować cię. Kiedyś każdego jakaś panna kopła w 4 litery.. mnie niedawno..
Może myślisz.. z tą to juz nie bedzie to samo co z "ex" ..może to Cię hamuje?
Hej!
Każdy facet musi reprezentować sobą jakąś mniejszą/większą wartość, aby ktokolwiek się nim zainteresował i chciał z nim przebywać. Już tutaj na samym początku występuje mechanizm inwestycji - Ty dajesz coś, aby ktoś mógł to wziąć i przekazać Tobie coś swojego. Nie ważne, czy to relacja facet-kobieta, czy facet-facet - tutaj występuje jeden i ten sam mechanizm, lecz trochę inaczej działa w przypadku mężczyzn i w przypadku kobiet.
Dobrze, że widzisz gdzie jest problem, lecz niestety dajesz się kierować jedynie swoimi zachciankami. Niby chcesz, ale od razu mówisz, że nie potrafisz. To jak to w końcu jest? To jest bardzo chujowe i negatywne założenie. Zauważ, że wszystkie kobiety przytoczone tutaj wykonały robotę za Ciebie. Jedna Cię olała - dała Ci do zrozumienia, że nie ma sensu tracić czasu na tą znajomość, 2 zaproponowały Ci coś zbliżonego do związku - jasny komunikat "chce zrobić krok w Twoim kierunku, lecz musisz mi dać na to przyzwolenie"i z pozostałymi 2 mogło wyjść coś naprawdę fajnego, ale Twoje widzimisię wzięło górę.
Może lepiej idzie Ci z facetami?
Stary zastanów się nad tym czego chcesz, bo może ewidentnie kobiety nie są Ci potrzebne w życiu. Nie chcesz ich poznawać, rozmawiać, kochać, zdradzać, ruchać, bo po co inwestować w coś, co w najlepszym wypadku za rok/dwa się rozpierdoli? Po co coś takiego? To nie ma sensu. Może za około 50 lat ockniesz się i zobaczysz, że w Twoim domu jesteś tylko Ty, Twojego ego i puste zachcianki, a sięgając pamięcią w wspomnienia to widnieją tam tylko te przypałowe relacje, które mogły, ale NIE potoczyły się inaczej. To smutne. Może kiedyś zrozumiesz, że Twoim problemem nie jest strach przed odrzuceniem, tylko Twoje popierdolone przekonania i brak jakichkolwiek wspaniałych chwil przeżytych z kobietą w którą zainwestowałeś tyle, że na sam widok jej fotografii masz ciasno w spodniach, a uśmiech nie znika Ci z twarzy.
Zamiast wyciągnąć wnioski z przeżyć z tamtą laską, która Cię odtrąciła, to Ty starasz się to interpretować i problem widzisz w sobie, a nie w swoim działaniu. To, że postępowałeś tak dziecinnie i normalnie jak na przeciętnego gościa przystało niczego Cię nie nauczyło, bo pomimo tego, że masz te nowe, lepsze, fajniejsze, bardziej ekscytujące relacje to nadal nie potrafisz stworzyć czegoś naprawdę zajebistego.
Nie chcesz się zaangażować, bo boisz się odrzucenia.
Jedna sytuacja tak diametralnie zmieniła Twoje przekonanie co do nowych relacji. Obawiam się, że obecnie problemy masz z podejściem do kobiety na ulicy, bo sądzisz, że laska Cię odtrąci i nic z tego nie wyjdzie, bo po co się starać i angażować? Wiesz, na każdej płaszczyźnie życia ryzyko jest lepsze niż ostrożna gra. Relacje, zdrowie, finanse, wizerunek.
No risk - no fun.
Zastanów się co jest lepsze: chwilowy dyskomfort, dla przyszłego komfortu, czy komfort, dla długoterminowej frustracji? Podczas drogi w poznawaniu kobiet lub w biznesie musisz zrobić krok, zainwestować coś w drugą osobę lub w jakieś aktywa, aby później zebrać zysk i móc żyć dalej. Co wolisz? Zycie ostrożne, bezpieczne z kutasem w ręku co wieczór i komfortowe wegetowanie w domu, czy 100 zlewek, głupich spojrzeń i kilka nowych numerów tel. + kobieta, z którą zaraz będziesz uprawiał seks? Dla mnie odpowiedź jest prosta, lecz Ty wolisz trochę pokomplikować sobie życie, ale mimo to wybór należy do Ciebie.
"Osoby, które ryzykują żyją krótko, zaś Ci, którzy grają ostrożnie nie żyją w cale"
Jeśli ciągle oczekujesz, pragniesz, chcesz tylko chapać i chapać od innych to powiem Ci, że za jakiś czas zostaniesz porządnie wyruchany przez życie. Właściwie już zostałeś. Im więcej dasz od siebie, tym więcej otrzymasz od innych. Twoje odbicie, czyli to jakim człowiekiem jesteś, będzie do Ciebie skierowane przez wszystkich, którzy Cię otaczają. Od siebie dajesz tyle co nic - niektórym się to podoba, lecz na krótką metę.
Weź się w garść, zmień to, co Ci się nie podoba i zacznij żyć tak, jak chcesz. Jeśli obawy zżerają Cię od środka, to zaryzykuj. Zrób eksperyment i zainwestuj z umiarem w jakąś relację z atrakcyjną kobietą. Z jedną, z dwiema, trzema itd. Gdy zbierzesz jakąś tam ilość doświadczeń, to właśnie wtedy będziesz mógł ocenić co jest dla Ciebie dobre, a co nie. To jedyna adekwatna metoda do tej sytuacji.
Przekonania powinny być czymś elastycznym. To, że jedna Cię odrzuciła, nie znaczy, że zrobią to kolejne, a jeśli zrobią, to będziesz miał gruntowną wiedzę i będziesz w stanie wystawić prawdziwą opinię na temat tego co jest słuszne, a co okazało się jakimś nieporozumieniem.
Wiem, że możesz. Wszystko zależy od Ciebie.
Pozdrawiam!
"Nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawajcie!"
love, Redds
Dzięki za odpowiedzi panowie ;]
Niby chcesz, ale od razu mówisz, że nie potrafisz. To jak to w końcu jest? To jest bardzo chujowe i negatywne założenie.
To prawda. Moje myślenie opiera się na "Zaproponowałbym jej coś ale i tak tego nie zrobię"
Nie chcesz ich poznawać, rozmawiać, kochać, zdradzać, ruchać, bo po co inwestować w coś, co w najlepszym wypadku za rok/dwa się rozpierdoli? Po co coś takiego? To nie ma sensu.
Tu nie mam złudzeń, chcę mieć kobiety, dążę do tego by je poznawać, kochać itd. Nawet Still mi zadawał kiedyś podobne pytanie ale wiem, że chcę i jestem tego pewien.
Zamiast wyciągnąć wnioski z przeżyć z tamtą laską, która Cię odtrąciła, to Ty starasz się to interpretować i problem widzisz w sobie, a nie w swoim działaniu.
To też prawda, gdybym po tym jak ona mnie gdzieś zaprosiła sam napisał za jakiś czas i zaproponował spotkanie to kto wie co by się wydarzyło. Wolałem przesiedzieć/przemilczeć w domu.
Jeśli ciągle oczekujesz, pragniesz, chcesz tylko chapać i chapać od innych to powiem Ci, że za jakiś czas zostaniesz porządnie wyruchany przez życie. Właściwie już zostałeś. Im więcej dasz od siebie, tym więcej otrzymasz od innych. Twoje odbicie, czyli to jakim człowiekiem jesteś, będzie do Ciebie skierowane przez wszystkich, którzy Cię otaczają. Od siebie dajesz tyle co nic - niektórym się to podoba, lecz na krótką metę.
Bardzo mądre. Dziwię się, że co poniektórzy jeszcze ze mną utrzymują kontakty - ciągle tylko chcę brać od innych nie dając nic w zamian a to równanie niema sensu.
Dzięki "redds" za czas włożony w tego posta, kawał ciekawych wniosków. Dobra niema co, postaram się zmienić kurs i opiszę efekty wkrótce.
"I give love a bad name"