Witam mam problem z kontrolowaniem zwazku. Jestem z dziewczyna już prawie dwa lata poczatki byly świetnie stosowałem porady z tej strony byłem silny i pewny siebie , to ona sie obawiala czy sie spodoba a moje zdanie było jej ostro ważne starała sie bardzo ja też sie starałem i zostalsny swietna para , mijaly miesiace i nadszedł kryzys w mym zyciu jakies wewnetrzne wypalenie , zaczeły sie kłotnie i pretensje czasem o nic , stała sie ciapą ale juz przed tym jak bylo zle przesalem stosowac te zasady ze strony , uznalem ze ta dziewczyna jest inna, gdy stalem sie ciapa dalej myslala o mnie jak o kims silnym ja zaczełem wychodzic z dołka to zaczeło mnie wszystko wkurzac bo przejrzałem ze to ja zawsze kreuje spotkania ze ja zawsze mam czas ze to ja zawsze wszystko rzucam i lece a ona nie jakis drobny problem i jest nie do przejscia , musi pomoc rodzicom , musi to musi tamto, i zaczeły sie kłotnie o to jak mnie traktuje ze nie jest zdolna do poswiecen. Wczesniej było inaczej , wiem ze przyczynili sie do tego jej rodzicy którzy przestali mnie lubic z dnia na dzien z faktu ze cos nie zrobiłem jak oni by sobie życzyli. Wiec potem mi podkładali świnie... Ja nie jestem na posyłki i nie bede robił to czego ona akurat chce. Najciekawsze ze nawet jak sama jest winna to wszystko zrzuca na mnie , o wszystkim myśli w sposób płytki a to była dojrzała osoba. Oczywiscie ja jej za to nie przepraszam. GDy ona cos mi zrobi jestem na nią zły to ona że to nic wielkegie ,gdy zrobie jej identycznie to samo to wielki lament. Ona chcebyc ze mna ale sie nie stara , kiedys gdy ja olałem to mega staranie nie odpisalem 15 min to juz myslala ze cos sie stało. Staram sie ją olewać i te sytuacje nie wychodzic z inicjatywa ja kiedys ale ona np, mowie nie spotkamy sie w ten weekend to ona " no cóz trudno" a kiedys umarłego by postawiła. Nie kreci z nikim jest oddana ,nie robi cos wbrew mi w tym sensie sie słucha mnie. Ale nie można na nia liczyc, strasznie potrafi skrytykowac chodz kiedys by bała sie mej reakcji. No ogólnie skakała zamną kiedys teraz to ostygło, łatwo godzi sie z sytuacją, gdy ona stara sie na 30% to i ja spadłem na 30% ale u niej nic nie drgneło gdy ja spadłem na 10% to ona podwyzszyła do 50%, nigdy nie ma współmnierności . Mowi czesto ze kocha chce sie przytulac itp ale żeby jakoś czynami to pokazac to w zasadzie olewa mnie. Jak to ruszyc kiedy ona zachowuje sie normalnie tylko wtedy jak jest mowa o rozstaniu?
Musisz być gotowy od niej odejść w każdej chwili, a teraz chcesz zrobić wszystko żeby to przetrwało pomimo tego, że nie leży Ci jej zachowanie. To błąd. Myślę, że musisz sobie sam uświadomić jak chcesz żeby wyglądał ten związek i z nią o tym szczerze porozmawiać, dodając, że jeżeli się tak nie stanie to odejdziesz. Jeżeli Ty raz proponujesz spotkanie i ona się na nie nie zgadza bo coś tam, to przyjmij to do wiadomości ale nie naciskaj na następne, tylko poczekaj aż ona zaproponuje. A to, że już nie jest tak nakręcona jak kiedyś to oczywiste, już minął okres różowych okularów ;p
Nie ma czegoś takiego jak porażka, jest tylko zdobywanie doświadczenia.
Ona proponuje ale w te dni co mi nie pasuje i jak ja czegos nie odwolam(bo ona oczywiscie ma setki ważnych spraw) to wychodzi 1 spotkanie na 2 tyg. dzieki mnie jest bardzo czesto. A gdy i ja nie odpuszczam tylko jest te spotkanie co 2 tyg. To potem sapy ze ja olewam ze nie mam czasu ze traktuje jak śmiecia i wszyscy ważniejsi od niej(obłed). Ona sami to robi w stosunku do mnie i wg niej jest to ok.
To jak nie potrafi zrozumieć, że Ty też masz ważne sprawy to się zastanów czy warto to ciągnąć i słuchać pretensji o nic.
Nie ma czegoś takiego jak porażka, jest tylko zdobywanie doświadczenia.
Rozumiem lecz nie chodzi mi o to zeby tylko nie klocila sie z tym o to lecz by jej bardziej zalezalo na spotkaniu niz mi i sama odwolywala swe sprawy dla spotkan a nie tylko ja , by nie godzila sie na taki uklad 1 spotkanie na 2 tyg i na tych spotkaniach tez sie starala. A jak odejdei ona powiedzmy za 3 tyg przyleci do mnie z placzem i lamentem ze chce byc ze mna od nowa ze wszystko zrozumiala jaka byla itp to jej wierzyc? bo zdaje mi sie ze ona mysli ze mnie nie stac na rozstanie.
Ona próbuje tak jakby grac moja bronia ,mnie olewa i ja sie staram kiedys to ja ja olewalem a ona sie starala, ale jak gramy to sama bronia oboje to nikt sie nie stara i wszystko jest do dupy
To jest trochę toksyczny związek. Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście ważne pytanie! Czy jesteś szczęśliwy? Bo to,że ją kochasz i sraty taty to pewne bo chcesz walczyć o ten związek przynajmniej tak wynika z tematu. Trudno się dziwić trochę już z nią jesteś. Ale czy warto starać się o związek w którym ona ma Cie w dupie i sie bawi Tobą przy każdej lepszej okazji? Na moje ona Cię niszczy i wypala..
Tak jak mówiłem odpowiedz sobie na to jedno ważne pytanie i wyciągnij wnioski:)
Powodzenia:)
Mentos dobrze napisał musisz być gotowy na koniec.
Ale są jeszcze szanse:
Musisz rozbudzić jej emocje na nowo- zabierz ją w jakieś ,,inne" miejsce takie które wywoła u niej strach, podniecenie itp itd- a na koniec randki zafunduj jej ostry i niezapomniany sex.
Sądzę, że powodem tego kryzysu jest rutyna dlatego warto zrobić coś, co ją zaskoczy i o czym nie zapomni do końca życia;]
"Strach" to tylko rzeczownik
Z tym niszczeniem i wypalaniem to prawda aczkolwiek to dzieje sie od niedawna bo przez mega długi czas dawala mi radosc i sile. a z Ta rutyna i zaskoczeniem to przecież usilna sila naprawienia tego w sensie ona nic nie robi , a gdy robi sie źle ja wkraczam do akcji i staram sie jeszcze bardziej niż ona, Wiec to chyba utwierdzi ją że "miej wyjebane a bedzie Ci dane" tylko że to ja miałem z tej koncepcji korzystać a nie ona , wiec przydało by sie to odwrócic ale jak?
A może poderwać kogośna jej oczach zazdrosc itp