Witam wszystkich użytkowników
Chciałbym zapytać was użytkowników jak mam się dalej zachowywać lub jaką przyjąć postawę w "związku" z moją dziewczyną. Pomijając oczywiście fakt, że jestem w 100% sobą, mówię to co myślę i dla mnie wszystko opiera się na rozmowie.
Otóż jestem z kobietą, krótko, bo ok. pół roku. Ogólnie jest typem dziewczyny, której strasznie ciężko się otworzyć, tak było po przeżyciach w ostatnich związkach, ale nie będę się tutaj rozpisywał.
Chodzi mi głównie o to, że w związku głównie to ja staram się trzymać wszystko na jakimś tam konkretnym poziomie. Staram się ją do siebie przekonywać, to ja rozpoczynam rozmowy o nas pytam, wręcz czasami nalegam, żeby powiedziała mi czego się obawia, bo po to jestem przy niej żeby mogła być pewna siebie. Uwierzcie mi, że ciężko jest mi ubierać jakieś uczucia lub to co chcę jej powiedzieć w słowa, żeby przy tym mówić to jak mężczyzna a nie jak pizda.. Nie powiedziałem jej, że ją kocham, nie powiedziałem też, że się zachowałem. Czasami ją skomplementuję, staram się spędzać z nią jak najwięcej czasu. Seks oczywiście jest i jego jakość z czasem się poprawia. Była dziewicą i to ze mną cała ta jej przygoda się zaczęła i razem się uczymy tej sztuki, także tutaj raczej nie upatrywałbym problemu.
Ostatnio powiedziała mi, że nie wie co do mnie czuje, a wyszło to z tego, że nie skonsultowałem z nią jednej kwestii. więc odpowiedziałem jej
- Ja robię bardzo dużo w kierunku rozwoju naszego związku i nas, ale niestety ja sam niczego nie zbuduję na siłę, ty też musisz chcieć, jeżeli ty się przy mnie męczysz wg ciebie marnujesz, ale wg mnie tak nie jest, to ja Cię nie trzymam. Tylko jeżeli obydwoje tego chcemy, to można coś zbudować.
Później jeszcze porozmawialiśmy. Odpowiedziała mi, że strasznie ciężko jej się mówi o uczuciach i że nie będzie mówiła, czegoś czego nie czuję, lub jeżeli miałaby później tego żałować.
Na dobranoc dostałem sms że dużo jej dały te rozmowy i że mam rację, że będzie się bardziej otwierać i mówić o uczuciach, bo ona też tego potrzebuje. Ja jej powiedziałem, że nie będę naciskał na nią oraz sugerował jej co ma mówić, bo mi też ciężko mówi się o uczuciach i dlatego tak często o nich mówiłem, żeby ją do siebie przekonać, ponieważ chciałem wywołać jakiś efekt, chęć rozmowy o tym, o nas, żeby to ona chciała rozmawiać. Powiedziałem jej też, że nie będę już tak naciskał na to żebyśmy o tym mówili i sam nie będę o tym mówił tak często jak było do tej pory. Powiedziałem jej, że będzie tak samo, ale będzie czuła, że inaczej. (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) Powiedziała, że się cieszy
Wczoraj kiedy się z nią widziałem, była cicha itp, tak jakby chciała sprawdzić czy to co mówię jest prawdą. Nie przytulała się nie pocałowała. Nie zwracałem uwagi na te jej gierki (jeżeli można to tak nazwać) i położyłem jej rękę na szyi dając jej do zrozumienia że nie robi to na mnie wrażenia, oraz to że ja robię to co chcę. Zauważyła to i po jakimś czasie zaczęła normalnie się zachowywać.
Spotykamy się co drugi dzień czasami co trzeci no a czasami codziennie ale nie częściej jak przez dwa dni.
Jeżeli to ja dużo daje i organizuje wszystko jest super ona się cieszy i też o tym mówi, jednak kiedy ja trochę odpuszczę dam jej pole do popisu, to dzieje się o wiele mniej i wszystko to traci swoje tempo.
Więc drodzy użytkownicy, proszę Was abyście tak normalnie, naturalnie doradzili mi co mam robić. Na chwilę obecną jest wszystko ok, no ale nie chcę za jakiś czas obudzić się z ręką w nocniku w momencie kiedy powie mi, że to nie ma sensu. Jeżeli chodzi o mnie to jednak czegoś mi w tym wszystkim brakuje, tego o czym piszecie, że to facet dąży do seksu i tego żeby kobieta się nie nudziła a ona dąży do związku i uczuć. Nie za bardzo wiem jak mam to osiągnąć i co robić, bo nie wiem czy ona w ogóle coś do mnie poczuję i jak długo jej to zajmie. A wiecie wszyscy dobrze, że nie można być całe życie tym dobrym robić wszystko być kochanym, żeby kobieta się do nas przekonała. Uwierzcie mi robiłem to dostatecznie długo, a nie chcę żeby nadszedł ten moment, że po prostu któremuś z nas to się znudzi, bo cały ten okres, w którym ja nad tym zwiazkiem i nad nią pracowałem jest za wiele wart.
Proszę o konstruktywne i w miarę wyczerpujące odpowiedzi, ażebym mógł wyciągnąć z tego w miare rozsądne wnioski i podjął jakąś konkretną postawę i się jej trzymał.
Może po prostu chce od Ciebie odejść ale nie potrafi albo nie jesteś jej wymarzonym partnerem, stąd takie zachowanie.
Zawsze powtarzam, że jak laska się zakocha to nic innego się nie liczy. Spotykam się z wieloma i bardzo ładnie widać, które są zauroczone a które traktują znajomość na loozie bo wiedzą, że i tak nic z tego nie będzie. Te zauroczone zapewne liczą, że się zmienię.
Jak będę wchodził w związek to tylko z taką, która będzie miała "kurwiki" w oczach na mój widok. Ja bym sobie odpuścił taki związek, jak ten Twój.
Ogólnie ta Twoja laska sprawia wrażenie takiej ospałej i nudnej. Zróbcie coś megaaa szalonego z adrenaliną i zobacz jak to na nią wpłynie.
Sam nie wiem co o tym myśleć, bo jeżeli pytałem, czy chce, ze mną być, to ona odpowiedziała, że gdyby nie chciała, to by mi od razu to powiedziała...
Jesteś szczęśliwy w tym związku? Bo mi się wydaje, że nie + brak możliwości poprawy ze strony laski. Także po co się męczyć, skoro za tydzień możesz kogoś poznać przy kim będzie happy
nie można być całe życie tym dobrym robić wszystko być kochanym, żeby kobieta się do nas przekonała. Uwierzcie mi robiłem to dostatecznie długo, a nie chcę żeby nadszedł ten moment, że po prostu któremuś z nas to się znudzi, bo cały ten okres, w którym ja nad tym zwiazkiem i nad nią pracowałem jest za wiele wart.
Siemanko,
boisz się że to co zainwestowałeś w ten związek chuj strzeli? Musisz mieć świadomość że niezależnie od sytuacji, niezależnie od miejsca w którym stoi Twój związek, COŚ może pierdolnąć i się wszystko skończy.
Piszesz że robiłeś wszystko by być kochanym. Pokochaj siebie.
Sam stwierdziłeś że, krótki związek, że kobieta się nacięła wcześniej.Pewnie siedzi w bunkrze swoich iluzji i próbuje siebie samą oszukać, że jej nie zależy. Może mieć też wzorzec z chaty że ojciec skacze ciągle wokół mamusi i ją. zadowala, albo jest na tyle inteligentna emocjonalnie że nie pierdoli o wielkiej miłości gdy jest z Tobą 6mc.
Pytasz jak to technicznie ogarnąć? Ogarnąć musisz to w swojej psychice.Zmienić swoje wyobrażenie o związku.
Na chwilę obecną jest wszystko ok, no ale nie chcę za jakiś czas obudzić się z ręką w nocniku w momencie kiedy powie mi, że to nie ma sensu.
Jak jest ok to rób tak żeby było dobrze. Tak jak wspomniałem wcześniej że jak ma pierdolnąć to pierdolnie
Odpuść trochę skakanie bo jak widać pasuje jej taki układ.
I zapamiętaj że koniec tego związku nie oznacza końca świata. Masz 20 lat. Całe życie przed Tobą
Filozoficzne wyjaśnienie karmy różni się pomiędzy tradycjami, jednak główna idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście jakie sprowadza na siebie i innych.
Powiem Ci coś z mojego doświadczenia
Miałem taki czas w związku, że to ja inwestowałem więcej, to ja zawsze się odzywałem pierwszy, inicjowałem jakieś wyjścia, spacery. Pewnego dnia zrobiła coś co mnie zajebiście wkurwiło. Gdy ochłonąłem, poszedłem do niej porozmawiać o tym.
Lecz to nie była rozmowa, to był monolog. Czasami tylko coś wtrąciła co natychmiast obaliłem swoimi argumentami. Także siedziała skruszona i słuchała. Po czym zapytała: i co teraz zrobisz?
Odpowiedziałem, żeby się dobrze zastanowiła gdy będzie chciała powtórzyć taką krzywą akcję. I że od dzisiaj będzie mi mniej zależyło na naszym związku. Jeśli chce odbudować moje zaufanie i równowagę w związku musi sie postarać. Potem wyszedłem mimo jej próśb bym został.
Motyw jest taki, że po tym wszystkim myślałem że mój związek się rozjebie w przeciągu kilki dni. Już się z tym pogodziłem. Ale stało się inaczej, coś dotarło do mojej dziewczyny i jest lepiej, a nawet dobrze.
Black46 jeżeli chcesz wygrać ten związek musisz być gotowy do jego straty.
Postaw wszystko na jedną kartę... porozmawiaj z nią poważnie jeszcze raz po czym zrób się bardziej zimny, zostaw jej pole do popisu...
Kiedyś ktoś mi zacytował : "Jeżeli chcesz mieć dziewczynę musisz być gotowym ją stracić". A z tego co mi się zdaję to tracisz osobowość, zbyt uległy wobec niej jesteś. Tracisz to co Cię wyróżnia i robisz się trochę jej pieskiem. Daj jej do zrozumienia że jesteś gotów ją stracić. Ale nie to że zawieszasz kontakt i jesteś obrażony. Pokaż że masz inne opcje. Postaraj się aby ona trochę się o Ciebie postarała rzuć jej wyzwanie. Wyjdź ze ślepej uliczki "Jak sobie pani łaskawa życzy".
Właśnie widzisz. Problem w tym, że Ty za bardzo chyba próbujesz ją cały czas do siebie przekonać. Skoro próbujesz, to oznacza, że do tej pory jeszcze ona się do Ciebie nie przekonała i nie ma co do Ciebie jakichś odczuć w stylu, że jesteś tą właściwą dla niej osobą. Ty tak w zasadzie w tym związku załatwiasz wszystko, wyrabiasz normę zaangażowania za was dwoje, inwestujesz zbyt wiele, a wiadomo, że inwestycja powinna się po pewnym czasie zacząć zwracać, przynosić zyski. Tego w tej sytuacji nie ma, a przynajmniej ja nie widzę, aby ona dawała coś od siebie na tyle, aby Twoje starania jakoś procentowały. Przyzwyczaiłeś pannę do dobrego, to ona teraz z tego korzysta i nie dziw się, że tak robi, bo każdy z nas jest w większym lub mniejszym stopniu egoistą, a to do Ciebie należało wyznaczenie granic, do których można się posunąć w tej relacji, a których nie można przekroczyć. Ty czegoś takiego nie zrobiłeś, w wyniku czego panna wchodzi Ci na głowę, a jest to głównie Twoja wina, spowodowana Twoim zaniechaniem i zaniedbaniem pewnych fundamentalnych zasad, na których buduje się związek. Nie kwalifikowałeś zapewne swojej kobiety i generalnie sytuacja w związku wygląda pewnie tak, że to Ty dajesz się jej kwalifikować, spełniasz jej jakieś zachcianki, wymagania i chcesz mieścić się w jej skali ocen na wysokim miejscu. W tej relacji jest poważna dysproporcja oraz zachwianie układu zaangażowania w związek na Twoją znaczną niekorzyść niestety i raczej już się z tego nie wygrzebiesz. Na moje wygląda to tak, że Ty nie czujesz się wystarczająco dobry dla niej, więc na każdym kroku, oprócz tego, co wnosisz normalnie do waszej relacji, chcesz coś jeszcze robić ponadprogramowego, aby niejako wkupić się w jej łaski. Ona zaramowała Cię już dawno i to na samym początku relacji i stawiam, że zrobiła to mniej więcej takimi słowami, że ciężko jej się zaangażować w jakiś związek, bo poprzedni facet ją zdradził, ona jest od tego czasu nieufna, ciężko jej się otworzyć ze swoimi uczuciami, wyrażać swoje uczucia, bo boi się, że ktoś znowu ją przez to zrani, więc przybrała taki pancerz chłodnej laski, a Ty to łyknąłeś, jak młody pelikan i dzięki temu to wszystko ustawiło waszą relację na długo, skoro Ty do tej chwili wspominasz to, że jej się ciężko otworzyć po ostatnich związkach. Gówno prawda, pierdolenie. Fakt, że wchodząc w kolejny związek wnosi się tam jakiś bagaż doświadczeń, ale nie mogą one w pełni determinować tego, że będzie się w dany sposób zachowywać, szczególnie, że każda nowa relacja jest inna i każdy człowiek jest inny. To było zagranie asekuracyjne, aby ustawić się w takiej pozycji, w jakiej jest obecnie. Nie ujawniając swoich uczuć człowiek czuje się bezpieczniej, może kontrolować związek i trzymać rękę na pulsie. W końcu przegrywa ten, komu bardziej zależy podobno.
Zastanów się szczerze, czy odpowiada Ci taki kształt waszego związku i Twoja w nim pozycja. Czy chcesz być kimś z braku laku i lepszych perspektyw, ale jednocześnie nikim szczególnym i ważnym? Przemyśl to.
"Don't trust the smile, trust the actions"
Tak jak mówisz nevermind. Ogólnie jest typem spokojnej kobiety i na pewno nie szaleje w "tych" kwestiach, jest wierna i lojalna, to wiem na pewno.
Rozmowę chyba odłoże na jakiś późniejszy okres, bo nie dawno z nią o tym rozmawiałem, po czym powiedziała mi, że dużo dały jej nasze rozmowy i że postara się bardziej otworzyć i mówić o uczuciach bo ona też tego potrzebuje. Jednak prawie wcale tego nie zauważam.
Zrobię tak, że będę dawał troszkę mniej od siebie, w miejsce tego wykazać się będzie mogła ona. Jeżeli to przyniesie jakikolwiek efekt, to ok. Jeżeli zacznie się zastanawiać co jest i powie, że się nie staram, to wtedy z nią porozmawiam i powiem, że jeżeli jej na mnie zależy, to przyjemnością będzie do mnie napisać zadzwonić czy mieć ochotę się spotkać, albo najzwyczajniej w świecie zatęsknić. Jeżeli tego nie czuje i uważa że nie da rady, to trzeba będzie to skonczyć, bo nawet gdyby miała problemy, to tak jak mówiliście, to jest doświadczenie a nie jakiś lęk, że miała ciężko. A ja robiłem i robię wszystko żeby czuła się przy mnie bezpiecznie.
Na chwilę obecną nie mogę nic więcej jej obiecać albo do czegoś się zobowiązywać, bo muszę czuć, że jestem jej potrzebny i że coś do mnie czuje, a nie mogę bezczynnie czekać, czy ona może "coś" poczuje..
Jednak to wszystko nie zmienia faktu, że wiem, że jeżeli ona by się otworzyła i była po prostu sobą, mówiła o nas, uczuciach potrzebach, chociaż w takim stopniu jak ja, to nie zamieniłbym tej kobiety na nic innego w świecie...
"jest wierna i lojalna, to wiem na pewno" - nie zapędzaj się Kolego... Może i masz rację - czego Ci życzę - ale półroczna znajomość, to raczej zbyt krótki staż, żeby wyciągać takie wnioski...
Jak pokonacie razem kilka życiowych zakrętów, to będziesz wiedział kto jest kim...
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Tutaj wszystko jest czarno na bialym. No i tak, jak Bialy Jelen mowi - 100% racji. A dodatkowo, popelniasz podstawowe bledy - za duzo dajesz, przez co za duzo oczekujesz. To widac w kazdym twoim poscie. W pewnym momencie ona moze poczuc sie osaczona i powiedziec, zebys dal jej "przestrzeni". Musisz troche odpuscic, dac troche wiecej niedostepnosci, przestac PIEPRZYC O ZWIAZKU I UCZUCIACH, O OTWIERANIU SIE, ITP.!. I stan sie bardziej meski !!! Na moje oko Tobie moze pomoc tylko zerwanie kontaktu na jakis czas, przyswajanie wiedzy z tej strony i duzo pracy nad soba. Bez tego przegrasz, jesli juz to nie nastapilo.