Tym silniejszym uzależnieniem jest myślenie i chęć częstego spędzania chwil ze swoją kobietą. Nie jestem początkującym w sprawach uwodzenia, wiem też dobrze jak funkcjonuje umysł kobiety, jakie oczekiwania wobec facetów sobie stawiają i czego potrzebują w związku, bo choć każda inna to pewne aspekty wciąż się powtarzają. Problem jednak tkwi we mnie, problem, w którego brak wierzyłem. Do pół roku związku było perfekcyjnie, zachowywałem się jakbym chciał z nią być, ale nie potrzebowałem jej. To było zdrowe podejście, słów kocham też nie było, a jednak układało się okej. Teraz jesteśmy już rok w związku, niby wszystko się utrzymuje w dobrych relacjach, gdyż wiem jak pociągać za "kobiece sznureczki" i dostarczam jej zawirowań emocjonalnych, ale martwi mnie, że częściej zaczęły występować kłótnie.
Te kłótnie powstają z mojego błędnego zachowania, z uzależnienia od spędzania z nią czasu. Rośnie we mnie frustracja, nawet wtedy gdy idę do pracy na popołudniu a nie na rano i spędzimy ze sobą mniej czasu. Nie posiadam jednak myślenia typu "Co ona robi". Ona nie ma innego zycia towarzyskiego poza mną, gdyż ma surową matkę i szkoda jej czasu na koleżanki, każdy wolny woli spędzać ze mną. Nie żyje też obawami o rozstaniu, czy zdradzie, jestem w tym zahartowany z poprzednich związków, mam też zasady o których ona wie i nawet gdy występuje jakiś sporadyczny shit test, to silnie przeramowuję i odbijam.
Nie oczekuje od Was odpowiedzi w stylu "znajdz sobie zajęcie, pasje, spędzaj czas z innymi ludźmi itd" Znam to i żyje tym gdy tylko nie ma jej przy mnie. Potrzebuję trafnych przykładów jak sobie poradziliście z takim uzależnieniem, bo zapewne nie jestem z tym sam. Może jakieś silne stawianie sobie zasad, czy coś w podobie?
Sprecyzuj - Twoim uzależnieniem jest to, że spędzasz z nią za dużo czasu?
...Sukces życiowy przypada tym, którzy wytwarzają w sobie świadomość sukcesu...
http://www.facebook.com/pages/Mo... Zapraszam!
Korrzi dobre to Twoje rozczarowanie
Słuchajcie mam jednak wrażenie, że spotykając się z innymi kobietami stanę się hipokrytą, gdyż od samego początku postawiłem takie zasady swojej dziewczynie, że jak chce być ze mną w związku to jakieś wypady z koleszkami nie wchodzą w grę, że albo chce związku, albo latania z facetami. Ona oczekuje, także tego ode mnie, więc tutaj się zastanawiam nad tymi kobietami.
Salub, chcąc sprecyzować mogę powiedzieć, że moim uzależnieniem jest spędzanie z nią czasu. Samo spędzanie czasu z własną kobietą jest na miejscu, ale u mnie jest tak, że gdy tego brakuje czuję się tak jakby dzień już był stracony, humor mi się psuje, nastrój spada. Tak jak kiedyś nie mogłem pozostawić dnia bez papierosa, tak dziś ciężko mi pozostawić dzień, bez zobaczenia swojej kobiety nawet na chwilę.
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
Wybacz, ale glupie zasady masz i glupio to ustaliles. Nie chce Cie urazic, ale uswiadomic Ci jak duza krzywde robisz sobie i Jej. Nie wolno sie zamykac w jakichs dziwnych ramach zwiazkowych. Wyjscie z grupa znajomych gdzie sa koledzy to nie gonienie z facetami czy za facetami. W zwiazku powinno byc miejsce na oddech bo juz sie dusicie, i zapewniam Cie ze jak nie zmienisz tych swoich zasad na bardziej liberalne, to udusisz tak siebie jak i swoj zwiazek.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
No pewnie źle zrobiłem, ale poprzednią dziewczynę trzymałem zbyt luźno i było źle, więc obecnej postawiłem zasady na początku związku. Ona raczej nie ma w głowie spotkań z kumplami, ale raz wynikła taka sytuacja, że kumpel poprosił ją o pomoc z fizyki. Ona odmówiła bo wiedziała, że czułbym się zle gdyby poszła. Nie mówiła mi nic o tym, ale 2 tygodnie od tej sytuacji wyszedłem na kawkę z koleżanką, wtedy wybuchła złością i mi powiedziała, że ona to odmawia a ja oczywiście nie, bo sobie lubię spędzać czas z koleżankami, więc odbiła mi tym samym
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
Wiem, że nie o to pytasz, ale zobacz:
"Ona nie ma innego zycia towarzyskiego poza mną [...], szkoda jej czasu na koleżanki, każdy wolny woli spędzać ze mną"
- nie sądzisz, że coś takiego jest mało korzystne i dla niej, i dla Ciebie? Na razie wszystko się układa (jeśli nie brać pod uwagę Twojego "uzależnienia"), ale:
* gdyby coś Ci się kiedyś stało,
* gdybyś postanowił odejść,
* gdybyś wyjechał na dłużej,
ta dziewczyna nie poradziłaby sobie z tą sytuacją tak łatwo jak osoba, która ma przyjaciół, wyzwania w pracy i zainteresowania.
Poza tym nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten stan rzeczy wpływa również na Wasze obecne nieporozumienia. Piszesz, że jesteś uzależniony - a z tego, jak o tym opowiadasz, wnioskuję, że ona też jest od Ciebie silnie zależna. Stąd już o krok od podejrzenia, że może po prostu jesteście za blisko - na tyle złączeni codziennością i spędzaniem razem każdej wolnej chwili, że już zapomnieliście, jak to jest mieć odrębne życie.
Co teraz?
Daleko mi od polecania Ci kontaktu z innymi kobietami - jeśli ma to przybrać formę podrywania innych lub umawiania się z nimi na randki, to jak dla mnie szybciej się na tym przejedziesz (odnośnie związku), niż będziesz miał jakiekolwiek korzyści (odnośnie Twojego indywidualnego życia).
Za to polecam Ci - naprawdę! - kontakt z innymi ludźmi. Co prawda piszesz:
"Nie oczekuje od Was odpowiedzi w stylu <>",
ale moim skromnym zdaniem pomogłoby Ci, gdybyś FAKTYCZNIE i REGULARNIE wprowadzał to w swoje życie i pozwolił na to samo swojej Dziewczynie. Raz, dwa lub trzy razy w tygodniu, zamiast się z nią umówić, namów ją, żeby spędziła wieczór z koleżanką, wyszła sama do kina lub na spacer. Jeśli będzie się opierać, każ jej to zrobić.
Przykład:
)
) problemu, ale uzmysławia istotę zagadnienia.
(jak zwykle z życia moich rodziców, widać mam pod tym względem jakieś skrzywienie - lub znacznie trudniej przyznać mi się do własnych błędów
Moja Matka żyła z Ojcem 20 lat, wielka miłość, robienie wielu rzeczy razem itd. Oboje pracowali, oboje mieli swoje światy - mimo wszystko istniało między nimi coś podobnego, jak w Twojej relacji, tzn. Ona nie była aż tak silnie powiązana z innymi ludźmi i innymi sposobami spędzania czasu, jak On.
Kiedy zmarł, niedługo po moich 18-tych urodzinach, Matka przez rok powtarzała tylko "i co ja teraz zrobię?", oraz moją "ulubioną" odpowiedź na każde pytanie o to, co teraz, czyli: "nie wiem".
Zdajesz sobie sprawę, jak chujowo czuje się ktoś, kto ma 18-19 lat i nagle na głowie dom, podatki i rodzinny majątek? Jeśli będziesz prowadził związki w takiej formie jak teraz, Twoje przyszłe dzieci też mogą mieć niełatwo.
Wiem, że to za duży przykład jak na rozmiary Twojego małego (sorry
Underground dzięki Ci bardzo za tą wypowiedź naprawdę wiele uzmysławia. To wszystko powinno wyglądać tak jak mówisz, a takie podejście mam zazwyczaj tylko po przeczytaniu lub usłyszeniu takich słów. Dziś ma imprezę rodzinną, to dobry test dla mnie, gdyż od samego rana cudowna pogoda, no i wolna sobota gdzie byśmy mogli cały dzień poleżeć nad wodą i miło spędzić czas. I właśnie takie myślenie mi się załącza, ale dziś muszę nad tym popracować
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
Czyli ona ma tę imprezę rodzinną, a Ty sobotę, którą chciałbyś spędzić z nią?
To słuchaj, wszystko jest dobrze i normalnie. Ona spotyka się z rodziną, a Ty idziesz nad rzekę/jezioro/morze, i wypoczywasz. Zabierz gazetę, książkę, iPoda, popływaj, poopalaj się i odpocznij!
Pomyśl, jak będzie dobrze, kiedy spotkacie się następnym razem: ona opowie Ci, jak było z rodziną, Ty opowiesz jej, jak było nad wodą.
Będziecie mieć:
- nowe tematy do rozmów,
- okazję do odpoczynku, zregenerowania organizmu,
- nowe własne doświadczenia,
- okazję, żeby zatęsknić (brzmi trochę nie na miejscu, zważywszy na naturę Waszego problemu, ale jednak coś w tym jest).
Same plusy
O, widzę, że ja sobie piszę, a tu się wątek rozwija. Zatem:
1) pozwól jej mieć własne życie. Bez przesady: żeby dziewczyna nie mogła pomóc komuś w fizyce?
Przykład:
w moim związku obie strony udzielały korepetycji i miały indywidualnych uczniów innej płci, w odpowiednim (atrakcyjnym) wieku itd. - i co? I nic! Nie zamykajcie siebie nawzajem w złotej klatce, ludzie!
2) nie oczekuj, żeby dziewczyna spędzała z Tobą większość swojego wolnego czasu. Jesteście ze sobą rok, ale to nie znaczy, że ona musi codziennie Cię widzieć i poświęcać Ci więcej wieczorów, niż sobie samej lub znajomym (których nie ma, a powinna :/ ).
3) wychodź od czasu do czasu na spotkania ze znajomymi bez niej i namawiaj ją, żeby robiła to samo, wychodząc z koleżankami.
4) jeśli masz zainteresowania i zajmujesz się nimi sam, w swoim wolnym czasie, do tego samego namawiaj ją. Niech się zapisze na kurs angielskiego czy naukę tańca, whatever. Byle bez Ciebie.
5) nie wiem, czy tak robisz, ale kiedy jesteście osobno, pozwól sobie na kilka godzin niemyślenia o niej, niedzwonienia do niej i nieesemesowania. Jak jesteś w pracy, myśl o pracy, kiedy jesteś w szkole/na studiach, skupiaj się na nauce. Proste.
6) skoro już się kłócicie, nie przepraszaj jej za bardzo i nie bierz całej winy na siebie. Nie musisz być idealny, żeby było między Wami świetnie. A przede wszystkim nie jest tak, że TYLKO Ty ponosisz odpowiedzialność za wasze uzależnienie od siebie nawzajem.
7) wzmacniaj poczucie własnej wartości. Na tej stronie jest wiele świetnych artykułów na ten temat. To nigdy nie zaszkodzi, a zawsze pomoże
Rozumiem cię doskonale przyjacielu
Oto ćwiczenie:
Co daje mi moja kobieta?
Wypisujesz wszystko to co daje ci dziewczyna, np u mnie były takie schematy: miłość, szczęście, seks, poczucie wartości, męskość (czyli że ona np jest 'biedulka i sobie rady nie da, dlatego TY FACET ALFA musisz o nią dbać) itd.
Wypisz wszystko od myślników, bo na tym będziesz teraz pracować.
Niech ci to zajmie dobre kilka dni, obserwuj co się dzieje z toba jak z niąnie spędzasz czasu i zapisuj wnioski na karteczce.
Jeżeli to zrobisz, to napisz do mnie PW i ci podam dalsze instrukcje, bo teraz niepotrzebnie bym ci tym głowę zawracał.
Pytanie coachingowe:
Jeżeli masz problemy z kobietami, odpowiedz sobie SZCZERZE na jedno pytanie:
Czy gdybyś był kobietą i taki chłopak jak ty podszedłby do ciebie, to czy chciałabyś z nim być?
Underground co do Twoich podpunktów to stosuje tylko 6 i 7 jak na razie. Spróbuje powoli wprowadzać kolejne.
Okej Fan odezwę się za kilka dni
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
Pozwolę sobie zacytować w tej sytuacji dwa fragmenty bloga MrSnoofie, gdyż uważam, że pasują do sytuacji:
"To, że miłość własna, poczucie wartości i płynące z tych szlachetnych przymiotów własne szczęście są podstawą spełnienia w życiu i podstawą budowy zdrowego związku - to fakt. To, o czym napisał w ostatnim akapicie swojego komentarza pod blogiem spławika Frost. Brak tych betonowych fundamentów przynosi tragiczne skutki. Jeżeli nie masz tych fundamentów - jesteś zbyt podatny na manipulacje, zbyt wrażliwy, czynniki zewnętrzne mają na Ciebie zbyt duży wpływ: miętkiś i tyle. A co najgorsze - skłonny do UZALEŻNIENIA OD BLISKIEJ OSOBY. Ten, kto nie ma fundamentów w sobie - stawia je na zewnątrz, a to jest zwyczajnie nierozsądne i wyjątkowo niebezpieczne. Z tego wynika mnóstwo nieprzyjemności, a niepowodzenia w uwodzeniu to tylko czubek góry i jedno z wielu pól, na których wyłazi trup z szafy."
"Związki osób, które mają problemy z poczuciem własnej wartości, autodefinicją, jasnym precyzowaniem celów i potrzeb, z własnymi granicami, słowem - z osobami o osobowości zależnej - są przeważnie nieudane. Przyczyna niepowodzenia jest dość prosta: osoby takie wchodzą w relację z nierealnymi oczekiwaniami wobec drugiej strony. Bardzo często zmierzają do tego, żeby być zbyt blisko, osaczają, nadkontrolują, kipią zazrością, czynią sobie z partnera/nerki tlen do życia. Można śmiało rzec - najważniejszy element tego żywota, bo relacja nawet nie wiedzieć kiedy staje się najważniejszym polem aktywności życiowej człowieka. A potem niezauważalnie z tygodnia na tydzień niejednokrotnie jedynym polem tejże zacnej aktywności. Partner/ka staje się stacją odbiorczo-nadawczą, do której osoba zależna musi non stop wysyłać sygnały i zbierać feedback, żeby definiować siebie i utwierdzać się o swojej wartości."
Myślę, że jest w tym poniekąd wyjaśnienie Twojego problemu. Polecam przeczytać jednak ten blog w całości: http://www.podrywaj.org/blog/mia...
"Don't trust the smile, trust the actions"
Chciałabym, abys napisał tak o swojej kobiecie obecnej za 30 lat. Że nadal dzień bez niej Cie frustruje.
Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Taka cholernie wrażliwa albo cholernie obojętna?
- Bo jestem cholernie inna niż te dziewczyny, które znasz.
Ech dla mnie to jakieś chore uzależnienie...Miałam takiego faceta,po 2 latach na oczy go nie chciałam widzieć,bo tak mnie nachodził,że bałam się otworzyć lodówkę.
Weź się za siebie,bo oprócz toksycznych dziewczyn,które bez misia nie wytrzymują 15 minut każda Ciebie pogoni.
Nie można się zamykać w swoich "złotych klatkach" a ty i twoja dziewczyna tak właśnie robicie, to nie jest dobre, dalsze takie postępowanie będzie prowadzić ku końcowi bo ile można,sam miałem kiedyś podobnie, byłem w związku i też gdy nie widziałem się z moja panną to nic mi się nie chciało, nie miałem humoru, nie mogłem się na niczym skupić nawet na pracy, bo w myślach miałem obraz żeby ją zobaczyć,to było chore,i do niczego dobrego nie doprowadziło, na początku związku takie zachowanie jest dobre, bo są te całe śmieszne motylki w brzuchu i ogólnie jest dobrze, ale trzeba wyjść do ludzi, ty musisz wyjść porozmawiać z innymi kobietami, ona z innym facetami i nie musi to być od razu flirt po prostu zdrowa relacja z ludźmi, od czasu do czasu musicie sami gdzieś wyjść żeby wasza wieź była mocniejsza, pomyśl o tym
Ok Vision, napisałeś, że też miałeś kiedyś podobnie, a jak zacząłeś to w sobie zmieniać? Jakie kroki podjąłeś?
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
Gdy dostałem już kosza od swojej byłej to desperacko szukałem sposobu jak do niej wrócić czyli w skrócie robiłem to samo co 90% użytkowników którzy trafiają na forum, przeczytałem kilka tematów, kilka artykułów i dostrzegałem jakie błędy robiłem typu:
-pieskowanie
-mało zabaw wspólnych
- ograniczanie swoich kontaktów
-nie imprezowanie(bo się bałem że będzie na mnie zła,paranoja)
ogółem byłem dupą a nie facetem.
Moja zmiana polegała na tym że w końcu przestałem żyć w iluzjonistycznym świecie w którym wychowały nas kobiety, skończyłem z użalaniem się nad sobą idealizowaniem swojej byłej, bo to tylko kobieta,też robi takie czynności jak ty,jak spanie jedzenie, wypróżnianie sie itp tylko inaczej wygląda:)
Gdybym posiadał taką wiedzę jak dziś przypuszczam że związek ktory wtedy się rozpoczoł trwałby do dziś, ale człowiek się uczy na własnych błedach, ja swoje zrobiłem,ty nie musisz robić podobnych masz dużo wiedzy na forum od starszych użytkowników tak więc korzystaj