Witam Was Panowie. Jestem w związku od 10 miesięcy, nie będę Wam pisał jaka to moja wybranka jest wspaniała bla bla bla, po prostu jest kobietą która mi odpowiada w porównaniu z poprzednimi i która spełnia moje wymagania, a do tego nie zasypuje mnie shit'ami. Świetnie się czujemy razem, żadne żadnemu w niczym nie przeszkadza, a wręcz wzajemnie dajemy sobie wsparcie. Byłby to miód z orzeszkami gdyby nie jej mama i babcia. Dla nich liczy się tylko nauka, studia i nic poza tym. Właściwie już zaplanowała życie swoim córkom. Nie pozwalają nam nawet na parę dni wakacji wspólnie, bo przeciez wazne ze jada cala rodzina z wujostwem, to wg. ich uznania inna forma odpoczynku od szkoły nie jest przewidywana.
Na poczatku zwiazku nie wiedzialem ze taka jest u nich sytuacja, dopiero pozniej wszystko wyszlo na jaw. Oczywiście ja wiem, że logiczne tłumaczenie kobiecie jest gówno warte i nie nakłonie ją w taki sposób do tego by się sprzeciwiała czy probowala cos zmieniac. Zmienila juz wiele spraw w swoim zyciu dla mnie, ale widzę, że tutaj sobie dziewczyna nie radzi. Chciałbym zapytać czy może któryś z Was miał podobną sytuacje w związku i co należałoby przede wszystkim zrobić, żeby kobieta nabrała odwagi i walczyła o nasze sprawy bezwzględu na reakcję rodziny. Mam 20 lat, ona 18
Taka rola matki, rewolucji to bym Ci nie radził robić, bardziej ewolucję, a szkoła też jest ważna, ale bez przesady, problem po stronie matki leży więc w nią atakuj, pokaż jej, że można to połączyć bez strat po obu stronach.
Pić, pierdol*ć, nie żałować!
I za to ją szanujesz bo nie masz nad nią pełnej kontroli
Nie nastawiaj jej przeciwko rodzinie, jak tak Ci zależy na tych wakacjach to razem z nią porozmawiajcie z jej rodzicami. Daj im się poznać i pokaż że jesteś odpowiedzialny.
Jeśli mówisz prawdę nie musisz niczego pamiętać.
No tak panowie ja oczywiście chce by ona zdobywała wykształcenie, niech spełnia się w tym co lubi oczywiście. Co do wakacji, ja już pokazałem, że jestem odpowiedzialny, bo przez te 10 miesięcy było mnostwo sytuacji i w żadnej niezawiodłem, jednak to na niewiele się zdało. Miałem też takie osobiste podłamania, chciałem rezygnować z tego związku i gdyby ta kobieta tak o mnie nie dbała to pewnie bym już to zrobił. Teraz żyje w przekonaniu, że gdy nie pozwalają jej na dłuższe wypady, ma siedzieć w domu i się uczyć to ja zajmuje się sobą i swoim życiem. To nawet jest dobre bo wtedy ona nie pozostaje w centrum mojego życia, a staje się dodatkową inwestycją, którą sobie na boku utrzymuje i pielęgnuje. Jednak trochę mnie to wszystko uzależnia, bo gdyby ona mogła robić co chce, to byśmy mogli na jakiś czas wyjechać z kraju, zarobić kaske, wrocic, ukladac sobie dalsze plany, a tak z tego co uslyszalem od jej matki to "Ona ma skonczyc studia i mnie reszta nie interesuje, a po studiach mozecie robic co chcecie". Tylko studia nawet te krotsze o ile dobrze sie orientuje skonczy w wieku 25 lat... I przez tyle czasu mamy zyc bez wlasnych decyzji? Gryzie mnie to wszystko
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
A ja powiem, że mam bardzo podobną sytuacje. Problem leży w mentalności rodziców. Są oni nadwrażliwi (w moim wypadku to matka ma największy wpływ na ojca i oboje z rodzicami uwielbiają dupą uwalić się przy tv i kazać wszystkim innym domownikom siedzieć w domu cicho - uczyć się ). Tym bardziej że ona lubi ustawiać sobie ludzi i mieć wszystkich pod kontrola. Mam nadzieje że jesteś osobą dość cierpliwą. Ja mogę tylko powiedzieć jak to wygląda ze strony dziewczyny. Jak kocha to będzie się zmieniać i buntować powoli. Heh co do chłopaka to powinien zabłysnąć w oczach rodziców tej dziewczyny - by mieli dobre o nim zdanie i sami zaczną ją nakłaniać na spotkania. Musisz mieć na prawdę sporo cierpliwości.
Gabriell w swojej drugiej wypowiedzi poniżej jasno napisałem - "No tak panowie ja oczywiście chce by ona zdobywała wykształcenie, niech spełnia się w tym co lubi oczywiście"
Odox u mnie jest właśnie identycznie, matka chce zeby córki były w domu i tyle. Czym więcej czasu spędzają w domu tym lepiej. Częstotliwość naszych spotkań się zwiększyła, jednak nie jest jednak tak jak powinno być w związku gdzie obie osoby są pełnoletnie.
Kiedyś byłem romantykiem, a teraz nadal nim jestem, ale z głową na karku
Divaner ja rozumiem bardzo dobrze bo sama a) jestem dziewczyną (nieco specyficzne ale mam swoje powody ^^") b)mam podobną jak nie identyczną sytuację. Tylko, że ja mam dość takiego życia buntuje się. Tak na prawdę największy problem to mama która ma nieco stare i wyolbrzymione poglądy. Przekonanie że "jest pełnoletnia" nic nie da. Musisz zrobić wrażenie na matce na tyle by Ci powierzyła córkę.