Sytuacja jest taka: mam już numery do dwóch dziewczyn z moich studiów. Nie chodzą ze mną do grupy ćwiczeniowej, jedynie wspólnie na wykłady. Nazwijmy je Ala i Basia. Ala i Basia się nie kolegują, ale obie są koleżankami powiedzmy Kasi z mojej grupy. Czy warto do nich obu dzwonić w takiej sytuacji i umawiać się na spotkanie? Dziewczyny raczej dużo plotkują i myślicie, że to wyjdzie na jaw? Mieliście takie sytuacje?
Przecież wyjście z jedną na spacerek nie wyklucza wyjścia z drugą. Dopiero potem możesz przystopować z jedną.
Oczywiście że możesz,ja tak kiedyś zrobiłem tak z 3 ( no tylko u mnie się wydało). Spacer z "koleżanką" to nic złego, a jak by się któraś dowiedziała że sobie tak pogrywasz, i miała problemy o to po prostu to olej.
Najlepiej to umów się pierwsze z Ala, spotakjcie się i jak nie będziesz zadowolony, to zadzwoń do Basi i się wtedy z nią umów, a z Alą się już więcej nie spotykaj..
zaoszczędzisz sobie dodatkowych problemów.. 
** PAMIĘTAJ!: Jutra może nie być...
Lepiej żałować tego co zrobiłeś, niż tego czego bałeś się zrobić..
**
Ale spacer to nic złego,a że wyjdzie na jaw to raczej pewne. Nawet jak się nie kolegują to już któraś z panien uprzejmie doniesie.
Jeśli by to nie były dziewczyny z mojego roku, to oczywiście ani pół sekundy bym się nie zastanawiał
Ta Kasia z mojej grupy, która zna Asię i Basię, to taki typ ostrej suki czyli, że jest dominująca wśród koleżanek i dziewczyny liczą się z jej zdaniem. Ja z Kasią się raczej nie lubię. Nie ma jakiegoś otwartego konfliktu i kłótni, ale nie rozmawiamy ze sobą.
Nie chcę, żeby doszło do sytuacji, że przed ćwiczeniami Kasia rzuci hasłem, że "haifish to taki Casanova jest, z obiema na raz by chciał"
W ogóle, ja jestem na kierunku na którym jest większość dziewczyn i wcale nie ma jakiegoś tartaku
Autentycznie jest kilka związków, kilka facetów zaliczyło na raz parę lasek, ale oprócz tego NIC.
Ludzie są strasznie zaprogramowani społecznie, boją się plotek, ludzkiego gadania i w ogóle faceci nie próbują podbijać do lasek.
Jestem ciekawy Waszej opinii, jak to u was jest?
Myślę ze wyjdzie o ile będziesz próbował na raz z jedna i druga czegoś więcej...
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
Pocałunek to obowiązkowy punkt 1 spotkania. Nie mam 17 lat, żeby się bawić w dziecinadę. Jak dziewczyna się zgadza na spotkanie to wiadomo że jest chętna na KC. Dziwią mnie ludzie, którzy odkładają pocałunki na dalsze spotkania. No chyba że rozmowa nie idzie i widać że nie jest zainteresowana np. nie śmieje się, nie wznawia rozmowy, nerwowo patrzy w zegarek to wtedy wiadomo ze nie idzie sie w slimaka. Ale jesli tylko jest zainteresowana to jak najbardziej.
Dokladnie co napisal nevermind. . Z wieloma dziewczynami mozna sie spotykac po zajeciach i ani Ty sam a ni inne nie powinny nic do Ciebie miec. Byles tylko nie popelnil takiej gafy jak calowanie sie z ktoras 'od tak dla sportu' albo co gorsza seks. . Pamietam gdy zaczynalem studia na jakiejs domowce, mocno zrobiony poszedlem z jedna kolezanka z roku pod prysznic. . Niby nikt nic wiedzial i nie widzial ale nagle kilka innych atrakcyjnych kolezanek lekko mowiac zaczely mnie zlewac :> takze wiesz, be aware!
Przeleciałeś ją pod tym prysznicem? Rozniosło się to po ludziach? Jak to zaczęły Cię zlewać? W sensie, że dziwne spojrzenia na wykładzie, czy obgadywały Cię później?
Ja raz zrobiłem akcję, że taką ostrą sukę (w sensie mega imprezowiczka, dominuje wśród koleżanek, ponad 600 znajomych na FB, chociaż z wyglądu HB6 twarz, HB9 ciało) z roku przez telefon zapraszałem na spotkanie i się wykręciła. Później 2 razy dzwoniłem, to nie odebrała, to olałem. Na następny tydzień sama do mnie podbiła z koleżankami na korytarzu, to ją spławiłem przy nich. Efekt - dziwne spojrzenia na wykładzie
Zrób sobie dobry socjal. Stwórz własny krąg znajomych. I nie patrz na zdanie innych.
Według mnie tak jak i w szkole, tak i na studiach nie brać się za wszystkie laski po kolei, ani tym bardziej na raz. Dostaniesz łatkę Lovelas'a i koniec.
Dzwoniłem do Ali (jednej z dziewczyn z roku), dałem 2 terminy, wykręciła się, chociaż akurat te wymówki raczej były prawdą. Później wieczorem rozmawiałem z jej koleżankami i z ich wzroku i podejścia nie wynikało jakby coś wiedziały.
Może kobiety nie są aż takimi kablami?