Witam wszystkich!
Z A... znamy się od 4 lat. Od początku mi się podobała. Nasze relacje przez ten czas zatoczyły koło przynajmniej dwa razy. Podrywałem ją, ale wtedy miała chłopaka, więc spasowałem ; byliśmy dobrymi "kumplami" ; byliśmy skłóceni ; znowu ją podrywałem – tym razem nie było chłopaka, umówiliśmy się na koncert, mieliśmy spotkać się na miejscu, przyszła z "kolegą"; przywitałem się grzecznie i dalej robiłem swoje (czyt. nie siedziałem z nimi, nie gadałem z nią tylko bawiłem się ze swoimi) ; później zarzuciła mi, że została przeze mnie olana – odbiłem, że dopiero po tym, jak sama zlekceważyła mnie przychodząc z innym. Przeprosiła i nie wracaliśmy do tego.
Od tamtej pory właściwie jesteśmy "kolegami". Raz na kilka miesięcy jedno odezwie się do drugiego. Raz ona, raz ja, ostatnio częściej ona. W listopadzie miała urodziny, 18te. Napisałem jej list, nie podpisałem, włożyłem do jej skrzynki i czekałem na reakcję. Zadzwoniła, bardzo ucieszona, bo to były najoryginalniejsze życzenia jakie dostała. W erze gadu-gadu, SMSów i obowiązkowych kartek osiemnastkowych od klasy taki zwykły, staromodny, odręcznie pisany list się wyróżnia. Był to nasz pierwszy kontakt od wakacji.
Potem znowu cisza, w grudniu odezwała się, złożyła życzenia świąteczne i noworoczne i cisza.
W ferie (w styczniu) napisała SMS "co słychać" itd. - standard... Wymieniliśmy ich kilka aż w końcu ni z tego ni z owego pisze mi, że zapomniała o moich urodzinach (były tydzień wcześniej) i strasznie jej głupio. Złożyła te życzenia przez SMS i chwilę później zadzwoniła (godzina 23:45, godzina dla mnie późna i ona o tym wie), przegadaliśmy godzinę z dużym hakiem. O wszystkim, o niczym. O planach na studia, o studniówce, o sylwestrze, o moich życzeniach dla niej. Że tak strasznie jej głupio, że zapomniała o moich urodzinach, podczas gdy ja tak dobrze pamiętałem o jej... Obecnie, po raz pierwszy od dwóch lat przerwa w kontakcie nie trwa dłużej niż dwa tygodnie.
Wyszło trochę długo, ale chciałem porządnie nakreślić sytuację między nami.
Teraz chcę to jakoś popchnąć do przodu.
Wiem, że najlepiej byłoby się z nią umówić, ale w tym roku matura i A... ma wysokie aspiracje. Siedzi po nocach i zakuwa. Jak mówi – nie udziela się nigdzie towarzysko, izoluje się od świata. Znajomi potwierdzają – na imprezach jej nie widać.
Myślałem, żeby w piątek po południu zrobić jej wjazd na chatę z jej ulubionymi cukierkami i jakimś filmem.
Na pewno się czegoś takiego po mnie nie spodziewa, bo generalnie uchodzę za lenia jeśli chodzi o wychodzenie gdziekolwiek.
Jak myślicie, to dobry pomysł? Jak w najbliższym czasie spieprzy jakąś klasówkę to nie skojarzy tego podświadomie ze mną i tym, że zabrałem jej czas, który normalnie poświęciłaby na naukę?
Wszelkie sugestie będą mile widziane.
"Jak myślicie, to dobry pomysł? Jak w najbliższym czasie spieprzy jakąś klasówkę to nie skojarzy tego podświadomie ze mną i tym, że zabrałem jej czas, który normalnie poświęciłaby na naukę?" zrob tak jak napisales.
a co do tego czy nie bedzie Cie kojarzyla z tym niezaliczeniem (odpukac xD ) - jeśli to spotkanie bedzie na prawde fajnie,przekazesz jej sporo emocji-jednym slowem BEDZIE SIE DZIALO to mysle ze nie ma opcji zeby wgl bylo cos takiego jak wspomniales...laka mowi ze nie ma czasu na towarzystwo, na zwiazki itp - obejzyj sobie film pt "The Hitch" - wokol tego tematu sie obraca fabula
"Jeśli wiesz ile jesteś wart, zdobądź to i walcz o to!!!, ale musisz być gotowy na porażki, a nie zwalać winę i mówić, że nie jesteś tu, gdzie chcesz przez niego, mnie czy kogoś tam-tchórze tak robią a Ty nie jesteś tchórzem!!! Jesteś chyba lepszy, CO??!!
No nie przesadzaj, że uczy się cały czas, 24 godziny na dobę - takich cudów nie ma, spoko, może ograniczać imprezy ale na spacer to czas znajdzie, jeśli będzie chciała. Próbuj, jak już u niej będziesz to głupio jej będzie powiedzieć, żebyś sobie poszedł bo nie ma czasu - jakbyś próbował ją gdzieś wyciągnąć to mógłby być większy opór. Rozumiem, że już wcześniej u niej bywałeś?
"Jak w najbliższym czasie spieprzy jakąś klasówkę to nie skojarzy tego podświadomie ze mną i tym, że zabrałem jej czas, który normalnie poświęciłaby na naukę?" - tym sobie głowy nie zawracaj.
Periculum in mora.
W tym rzecz, że wcześniej u niej nie bywałem
Napisz po prostu, że wpadniesz do niej pogadacie obejrzycie film bo się dawno nie widzieliście.
W czym problem?
“Be who you are and say what you feel because those who mind don't matter and those who matter don't mind.”
Z tego co napisałeś, wynika, że nie spotykacie się za często, sam wiem jak ciężko jest wyjść z ramki przyjaciela a samymi smsami tego nie zrobisz. Częściej spotykać się też nie ma możliwości skoro zakuwa całymi dniami. Więc moim zdaniem, powinieneś wpaść do niej z tymi cukierkami i filmem i próbować swoich sił, chyba, że wytrzymasz do maja. Powodzenia:D
Pić, pierdol*ć, nie żałować!
Jak ją poinformuję wcześniej to będzie miała czas się wykręcić jakąś ściemą.
Zadzwonię do niej po południu i taką gadką-szmatką wybadam czy jest w domu, co planuje robić wieczorem itd. Powiem że ja się właśnie do kumpeli na herbatkę i film wybieram i jakoś przytrzymam ją na linii na tyle długo, by na spokojnie dojechać do jej domu i zapukać do drzwi (jeśli nie będzie akurat niczym zajęta to nie powinno być z tym problemów).
Cierpliwy jestem i nigdzie mi się nie spieszy, ale jak mam w maju zacząć coś więcej działać to wypadałoby powoli robić sobie mocne fundamenty
Stary, Ty nie budujesz domu, żeby robić fundamenty przez trzy miesiące. Daj dziewczynie trochę rozrywki, bo tylko się jej oczy popsują od ciągłej nauki (o ile rzeczywiście tak zakuwa);p A jeśli na serio jest tak, że ona na razie ogranicza wszelkie kontakty to wpadnij do niej z tymi cukierkami, ale nie traktuj tego zbyt poważnie. Zdobądź trochę doświadczenia, poznaj kogoś nowego, a jak nadal będziesz miał chęć to w maju zaatakujesz mocniej. Mancer opowiadał kiedyś o technice "powrót bohatera" - ograniczasz z kimś kontakt, a później "pojawiasz się" jako nowa, lepsza, bardziej atrakcyjna osoba. To bardziej się sprawdza, niż powolne "budowanie fundamentów".
Periculum in mora.