Witam!
Prosta sprawa.
Moja dziewczyna często skarży się na brak czasu, problemy w pracy, że się nie realizuje. Kiedy zasugerowałem jej zmianę pracy lub postawienie warunków pracodawcy przyznała mi rację. Następnego dnia kiedy pytałem jej czy to zrobiła oczywiście odpowiedź brzmiała nie. I tak w kółko, odwleka sprawę nie potrafi twardo postawić na swoim. Mam dość słuchania o jej problemach i dawania jej rad, z których i tak nie korzysta i robi po swojemu. Czy moje zachowanie jest dobre? Czy powinno się kobiecie doradzać w jej problemach czy po prostu mieć to gdzieś i jedyne co robić to oferować wysłuchanie. Głupia sprawa, pytam ludzi, którzy są w związkach i mają jakiś tam staż.