Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Kryzys

Portret użytkownika Elba

Kryzys

Już wkrótce pierwsze urodziny (mojego pobytu na tej stronie). Z tej okazji wpis.
Ostatnio dużo się mówi o kryzysie. O kryzysie męskości, związków, rodziny, tradycji, etc. I owszem, faktycznie mamy do czynienia z tym zjawiskiem. Wszystko rozłazi się w szwach.

Niedawno czytałam ciekawą dyskusję o mężczyznach i facetach, w której wiódł prym A.Pilipiuk (pisarz). Otóż Andrzej (znamy się luźno) stwierdził, że teraz mamy mężczyzn i facetów. Różnica polega na tym, że mężczyźni zachowują się właściwie (po męsku), a faceci to ich kiepska i marna namiastka.

Jakie jest źródło powstawania "facetów" i wypierania prawdziwych mężczyzn z obiegu? Kilka powodów: w życiu facetów nie ma ojca, a co za tym idzie: nie ma wzorców, nie ma sprawdzonych schematów, którymi mogliby się kierować. Faceci poszukują, dociekają itd... ale nic z tego nie wychodzi. Boją się ryzyka związanego z zaangażowaniem (na każdej płaszczyźnie: emocjonalnej, materialnej etc.). Boją się zaryzykować, a jak wiadomo: kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Boją się odpowiedzialności, przejęcia sterów, bycia sobą itd.

Z drugiej strony mamy kryzys kobiecości. Wczoraj czytałam pewien wątek (na jednym z kobiecych for), w skrócie: studentka, student, wpadka. Dziewczyna pisze, że chce urodzić dziecko, boi się, że finansowo będzie krucho (nie ma pomocy ze strony rodziny), ale kocha chłopaka i wie, że on kocha ją. Szuka wsparcia (nie ma przyjaciółki). I co się dzieje? Zaczyna się spór, kilka "kobiet" próbuje na siłę wmówić jej, że najlepszym rozwiązaniem jest aborcja. Włącznie ze szczyceniem się, że jedna z nich się wyskrobała i nawet jej powieka nie drgnęła. Ręce opadają. (Od razu przypomina mi się osoba Czubaszek, osoba - bo to nie jest prawdziwa kobieta, i jej poglądy na aborcję.)

Ruch feministyczny to jedna z najgorszych rzeczy, jaka spotkała kobiety. Przykre, że te naiwne stworzenia, które w nim uczestniczą i go popierają, nie sięgają głębiej, nie doczytały nigdy, jak do chociażby kwestii aborcji odnosiły się sufrażystki (będące "matkami" ruchu wyzwolenia kobiet). Otóż, wiele sufrażystek było absolutnie przeciwne łatwemu dostępowi do aborcji. Dlaczego? Bo aborcja zwalnia z odpowiedzialności mężczyznę, a całość koszmarnych konsekwencji zrzuca na kobietę (trauma, uszczerbek na zdrowiu, etc...). Sufrażystki chciały mężczyzn odpowiedzialnych, mądrych, wspierających, pozwalających nam kobietom na większy udział w życiu społecznym, a nie bandy nieodpowiedzialnych durniów. Same sobie ukręciłyśmy bat (przez płeć biorę częściowo odpowiedzialność), zwalniając Was z większości męskich zachowań.

Płynnie przejdę do tego blond dziewczęcia (wątas o blondynce), która z jednej strony chce zjeść ciastko, a z drugiej chce je zachować. Nie da się funkcjonować w układzie "trochę" patriarchalnym. Blondi chce korzystać z przywilejów: mąż zarabia, mąż utrzymuje, mąż jest mądry - więc rządzi, mąż ustala zasady, organizuje etc... a z drugiej, oczekuje i żąda tego, że ona też będzie rządzić: decydować, co ma robić w związku (odżegnuje się od siedzenia w domu, chce pracować, realizować się etc...). Hola hola, albo on rządzi a Blondi słucha, albo oboje rządzą, mają te same prawa, ale i OBOWIĄZKI.

I tu dochodzimy do związków partnerskich... których po prostu nie ma. Może między lesbijkami, albo gejami, ale na pewno nie między kobietami i mężczyznami.
Dlaczego? Bo jesteśmy różni. Nasza rola w związku jest zdeterminowana biologią i choćby stadko feministek tupało najgłośniej jak można i tak nie "zatupią" prawdy: kobieta chodzi w ciąży, kobieta rodzi i kobieta karmi. Mężczyzna nigdy nie zastąpi kobiety w tej materii. I nie musi, ba nawet nie powinien, bo ma inne obowiązki. Jakie? Główny: zapewnienie swojej kobiecie (i rodzinie) poczucia bezpieczeństwa. Na każdym możliwym polu.

Ostatnio czytałam świetną powieść: "Uległość" (nie napalajcie się co poniektórzy, to nie o seksie, a o muzułmanach). I tam przeczytałam jedno zdanie: "szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość". Dlaczego? Bo w 100% (bezwzględnie) zwalnia od odpowiedzialności, a jak wiadomo łatwiej płynąć z prądem, niż pod prąd. Mężczyzna, który zapewnia poczucie bezpieczeństwa, jest w 100% odpowiedzialny - to właśnie wymarzony kandydat dla Blondi. Niestety Blondi nie skumała, że taki układ wymaga od niej 100% uległości. Nie da się być poddanym, będąc jednocześnie "trochę" królem. Albo rybka, albo wiadomo...

Z filmu z Blondi można jednakowoż wysnuć jeden budujący dla Was wniosek: otóż uroda mężczyzny to kwestia wtórna i mało istotna. I tak jest. Mężczyzna, żeby być męskim, nie musi być piękny. Nie bez kozery mówi się o Was "brzydsza połowa". Nie odbierajcie nam kobietom prawa do bycia tą ładniejszą. Wystarczy, że zachowacie higienę (ciała i umysłu).

A teraz o trwałości małżeństw. Jak słusznie zauważył Pan U. - obecnie najmocniejszym węzłem, jest ten zawiązywany w banku. Kiedyś takim mocnym spoiwem były dzieci. Teraz kobieta rodzi pierwsze dziecko mając 27l. (statystycznie). Co się dzieje, gdy pani ma dajmy na to 26l. a jedynym spoiwem łączącym ją z mężem jest kontrakt cywilny? Gdy Pan Mąż nie spełnia kryteriów, Pani Żona zabiera zabawki i odchodzi, ewentualnie wyrzuca bambetle Pana Męża i jego samego (z wynajmowanego mieszkanka). Kto zawinił? Oboje. Ona, bo nie zadbała o spoiwo, on bo nie zadbał o nią. I tak się to właśnie rozłazi.

Kiedyś ludzie naprawiali, teraz się wyrzuca i kupuje nowe. Ok. Niby racja. Ale... Kiedyś związki były znacznie lepsze jakościowo (podobnie do żarówek: w miejscowości Livermore w Kalifornii od ponad 100 lat świeci ta sama żarówka), a gdy coś jest dobre jakościowo, nie zepsuje się tak łatwo. Kiedyś ludzie dobierali się staranniej, korzystali z doświadczenia rodziców, słuchali starszych. Młody chłopak rozmawiał z ojcem, a córka z matką. Obecnie wszystko stoi na głowie: ojciec nie ma czasu/chęci/etc... rozmawiać z synem (albo po prostu ojca nie ma, bo odszedł/wyemigrował/pracuje niemalże 24h na dobę). Matki wpajają córkom: masz być niezależna, samofinansująca itd... Nie mówią, jak stworzyć dobry związek, uczą jedynie jak się z niego wymiksować bez strat. Samotne mamusie z trudem wypuszczają w świat swoje dzieci, bo najchętniej wsadziłyby je z powrotem do brzucha. Młodzi ludzie nie mają mieszkań, gniotą się na kupie, a z tego wynika samo zło.

A na koniec o pieniądzach. Na szczęście nie jestem dżentelmenem, więc mogę. Gdy chcesz mieć wypasioną brykę, musisz zainwestować. Gdy nie chcesz inwestować, idziesz z buta albo jeździsz bla bla carem. Gdy widzę jęki i stęki, że koś wydał 20 zyla na napój dla dziewczyny - opadają mi ręce. Na coś do cholery trzeba się zdecydować: albo to Ty "mężczyzno" nadajesz ton w związku/w trakcie spotkania (rządzisz), albo kobieta. Jeśli Ty jesteś sternikiem, wbij sobie do łba, że oprócz praw i przywilejów (rządzisz/sterujesz) masz jeszcze obowiązki (inwestujesz - chociażby swój czas, a co za tym idzie pieniądz). Nie da się być patriarchą na pół etatu. Jeśli oczekujesz partnerstwa (współfinansowanie), ok - ale nie buchaj się, gdy panna uzna, że ma takie samo prawo do rządzenia i prowadzenia związku, jak Ty.

Konkluzja:
Gdy inwestujesz - rób to z głową. Gdy wchodzisz w relację, inwestujesz coś najcenniejszego: samego siebie. Nie myśl penisem, bo to znacznie mniejszy organ, niż mózg. (Nie patrz wyłącznie na karoserię, zaglądnij pod maskę, odpal silnik, sprawdź jak w trudnych warunkach zachowuje się ten konkretny samochód). Wszak o tym, jakimi jesteśmy nie świadczy nasz wygląd (bo to bardzo zmienna rzecz), a wnętrze i potencjał.

Bądź mężczyzną, nie facetem. Bądź pewny siebie, słuchaj innych nie zapominając o sobie samym. Nie idź bezmyślnie za stadem, mimo że w nim czujesz się bezpiecznie. Zachowaj czujność. Pamiętaj, że to co jest dobre dla kogoś, wcale nie musi Tobie pasować.

Szukaj drugiej połówki kierując się podobieństwami, nie różnicami. To powiedzonko z przyciągającymi się przeciwieństwami - to wierutna bzdura. Owszem, przyciągają się, ale gdy nie daj Bóg któryś zmieni biegun, już nigdy się nie zetkną. Szukaj partnerki jak najbardziej podobnej: z podobną hierarchią wartości, upodobaniami, z podobnego środowiska.

Nie wchodź w relacje z góry skazane na niepowodzenie, czyli z zaburzonymi kobietami. Tego kwiatu na pół światu, a jedna matka Teresa wystarczy (nie musisz koniecznie naprawiać świata). Nie zbudujesz czegoś trwałego i dobrego jakościowo, używając felernych materiałów, nawet gdy jesteś doskonałym fachowcem. Lepiej poszukać dobrego surowca i z niego coś stworzyć. A gdy na początku relacji coś się sypie, daruj ją sobie, póki straty są małe.

Decyduj, mając w tyle głowy świadomość, że będziesz musiał ponieść konsekwencje swoich wyborów. Ale niech to Cię nie zniechęca. Nie bój się porażek, bo każda przybliża nas do sukcesu. Nie zwalaj winy na innych, najpierw popatrz, co sam źle zrobiłeś. W zasadzie wyłącznie na tym się skup. Bo to Ty wyciągniesz wnioski, Ty się zmienisz, Ty się nauczysz itd... To Twoja wiedza, doświadczenie.

Bądź mężczyzną. Dawaj wsparcie, rządź, decyduj, wymagaj (również, a może przede wszystkim od siebie), kochaj, angażuj się, bądź prawdziwy i szczery (znów: przede wszystkim wobec samego siebie), rób na co masz ochotę, ale NIGDY nie zapominaj o bliskich osobach i ich uczuciach, nie krzywdź, nie oszukuj, ufaj i nie bądź zazdrosny, ryzykuj, próbuj, ucz się, wzbogacaj, pracuj, miej ambicje i cele (a gdy je osiągniesz, ciesz się nimi, a potem wytyczaj następne). Bądź stanowczy, ale nie chamski, bądź czuły, ale nie miękki, bądź wrażliwy i empatyczny, ale uważaj żeby nie stracić w oczach kobiety zbyt często i bez powodu pokazując miękkie podbrzusze. Nie jęcz, nie narzekaj, nie marudź. Panuj nad gniewem, ale czasami daj mu upust (nie wyżywając się na bliskich). Możesz go skanalizować tak, aby nikogo nie skrzywdzić. Szanuj ludzi.

Dbaj o umysł (odrzuć rozrywki, które nic Ci nie dają). Nie ćpaj. Nie chlaj. Nie "odmóżdżaj" się przy pomocy używek. Nie płać za seks, bo zasługujesz na prawdziwą miłość i bliskość. Kochaj siebie. Akceptuj siebie i swoje słabości, ale pracuj nad nimi. Doskonal się. Kochaj ludzi. Z każdej przyjaźni/koleżeństwa/krótkiej znajomości staraj się wyciągnąć dla siebie coś dobrego.

Miej zasady i bądź konsekwentny. Bądź dobrym przyjacielem. Bądź patriotą. Miej wartości. Bądź mężczyzną z naszych marzeń.

linki:
http://wpolityce.pl/polityka/184...

https://www.youtube.com/watch?v=...

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/2...

http://niewiarygodne.pl/kat,1017...

http://wizaz.pl/forum/showthread...

http://stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/...

Odpowiedzi

Portret użytkownika Elba

(Na szczęście to nie jedyne

(Na szczęście to nie jedyne miejsce, gdzie dzielę się swoją radosną "twórczością" Wink ).

Portret użytkownika Pierrot

Dokładnie, jest wiele takich

Dokładnie, jest wiele takich zależności. Przykład Zenek jest marynarzem - elektrykiem, pracuje po 12 godzin na statku i zarabia za rejs wpydę siana i jest po pracy zmęczony, ale nie wyje*any. Karol jest burkarzem też pracuje po 12 h, po pracy ledwo wchodzi na wyro. Obydwaj pracują już trzy lata. Karol wciąż wynajmuje klitkę i jeździ starym grechotem. Zenek ma już własny dom, dziecko, samochód i inwestuje. Który ma więcej motywacji i pracowitości i dlaczego w przypadku drugiego ten nigdy nie osiągnie on poziomu życia Zenka ? To są pytania retoryczne i piszę w skrócie. I co tu ma do rzeczy motywacja ? Skoro na przykład pracujesz w miejscu, gdzie masz zrobić swoje i na czym ma polegać ambicja w przypadku brukarza ? Że będzie biegał z krawężnikami ? (znałem takich chłopaków - może nie w konkretnie tej branży). Oczywiście zaznaczam, żeby nikt nie czuł się urażony, nic nie mam do brukarzy, wiem, przecież już to uzgodniliśmy, mieszkając w klitce, ciułając na ruskie papierosy, posiadając problem z alkoholem i będąc gnojonym w robocie której się nienawidzi też można być szczęśliwym. No tak, bo przecież można ciąć krawężniki z pasją ... .

Ps. Co do trenerów, których cenię, niby wiesz, każdy ma podobne potrzeby, ale sytuacja każdego człowieka jest trochę inna, inaczej ma chłopak zdrowy, inaczej borykający się z chorobą, inaczej inteligentny, inaczej tępy, inaczej przystojny, a inaczej szkaradny, inaczej ogarnięty życiowo, a inaczej pogubiony, inaczej ma człowiek, który zarabia, a inaczej bezrobotny, inaczej, gdy masz dom, a inaczej gdy jesteś bezdomny. Zasada jaką się przyjęło, to żeby nie mówić o wadach, a szczególnie o DEFICYTACH jest zła. A od tych deficytów, a właściwie ich braku dużo w życiu zależy .... .

Portret użytkownika Pierrot

Gównoburza ... so true.

Gównoburza ... so true.

Portret użytkownika Pierrot

Dokładnie. Z ciężko fizyczną

Dokładnie. Z ciężko fizyczną pracą, to akurat dobry pomysł - żeby się przekwalifikować. Tylko też nie jest to łatwe. Po pierwsze jesteś w środowisku w którym większość nie wie, jak to zrobić (bo sami by tak zrobili), dużo już w ogóle o tym nie myśli, bo można zawsze się pochwalić ile się w weekend wypiło (i to byłoby na tyle z zainteresowań), po trzecie istniej, coś takiego, jak trzymanie tego, który chce wyjść z kotła. Jest takie coś. Dużo jest "niby" kolegów niby kibicują, ale tak naprawdę lepiej by było jakbyś sobie dał spokój, lepiej żeby Ci się nie udało. A po czwarte, żeby się przekwalifikować, to oprócz chęci i motywacji wspomnianych trzeba,

a) czasu;
b) energii;
c) pieniędzy;

Co do wspomnianego "brukarza" szczytem chamskich porad jest - słabo zarabia, ma dosyć ciężkiej pracy ? "Niech się zmotywuje i robi po 14 godzin". Zawsze dwie dych więcej. A dwie dychy razy dziesięć dni - to już dwie stówy !!! I co biedak ma zrobić z tymi dwiema stówami ? Przekwalifikować się za dwie bańki ?

Blog wartościowy ale panowie

Blog wartościowy ale panowie nie słyszeliście o prezerwatywach one chronią i przed niepotrzebną ciążą i przed chorobami,a jak lasce przejdzie ochota na sex jak założysz gume to tym bardziej z taką bym się nie bzyknoł.A temat MAŁŻEŃSTWA NA CAŁE ŻYCIE tak tego się boicie ale wam powiem nie ma czego może to kiedyś rozwinę.

Dobrze, że przypomniałaś w

Dobrze, że przypomniałaś w swoim blogu o pewnych rzeczach;) Ciekawie się czytało.
Myślałem, że jesteś tu dużo dłużej niż rok.

Czekam na bloga z analizą SWOT;)

Portret użytkownika Elba

Też tak myślałam, a tu

Też tak myślałam, a tu dopiero 7-go będę miała roczek Wink
Dzięki za komentarz.
Smile

Portret użytkownika NieBylobyTematu

Z tym kryzysem się zgodzę

Z tym kryzysem się zgodzę poniekąd, mam kilka sióstr w różnym przedziale wiekowym po 40 i przed 30, te starsze mają ułożone życie z mężczyznami są szczęśliwe a te młodsze wciąż szukają, lub są po poważnych rozstaniach (zerwane zaręczyny czy rozwód) i to pokazuje chyba też w jakiś sposób jak się to zmienia , że w dzisiejszym świecie się nie naprawia a zmienia na nowe jak to opisalas.
Jedno co mnie naprawdę wkurwia , bo sam też odczuwalem to na własnej skorze, że jeżeli ktoś jest długo sam to w oczach społeczeństwa coś z nim musi być nie tak , skoro nie ma chłopaka/dziewczyny , to on jest jakiś inny, dziwny. Wpienia mnie to niemiłosiernie , bo często ktoś wybiera byle jaka relacje , bo tak pasuje , bo tak się przyjęło. Bylejakość , wygoda, ciśnienie z czyjejś strony, czy to sie kiedyś zmieni?
Dobry wpis Elba, dobrze, że jesteś fajnie widzieć czasem to forum oczami kobiety Wink

Portret użytkownika baudelaire

Po części potwierdzasz to co

Po części potwierdzasz to co napisała Elba. Z jednej strony widzisz ze ludzie idą na łatwiznę, ze cos sie zmieniło patrząc na przedział wiekowy sióstr, z drugiej wkurza Cię fakt bylejakości związków i ze ktoś tak właśnie wybiera pod presja społeczna. A czy to nie jest tak, ze dawniej ludzie jeszcze bardziej tkwili w tych związkach niezależnie od problemów, naprawiając swoje relacje?

Portret użytkownika NieBylobyTematu

Potwierdzam , bo i się z tym

Potwierdzam , bo i się z tym zgadzam. Masz rację , że ludzie dawniej tkwili nie raz naprawdę w nieudanych relacjach, czy naprawiali może też, ale także trwali w nich bo co ludzie powiedzą, dziś rozwód to chyba nie taki szok jak kilkanaście lat temu , gdzie instytucje "malzenstwa" traktowano z większą rozwagą i miała większe znaczenie.

Zauważyłem tendencje trwania w związkach mówię tutaj o wieku 20-26 , bo w tym przedziale mam głównie rówieśników, że tak nazwę bez przyszłości, ona już szuka powoli nowego partnera to na imprezie, to czeka na podryw by złapać nową gałąź i puścić tą starą , przeważnie trwa to już jakiś czas jazda na dwa fronty. On zdradza , bo nie ma seksu ze swoją kobietą, bo to już nie to samo, itd , nie chce broń Boże uogolniac , są zdrowe i normalne relacje i oby takich jak najwiecej, ale czy trochę uczucia w naszych czasach nie bledną, czasem mam wrażenie , że bycie z kimś jest okraszone "jestem z braku laku" , oczywiście to moje obserwacje , z mojego środowiska, więc może się mylę.

Portret użytkownika Elba

Hejtcliff, od żali to Ty

Hejtcliff, od żali to Ty jesteś...

"byla ze znajomymi dojechalem i w 1 klubie zachowywala sie ok nawet mi wodke postawila (byla wcięta). jak zmienilismy klub zero chęci zabawy ze mną. wzialem ja na bok i powiedzialem, moze niemądrze- że jestem tu dla niej i chcialem wydobyc z niej czy mam sie starac. uniknela odpowiedzi tylko: jak zle sie bawisz jedz do domu (...) odstawilem wiec wokulskiego i zmylem się. kijowo , nie trzeba bylo tam do niej jechac "

Przykro mi, że znów Ci nie wyszło. Ale to nie powód, żebyś się u mnie wyżywał Laughing out loud bo jakaś panna spuściła Cię w klo. Pewnie szybko się zorientowała, jakim jesteś facetem.

Przejmuję stery (to mój blog): sio stąd frustracie, bo psujesz atmosferę (żółcią).

Portret użytkownika Guest

oooooooooooo.... a skąd

oooooooooooo.... a skąd to?

Heath, misiaczku..... aka Woklulski, powiadasz?

Portret użytkownika Elba

A z czatu... Każdy może

A z czatu...
Każdy może przeczytać Smile
Wzruszyć się.
I zapłakać nad ciężką dolą "Wokulskiego" Wink

Portret użytkownika Guest

Mata Hari;) a co do Heatha...

Mata Hari;)

a co do Heatha... cóż...

https://www.youtube.com/watch?v=...

Portret użytkownika Elba

Żadna Mata Hari Po prostu

Żadna Mata Hari Laughing out loud

Po prostu umawiałam się z Kalio i marso na mały meeting w Warszawie (na czacie) i przy okazji "rzuciło mnie się na oczy".

Portret użytkownika Guest

wszystkie TW tak mówią;)

wszystkie TW tak mówią;)

Portret użytkownika Elba

Wiesz, czym się param.

Wiesz, czym się param. Czytam, zapamiętuję, wykorzystuję itd... i ogólnie "wampirzę", a to miejsce jest wyjątkowo płodne, jeśli chodzi o ciągły dostęp do świeżej strawy Wink

Portret użytkownika kilroy

Dużo prawdy zawarłaś w tym

Dużo prawdy zawarłaś w tym tekście. Prawdy w sumie nie jakiejś nowo odkrytej tylko...zapomnianej. Niestety.

Ciągnąć wątek polecam odświeżyć:

http://www.podrywaj.org/perspekt...

A tu o feminiźmie jeszcze warto rozwinąć:

http://max.mobile.salon24.pl/236...

Portret użytkownika Elba

Dzięki kilroy, zwłaszcza za

Dzięki kilroy, zwłaszcza za to:

http://www.podrywaj.org/perspekt...

szkoda, że nie można komentować i blog trafił w niebyt. Może dałoby się go otworzyć? Mimo, że autorka (ukłony, świetnie pisze) pewnie już tu nie zagląda.

Jeszcze raz dzięki.

Portret użytkownika Guest

chyba Gracjan go zamknął na

chyba Gracjan go zamknął na amen.

Portret użytkownika Ulrich II

cudowna emocjonalna wędrówka

cudowna emocjonalna wędrówka która tak szybko sie zakończyła
blog na miarę klasyków
nie mam odwagi czytać drugi raz z obawy przed łzami
czy można skrytykować ideał ?
nie mam odwagi spojrzeć w niebo bo geniusz tej epopei mnie oślepi
czytam i myślę nad wieszczami którym nie dane było przeżyć tego co ja teraz czuję
plus plus plus
daje na główną
pozdrawiam

Pozwolę sobie coś dodać. Moim

Pozwolę sobie coś dodać.

Moim zdaniem z tym naprawianiem nie jest tak, że ludzie od razu wyrzucają. Mam prawie 30 lat i za sobą ponad 6 lat w dwóch związkach (z kobietami Wink). Mogę śmiało napisać, że też miałem trochę pretensje, że kobietki nie chciały naprawiać, tylko porzucały. Tylko, że ja ślepy, nie widziałem tego, kiedy one to naprawiają. Ale gdy nie mają siły, wtedy następuje strzał. Strzał dobroci, bo on może dać energię do przemiany wewnętrznej faceta. Ba, on daje energię, ale mężczyzna niekoniecznie kuma co zrobić.
Dlatego nie uważam, że dziś wszystko się ot tak po prostu rozpada. Bo ludziom się nie chce. Opronego osła czasem tak ciężko ruszyć, że czas potrzebny jest kop w zad i tyle. Cierpienie uszlachetnia. O ile ktoś ma odwagę cierpieć i przeanalizować, a nie topić smuty w wódce czy w oparach trawy.
Ten upadek to nic nowego. Każde czasy mają swój kryzys. Gdybyśmy nie widzieli degeneracji, to nigdy nie pomyślelibyśmy, że trzeba się zmienić.
Jeszcze jakiś czas temu myślałem trochę inaczej o tym kończeniu relacji, zamiast naprawianiu. Jednak przemyślałem to i tragedii w tym jakiejś nie widzę.

Dzięki za bloga Elba, jest wartościowy.