Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Bane - niech Cię piekło pochłonie.....

Portret użytkownika knokkelmann1

Dlaczego to Twoja była ma rację…..Och, co za przewrotny tytuł - Bane ma rację, rzecz jasna. Zawsze. To aksjomat, rzecz niepodwarzalna. Zawsze i wszędzie i na wieki....Tak pisałem, bo tak myślałem. Do wczoraj, do prosiaczego wizgu. Wystarczy.
W zasadzie, to się z chłopaczyną zgadzam. Trudno inaczej. Nie lza inaczej, jak mówiono. Ale nie do końca. To nie tak. Nie na odwrót, a inaczej właśnie. Czytam sobie bejnowe wpisy, toć to przyjemność sama w sobie je czytać, chłonę ten język i styl, ale z prawidłowością uporczywie sączoną przez owego koleżkę zgodzić do końca się nie mogę! Nie mogę i basta. W ogóle zgodzić się nie mogę, nie mogę i już.
O co mi chodzi? Już wyjaśniam naprędce. Pierwszy raz wszedłszy na podrywaj org z rok temu z okładem, chłonąłem wpisy bejnego z rozdziawianą gębą. Myślę sobie - dobrze pisze i mądrze, dostał po dupie, to i wnioski wyciągnął, innym je daje, niech mają. Za friko, z dobrego serca, a może żeby samemu spokój znaleźć. Chcąc nie chcąc, począłem przyrównywać opowieści do mnie samego, frajera weń szukając, po całości. To tu, to tam, bez wytchnienia. Dzień i noc, piątek świątek. I chociaż już rok dobry szukam, to znaleźć nie mogę. Nie mogę i już, a staram się bardzo. Spokój nie nadchodzi, niepokój pozostaje. Rośnie. Wzmaga się.
Uwaga! O co mi chodzi , o co właśnie, zapytacie? A oto, że ona rację miała, ot co. Że JAD (albo wybieg dla koni) tak pisze. O to biega, jak pisał James Jones w swojej Cienkiej czerwonej linii , o to mi idzie, kurwa. O to, że z innym się pruje - to Twoja, a nie innego wina - tylko Twoja i Twoja i na zawsze Twoja. Wina Twoja, Jej dupa już Jego. Tako Bane pisze i w to wierzy, czy teraz, po czasie, nie wiem. Wejrzyj w Siebie a ujrzysz ciotę, głęboko nie szukając. Wszystko jasne jak na dłoni, błędy i frajerstwo aż dymi - oto powód że inny w Nią wtyka po jaja. A nie Ty wtykasz - FRAJERZE. Twoja była miała rację - i popiół się na głowy sypie. Jak nie garściami, to przynajmniej ciurkiem, codziennie rano i przed zaśnięciem. I tak do szaleństwa. Dzień w dzień, bez końca. Mijają dni, mijają miesiące.....
I co wtedy? Gdzie tu katharsis, gdzie oczyszczenie, jak rana tak głęboka? Siedzisz, bo spać nie możesz, bo Ona przed oczami staje, i myślisz, analizujesz, przyczyny szukając co skutek taki zesłał. I Bóg mi świadkiem, bejnowe artykuły to zbawienie, elisksir, balsam na zbolałą, otępiałą duszę. Niech i tak będzie, do diabła! Dałem dupy to i ona daje, tyle że innemu, nie ta to inna, wszystkie mają, aaa? ale to kłucie z tyłu głowy nie daje spokoju, męczy. Czytasz te bejnowe rzeczy raz jeszcze i jeszcze, setny. Ukojenia szukając. Coś się nie zgadza, coś tu nie gra, to nie tak. Nie robiłeś z siebie „kurwy z kociołkiem”, zainteresowania były, i przyjaciele. A franca jedna poszła, jak ta kurwa z Pigalaka.
Chłopak pisze : Reguła jest prosta: koniec z kompromisami! Koniec, jasne że koniec. A jak kompromisów nie było? To co? Coś innego się znajdzie, gdzie indziej dupy się dało? I pisze dalej: jak w pół kroku się zatrzymasz to dalej ruszyć nie zdołasz. A jak przystanku, wytchnienia nie było, to co? Czego innego szukać? Gdzie wejrzeć? Powiedz proszę.
Bejnowe „zaludnienie kraju przez same kobiety wyjątkowe albo same kurwy” nie dopuszcza myśli, że na taką kurwę się właśnie trafiło, no bo czy kurwa może mieć zawsze rację?
Serdecznie pozdrawiam znad morza……

Odpowiedzi

Portret użytkownika Alejandro

Masz trudne wpisy,

Masz trudne wpisy, chaotyczne...

Portret użytkownika szusti

albo jestem tak tępy, że tego

albo jestem tak tępy, że tego nie rozumiem, albo to ty tak niezrozumiale piszesz

Portret użytkownika monteR

Możliwe że jeszcze nie

Możliwe że jeszcze nie wytrzeźwiałem? albo czegoś nie rozumiem tak jak koledzy. W ogóle nie wiem o co chodzi ani co chciałeś nam przekazać, bełkot.

Portret użytkownika Sower of Death

Cholernie trudny wpis ale coś

Cholernie trudny wpis ale coś można z niego wynieść.
Pozdrawiam

Portret użytkownika BANE

Tak pisałem i dalej

Tak pisałem i dalej absolutnie i w pełni wierzę w to co napisałem. Zarzucano mi wielokrotnie upraszczanie pewnych [rzekomo bardzo złożonych] kwestii w moich wpisach. Tymczasem mam wrażenie, że Twój artykuł w całości bazuje na kolosalnym uproszczeniu, strywializowaniu tego co chciałem przekazać. Abstrahując od tego, że sprowadzasz mój tekst do hasła [teraz ja uproszczę - Ty zrobiłeś to bez skrępowania, to i ja pozwolę sobie na to samo]: "Dziewczyny są zajebiste, zawsze fair i cała wina za rozpad związku leży po stronie sfrajerzonego wafelka", to jeszcze robisz to w sposób tak skrajny, że niemalże karykaturalny. Wielokrotnie zaznaczałem, że z niczego kobiet nie rozgrzeszam. Wiem jakie potrafią być i często bywają. Byłem w wielu związkach, krótkich i dłuższych, samodzielnych i równoległych. Natomiast uważam, że znacznie większą bolączką jest niedostrzeganie win po swojej stronie przez mężczyzn. A jak nie dostrzeżesz winy swojej, popełnionych błędów w związku, to żadnego pozytywu z rozstań i kolejnych związków nie będzie. A o to tu chyba chodzi? Jeżeli Ty jesteś w tym odsetku gości, którzy byli partnerami doskonałymi dla swoich lasek, nie popełniającym żadnych błędów, uosabiającymi, całe awanturnicze piękno, nieokiełznanego samca alpha to przefantastycznie po prostu, ale ja zakładam, że większość nie jest idealna i stąd starałem się dotknąć tematu poprzez wskazanie mechanizmu, jaki czasem zachodzi gdy długotrwały, stabilny związek zaczyna ulegać stopniowej erozji [sam to przerabiałem przez kilka lat]. Jeżeli Ty byłeś bez zarzutu, a Twoja kobieta mimo to wyjebała Ci zęby obcasami i jebnęła do śmieci jak zużyty kondom to mi bardzo przykro, nie dlatego że zajebali Cię w komis, tylko dlatego, że musisz być bardzo samotny jako jedyny mężczyzna doskonały na planecie Ziemia. Pamiętam Twój pierwszy [fantastyczny skądinąd] wpis na forum i już wtedy jedna rzecz mnie zastanowiła. Nierzadko piszesz o sobie w tonie łzawo - sentymentalnym - udręczony życiem, analizujący świat, pijący cynik - i inne tego typu Bogartowskie gówniane kalki, stosując niemalże na każdym kroku, a chyba przypomnieć by Ci należało, że jednak z kobietą, o której wtedy na stronie pisałeś, a z która związek Ci się rozpadł [czego zdaje się jeszcze nie przebolałeś, czemu dajesz wyraz w kolejnych wpisach] trochę byłeś, a to oznacza, że chyba nie od razu spotkanie i związek z Nią traktowałeś w kategoriach "na taką kurwę się trafiło". Jeżeli jednak Ona była taką przechujową, zdradziecką harpią w rzeczywistości, a Ty tego nie widziałeś, to czym owa ślepota jest, jak nie przejawem innego rodzaju frajerstwa? To Jej wina, że Cię rozegrała? Chyba jednak Twoja, że rozegrać się dałeś. Ja po prostu uważałem i uważam nadal, że jeżeli mężczyzna rezerwuje dla siebie rolę dominującą w związku, biorąc główną odpowiedzialność za kierunek jego rozwoju, to nie ma żadnego błędu logicznego, przekłamania czy intelektualnej nieuczciwości w założeniu, że również większą odpowiedzialność ponosić będzie za jego rozpad. Prosta reguła - Ty kreujesz rzeczywistość swojej relacji z kobietą, Ty odpowiadasz za jej fiasko. Powtarzam - prosta zależność, choć wiem, że dla wielu trudna do przełknięcia [choćby dlatego, że trzeba jednak oceniać przede wszystkim siebie], bo zawsze najłatwiej pierdolnąć: "Było cacy, tylko ta kurwa wszystko zjebała... i weź tu zrozum kobity, a co dopiero kurwy" - zajebać poker face'a i oznajmić z pełną powagą "to nie moja wina", po czym powtarzać to sobie do upadłego, do momentu, aż poczuje się kojącą skołataną duszyczkę ulgę. Łatwe? Pewnie, że łatwe, tyle tylko, że nie prowadzące do prawdy. Takie podejście, drogą chałupniczej autoterapii wiele ułatwia, szkoda tylko, że zamazuje rzeczywistość i nie pozwala spojrzeć szerzej. Szerzej to znaczy dojrzeć całokształt pewnych spraw, nie przez pryzmat tylko i wyłącznie własnego poczucia krzywdy i żali, czego odnoszę wrażenie nie jesteś w stanie zrobić. Tak czy inaczej krytyka mojego tekstu ciekawa, a tytuł Twojego artykułu to mnie po prostu rozpierdolił... Smile

Portret użytkownika knokkelmann1

Bane, rozczarował mnie Twój

Bane, rozczarował mnie Twój wpis i przygnębił. Spodziewałem się piorunów z nieba i palca Bożego, w Ty w kółko o tym samym, sam sobie zaprzeczając. Tak na dobrą sprawę, to Twoje idee fixe zawiera się w znamiennym zdaniu: " Ty kreujesz rzeczywistość swojej relacji z kobietą, Ty odpowiadasz za jej fiasko." Kreujesz? - to pojemne słowo. Tworzę, to znaczy jestem silniejszy psychicznie, ekonomicznie, mentalnie? Jak nie, to następna, bo wszystkie mają? A jak jestem silniejszy i dalej się pierdoli? To co kurwa wtedy? Sypie się ta Twoja wygodna teoria jak domek z kart, nie inaczej. Pomimo wrodzonej siły co po niektórych. Przyczyna i skutek takie ying i yang, czy jak tam to idzie. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz, ale usilnie (i z wielką klasą) wałkujesz to samo, owo sławetne "to nie moja wina" a ta "kurwa odeszła". I to jest podstawa zmiany lub jej braku (jak w moim przypadku Twoim zdaniem). Jakie to proste, a ja nie chwytam. Nijak do mnie nie dociera. Tylko nadal te ckliwe, sentymentalno łzawe posty, jak piszesz. Cyniczne.

Nie była ani kurwą ani harpią. Wyłożyłem to chyba jasno, pisałem że inne czynniki zagrały.
I dlatego nasuwa się pytanie:
Czy, analizując Twoje posty a robię to często, za często, faktycznie odkrywasz mechanizm rządzący związakami, który, jak piszesz ulega erozji? Śmiem wątpić, naprawdę. Wszystko to takie prosto, zazębia się ze sobą i pasuje. Dałeś dupy, to koniec. A jak nie dałem to co? Masz jakąś inna teorię w zanadrzu? To było, nieco karykaturalne, przesłanie mojego postu.

Serdecznie Cię pozdrawiam

Portret użytkownika Alejandro

Bane napisal, ze nie

Bane napisal, ze nie twierdzi, iz zawsze wina lezy po Twojej stronie, czytaj chlopie, bo Twoje wpisy, kazdy po koleji staja sie prawdziwym belkotem, a zarazem lamentem...

Portret użytkownika knokkelmann1

Ha ha, nie wódka a sok z

Ha ha, nie wódka a sok z kiszonej kapusty! Kurwa, 3 dni pije i przestać nie mogę, A co do zmiany pracy to chyba znowu będę z Agusią pracował! Oto niespodzianki jakie niesie ze sobą życie. Niezła zamiana co?

Portret użytkownika knokkelmann1

ma ma - w czwartek widziałem,

ma ma - w czwartek widziałem, ha! Kaca to ja nie mam, bo ciągle piję, jak jaka świnia - jak u Gogola - człowiek ale świnia.

A Ty o suchym siedzisz? U mnie łomża niepasteryzowana idzie

Portret użytkownika Alejandro

łomza? o gustach sie nie

łomza? o gustach sie nie dyskutuje, ale chujowa jest.

ma fajne cycki? dobrze wiesz, ze xxxxxx lasek ma lepsze, moze nie widziales.

Portret użytkownika knokkelmann1

wyczuwam w Twoich wpisach

wyczuwam w Twoich wpisach agresję...

"Lecz z drugiej strony

"Lecz z drugiej strony świadczy to jaki ogromny oddźwięk mają blogi Bane'a i wpływ na ludzi."

Jedna osoba? za dużo to nie jest...

Portret użytkownika Alejandro

Jedna, ktora pod wplywem

Jedna, ktora pod wplywem niezlej dawki splodzila ten wpis.

Wpisy BANE do mnie trafialy, mialy poziom, trzeba bylo ruszyc szare komorki (najslabsze padly pod wplywem alkoholu), ktore analizowaly i interpretowaly przekazywana wiedze.

Uwazasz wiec, ze wpisy tego goscia nie sa warte slow "jego blogi wplywaja na ludzi"?

Portret użytkownika BANE

By jeszcze odnieść się do

By jeszcze odnieść się do Twoich uwag Knokkelmannie1.

I. "Spodziewałem się piorunów z nieba i palca Bożego, w Ty w kółko o tym samym, sam sobie zaprzeczając." - fragment o "piorunach z nieba i Bożych palcach" sobie daruję, bo jest - wybacz - bełkotliwie niemerytoryczny. Ciekawsza - przede wszystkim, ze względu na to, co napisałeś później - jest druga część przywołanego zdania, mianowicie: "[...] a Ty w kółko o tym samym, SAM SOBIE ZAPRZECZAJĄC" - bardzo ciekawa uwaga. Bardzo ciekawa, bo swój wywód zamykasz takimi słowami: "Czy, analizując Twoje posty, a robię to często, za często, faktycznie odkrywasz mechanizm rządzący związkami, który, jak piszesz ulega erozji? Śmiem wątpić, naprawdę. WSZYSTKO TO TAKIE PROSTE, ZAZĘBIA SIĘ ZE SOBĄ I PASUJE." - No to albo się "zazębia i pasuje", albo "sam sobie zaprzeczam". Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie te frazy nie oznaczają tego samego. No, a może po prostu czytanie "często, za często", nie równa się "czytanie uważne"?
II. Przytoczę jedno zdanie z artykułu, którego marność odkryłeś po roku piania z zachwytu, akurat w Sylwestra, gdy wszelkiej maści podsumowania, kiełkujące na oborniku z gorzały, są jak wiadomo na porządku dziennym, prowadząc do zalewania się łzami nad marnością wszechświata i ludzkości, tzn. "DLACZEGO TO TWOJA BYŁA MA RACJĘ?": "Żeby było jasne, nie piszę tego artykułu by rozgrzeszać kobiety z różnego rodzaju numerów, które wycinają facetom [braku wierności itd., itp.].". Jasne? Jak wciąż nie do końca, to - mając nadzieję, że wybaczysz mi odrobinę protekcjonalny ton - wyjaśniam: jest różnica między rozumieniem mechanizmu zaistnienia przyczyn zdrady [co starałem się zrobić w swoim artykule], a przyzwoleniem na nią i pełnym rozgrzeszeniem za jej zaistnienie [czego nigdy nie robiłem [tzn. NIE ROZGRZESZAŁEM {choć zdradzałem w pewnych okresach regularnie} siebie ani innych ze zdrad, i robić nie mam najmniejszego zamiaru [tzn. rozgrzeszać siebie czy innych ze zdrad czy nieuczciwości w związkach] - dopisek dla Ciebie Gen żebyś źle {tzn. na korzyść Knokelmanna1} nie interpretował]. Jak dalej, nie do końca klarowne, to uproszczę: Wiem skąd zdrada się bierze, co nie oznacza, że uważam ją za coś dobrego czy pożądanego. Rozumieć nie znaczy popierać, czy też nie dostrzegać bólu jaki wywołuje.
III. Mam nadzieję, że absurdalność zarzutu, że "usilnie wałkuję to samo" zdążyłeś dostrzec już sam. Jeżeli jednak nie, to już pomagam. Uważasz, że to dziwne? Mam taki pogląd, to go "wałkuję". Bo tak myślę. Koniec i kropka. Ja wiem, że żyjemy w kraju mędrców, obwieszczających z poker face'm na gębie, że "woda ma to do siebie, że wzbiera, a potem spływa" i "że odśnieżanie jest nieekonomiczne, bo przecież śnieg i tak stopnieje" [niedługo pewnie dojdzie do tego "po co jeść, jak i tak będziecie głodni?", albo "po co się myć jak i tak będziecie brudni?"], ale nie przekraczajmy jednak - przez wzgląd na wzajemny szacunek - pewnych granic i nie lżyjmy nawzajem swoich intelektów. Ja po prostu nie zmieniam zdania po roku wyznawania określonej wizji [nawet w Sylwestra - uściślając - nawet wtedy gdyby mi się - jakimś cudem - zdarzyło siedzieć i rozpamiętywać, że świat jest zły, bo skonstruowana przeze mnie maszyna do podróży w czasie nie działa [jak to może być kurwa, że Bóg taki okrutnisty?] i nie mogę się cofnąć do pierwszych chwil, wielkich uniesień dzielonych z Moją Wielką Miłością]. W ogóle niemalże nigdy zdania nie zmieniam.
IV. Mnie uderza inny fakt. 31.12.2009 roku? Dzwoni? Nie? To przypomnę. "BYŁO LEPIEJ JEST ZNOWU ŹLE..." - tak brzmiał tytuł Twojego wpisu z Sylwestra minionego roku. Dlaczego go przywołuję? Pewnie już się domyśliłeś, ale i tak wyjaśnię. Otóż dlatego, że dostrzegam tu - jakby to określili Anglosasi - pewien pattern - otóż przychodzi czas, opiewany w mediosferze jako okres podsumowań i nagle Knokkelmann1, między kolejnymi butelkami niepasteryzowanej Łomży, dochodzi do wniosku [po dogłębnym "wejrzeniu w siebie" {cokolwiek to znaczy}], że chujowo bo smutno, bo się cieszą, pocą i przytulają, a tu Łomża i niepasteryzowana na dodatek, a "on wtyka w Nią po same jaja",no i, że BANE to w zasadzie pierdoli, bo pisze, że Knokkelmann1 jest winny czemuś [a przynajmniej sugeruje analizę przede wszystkim poczynań własnych, a nie wiecznie cudzych], a On winny nie jest, bo winna jest Mamusia Jego eks i Jej religijne zdewocenio - zidiocenie i stąd córuś wyjebała Knokkelmanna1 ze swojego życia, jak Adamek Gołotę do "Tańca z Gwiazdami". Bo przecież piszesz: "Nie była ani kurwą ani harpią. Wyłożyłem to chyba jasno, pisałem że inne czynniki zagrały.". "Inne czynniki"? - jak dla mnie to to zdanie jest pokrętnym, ale jednak wskazaniem, że Twoim problemem jest jakieś kotłujące się w Tobie pomieszanie nienawiści z uwielbieniem dla swojej eks. Dlaczego? W swoim pierwszym wpisie na forum dość ostro o Niej pisałeś, że fałszywa, że dwulicowa itd., itp. A teraz nagle owe "inne czynniki". Tzn. co? Że jednak jak "nie kurwa ani harpia", to teraz "czynniki" zewnętrzne Ci dziewczątko popsuły? Zakłamana, obłudna familia? Ciąg na hajs? Kogo usprawiedliwiasz? Ją czy siebie? Powtarzam: - jak nic się nie spierdoliło z Twojej winy, to gratuluję. Siedź sobie ze swoją świeżo odkrytą osobowościową perfekcją, marnością BANE'owych artykułów i kontempluj. Może Ci ulży [do następnego Sylwestra pewnie, albo urodzin, gdy znowu wannę zamiast wodą z kranu, będziesz napełniał łzami]. Ja wiem tyle - jak nie mam sobie nic do zarzucenia, to po prostu nie wyszukuję w sobie błędów, bo w takiej sytuacji mam niezachwiane przekonanie, że ich nie popełniłem. I żadne blogi, artykuły, żadne BANE'Y i nie BANE'Y, tego nie zmienią. Jeżeli z Tobą jest inaczej, to rzeczywiście masz problem. Ze sobą. A jak ktoś ma problem ze sobą to i otoczenie ma z kimś takim problemy. Kobiety przede wszystkim. Tyle wiem. I wiem to z całą pewnością.
V. Tak w ogóle to skąd pomysł, że rolą BANE'ów jest ratowanie czy wyjaśnianie czegokolwiek zagrożonym wymarciem z miłosnych boleści Knokkelmannów1? Pytasz: "Czy masz jakąś teorię w zanadrzu?" - Na Twojego nieudanego Sylwestra? Tak. Parę butelek wody mineralnej. Na Twoją olaną przez Kobietę perfekcję, brak winy przy rozstaniu i duszobóle po porzuceniu? Niestety nie mam. Ja gdy coś mi się rozpadało, zawsze byłem w jakimś stopniu współwinny. Ty nie jesteś bo "inne czynniki zagrały", więc niestety, raczej pełen wad BANE Ci nie pomoże. No może przywołaniem jeszcze jednego fragmentu z mojego tekstu, którego marność i "błędy doktrynalne" tak drastycznie się objawiły w ostatnim dniu Anno Domini 2010, a mianowicie: "Chodzi mi jednak o to, że [jeżeli nie jesteś kompletnym imbecylem oczywiście] Drogi Czytelniku, to zdajesz sobie zapewne doskonale sprawę z banalnej prawdy, że winę za rozpad związku, ponoszą obie strony - co wcale nie oznacza [jak zapewne wielu z Was myśli, bo to - im bardziej żałosny jesteś - tym przyjemniejsza świadomość] - że ponoszą ją po równo - a nie tylko jedna ze stron, którą co gorsze zazwyczaj wytyka palcem osoba, która została porzucona, a nie ta, która porzuciła.".
VI. Piszesz: "Sypie się ta Twoja WYGODNA teoria jak domek z kart, nie inaczej." - wygodna? Poszukiwanie winy w sobie przede wszystkim [zamiast w "innych czynnikach", "grających" do tego], analizowanie przede wszystkim wad swoich, a nie cudzych, to jest według Ciebie [po rozstaniu/porzuceniu] wygodniejsze? Jak dla mnie wygodniejsze to jest robienie tego, co robisz Ty, tzn.: winny jest ktoś - jak nie Ona, to Mamusia, jak nie Mamusia, to niedostatecznie wg. familii wypasiona chata, jak nie za małe mieszkanko, to np.: ING Bank Śląski bo za mały kredyt dali, a jak i nie to, to może "inne czynniki", a jak nie "inne czynniki", to chociaż "niech Cię BANE piekło pochłonie". Wszyscy winni, wszystko winne, byle nie ja. Byle nie Knokkelmann1. I cacy. I jest spokój. I teraz to już mogę wypić tylko jedną szklaneczkę Chivas Regal. I popłakać tylko troszeczkę. Dorzucić szczyptę cynizmu, bo to przecież znamionuje "yntelygencje". I udawać, że już nie boli tak bardzo. Do następnego.
VII. Pytasz retorycznie: "Czy [...] faktycznie odkrywasz mechanizm rządzący związkami, który, jak piszesz ulega erozji?" - niczego nie "odkrywam", podaję tylko przykładowe rozwiązania i wyjaśnienia. Dodajesz: "Śmiem wątpić, naprawdę." - w takim razie powinno Ci być szkoda czasu poświęconego na analizowanie ["często, za często"] moich artykułów. Nikt Ci go już nie zwróci. Twoja strata. Mogłeś mieć go więcej na użalanie się nad sobą.
VIII. "BANE ma rację, rzecz jasna. Zawsze. To aksjomat, rzecz niepodważalna. Zawsze i wszędzie i na wieki..." - To było Twoje zdanie, nie moje. I Twój problem.
IX. Również pozdrawiam Cię serdecznie.
X. Tyle ode mnie w temacie.

Portret użytkownika BANE

To, że byłem w wielu

To, że byłem w wielu związkach, nie oznacza że uznaję zdradę [czyli tzw. związki równoległe] za coś etycznie dopuszczalnego. Jak napisałem - mam wady. Niewierność bywa jedną z nich. To wszystko. Także - tak Gen, źle interpretujesz. Myślę zresztą, że celowo. Poczyniłem specjalnie dla Ciebie edit [w tym tylko jednym zdaniu - podpisane dedykacją dla Ciebie i wszystkich łączących się w bólu z Knokkelmannem1] powyżej by nie było wątpliwości, gdy następnym razem będziesz się rzucał na ratunek Knokkelmannowi1, wykazując moje [rzekome] niekonsekwencje.

Portret użytkownika skaut

tu przytocze jedna z naszych

tu przytocze jedna z naszych polskich wokalistek :
wiernosc jest nudna...
a to czy latwiej zdradzic czy pozostac wiernym i oddanym to juz pozostawie bez komentarza.

Portret użytkownika BANE

"Jesteście siebie warci, więc

"Jesteście siebie warci, więc sami sobie poradzicie" - Ja nie definiuję siebie przez cudze blogi, więc daruj sobie takie dyrdymały. Co do celu zamieszczenia przez Knokkelmanna1 Jego wpisu to nie wnikam, bo mnie to nie interesuje. Odniósł się krytycznie do mojego tekstu, to ja odniosłem się krytycznie do Jego tekstu. Tylko tyle.

Portret użytkownika Ian Watkins

A MNIE JEBIE WASZA KŁÓTNIA:)

A MNIE JEBIE WASZA KŁÓTNIA:) Więc jak macie coś do zarzucenia sobie, to priv. YO

Portret użytkownika BANE

Tak Cię "jebie", że aż

Tak Cię "jebie", że aż postanowiłeś napisać o tym, że Cię "jebie"? Miło, że podzieliłeś się tą głęboką myślą - wzbogaca dyskusję. A póki co, nikt się tu z nikim nie kłóci Mistrzu.

Portret użytkownika Ian Watkins

Myślę, że jesteś na tyle

Myślę, że jesteś na tyle inteligentą osobą, która wie dlaczego wtrąciłem się do dyskusji. Pozdrawiam.

Portret użytkownika Ewenement

Ja pierdole, jak wy się

Ja pierdole, jak wy się pucujecie dla użytkowników z większym stażem na stronie.. Haha.. Stary..

Portret użytkownika Ian Watkins

No hehe szczególnie dwa

No hehe szczególnie dwa zdania wcześniej to wlazłem w dupę normalnie, nic tylko po wazelinę skoczyć do apteki:) A, że później stwierdziłem fakt, to też słyszałem, że pod dupowłażenie podchodzi? co o tym sądzisz??????? Odpish pliz czekam z niepokojem na Twojom opinjem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Portret użytkownika MeanGirl

"A MNIE JEBIE WASZA KŁÓTNIA:)

"A MNIE JEBIE WASZA KŁÓTNIA:) Więc jak macie coś do zarzucenia sobie, to priv."

Portret użytkownika NewOne

W jednym blogu przyznajesz

W jednym blogu przyznajesz Banemu racje a teraz podważasz jego teorie. Kazdy wyciaga z wpisów co chce i interpretuje to jak chce. Co autor miał na mysli i na jakich doświadczeniach to opieral, tylko on sam jeden wie.

Portret użytkownika skaut

jeszcze nikomu picie na

jeszcze nikomu picie na zdrowie nie wyszlo.
knokk z calym szacunkiem - co to ma byc....
tekst napisany chyba na 3 promilach, pelen sprzecznosci, nie wspominajac juz o "przekazie??" ??

nie wpierdalam sie, nie moja bajka.
smieszy mnie to, ze w takim czasie to napisales.
smieszy mnie to, ze z tekstu bija jakby jakies "pretensje" do BANE'a, tak jakbys mu kiedys "zaufal", a on Cie teraz wystawil, bo Ty ujrzales "prawdziwa prawde".
tyle pierdolicie o tych frajerach.... u kazdego on sie czai....
dla innych mozecie byc juz frajerami dlatego, ze tak bardzo rozkladacie na czynniki pierwsze te wszystkie sytuacje jakie zachodza w relacji D-M... a to przeciez takie proste...
czemu to jednak pisze ?
bo najgorsze jest to jak widzisz jak sie ktos stacza.... a Ty to wlasnie robisz.. 3 dni pijesz ? a co to kurwa jest ? ja pilem 4 lata whisky zamiast herbaty od 7;05 am i jakos nigdy sie tym nie usprawiedliwialem, a tymbardziej nie chwalilem. wiem jedno - ze RYJE BERET !!! pozniej tworzysz sobie wlasna rzeczywistosc - KREUJESZ - wracasz myslami do dawnych spraw - i tym juz swoim zwichrowanym umyslem zaczynasz wszystko rozumiec ??!!

robcie co chcecie, ale juz wole czytac jednak o tych probemach z opisami bylej dziewczyny na gg niz takie pojebanstwa.... bo na internecie tego pelno.
wszyscy Ci "wielcy uwodziciele" co razem zaczynali pare at temu na seminariach najrozniejszych, teraz pokloceni, kazdy oddzielne forum i napierdala na drugiego... zygac sie chce.
kazdy i tak swoje pomysli...
ja wiem jedno - przestan pic...

Portret użytkownika Conor

Być może ktoś jeszcze zajrzy

Być może ktoś jeszcze zajrzy do tego bloga, dlatego dodam swoje pięć dyszek.

Dwa lata temu dorwałem blogi Bane, więc wiele czasu miałem na zrozumienie i przetrawienie jego wiedzy przez pryzmat swoich doświadczeń. Na chwilę obecną jestem wstanie stwierdzić, że chłop miał rację i pomimo, że te prawidła trudno jest zaakceptować- ba, jeszcze trudniej, gdy uczucia żalu i rozgoryczenia są nadal obecne i zakorzenione gdzieś głęboko, to dopóki nie strzelisz sobie w twarz i nie zrozumiesz, nadal będziesz pływał w gównie. Knook, rok czasu czy ile tam- nieważne- nadal nie możesz sobie z tym poradzić i szukasz na siłę winy wokoło, nawet w internecie? Może powinieneś się spotkać z tą twoją ex, niewdzięczną i zdradliwą pizdą, za jaką ją uważasz?

Czasu już nie cofniesz, spraw, które się spierdoliły nie odkręcisz, a życie nadal idzie dalej. Stoisz w miejscu i marnujesz swoje lata na coś na co nie masz już wpływu. Zejdź ze sceny niepokonanym bo na to jeszcze masz czas. Dorosły jesteś i mózg masz na odpowiednim miejscu, zrób z niego użytek, bo będziesz kolejnym duchem jak mój kumpel z pracy, który przez 3 lata pogodzić się nie mógł, że młoda fajna dupa wystawiła go z jakimś obcokrajowcem. Skończ z tym rozpierdalaniem siebie na kawałki i weź się w garść- nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Chciałbym powiedzieć, że

Chciałbym powiedzieć, że jestem lepszy, niż autor bloga, albo lepszy niż BANE. Nie Sad nie jestem. Wiem, jak zajebałem. Z tego, co wywnioskowałem, miałem taką samą historyjkę, jak mister K..1... też kasa, mieszkanka, rodzinka, siostrunie, mamusie, zapierdalanie jak dziki osioł, a potem kopa w dupę, jak już więcej nie dało się wycyckać.

I tak!!!
kurwa depresja przez 4 miesiące. Ratowanie mnie przez Przyjaciół, kumpli. Dźwiganie z podłogi. leki nasenne, granie na komputerze. Dobrze, że rękę złamałem- to mogłem mieć 6 miesięcy L-4... bo bym chyba nie wydolił.

Ale!!!
Dopiero po 4,5 miesiąca kumpel mi powiedział, że "już kurwa czas, to było prawie pół roku temu!"
I trzeba się zabrać za siebie.
Mocne postanowienie poprawy - i się wziąłem. W 3 dni - nowa panna.
* * *
Wspaniale, ochy, achy, zajebiście, maślane oczka.
Masę emocji, zazdrość u niej. Tęsknota. Stale dawałem mniej...
Aż tutaj nagle ja po 1 roku zacząłem tęsknić - i w ciągu 3 tygodni wszystko wyjebałem!!!

Kalendarzowy przykład tego, co Gracjan albo BANE opisywali - oddałem kierownicę, zacząłem gonić króliczka - i się rozpierdoliło!!! Bo chciałem być bardziej dla niej, niż dla siebie...

I teraz - znowu 4 miesiące jakiejś jazdy, wspominek, łaszenia się do Byłej (nie mogę na nią za bardzo złego powiedzieć słowa, było świetnie, to JA SPIERDOLIŁEM, Ja - nie Ona. Ja!! Wiem to. Przyznaję się do tego. Coś fajnego - zjebałem na całej linii).

Teraz, po 4,5 miesiąca kolejnych - znowu poznałem następne 2 panny.
Tak - teraz 2 panny, i na raz będę robił. Aż się coś wykluje. I zawsze będę dbał o to, by stale podrywać jeszcze jakąś Drugą.

Bo inaczej - zatracę się w tym wszystkim, i znowu zrobię Frajera z siebie. Tego bym już nie chciał...
Bo nie wiem, czy dałbym radę 3 raz przejść to samo...

Także - jak się samemu nie zechcesz podnieść, i wyjść ze skorupki - to NIE MA CHUJA - nikt tego za Ciebie nie zrobi.

A jak dalej będę siedział przy komputerze i rozmyślał, jak to jest możliwe, że już nie jestem z TĄ PANNĄ, moją wybranką, albo co gorsza - będę może PIŁ -> to przejebana droga donikąd.

Więc - przestań biadolić, Mości Autorze... Bo sam wiem, że tak się da. Sam tak robiłem.

Ale w końcu - trzeba się podnieść. Wierz mi, że się da. Trzeba tylko chcieć. Małymi kroczkami....

Przechodzilem przez podobne

Przechodzilem przez podobne przemyslenia rok temu. Wtedy prowadzilem po kilka rownoleglych zwiazkow. Trwaly tylko po kilka m-cy, fakt, ale uwazalem, ze tak trzeba, zeby nie byc needy. Kosztowalo mnie to sporo energii, duzo mialem z tego przyjemnosci. Jednak po pewnym czasie doszedlem do wniosku, ze chyba nie tedy droga do sukcesu (jesli rozwazamy kwestie prozwiazkowe). Oczywiscie jesli chodzi o przyjemnosci, pewnie, ze lepiej miec na podoredziu kilka panien, niz jedna - wiecej doznan. Ale jednak "posiadanie" (jakkolwiek to rozumiec) kilku kobiet po to, aby czuc sie pewniej, jest zle. No bo co, baba jestes, ze potrzebujesz tego "bezpieczenstwa" w postaci kola zapasowego ? Po prostu nie nalezy wiecej sie zakochiwac, dla wlasnego dobra. I zycie staje sie naprawde piekne Smile.
P.S. Wiem, ze wpis stary, ale moze odp. komus sie przyda.