Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Dynamika zachowań w klubie + prośba o feedback... na poczet wyciągania wniosków

Portret użytkownika Trancer

Witam wszystkich...

Nie sądziłem że w dość krótkim czasie tyle się zadzieje u mnie na polu damsko-męskim. Z jednej strony to dobrze że coś się dzieje, ale z drugiej... pojawiły się rzeczy których nie potrafię do końca zrozumieć. Z racji tego że zauważyłem powtarzalność pewnych schematów, to chciałem Was poprosić nie tylko o poradę, ale też o porządny feedback. Nie tylko jeśli chodzi o konkretne zdarzenia jakie opiszę, ale też o moje konkretne "ruchy". Przedstawię też Wam swoje przekonania, jakie zauważyłem w ostatnim czasie.

Będę Wam niezmiernie wdzięczny za feedback. Jeśli uznacie, że zrobiłem coś źle albo źle myślę, to wytykajcie to bez litości.

ADMINIE - jeśli będziesz miał chwilę czasu, to Ciebie też proszę o feedback. Albo nakierowanie w którą stronę powinienem spojrzeć, aby nie popełnić błędów.

Ok, przechodzimy do rzeczy....

Zacznę od krótkiego raportu z niedawnej akcji....

Byłem na takim spotkaniu dla singli, organizować w ramach pewnej grupy na fb. Ogólnie poza mną były też dwie moje koleżanki (jedna z nich dała mi namiar na tą grupę). No i w zasadzie wszystko szło dobrze. Bardzo dobra zabawa i poznanie sporej liczby nowych osób. Bardzo fajny kontakt złapałem z jedną z dziewczyn, od której zabrałem numer. Ale to nie ona jest bohaterem tego "raportu".

Cała impreza się już kończyła o 22, aczkolwiek tylko oficjalnie. Dołączyłem do tej części ekipy, która zdecydowała się iść na miasto (Mariacka w Katowicach, jak coś). Trochę tam siedzimy i i część ekipy wraca do domu, a część (w tym ja) idziemy do klubu. W tym gronie była też pewna blondynka z którą złapałem kontakt. Wchodzimy do klubu trzymając się za ręce, ogólnie zero oporów jeśli chodzi o taki dotyk itp.

No typowy początek. Nie muszę tłumaczyć.

Streszczając resztę sytuacji - interakcja ewoluuje w namiętny taniec na parkiecie, macanki i całowanie.

Generalnie nic co jest mi obce.

Oczywiście poza tańcem też prowadzimy normalną rozmowę. Pomijając inne wątki mówi mi, że ona jest świeżo po rozstaniu i nie chce się w nim angażować. Ok rozumiem.. sam zresztą jestem po trudnej relacji (tj. tej o której pisałem tutaj ostatnio na początku roku) o czym zresztą jej mówię. Ogólnie pokazuje jej, że nie wywieram żadnej presji + to, że rozumiem co czuje.

Wcześniej jeszcze na mieście sporo dyskutowałem z nią na temat tego, jacy powinni być mężczyźni i kobiety (ale tak bardzo ogólnie). No i też na jej pytanie czego ogólnie szukam, to mówiłem, że generalnie to już się wyszumiałem i chciałbym już spokoju i stabilizacji. Ona tylko przytaknęła.
(w nawiasie dodam, że ona ogólnie też bardzo negatywnie wypowiadała się o ONSach, seksu bez miłości itp itd.)

I teraz uwaga....
Przenosząc się do klubu teraz, ona robiła tak, że odchodziła ode mnie sama na parkiet, żeby się "wyszumieć" (+ powtórzenie tego że nie chce się angażować) i potem wracała.... Ja tam osobiście nie latałem za nią na parkiecie non stop, czasami znikałem na inny, ale też czasami kręciłem się w jej zasięgu wzroku.

I owszem, mogła tak robić między innymi z tego powodu, jaki podałem Wam wyżej. I ja to rozumiem. I rozumiałem wtedy. Że na pewno zbyt mocne parcie na nią nie przyniesie dobrego efektu.

I teraz znowu uwaga

Jeśli jej "potrzebę wyszumienia" odbierzemy jako shit test (i w zasadzie możemy tak przyjąć) to odbiłem go tak: jak chcesz to idź sobie potańcz... nawet jakbyśmy byli razem, to i tak nie miałbym oporów, abyś sobie sama potańczyła. Związek to zaufanie itp. i ważne, abyś po potańczeniu wróciła do mnie.

Tak mniej więcej to brzmiało... ogólnie mówiąc, dałem jej wolną rękę. Bo gdyby chciała sama pójść na parkiet, to pewnie i tak by to zrobiła, nie pytając mnie (co też jej powiedziałem).

To były części dłuższej rozmowy, ale na końcu dałem tylko sugestie, że wracamy razem z klubu i odprowadzę ją na autobus. Ona się zgodziła. pocałowaliśmy się i poszła sobie w solo taniec. Oczywiście też była wymiana numerami.

Wracając do dalszego ciągu sytuacji. Dwa razy wróciła, ale za trzecim razem... inny koleś ją zaczął obracać. Poszła z nim w ślinę. Zasadniczo o mnie zapomniała. Co prawda widziała mnie jak akurat wtedy stałem niedaleko niej, ale nic nie zrobiła. Koleś ją normalnie wyizolował... i wyszedł z nią z klubu.
KONIEC

No i jak widzicie już całą sytuację to zadam Wam pytanie... czy nie jest ona trochę dziwna ????

Generalnie wszystko szło ok. Więc jakim cudem laska z którą się całowałem, miałem duże przyzwolenie na dotykanie jej w różne miejsca (poza kroczem) tak nagle zmienia front ??? olewa mnie i wychodzi z innym ???

Ogólnie co o tym myślicie i gdzie widzicie jakiś haczyk lub błąd ??

Zasadniczo przebrnąłem przez wszystkie etapy od rozmowy do intymnego dotyku i całowania bez komplikacji. Dodatkowo nie wywierałem żadnej presji. Nie kierowałem nawet tego w stronę ONS (bo w ogóle nie chciałem tego), tylko po odprowadzeniu na autobus chciałem się z nią umówić i działać dalej.

Tylko jakim cudem stało jak się stało ??
Nie potrafię tego pojąć.

Dodam jeszcze jeden smaczek, że będąc wczoraj w tym samym klubie na imprezie co wtedy (tj. tydzień temu) jak wchodziłem do klubu to... widziałem ją. Jak wychodzi z kubu tym typem co tydzień temu. Zupełnie tak jakby byli razem (i mam pewność że to była ona, bo zareagowała na mój widok).

I tym bardziej nie wiem... jakim kurwa cudem. Niby nie miała żadnych zobowiązań wobec mnie i teoretycznie mogła to zrobić.. Tylko dlaczego po takim podgrzaniu w moim wykonaniu skończyło się na tym, że laska co nie chciała się angażować bo jest po rozstaniu wychodzi za rękę z gościem, który wozi się już jakby był jej "nowym chłopakiem".

Ta sytuacja jest tak cholernie dziwna, że nie daje mi spokoju. Stąd pisze ten wpis.
Jeśli zrobiłem gdzieś błąd, proszę o bezlitosny feedback. Nie chce przechodzić podobnego zażenowania co wtedy w przyszłości. I muszę wyciągnąć wnioski.

Przechodząc teraz do moich przekonań... z tą laską o której pisałem w poprzednim wpisie, byłem w krótkim i burzliwym związku. Zaangażowałem się na maxa. Wynik był taki, że zerwała ze mną z powodu byłego. Potem utrzymywałem z nią kontakt jeszcze jakiś czas, ale dobiła mnie gwoździem o nazwie "spotkałam przypadkiem byłego na ulicy i postanowiłam do niego wrócić, odwołując tym samym spotkanie ustalone z Tobą".

Zbierałem się bardzo długo po tym. Nawet później jak mi się trafiały dobre akcje i nawet jeden ONS, to i tak nie zaleczyło to całkowicie rany po niej. Teraz się czuje dobrze i jestem gotów się znowu zaangażować. Aczkolwiek nie od razu. Mam wrażenie, że teraz pewne granice mam niezdrowo poprzesuwane, przez co daje zbyt swobodną ramę kobietom. Zbyt mocno jestem zdystansowany i przez to nie działam aż tak aktywnie w początkach relacji (przez co kobiety myślą, że nie traktuje je poważnie i mam zbyt wyjebane). Czasami wręcz sam się oddalam od kobiety (czy to w klubie, czy emocjonalnie przy normalnym spotkaniu) żeby sprawdzić jej stopień zaangażowania. Czy waszym zdaniem to może mieć ze sobą związek ???

Wracając jeszcze do tej sytuacji z klubu...
Pamiętam jak z moją byłą kiedyś dyskutowałem o tym, czy sama może iść do klubu z koleżankami. Opierałem się wtedy i starałem się narzucić pewną ramę. Ale ostatecznie to wiedziałem, że i tak zrobi po swojemu. Więc dałem jej wolną rękę. Miała mi tylko napisać, czy wróciła do domu....

Mam wrażenie, że moja reakcja w klubie jest tylko odtworzeniem tej sytuacji. W tamtym przypadku zadziałało. Ale czy w tym... nie powinienem narzucić mocniejszej ramy ???

Przedostatnia sprawa jest z tematu socjal proof. Ten klub w którym dzieje się akcja... jestem jego częstym bywalcem. Możliwe że jestem kojarzony przez obsługę klubu, jak i innych stałych bywalców. Można powiedzieć, że stałem się często widzianą osobą na imprezach w tym klubie. Czy to waszym zdaniem korzystnie działa na to, jak akcje wychodzą w danym klubie, czy niekoniecznie ??? co o tym sądzicie ??

Natomiast ostatnia sprawa tyczy się moich zainteresowań i mojego przyszłego zawodu psychologa.... ja ogólnie nie kryje się z tym w jakim kierunku idę. Czy waszym zdaniem to też może być powód, dla którego kobiety jednak decydują się mnie odstawić i wybrać kogoś innego ??? nawet jeśli nie jest "lepszy" ode mnie pod jakimś względem ???

Myślę że to tyle.

Nie ukrywam że liczę na porządny feedback z waszej strony. Jak macie jakieś pytania o cokolwiek, to pytajcie.

Pomimo że jestem już doświadczonym wyjadaczem, to teraz czuje, że uderzam głową w mur. I kompletnie nie wiem co jest tego przyczyną. No i co ogólnie sprawia, że jednak pomimo iż robię wszystko jak należy (tak mi się wydaje) to Jestem notorycznie odsuwany przez wybrane kobiety na boczny tor na rzecz innych kolesi. Budzi to we mnie czasami bardzo złe emocje i zgrzytanie zębów. Ze smutku, ze złości.. i bezradności.

Chce się wyrwać z tego położenia i wyciągnąć jak najwięcej wniosków.

I jeszcze na sam koniec wpisu prośba do Ciebie Adept.... jak masz trochę czasu, to przyjrzyj się mojemu przypadkowi.

Pozdrawiam.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Kensei

Dziś już lecę spać, więc dam

Dziś już lecę spać, więc dam feedback częściowy odnośnie laski i klubu.

Łopatologicznie

Laska mowi nie chce na powaznie budowac relacji (co nie oznacza ze nie bedzie w jakies relacje wchodzic, moze bedzie bo np mowi co mysli ale robi co czuje) = chce sie ruchac bez zobowiazan cho typie, bo w sumie to nie wiem co bedzie w przyszlosci wiec hulaj dusza.

Facet mowi wyszumialem sie, szukam stabilizacji i spokoju = nie mam potrzeby przygodnie wyrwac laski i checi sie ruchac bez zobowiazan bo chce budowac cos z laską ktora rowniez sie wyszumiała i szuka czegos powaznego.

Nie ma dopasowania.

Inna kwestia ktorej warto sie przyjrzeć.

Zwróć uwage czy aby nie jest tak ze nią kieruje lęk przed bliskością więc woli przygodne podejscie bo jest zraniona przywiazaniem i rozstaniem czy tez moze nie umie budowac bliskich relacji wiec je rozpierdala i nie chce takich mieć. To często u kobiet kwestia narracji plus jedno nie wyklucza drugiego.

Żartowałem.
Nie kminimy tej baby bo sa wazniejsze rzeczy na ktore masz wplyw - swoje decyzje.

Kobiety i początki relacji z nimi to emocje, to trafianie w potrzeby Twoje i jej, a szybkie namietne poczatki bywają naturalne kiedy jest chemia i się nikt nie blokuje na eskalację i konsumpcję.
Pytanie do siebie brzmi - czy ja Trancer wiem juz czego chce ergo nie ma sensu dla mnie wchodzic w relacje namiętną na start bo chce sie upewnic czy warto i dzialac powoli? Czy ja jednak moze sie boje że coś nie wyjdzie i aby tego uniknac przyjalem tamtą racjonalizacje i w efekcie zapomnialem ze ryzyko jest zawsze a relacja zaczyna sie glownie od namiętności i chemii i sam przez lęki siebie blokuję w kwestii uwodzenia? Bo albo się lękasz albo olałes laske i nie dzialales bo nie czules tej chemii. Bo ocenic jej jako osoby pasujacej do relacji nie mogles w tak krotkim czasie, ew tylko do seksu. Na reszte trzeba czasu i poznania, do namietnosci wystarczy chemia i brak blokady przed nią jesli jest ta chemia.

Coz roznie ludzie mają, niektorzy podejmuja decyzje w strachu przed bliskoacia, inni nie podejmuja decyzji w strachu przed odrzuceniem, a jak sie przydarzy to czują smutek lub frustracje i chca skumac co sie stalo Wink

You are here ;D

Portret użytkownika Trancer

Oczywiście że znam Ticala. W

Oczywiście że znam Ticala. W dodatku prywatnie. I dosyć dobrze.

Wiem jaki ma On styl myślenia i prawdą jest to, że sporo jednak od niego zapożyczyłem. Jego wpis o drabinie też bardzo dobrze znam.

Ogólnie w dobrą stronę idziesz twierdząc, że mogłem powtórzyć jego schemat (oczywiście nieświadomie). Ale mniejsza o to teraz.

Co do samej sytuacji to dopisze kilka jeszcze detali...

Cały ten temat, czego szukam itp. wyszedł z jej strony a nie z mojej. To ona zadała mi to pytanie i chcąc nie chcąc, musiałem coś odpowiedzieć. Gdyby ode mnie to zależało, to bym nawet tego wątku nie poruszał.

Odpowiedziałem tak, jak de facto poczułem aby odpowiedzieć. I odpowiedziałem to, co było najbardziej spójne ze mną. Chciałem w ten sposób "uspokoić" jej radar i robić swoje (co zresztą robiłem).

Oczywiście wtedy tak to postrzegałem... bo teraz widzę, że dałem się wpędzić w kozi róg i narzuciła mi pewną ramę. A powinno być na odwrót.

Nawet bym pokusił się o twierdzenie, że ona sama (pewnie na wskutek jakiś błędnych przekonań) wpędziła mnie w takie położenie, które zabiło mój atract (pomimo iż robiłem wszystko zgodnie z zasadami "procesu" + dbanie o komfort i brak presji). No a potem, jak była pobudzona przeze mnie to wstrzelił się inny koleś który tylko wykorzystał to "nagrzanie" jakie ja zrobiłem.

Z jednej strony mogłem to odbić tak, że nie daje sie wpędzić w wybór pomiędzy "szukam związku<-->szukam przygody" (używałem na to pewnej wypróbowanej odpowiedzi), ale z drugiej strony.... coś mnie skłoniło jednak do tego, aby powiedzieć coś, co będzie ze mną spójne.

W tym miejscu w sumie też mam do Ciebie pytanie: jaki byłby Twój sposób na odbicie tego ????
Może i brzmi jak pytanie laika, ale jestem ciekaw twojej odpowiedzi. Bo jak już pisałem - sam z siebie w ogóle bym nie ruszał tego wątku. To pytanie wyszło tylko i wyłącznie z jej strony.

A wracając jeszcze do mojej EX:

"""Możesz nam i jej mówić, że się wyszumiałeś i odreagowałeś ex, ale tak nie jest. To rodzi pewne konsekwencje w Twoim zachowaniu. Świadomie, bądź też nie, usiłujesz przeskoczyć z etapu podrywania do etapu poważnej relacji romantycznej....Tical twierdził, że możesz wskakiwać na dowolne szczebelki drabiny (relacji z kobietą) kiedy tylko chcesz. Otóż nie zawsze, możesz tak robić tylko wtedy, kiedy masz przyzwolenie (consent). Dokładnie tak samo jak z seksem."""

Teraz jak to czytam, to chyba masz rację. Ale jeszcze zahaczę o detal z byłą w tle....
Właśnie moja relacja z ex nie tylko szła tak jak to jest opisane w drabinie Ticala. Przeskok do związku nastąpił dlatego, że... ONA SAMA zaczęła temat związku. Czyli było to "przyzwolenie" i chęć z jej strony na przeskok (pomimo ze to nie trwało długo).

To ogólnie ładnie się zazębia z tym co napisałeś.

Wracając do mnie, to u mnie jest tak...
Czuje jeszcze pewien niedosyt po byłej. Nie zaleczyłem tego całkowicie. Aczkolwiek pozostała rana nie jest już tak duża, aby mi przeszkadzała w nawiązaniu nowej relacji. Mam oczywiście dystans emocjonalny do każdej laski z jaką wchodzę w interakcję, lecz jeśli bym trafił na taką, która też odpowiednio mnie "rozgrzeje emocjonalnie" (albo po prostu tak mi przypadnie do gustu że kompletnie puszczą pewne hamulce i blokady... niekoniecznie od razu te seksualne) to nie będę miał oporów, aby się zaangażować w pełni, nawet gdyby coś mnie jeszcze uwierało.

Myślę, że teraz w miarę precyzyjnie wyraziłem to, w jakim stanie emocjonalnym jestem. Na pewno mogę powiedzieć, że już najgorsze minęło Smile

Ogólnie dzięki za trafny i pouczający komentarz. Wnioski na pewno będą wyciągnięte (o ile już tego nie zrobiłem Tongue )
Jeśli jeszcze się ustosunkujesz do mojego pytania, to już w ogóle będzie super git.

Pozdro.

Portret użytkownika Trancer

Dzięki za odpowiedź W sumie

Dzięki za odpowiedź Smile

W sumie ja stosowałem podobny schemat Laughing out loud
Tylko zamiast mówić wymijająco mówiłem coś w stylu o braku oczekiwań i otwieraniu się na relację i proces poznawania.

Ewentualnie zlewałem delikatnie temat, a po jakimś czasie sam z siebie udzielałem odpowiedzi i informacji na temat mojego podejścia... Też myślę, że spoko patent, bo jak mówię to w momencie jaki mi odpowiada (a nie w momencie wymuszenia poprzez bezpośrednie pytanie) to wtedy czuje się swobodniej i pewniej. No i ja narzucam ramę swojej odpowiedzi, a nie na odwrót Wink

Na przykład jeśli miałoby to miejsce na parkiecie, jak w Twoim przypadku

Akurat to nie było na parkiecie, tylko wtedy gdy siedzieliśmy obok siebie na mieście Tongue czyli przed eskalacją w klubie.
Ale to już taki szczegół.

W każdym bądź razie dzięki za całą odpowiedź.
Pozdro Smile

Portret użytkownika Kensei

Przeczytałem resztę i tak już

Przeczytałem resztę i tak już spokojniej o podrywie bardziej niż o gadaniu Ci że dużo analizujesz, no ale w końcu spójne to z planem na karierę zawodową Wink

Z jakiegoś powodu działasz asekuracyjnie dobierając jednak nieświadomie panny zranione, które albo chodzą do klubu dla singli żeby właśnie bawić się i cieszyć z bycia singlem i pukanka, albo takie które niedawno zerwała z byłym czy tam ma niezalatwione sprawy. Łączy je również wspólny mianownik, mianowicie jakiś uraz, niezagojona rana, która powoduje, że panna nie chce się lub nie może angażować.

Myślę sobie że podswiadomie wybierasz niegotowe bo sam jestes niegotowy i cos najpierw masz do przerobienia. Ewentualnie mozemy sie pokusic o misje bycia terapeutą i zestawem naprawczym, ale dla partnerki, naturalnie masz misję pomagac wiec wyczuwasz takie panny.

Nie bój się, wejdź w relację naturalnie i dąż do łóżka, jak szybko wleci to się nie angażuj za bardzo emocjonalnie i traktuj z lekkim dystansem zeby to nie bylo zwiazkowe i takie analizujace i intelektualizowane, wiecej cocky and funny i zabawy. I przy okazji poznawaj robiąc co lubisz lub Cie to ciekawi. Nie wrzucaj siebie, laski ani relacji w kategoriach związkowych tylko poznawczych, ogolnie podrywaj po swojemu kurde ale dąż do seksu i nie wycofuj się jesli masz zielone swiatlo. Wychodzisz na niezdecydowanego nawet jesli lasce to logicznie i sobie tlumaczysz. Tak czy siak od seksu sie zaczyna i namietnosci a reszte buduje sie i dzieli z czasem.
Bez tego elementu lozkowego wbijasz rame friendzonu i asekuracji. Mozesz sie z panna bzykac zamiast niebzykac i tez w tym czasie ją poznawać i zobaczyc czy jest spoko.

Do zwiazku to se baby niech dążą tu tempo rozwoju zostawiaj im. A jak bedziesz widzial ze nadaje zamiast tego tempo regresu to sie tez dystansuj i olewaj i zajmuj sie innymi.

To kim chcesz zostac nie ma znaczenia dla laski o ile nie psychologizujesz jej i z nią.

Co do klubów zależy kto tam Cie kojarzy i z kim i jak rozmawiasz czyli to jaki jestes kiedy tam jestes i tyle. Dziala ale glownie jesli ta panna nie zna specjalnie tego miejsca lub bywa w nim bardzo rzadko i nie zna za bardzo ludzi stamtad czy takiego klimatu imprez.

I nie wchodź w role opiekuna bo to tez zwiazkowe a to nie taki etap troskliwosci z cyklu napisz jak wrocisz do domku etc.

Portret użytkownika Trancer

Dzięki Kensei za

Dzięki Kensei za komentarz...

Swojej odpowiedzi udzielę akurat pod drugą częścią twojej odpowiedzi Tongue

O ile odpowiedź Dobrodzieja tyczyła się głównie aspektów "technicznych" prowadzenia relacji, o tyle Twoja ma wydźwięk głębszy i... psychologiczny.

I owszem, masz rację... zasadniczo ostatnie panny z jakimi nawiązałem jakąś relację to są właśnie typy zranionych lasek. O ile ja jestem gotów (i mam do tego siłę) żeby poznać jakąś i podejść do stworzenia z nią związku, o tyle druga strona też musi mieć taką siłę, aby wyjść ponad swoje obecne położenie. I tu właśnie był moim zdaniem problem z tą panną. Ale też (jak widzę) z moją byłą.

Akurat znasz trochę szczegółów jak mi się z nią wiodło, więc sam wiesz o co chodzi.

To kim chcesz zostac nie ma znaczenia dla laski o ile nie psychologizujesz jej i z nią.

To akurat oczywiste jest, że nie będę psychologizować laski. Zresztą tego też zabrania etyka zawodowa Tongue Bardziej mi tu chodziło o stereotypy i sposób postrzegania psychologów. Zdarza się, że takim ludziom przypisuje się niezbyt dobre cechy.No i też ludzie się boją, że potencjalnie jest ktoś, kto może je "wyczytać" albo z nimi manipulować... brzmi śmiesznie, ale zdarzają się takie osoby, które tak postrzegają.

"""I nie wchodź w role opiekuna bo to tez zwiazkowe a to nie taki etap troskliwosci z cyklu napisz jak wrocisz do domku etc.

Hmmm... zawsze to uważałem za taki zwykły normalny gest. i dżentelmeński Tongue robiłem to po to, aby trochę się wyróżniać na tle innych gości, którzy po odhaczeniu NC nie prowadzili dalej interakcji.

Ja to natomiast stosowałem też jako haczyk, aby dalej prowadzić konwersację i budować lepszy raport. Efekty były różne. Kiedyś mi to fajnie wchodziło i pomagało, a ostatnio to tak słabo.