Witajcie
Długi czas już nie zaglądałem na stronę.
Pisze tego bloga, bo właściwie chciałem sie podzielić moim ostatnim sukcesem.
Wyszedł mi strasznie długi tekst, ale mimo wszystko liczę, że przeczytacie i liczę na komentarze.
Takteż będzie teraz o:
- przełamaniu kilka słów
- realizowaniu siebie
- podrywie na poziomie
- i wielkiej satysfakcji zeń płynącej
Gdy pod koniec sierpnia udało mi się przełamać, na skutek podchodzenia do kobiet na zasadzie "odhaczania" (coś jak 3 misja Gracjana, przy czym ilość podejść była znacznie mniejsza, acz wystarczająca do przełamania się) nie potrzebowałem już dodatkowych kopniaków motywacyjnych, nie potrzebowałem szukać motywacji w sukcesach innych ludzi ze strony, przestałem zaglądać na portal.
Nadszedł wrzesień, czyli parę razy wyskoczyłem do swego LO, a to książki sprzedać, a to się z ludźmi przywitać, po pierwszym b. nieudanym dniu w LO, i po dokładnej analizie "czemu, co i jak", wreszcie dotarła do mnie ta arcyprawda:
"Miej Wyjebane, a będzie Ci dane"
I gdy wreszcie udało mi się kompletnie wychillować, następny dzień w LO był pasmem sukcesów. Stuprocentowo swobodnie gadałem sobie ze wszystkimi, pogadałem sobie z kilkoma fajniejszymi dziewczynami, a i obrót miałem dużo większy (zeszły niemal wszystkie książki, które odsprzedawałem
).
Wszystko to własnie dlatego, że wyluzowałem. Że odrzuciłem odgórne założenia, odrzuciłem planowanie rozmów i po prostu rzuciłem sie z gołą klatą na fale. Pozwoliłem, by wszytko działo się swobodnie i naturalnie. Wyłączyłem świadomość w rozmowie i zdałem się na instynkt.
I wyszło mi to bardzo, bardzo, bardzo na plus.
Zawsze, wydaje mi się, miałem gadane, a moim problemem w relacjach z kobietami, była "konieczność jak najlepszego wypadnięcia", wewnętrzny przymus. I dlatego zawsze gdy przychodziło do rozmowy miałem kompletną pustkę w głowie. Właśnie do momentu tego przełomowego odkrycia. I od tamtego czasu wszystko układa się już coraz lepiej.
Tydzień temu zaczął mi się już rok akademicki (udało mi sie dostać na wymarzoną uczelnię, co prawda najostatniejsza rekrutacja, z końca sierpnia, ale.. udało się!). Na spotkanie integracyjne w przeddzień pierwszych zajęć poszedłem stuprocentowo wyluzowany i pewny siebie. Swobodnie i bez jakichś ograniczeń gadałem sobie z ludźmi, ba nawet zacząłem realizować aspekt rządzenia z idei samca alfy. I zadziwiające jest, że gdy coś jest powiedziane, polecone z taką stuprocentową pewnością siebie, to wszyscy po prostu to robią. Wskazano nawet mnie na starostę grupy, na co oczywiście przystałem (myślę, ze to doskonała sposobność by poznać mechanikę rządzenia i zasady władzy, no i poznać jeszcze więcej nowych ludzi)
Pierwszy tydzień studiowania minął niesamowicie pracowicie (wszak takie studia sobie wybrałem), więc w piątek, jak to piątek przyszedł czas odreagowania.
I tutaj zaczyna się to czym najbardziej chciałem się pochwalić i chełpić.
Po niezbyt udanym piątkowym dniu, znaczy b. stresogennym, wróciłem do domu w parszywym nastroju, kompletnie zniechęcony do wieczornej imprezy, na szczęście nie pozwoliłem sobie na rezygnację. Nie pamiętam co poprawiło mi humor, czy wmawianie sobie, że będzie zajebiście, czy idiotyczna kreskówka która młodszy brat oglądał, w każdym razie liczy sie,ze wyluzowałem i wrócił dobry nastrój.
Wyruszyłem z domu do centrum stolicy, do klubu w którym odbywała się ta impreza (afterparty po wycieczce integracyjnej), samopoczucie i morale było wysokie. Pewność siebie i luz także samo. Byłem gotowy do podchodzenia, i chciałem podchodzić.
I cel udało się zrealizować idealnie. Podrywałem 6 dziewczyn, a na jednej ze swojej grupy wywarłem genialne wrażenie, bo pokazałem się od przezajebistej strony (choć iskier żadnych nie było, z żadnej ze stron).
Już na samym początku imprezy, zanim wszystko się rozkręciło, właściwie niezaplanowanie, nie wypatrzyłem tej dziewczyny w tłumie, ot stała obok. Nawet nie zwróciła mojej specjalnej uwagi - zagadałem, od razu pewnie siebie, z kinem (to jest element, w którym nigdy przed tą impreza nie udało mi się przełamać ani poczynić postępów. wreszcie ta blokada już zniszczona).
Nazwijmy ją F. (a wygląd - 8+, nawet może 9). Dziewczyna z mojego roku, z innego kierunku. Szybko złapała bakcyla i rozpoczął sie ciekawy flirt (nie [potrafię sobie przypomnieć o czym rozmawiałem, nie angażowałem w rozmowę dużo świadomości, po prostu rzuciłem się z gołą klatą na fale). Chwile pogadaliśmy, rzuciłem jej nega w międzyczasie, troszkę droczenia, a gdy odebrała zamówione piwa, poszła do swojej psiapsiółki.
Kolejna akcja miała miejsce juz na wielkiej hali do tańczenia. Chodziłem sobie, gadałem ze znajomymi i nieznajomymi, tzn. robiłem wrażenie. Widziałem spojrzenia różnych dziewcząt, uśmiechałem sie, gdy złapałem kontakt wzrokowy, pewny siebie spokojny krok i uśmiech.
No i przysiadłem się do dwóch siedzących, trajkoczących dziewcząt (jedna 6, druga 7). Mocne wrażenie na dzień dobry, sposób w jaki podszedłem do nich i usiadłem, chyba był im kompletnie nieznany, bo zamilkły i patrzyły na mnie jak w obrazek, Zacząłem rozmowę, zwykła pogaduchę, z którego wydziału - rzekły "zgadnij", a ja o dziwo zgadłem i zacząłem temat czarów. Pytanie:
"wierzycie w czary?"
Dalej pokazałem numer z odgadywaniem, którą cyfrę pomyślą (oczywiście 7
), w czasie dalszej rozmowy słuchały zafascynowane, a w pewnym momencie przyszła panna F szukając jakiejś zguby, zdaje sie torebeczki. Nie spojrzała na mnie, zero kontaktu wzrokowego, zguby oczywiście tam nie było. Po kolejnej chwilce rozmowy ja poszedłem na dolne pietro, gdzie mieścił się bar tego klubu.
Stałem sobie obok baru, to pogadałem z tymi, to z tymi,gdy zobaczyłem kolejną fajna dziewczynę. Nie była może do końca w ym guście, ale miała epicki biust i głęboki dekolt, wiec odruchowo zagadałem "Cześc, gdzie studiujesz?", pytania o kierunek rok. Okazało się, że dziewczyna nie dostała się na ten kierunek, na którym ja studiuję i poszła na inny (w którym sie odnajduje również), tej samej uczelni, jest ten kierunek powodem wielu dla niej nieprzyjemności ze strony innych ludzi, a może i kompleksów - rzuciłem górnolotne hasło, żeby nie przejmowała się zdaniem innych, bo najważniejsze, żeby sama się dobrze czuła i realizowała. Chwila przyjemnej rozmowy rozmowy no i każdy w swoim kierunku.
Akurat pojawia się panna F. Podchodzi do mnie - duże kino z jej strony (na przywitanie położyła swoja dłoń na mojej klacie, potem dotykanie ramienia, zderzenie bioder - podobało mi się to. Bardzo. No i zdarzyło po raz pierwszy w życiu). Cośtam pogadała, ze szuka psiapsiółek (które tez mnie o nią wielokrotnie wczesnej pytały, gdzie jest, czy nie widziałem). A gdy zauważyła, to złapała za rękę i pociagnęła w ich kierunku. Z oporami, ale poszedłem, coś mi mówiło, ze jest z typu kobiet, które lubia gdy faceci za nimi latają, a nie chciałem dawać jej tej przyjemności.
Gdy podchodzimy do jej psiapsiółek, przedstawia mnie, a dwie spośród 3 znały mnie już (to te od czarów) i "Cześć Czarodziej!". Zaczęły gadać, ona przyciągnęła mnie, żebym stał za nia, może jeszcze, żebym cały czas za nią łaził. Sory maleńka, nie jestem łatwy
. Dotknąłem jej ramienia i odszedłem.
Gdy siedziałęm przy stoliku ze starymi znajomymi z LO (którzy są na innych kierunkach, bądź wydziałach zobaczyłem całkiem fajną laskę z czerwonymi włosami (ciągnie mnie do lasek z czerwonymi włosami i rudych. Jakaś dzika fascynacja). Ciągle siedząc łapię ja za rękę, przyciagam i mówię:
"Lubie twoje włosy. Masz poczęstuj się fajkiem" - sam nie palę, ale leżała jakaś, nie wiem czyja paczka z ostatnim papierosem.
ona: "nie no, częstujesz mnie ostatnim? Nie wezmę."
- "Dobra tam, bierz. Tylko odpal sobie i szybko uciekaj, bo to nie moje" - wypowiedziane z rozbrajającym uśmiechem.
Odpaliła se, chwile postała, pogadaliśmy chwilkę (okazała sie starsza ode mnie bite 6 lat), a gdy odchodziła wstałem, ona pytający wzrok i:
-"Idziesz ze mną?"
-" Nie, idę dalej szukać znajomych. Do zobaczenia później"
Później parę razy ja spotkałem przechodząca obok, za każdym razem zaczepiałą mnie, raz łapiac za krawat (założyłem luźno zawiązany czerwony krawat do białej sportowej koszuli. Spokojnie, nie jestem pojebem który do klubów chodzi w gajerze
), innym razem klepnęła mnie w tyłek. Też mi się podobało. Ogólnie rzecz biorąc, zadiwiająco dużo kobiet tej imprezy zadziornie łapało mnie za krawat, albo próbowało poprawiać (trochę spośród nowych znajomych trochę spośród starszych)
Udałem się na górę, do hali dyskotekowej. Impreza porządnie rozkręcona. Po chwili podlatuje panna F., zaczynamy rozmowę, szybko idzie w kierunku flirtu, ST z jej strony, odbijam, rzucam negi, które ona próbowała odbijać, (rzuciełm dużo delikatnych negów) Mówiła,z ę nie wierzy w moje czary, żebym jej udowodnił, na co odpowiadałem, że musi zasłużyć i dalsze przekomarzanie (jej mina na moje teksty rozbrajała mnie - całkowite zadziwienie, oczy i usta szeroko otwarte - widać, ze nigdy nikt jej nie rzucał negów). Po dłuższym czasie droczenia, cały czas rozmowy dystans był mały - gdy mówiłem przyciągałem ją do siebie, czułem dotyk jej ciała, piersi (choć malutkich, to przyjemnych), potem spojrzenie prosto w oczy, mój smiech na jej reakcje (zdecydowanie wygrywałem w tej przekomarzance), gdy ona mówiła sie zbliżała się i znó3 dotyk ciał - moje odbicia i cykl sie powtarza.
Podobało mi sie to ogromnie. Tak bardzo, ze nie zauważyłem, że wpadam w pułapkę.
Po dłuższej chwili przekomarzania powiedziałem jej - "Chodź pokażę Ci czary" - głośnym, niskim szeptem na ucho i pociągnąłem ją za sobą. Zaczęliśmy tańczyć - dystans coraz mniejszy, usta mijały się coraz bliżej, ciała cały czas sie stykały, coraz wiecej dotyku. W czasie tańca kontynuowaliśmy flirt, w pewnym momencie powiedziałem - "Wiesz.. To dopiero początek czarów.. Chodź pokażę Ci najlepsze.." i znów pociagnąłem ja za sobą, kombinujac nad ustronnym miejscem. I tutaj chyba był błąd. Nie bylo push & pull. Za bardzo do przodu, bez kroku w tył.
Nagle gdzieś tam zobaczyła swoje inne psiapsióły, pociągnęła mnie kompletnie niszcząc atmosferę i zaczęła się z nimi witać, gadać, gdy zacząłem sie oddalać - złapała mnie za rękę i pociagnęła za tamtymi do innej grupy psiapsiół i tam bez żadnych ceregieli, olewając mnie - zaczęła z nimi tańczyć. Też zacząłem, ale olewała mnie więc oddaliłem się. uznając,z ę najwyższy czas na mały chłodniczek - olewanko przez jakiś czas, podrywanie innych, a potem znów do przodu.
Poszedłem znów do baru, po jakimś czasie jej psiapsióła, która często do mnie podłazła i o F. pytała, podchodzi i znów pyta:
-Nie widziałeś Kaśki? - tutaj podała imię F., które niestety w czasie imprezy wyleciało mi z głowy
- Jakiej znowuż Kaśki?
- Nie udawaj. Po twojej minie widze, zę jej szukasz - szukałem jej, rozgladałem sie za nią, bo pewnie już z godzina nie widzenia zacżeła mnie niecierpliwić. A północ już dobiegała, wiec było ryzyko, że niedługo może się zmyć,a chciałem to pociagnac dalej. Za bardzo chciałem.
- Mhm. - znudzone mhm.
- A tak swoja drogą. Ona ma chłopaka. Chciałam Ci o tym powiedzieć - wyczułem dużo wredu i jadu w jej głosie.
Moja reakcja było wzruszenie ramion i znudzone spojrzenie na nią, ale wewnatrz ścisk żółądka i nuta frustracji. Rosnącej, nad która jednak w miare możliwosci panowałem.
Tamta se polazła, a ja coraz bardziej wkurwiony tym, że mi to powiedziała, ze musze sobie to przekminić.
Wiedziałem, ze w dupie mam jej chłopaka. Pierdoli mnei czy ma go, czy nie. Jednak to co mnie frustrowało, to to, że nie wiedziałem jak bym na nią patrzył i czy bede [potrafił swobodnie i tak samo przyjemnie kontynuować podryw. Bo to, ze nie zamierzałem rezygnować było pewne.
Kumpel z grupy (swoja drogą, chyba troche kminiący o co w podrywie idzie, choc na słabym poziomie, strony na pewno nie zna - pantoflarz, błyskotekarz - ubrał sie na kowboja
), pyta mnie o co idzie - na widok mojej skwaszonej miny. Niestety - nie umiem robic dobrej miny do złej gry - widać było, żem skwaszony. Powiedziałem mu, ze poznałem świetną lasę, z którą sie zajebiście bawiłem, a okazuje się,z ę ma chłopaka.
Gość mówi mi, że "na pierwszym roku i tak nie bedziesz miał czasu na dziewczynę, bo nauki jest cała masa (co jest niestety prawdą), a teraz póki noc trwa - pierdol chłopaka i baw się z nia dobrze. To Twoja noc, korzystaj, bo czas imprezy ucieka".
I dziwnym trafem, ale właśnie tego potrzebowałem, potwierdzenia rzeczy, które miałem w głowie, głośnego wypowiedzenia.
Ruszyłem na górę - ciągle robiłem kursy - to po parkiecie, to znów do baru. Po długim łażeniu, znów zaczęło mnie to wkurzać. Zwłaszcza to, że sie zapadła pod ziemię. Widziaęłm swój błąd. Najgorszybłąd, który uwodziciel moze popełnić - brak zdystansowania. Po kilkunastu kursach, znów odszukałem tego kumpla, przedstawiełm aktualna sytuacje i powiedziałem "Trudno.. Mówią 'czym sie zatrułeś tym się lecz'. Poszukam innych, a tą.. Olać". I takoż uczyniłem.
Dlaczego tak mnie sytuacja ruszyła? Bo był to mój pierwszy prawdziwy podryw na poziomie, na prawdę świetnie mi szło, z jej strony dużo było, a niestety - nieprzyjemnie się skończyło. Zbyt szybko sobie zrobiłem nadzieję. W każdym razie - upomniało mnie to, i przypomniało o świętym dystansie.
Znów kursowałem, ale jak na złość nie znalazłem żadnej spełniajacej moje ogromne wymogi, a przyznam, że w stosunku do kobiet mam gigantyczne wymogi. Znam swoją wartosc, wiem, zę jestem zajebistym facetem, że drugiego takiego ze świaca szukać, a i to bezskutecznie. Łaziłem i rozglądałem się, było dużo fajnych dziewczyn, ale zadnej.. Porywającej i gorącej nie upatrzyłem. W międzyczasie zauważyłem pannę F., jak tańczyła ze swoim chłopaczkiem (określenie użyte celowo). Widać,z ę był pod pantoflem, ale teraz to już nie mój interes. Wspomniałem o tym kumplowi, między którymiś kursami. W końcu udało mi sie wypatrzyć fajna grupkę, 4 tańczace dziewczyny, wszystkie niestety niskie, ale jedna..
Ruda...
Bez wahania wbijam do tego kółeczka, postanowiłem wypróbowac metodę Gracjana, czyli łapie dziewczynę za rękę i wyciągam w ciche miejsce pogadać. Tańcze sobie z nimi (na poczatku koleżanka z grupy powiedziała mi, że zajebiście tańczę), więc pewny siebie odwalam numer, i w pewnym momencie biorę rudą za rękę i wyciągam tanecznym krokiem w stronę zejścia do baru. Po drodze rzucam tekst, ze podobaja mi sie jej włosy.
Siadłem z nią na klatce schodowej, w ciemnym, zamkniętym wejściu na górę i co mnie zadziwiło, to ona zaczęła rozmowę. Przedstawiła się i wypytywała mnie o kierunek, rok, skad jestem itd, też ją o to pytałem, a nawet nei miałem kiedy zacząć tego co zamierzałem poruszyć. W pewnym momencie przerwałem, troche pogadalismy o jej włosach. Wziałem do reki, powiedziałem, że fajne, że podobaja mi sie rude, choć szkoda, że jej są malowane", a ona: "No sa malowane" - bez żadnego speszenia, chyba nie załapała nega. Musiałem mieć niezłą minę, bo zbiło mnie to z pantałyku.
Dalej sobie z nią gadałem, spytałem czy wierzy w czary, czyli numer z siódemka (który de facto mi nie wyszedł, bo ona zamiast pomyśleć, to głośno wypaplała od razu, ze siedem xD), dalej sześcian i jeszcze jakiś tam test psychologiczny, który wypatrzyłem i zapamiętałem z jakiejś książeczki.
Cały czas kino i zmniejszanie dystansu. W pewnym momencie, gdy czułem, że dystans sie zmneijszył niebezpiecznie, uznałem, że nie pociaga mnie aż na tyle bym kontynuował, poza tym miała piskliwy i dziecięcy głos. Wiec powiedziałem, zebyśmy poszli jeszcze potańczyć. No i tutaj kolejny fajny taniec, duzó kontaktu, choc pod koniec juz nie mogłem doczekac sie końca piosenki, bo choć tańczyło sie fajnie, nawet bardzo - miała głęboki dekolt, a w nim ładne, drobne piersi - to dopadła mnie pewna przypadłość, która dopada facetów, którzy po długim poście w kontaktach z kobietami, nagle elektryzująco tańczą, i czują fajny biust na swoim torsie, fajne biodra na swoich biodrach. Mam tylko nadzieję, że w tańcu nic nie poczuła, bo byłby straszny kwas xD Pod koniec tańca zaproponowałami,z ebym odszukał ja na Facebooku, odpowiedziałem "Spoko".
Po tańcu z nią, przeczekałem, potem znów poszedłem wypróbować metodę Gracjana. Jeszcze 2 razy, podobne sytuacje (choć tym razem już nie rude laski).
Za każdym razem reakcje były mega pozytywne, jedna, podobnie jak urocza ruda, nie stawiała oporów, a ostatnia jednak stawiała pewne opory, momentami dość mocny, a ja się niestety zawahałem i w tamtym momencie już schrzaniłem. Trochę niezręcznej ciszy (choć nie czułem się niezręczie), chwila rozmowy (była strasznie skrępowana i onieśmielona, a ja uznałem,zę mi sie nie podoba, wiec nic nie przedsięwziąłem) no i rozeszliśmy się.
W każdym razie.. Metoda Gracjana jest arcyskuteczna.
No i bardzo mi przypadła do gustu, miny dziewczyn są bezcenne. A one takie bezbronne - przeurocze.
Potem siedziałem z innym kumplem i byłem dumny z siebie. Przekminiłem ile udąło mi się dokonać, i że jest to na prawdę.. Świetna sprawa.. Kompletna swoboda kontaktów z kobietami... Możliwosc obserwowania ich reakcji, zabawy z nimi... Taaak...
Potem jeszcze przekminiałem co z tą rudą zrobić, czy brać do niej kontakt, czy nie. Niezawodny rzut moneta przykazał mi brac kontakt. Wiec polazłem jej szukac,a le dopiero nad ranem już, na sam koniec, przyszła i siedziała w barze, na kanapach niedaleko mnie, to podszedłem zagadałem i wziałęm nazwisko. Numeru telefonu nie chciałem brać, bo zbyt zobowiazujące, a fejsbuk, jest całkiem spoko.
Dlaczego tak? Cóz.. nie podoba mi sie na tyle, bym pragnął dalszego kontaktu i zbliżenia, ale dziewczyna jest strasznie urocza, wiec uznałem, że jakiś kontakt możan mieć, ale jest na innym kierunku, wiec nie bede jej czesto spotykał, czyli nic większego z tego nie wyjdzie. A wiem, że spodobałem jej się bardzo, bo pod koniec tuliła sie do mnie bardzo gdy rozmawialiśmy, no a z wyglądu jest całkiem spoko (powiedzmy 7, choć trochę za niska i powinna chodzić wyprostowana)
Wreszcie, od tygodnia, czyli od rozpoczecia studiów, na których czuję sie jak ryba w wodzie (wymarzony kierunek, wymarzony zawód w przyszłosći), kompletna swoboda kontaktów, nie tylko z kobietami, ale ogólnie.
Coś wspaniałego...
Pozdrawiam.
I dzięki.
JacekDrwal
Odpowiedzi
Mega akcja, pozytywnie i oby
sob., 2010-10-02 12:54 — SzyszeqMega akcja, pozytywnie i oby tak dalej !
Gratuluje ; D Stary... piękna
sob., 2010-10-02 13:02 — vertusGratuluje ; D Stary...
piękna opowieść
Co do podrywania kobiety zajętej miałem sytuacje że z góry nie znając dziewczyny wiedziałem że ma chłopaka a po mimo to ; D ( kolega od radzał) podrywałem ją ...Popełniłem trochę błędów , ona ma też chyba pstro w głowie no ale co ; D żyjemy dalej nie wyszło trzeba doskonalić swoje umiejętności.
Powodzenia na studiach : )
metodą Gracjana nazwałem to
sob., 2010-10-02 19:07 — JacekDrwalmetodą Gracjana nazwałem to -> http://www.podrywaj.org/kobiety_s%C4%85_jak_kamie%C5%84_jak_je_ustawisz_...
Polecam - daje dużo radochy. Obu stronom.
Też nie mogłem doczekać się
sob., 2010-10-02 19:05 — JacekDrwalTeż nie mogłem doczekać się studiów.
Studiuję Medycynę, czyli nauki od groma. Dlatego uznałem, że trzeba to odreagowywać w piątki i imprezować na całego i żyć pełnią życia. Carpe Diem!