Wypadałoby się przedstawić.
Szampan. Lat 21. Student.
Już?
To do dzieła...
Wtorkowy wieczór. Wychodzę z uczelni w kiepskim humorze, dzwonię do kumpla. Dla wygody nazwijmy go Andrzej. Dwa zdania i jesteśmy umówieni na spożywanie alkoholu w swoim towarzystwie.
W knajpie sporo ludzi, ale nie na tyle, żebyśmy nie mogli wybrać stolika. Mniej więcej w połowie pierwszego piwa mija nas dwoje dziewcząt, biuściasta blondyna i pyzata brunetka. Siadają za plecami Andrzeja. Chyba je przeoczył, więc mówię
- dziewięć - pięć na szóstej.
Załapał, spojrzał,
- osiem - pięć, i to naciągane.
- pas! - Odparłem.
Właśnie wtedy poczułem to po raz pierwszy.
Bez szału, po prostu pomyślałem że fajnie by było poznać się z dziewczynami. Nie, nawet nie koniecznie "podrywać". Może to właśnie był ten czynnik, który zawsze w takich sytuacjach sadzał mnie brutalnie na krześle, wkładał stopy do wyimaginowanej miednicy z cementem a umysł przykuwał metafizycznym łańcuchem do ściany. Nie chciałem ich podrywać. Chciałem urozmaicić sobie czas rozmową z nimi. W końcu były ładniejsze od Andrzeja. Nawet ta pyzata piątka. Tak czy inaczej poczułem, że się nie boję, i koniecznie trzeba coś z tym zrobić.
-Ej, fajne koleżanki, cho się zapoznamy!
- posrało cie? niby jak chcesz to zrobić?
- no normalnie, podejdę, przedstawię cię, powiem że jesteś mistrzem kungfu z szaolin, a dalej jakoś pójdzie.
- Chyba żartujesz. Sam nie wiem. Jesteś szalony, ale bez przesady. Zobaczę co powie na ten temat moja księga mądrości.
I w tym momencie kolega zrobił coś, czego się nie spodziewałem. Wyjął z kieszeni malutką czarną książeczkę z aforyzmami, otworzył i przeczytał na głos ''Prawda jest dziwniejsza od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda - nie.", albo coś podobnego, równie bez sensu w tej sytuacji. Tak czy inaczej odparłem:
-No widzisz, książka jest po mojej stronie!
- Ej, nie, jakoś nie jestem przekonany. Nigdy tak nie robiłem. Jak chcesz to dawaj sam.
- Ja też nie. Ok, żeby było naturalnie: idź do kibla, albo na fajke, jak wrócisz będzie po wszystkim, po prostu się przysiądziesz, przedstawie Cię i będzie ok.
- A jak okażą się głupie, albo coś?
- To zorientuję się zanim skończysz jarać i ucieknę. Spokojnie. Tylko zostaw mi to wydawnictwo!
I poszedł.
Andrzej zniknął w zakamarkach barowej toalety, a ja policzyłem do trzech, uśmiechnąłem się na siłę i wstałem. Gdy skończyłem wstawać już byłem przy ich stoliku. Patrzyły na mnie. Zmusiłem się do uśmiechu. Miliony godzin spędzone na czytaniu artykułów "po lewej" nie mogły pójść na marne. (I tak poszły, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem).
- Cześć!
- Cześć! x2
- Widzę że macie jakiś problem, a ja mogę pomóc wam go rozwiązać.
- O, serio? A jak?
- Jestem wróżbitą jasnowidzem. Powiedzcie mi jaki macie problem a ja zdradzę wam rozwiązanie.
- Ja nie mam, ale ona ma! - powiedziała ta brzydsza, wskazując na koleżankę z głupim uśmiechem.
- Ok, - odparłem, - jaki?
- ej, nie powiem ci!
- oj Marta, powiedz!
- ok, nie musisz. Widzę to w twoich oczach. - przeszyłem ją spojrzeniem (z perspektywy czasy jestem przekonany że wyglądało to nad wyraz kretyńsko) - facet, prawda? - Jedno ucho, którego nie zasłaniały blond włosy delikatnie się zaczerwieniło. Zgadłem. Roześmiały się.
- Ha! Widzisz, mówiłem wam, że jestem czarodziejem! Daj rękę, powróże ci!
Ładniejsza wyciągnęła dłoń. Złapałem ją do ręki i zacząłem wodzić po niej palcem.
- Hmmm... Widzę, że masz bardzo skomplikowaną osobowość. Co więcej, w łóżku zawsze marzną ci stopy, prawda? Tak, widać to jak na dłoni. Chcesz wiedzieć więcej? - przewróciłem oczami jak rasowa wróżka z telewizji - Uważasz się za kobietę niezależną, ale czekoladowym mikołajom zawsze najpierw odgryzasz głowy!
śmiech obu
- No dobrze, ale co z waszym problemem? - zwróciłem się do drugiej - chcecie znać odpowiedź?
- No ok cwaniaku, co na to poradzisz?
- Mam przy sobie akurat starą cygańską księgę mądrości. Pomyśl pytanie, ja przeczytam je w twoich myślach i znajdę na nie odpowiedź.
- No dobra, do tej pory szło ci nieźle, próbuj.
Położyłem jej rękę na czole, idiotycznie przewróciłem oczami, po czym wyjąłem z kieszeni książkę Andrzeja, otworzyłem na oślep i przeczytałem jakiś aforyzm Marka Twaina. Oczywiście, nie umniejszając moich zdolności paranormalnych, nie pasował ni cholery.
- Ok, przyznaję się, miałem ochotę was poznać, ale nie miałem lepszego pomysłu jak zagadać.
Zareagowały śmiechem. Było miło.
Popatrzyłem blondynie w oczy i wypaliłem z uśmiechem
-Ostatecznie mogę jeszcze spróbować zgadnąć jak Marta ma na imię.
Popatrzyły na siebie, potem na mnie, i nie bardzo wiedziały co powiedzieć. Kompletnie zapomniały, że na samym początku to imię już padło. Punkt dla mnie. Zgadywanie jak ja mam na imię kompletnie im nie szło, ale miałem na to proste wytłumaczenie - nie były czarodziejkami 
Przyszedł Andrzej. O ile mogłem jeszcze wmawiać sobie, że robienie z siebie pajaca miało mieć jakąś przyszłość, to to co zaprezentował on kompletnie mnie nie przekonywało.
- Jak tam Szampan, widzę że jednak ci się udało! - i przedstawił się ładnie dziewczętom. - Wiecie co, szczerze mówiąc to nie wierzyłem że to zrobi. Myślałem że ja wrócę a on dalej będzie siedział nad piwem przy naszym stoliku. A tu proszę!
Mniej więcej od tego momentu rozmowa nabrała charakteru wywiadu. Skąd jesteście, co robicie, co studiujecie, często przychodzicie do tego baru... Andrzej zanudzał jak mógł. W pewnym momencie brzydka wypaliła w moim kierunku:
- Ej, a ty nie masz nic wspólnego z NLP przypadkiem?
- NLP? To to takie neuropsychomanipulacje? Słyszałem o tym, ale jakoś mnie nie przekonało.
- No zgadłeś początek, neuro... (znowu nie pamiętam
). Myślałam że jesteś jednym z tych zakompleksionych facetów co zapisują się na kursy podrywania za grube pieniądze i potem myślą, że każda jest ich.
- O, to ciekawe. A dużo takich facetów dziennie podchodzi do pani psycholog? (znowu zgadłem - w sumie skąd mogła wiedzieć o neurocośtam, jak nie ze studiów?)
-No nie, ale...
I tutaj Andrzej zrobił coś, co chyba bezpośrednio wpłynęło na resztę rozmowy. Chcąc przypodobać się nowym koleżankom palnął
- Ej, ale przecież ty czytałeś jakieś takie poradniki, nie?
- No, poradnik czytania w myślach i wróżenia z ręki ostatnio.
I weź tu kurna podrywaj z kolegą. A taki piękny debiut mogłem mieć. Strzał w kolano. Nie wiem, może miałem pecha i trafiłem na przenikliwe studentki psychologii. Z drugiej strony, przynajmniej na miejscu tej czarnej bym nie wybrzydzał, jestem pewien że nigdy nikt do niej sam trzeźwy nie podszedł. Ale cóż...
- No nic dziewczyny, fajnie było was poznać, ale chyba mamy jeszcze troche do pogadania sami. Spadamy, cześć!
Nie jestem pewien w jaki sposób nie dostałem od nich numerów, ale dość grzecznie stwierdziły że bez szans. Nie nalegałem.
Błędy... cóż. Jestem z siebie dumny, że w ogóle coś takiego zrobiłem. Nie widzę sensu w opisywaniu całego dialogu z dziewczynami. Wydaje mi się, że starałem się, zgodnie ze sztuką, więcej uwagi poświęcać pannie 5, chociaż obawiam się, czy dobrałem dobre proporcje. Myślę że następnym razem pójdzie lepiej. Ale szkoda, blondyna była na prawdę urocza!
Odpowiedzi
Trochę go już uświadomiłem.
śr., 2011-03-23 23:57 — szampanTrochę go już uświadomiłem. Zasadniczo chciał pomóc jak umiał, nie zorientował się tylko że to był teren z którego należało uciekać jak z pola minowego, a nie cieszyć się że mamy wspólny temat do rozmowy ;P
Coś w tym jest. Zastanawiam
czw., 2011-03-24 00:13 — szampanCoś w tym jest. Zastanawiam się tylko z czego to może wynikać. Teoretycznie powinna mieć mniejszą tarczę, bo mniej facetów do niej startuje -> nie ma w czym przebierać -> powinno jej bardziej zależeć na znalezieniu faceta.
Byłbym ostrożny z utożsamianiem brzydkiej buzi z brzydką osobowością z automatu. To nie sprawdza się w żadną stronę.
Mi się wydaje, że była taka
czw., 2011-03-24 15:49 — KritMi się wydaje, że była taka prznikliwa i wgl, bo szampan się skupiał bardziej na tej ładniejszej, a mógł się podobać akurat obydwóm. Z tego powodu ta brzydsza mogła być zazdrosna i chciała zrobić tak, żeby jej kumpela też się z nim nie umówiła.
Sam się spaliłeś. Kumpel fakt
czw., 2011-03-24 00:23 — seth9Sam się spaliłeś. Kumpel fakt wyjątkowa pierdoła i ode mnie by chyba w beret od tylca zaliczył.
Ale gdybyś np powiedział, że naturalnie czytasz poradniki, bo lubisz się doskonalić - to by odczytały jako ambicje na +
Albo wiesz stary kiedyś owszem byłem nieśmiały, ale pracuję nad sobą bo ironiczne mi się wydawało bać się podejść i porozmawiać z ambitnymi i fascynującymi dziewczynami, a dzięki temu teraz mamy szansę się poznać. (ewentualnie wy byście nie miały szansy poznać tak wspaniałego faceta jak ja). I uważam, że wolę tą drogę (patrząc na kumpla) niż chowanie się w kiblu, kiedy mój kolega podchodzi do pięknych kobiet i jest ciekawy, czy są też ciekawe itp bla bla bla
Widzisz różnicę?
Ja bym kolesia chyba przy nich zjebał, chyba że dobry kumpel, to później.
Właściwie masz rację, mogłem
czw., 2011-03-24 00:37 — szampanWłaściwie masz rację, mogłem iść w stronę której się na pewno nie spodziewały, to byłby plus. Ale kumplowi feedback dałem jak już byliśmy sami, nie widzę powodu dla którego miałbym go palić przy secie. On to zrobił nieświadomie, a ja wolę się zachować lojalnie wobec kumpla niż podsrywać go dla zdobycia numeru. To by było bez sensu.
Tak czy inaczej totalnie zbiła mnie z tropu tym NLSem, może trochę spanikowałem, trzeba przyznać.
Wkurwił mnie ten Twój kumpel,
czw., 2011-03-24 11:07 — rafciuuuWkurwił mnie ten Twój kumpel, ale dobrze, że go uświadomiłeś a nie zjebałeś bo może właśnie zyskałeś sobie fachowego skrzydłowego. Trochę poniżej pasa jest mówienie takich rzeczy, że czytasz poradniki itp.
U grubej nie chodziło o jej własną sukotarczę, tylko że tak to nazwę: grupową. Gdybyś zainteresował się nimi jednakowo, albo nawet bardziej w kierunku pulpeciary to inaczej by się to potoczyło, a tak to zaprezentowałeś typowy schemat: facet podchodzi do blondi, a czarna go podcina-one to mają wyćwiczone.
Mogłeś indirectu spróbować, albo balansować pomiędzy obydwoma laskami.
Akcja jak najbardziej na plus bo o to chodzi przy podchodzeniu do obcych lasek -by je poznać i miło spędzić czas, a nie od razu snuć plany o wielkiej miłości, ślubie i dzieciach.
Starałem się jak mogłem
czw., 2011-03-24 15:21 — szampanStarałem się jak mogłem balansować między nimi nawet na korzyść pyzatej, tak jak pisałem. Póki co nieumiejętnie, ale i tak jestem z siebie dumny. A "Andrzej" już się uczy i obiecał więcej takiej kichy nie odwalać
I tak trzymaj, zawsze dobrze
czw., 2011-03-24 17:03 — seth9I tak trzymaj, zawsze dobrze mieć skrzydłowego
.
Lekcja niezastąpiona ;], każdy coś podobnego kiedyś przeszedł.