Witajcie:)
Obiecałem sobie (i wam) w poprzednim poście opisać dalsze przygody z uczelni. Doszedłem wtedy do wniosku że skoro nie zostało mi już zbyt wiele czasu w roli studenta nie mogę już dłużej zwlekać. A że nic mnie tak nie motywuje jak biegnące nieubłaganie wskazówki zegarka przystąpiłem do działania.
CZĘŚĆ 1 - WSTĘP
Znalazłem sobie odpowiednie miejsce, zgoła dziwne nawet - korytarz przed dziekanatem. Później okazało się że lepszego wyboru dokonać nie mogłem. Już tłumaczę dlaczego.
Wąski, słabo oświetlony (ktoś kiedyś stwierdził że tak "nastrojowo") z odpowiednimi miejscem do dłuższego przesiadywania w oczekiwaniu na audiencje. Dodatkowym atutem jest fakt że nie da się ominąć tego miejsca idąc do szatni - wymarzony wręcz punkt obserwacyjny.
Jako że przełamanie strachu przed podejściem mam już za sobą zaczepienie "obcej" dziewczyny nie było już problemem. Zastosowałem znany chyba wszystkim patent z prośbą "o opinię". Podczepiłem to pod to co uznałem za interesujące dla Pań ale również i dla mnie - foto-książki:)
Tyle w kwestii wprowadzenia. Poświęciłem na to 5dni, w tym czasie rozmawiałem z kilkudziesięcioma kobietkami:) Niby nic niezwykłego ale... dało mi to wiele doświadczeń.
Te jak to sobie nazwałem "naloty dywanowe" pozwoliły mi zrozumieć wiele rzeczy, przyzwyczaić się do dłuższego niż 2-3 minuty towarzystwa osób które dopiero co poznałem.
Właśnie.. kolejna sprawa - pisałem wcześniej o oporach przed poznawaniem Pań na uczelni. Tu chciałbym zobrazować coś wszystkim którzy mają podobne lęki. Otóż nie wyobrażacie sobie nawet jak bardzo się myliłem. Nie dość że poznałem wiele interesujących kobiet to jeszcze stałem się czymś w rodzaju punktu zbornego dla znajomych.
Serio:D starzy znajomi przychodzili pogadać, ludzie z roku to samo, a najlepsze - podobnie zachowywały się nowo poznane Panie ale o tym za chwile:) Generalnie nie wiedziałem że jestem tak towarzyską osobą i trudno mi chwilami było w to uwierzyć - Panie z dziekanatu miały nawet ubaw z tego. Bo "ciągle tłum a nikt nie przychodzi":D
Super doświadczenie - odkąd studiuje tak dobrze się nie czułem:) Ta mieszanka poznanych Pań + zainteresowanie znajomych dała mi taki ładunek endorfin że aż mnie roznosiło:) i im bardziej czułem się dobrze tym łatwiej było poznawać kolejne dziewczyny. Po tygodniu zauważyłem coś osobliwego. Idąc korytarzem co chwilę dostrzegałem uśmiech na tych ślicznych buziach z których właścicielkami już zdążyłem nawiązać kontakt - niesamowite uczucie:)
CZĘŚĆ 2 - ROZWINIĘCIE
Żeby przybliżyć wam jak to dokładnie wyglądało postaram się przytoczyć kilka przykładów z manewrów jakie przeprowadziłem 
Na wstępie do części drugiej serwuję jednak trochę ogólników. Kobiety naprawdę chętnie przysiadały się, słuchały tego co mówię:D Doradzały jak tylko umiały: jedne dobrze inne jeszcze lepiej:) Generalnie wielkie i miłe zaskoczenie. Rozmawiając z nimi czułem się po prostu świetnie - co tu dużo opowiadać:)
Może to przez mój nastrój, uśmiech czy bóg wie co.. Za każdym razem spotykałem się z zainteresowaniem, bardzo często rozmowa po kilku chwilach szła już zupełnie na inne tematy jak otwieracz. Uśmiechy, wpatrzone oczy.. długo będę to pamiętał. Nie wiem jeszcze czy dokładnie tak wyglądają sygnały zainteresowania i czy dobrze wszystko rozszyfrowałem ale jeśli tak wyglądają zainteresowane kontaktem z tobą kobiety to ja raj na ziemi znajdę:)
Inna ciekawa sprawa - Panny same się szybko przedstawiają zwłaszcza te które wyglądały na bardziej zaciekawione.
Stanowi to pewien problem gdyż często robią to tak nagle że zwyczajnie większości imion po prostu nie pamiętam.
Może ktoś ma na to jakiś patent?
A teraz - dwa bardzo skrócone przykłady.
a) Panna z którą rozmawiałem chwilę we wtorek spotkałem też w środę - niestety kumpel zajmował jej wczorajsze miejsce ale pomimo tego gdy mnie zobaczyła przyszła chwilę porozmawiać, uśmiechnięta i rozpromieniona tak dziwnie:)
Pogadaliśmy chwilę, widziałem że ma ochotę na dłuższą interakcję ale kumpel też miał dobry temat więc niestety..
Chyba wyczuła że o czymś rozmawiamy i dzisiaj mnie dla siebie miała nie będzie(
:D), przeciągnęła się słodko i stwierdziła że musi zmykać odpocząć bo jutro kolokwium.
W czwartek - sytuacja podobna - (dziewczyna ma pecha chyba) - gadam ze znajomym - widzę że idzie..uśmiecha się i..poszła:D
ale..po 3 minutach wraca.. podchodzi, przeprasza że przeszkadza ale że będę jej potrzebny i czy mogę podać jej maila. Odpowiadam że może wolałaby jednak numer telefonu:D
Normalnie oczy się jej śmiały
i ta mina kumpla - poprostu bezcenne - dziewczyna co by dużo nie mówić jest naprawdę ładna;)
Przedstawiam się jej jeszcze raz.. a ona że wie, pamięta.
Puściła mi sygnał żebym i ja mógł ją sobie zapisać:)
Tym sposobem mam pierwszy od dawna numer zdobyty na uczelni. Niestety nie pamiętam jak ma na imię - trochę głupia sprawa zwłaszcza że chciałbym się z nią umówić:(
b)
Zaczepiłem też inną Pannę której zachowanie utkwiło mi w pamięci. Otóż przysiadła się chętnie, wysłuchała mnie i się zaczęło.. Dziewczyna od początku do końca była na NIE..
Wszystko jej się nie podobało, fotografią się nie interesowała jednak jej zachowanie przeczyło temu co mówi.
Przysunęła się bardzo blisko, wykręciła w moją stronę, nie wiem czy to dobrze wyczułem ale mi tu coś nie pasowało. Postanowiłem ją trochę zgasić i ją delikatnie w nos prztyknąć - oczywiście nie dosłownie. Zacząłem jej wytykać że od razu widać że dzieci nie ma, nawet chrześniaka jakiegoś, męża sobie nie znalazła więc i ze ślubnych fotek nic nie wyrzeźbi.. Dopiero zrobiła "oczy":D trwało to chwilę a Panna prawie już na mnie siedziała.. na koniec mojego wywodu powiedziałem że z takim nastawieniem nie ma co liczyć na mój numer telefonu - uśmiechnęła się wyciągnęła z torebki długopis i zeszyt - i dostałem jej numer na skrawku oderwanej karteczki:)
Dziwne aczkolwiek pozytywne doświadczenie:)
CZĘŚĆ 3 - PRZESTROGA
Ten tydzień był najlepszym jaki spędziłem na uczelni przez ostatnie 4 lata. Najlepszym i zarazem ostatnim na normalnych zajęciach. Patrząc teraz na to wszystko aż żal dupę ściska że tyle czasu i okazji straciłem. Całe studia przeleciały i nic ciekawego nie mogę sobie przypomnieć. Tylko stracony czas.
Więc jeśli jeszcze studiujecie i zastanawiacie się czy warto spróbować zrobić coś żeby poznać ludzi na uczelni mówię: WARTO!!! lepiej zrobić cokolwiek niż nie robić nic.
Nawet jeśli wyjdzie z tego tylko trening to będzie to ważny trening.
Samo czytanie nic nie daje gdyż w trakcie podejścia będziesz tak zestresowany że zapomnisz o wszystkim co przeczytałeś. Ja tak miałem. I nie pomoże wałkowanie w koło tych materiałów albo wkucie ich na pamięć( co prawda nie próbowałem ale dam sobie coś uciąć że tak jest).
Olśnienie i opanowanie przychodzi z czasem. Po każdej rozmowie jest łatwiej, zaćma znika i w trakcie rozmowy zaczynasz sobie przypominać to co w danej chwili istotne.
Powodzenia życzę wszystkim początkującym i sobie oczywiście:)
Pozdrawiam
Saphire
Odpowiedzi
Pozytywny blog- a co do
wt., 2011-02-01 14:18 — SagułaroPozytywny blog- a co do Twojej przestrogi- to samo tyczy się szkoły średniej. WARTO poznawać nowe osoby, ja już tego dużo nie doświadczę, ale na pewno ktoś młodszy to wykorzysta
Zgadzam sie z wami chłopaki.
wt., 2011-02-01 17:50 — OsamaZgadzam sie z wami chłopaki.
Warto poznawać nowe osoby -dziewczyny. Dostaje sie wtedy takiego kopa (nie w sensie dosłownym), człowiek staje się pewniejszy siebie i nie tylko - same plusy.
Bardzo lubię to uczucie gdy idąc korytarzem w mojej szkole (ogólniaki połączone z technikum) większość dziewczyn spoglądam na mnie i na ich często ślicznych buźkach pojawia się uśmiech.
Fajna sprawa.
Najgorzej jest zacząć, postawić ten pierwszy krok, a później to tylko z górki.