Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

"Nobody's perfect. My name is Nobody" - Drwala sprecyzowanie samodoskonalenia.

Witajcie

Ostatnio, z racji takiego a nie innego mojego bloga - jako reakcję dostałem od wielu osób wiadomości z pytaniem, które (oczywiście mocno uszczuplając) można sprowadzić do "jak? i dlaczego?"

Dlatego postanowiłem poruszyc tutaj ten wątek, żeby przedstawić swój pogląd na samodoskonalenie. Oraz zapytać o wasze poglądy na tę sprawę.

Samodoskonalenie.
Myślę, że jest to wielokrotnie nadużywany dziś zwrot, nie ty tlko na tym portalu, nieylko w tematyce uwodzenia, ale w ogóle współcześnie.

Świat (jako całość) trwa we względnym pokoju juz od 75-ciu lat. Zimna wojna tworzyła pewnego rodzaju napięcie (które w kryzysie kubańskim osiągnęło swoje apogeum, później zaś zaczęło - na szczęście - spadać). Stany Zjednoczone niepodzielnie dzierżą berło (a raczej pałkę) "Policjanta świata", komunistyczne chiny kapitalizują, a Unia drży - pieniądze sie topią, benzyna osiąga rekordowe ceny.

Wszystkie te problemy jednak są niczym w obliczu wojen, które kiedyś nieustannie trawiły stary kontynent.

Dlatego w czasie (względnego) pokoju (względnego, bo na bliskim wschodzie wciąż toczy się wojna "nazwana misją pokojową" i bedzie trwać aż do rozwiązania "sytuacji Iranu"), gdy ludzie zaspokajają swoje potrzeby - wymyślają coraz to nowe i kolejne.
Za Maslowem:
1. Fizjologiczne (głód dotyczy krajów trzeciego świata, jednak ja mówię tutaj o krajach rozwiniętych)
2. Bezpieczeństwa (brak wojen)
3. Przynależności (różne religie, związki zawodowe, koła hobbystyczne, społeczności uwodzicieli)

Starają się też realizowac swoją potrzebę akceptacji(4 szczebel) i samorealizacji(najwyższy szczebel). Uważam, że 2 pierwsze są fundamentem umożliwiajacym istnieje 3 ostatnich. Bez zaspokojenia fizjologii i bezpieczeństwa nie ma możliwości na pojawienie się pozostałych.
Toteż wpadają na różne przedziwne pomysły.

Mamy szansę, dzięki rozwijajacym sie technologiom, dzięki globalizacji - spełniać swoje marzenia, potrzeby, fantazje.

Zawsze marzyłes o zjedzeniu awokado z bakłażanem i popiciu chilijskim winem i "zagryzieniu" mięsem z kangura? Idziesz do pierwszego lepszego supermarketu i spełniasz swoje marzenie.
Marzysz o wyprawie do Egiptu? Przez rok szczypiesz się i unikasz niepotrzebnych wydatków - jedziesz na 10dniową podróż obejrzec piramidy.
Chcesz sie śmignąc Ferrari? Są oferty - godzinnej przejażdżki Ferrari - najczęściej jest to w formie prezentów urodzinowych.

Kolejnym z nich, o którym tutaj mówię jest własnie ta samorealizacja. Na której to właśnie się skupię, po tej długawej dygresji.

Samorealizacja
Którą jak najbardziej popieram! Pod warunkiem, że istnieje jasno sprecyzowany, konkretny cel.

To co nie podoba mi się w szeroko rozumianym samodoskonaleniu to - nazwę to zjawiskiem - "autonobilitacji".

Na czym polega ta "autonobilitacja"? Myślę, że w wielu sytuacjach - nieadekwatnie - używa się wielkich słów - samodoskonalenie, samorealizacja.
Wpiszesz to w CV i masz +30% szans na przyjęcie.
Wpiszesz w ofercie pracy - nagle Twoja firma staję się o gwiazdkę zajebistsza.
Wmawiasz sobie, że wszystko co robisz prowadzi do Twojego samodoskonalenia - czujesz się lepszy od szarego motłochu.
Ciągle powtarzana jest fraza - pokonaj samego siebie, pokonaj swoje limity.

Nie lubię nadużyć.

A dwa ostatnie - wymienione - myślę są jednym z najpowszechniejszych nadużyć w społeczności PUA.

Użytkownicy zachęcani są do ciągłej zabawy w samorealizację, bo ciągle mają dążyć do najlepszej wersji siebie (co oczywiście pcha do zakupowania coraz to kolejnych, doskonalszych szkoleń i ebooków, gdzie każda kolejna metoda lepsza od poprzedniej). Każda porażka rzekomo wynika z tego, że wciąż jej nie osiągnęli, że wciąż są zbyt słabi (bez faktycznej trzeźwej oceny rzeczywistych sukcesów i osiągnięć) - słowem - zbyt krytyczne podejście do samego siebie. Ciągłe dążenie do jakiejś utopii, do jakiegoś wyśnionego ideału, który majaczy się daleko, wysoko.

Co prowadzi do błędnego koła. Jak wywnioskowałem ze swojej własnej sytuacji - 3letniej już zabawy w samodoskonalenie.

Nie chcę tu powiedzieć, że nie daje to efektów. Bo oczywiście, że daje. Jednak ZAWSZE, powtarzam ZAWSZE znajdzie się coś co można w sobie poprawić, nad czym trzeba popracować. W zalezności od zmieniającej sie sytuacji, od zmieniającego się otoczenia - będzie coś co chcesz w sobie zmienić. Cos co w danej sytuacji sprawdzi się lepiej, albo będzie wygodniejsze.

I w tym też zasadniczo nie powinno być niczego złego, poza tym, że koncentrujemy się na ciągłym poprawianiu, zamiast na korzystaniu z tego co dotychczas osiągnęliśmy. (znów powtarzam - tak wynika z mojej sytuacji, nie siedzę w waszych głowach - nie wiem jak to u was jest dokładnie. Jednak z treści niektórych blogów, komentarzy i wypowiedzi na forum - wnioskuje, że często działa to podobnie.)

Dlatego uważam, że najistotniejsze to ustanowić sobie jasny, sprecyzowany, konkretny cel. Który jest osiągalny (zamiast utopijnego ideału). Wszystko to po to, by nabyć tę cechę, której pragniemy, która przyda się nam w naszym życiu - dając czy to korzyści materialne, czy to społeczne, a nawet samą radość z jej posiadania (np. fajna muskulatura Tongue).

Napomniałem wcześniej o limitach. O ich przekraczaniu. Cóż - sam wyraz limit - z definicji wskazuje na coś nieprzekraczalnego. Dlatego pokuszę sie o zdefiniowanie na czym faktycznie polega "przekraczanie swoich limitów".

Moim zdaniem lepszym słowem byłoby tutaj - poznanie swoich limitów. Warto często włożyć w coś większy wysiłek (np. ja teraz wkładam wysiłek w bloga, żeby tylko odciągnąć swój umysł od faktycznego obowiązku zakuwania do sesji Wink), nawet gdy wydaje nam się (albo - czasem ktoś nam wmawia), że nie damy rady. I tak jak użyłem tutaj zwrotu warto włożyc wysiłek, tak chcę tez zaznaczyć, że nie sądzę, by koniecznie się na tym koncentrowac i włożyć cały swój wysiłek w konieczne udowadnianie całemu światu, ze się myli a my tego dokonamy. W tej sytuacji te wkładanie wysiłku myślę, że może dać nam sygnał zwrotny. Po prostu informację o nas samych.

Jeśli podejmujemy się czegoś w życiu i to za cholerę nie chce nam wyjść, to sam osobiście uważam, że nie ma sensu skupiać się na tym, byle tylko tego dokonać. Zamiast tego może lepiej rozejrzeć sie i znaleźć coś innego, coś w czym sprawdzimy się doskonale, a sam fakt, ze i lżej przyjdzie, i lepiej nam będzie wychodzić zaowocuje satysfakcją, oraz długoterminowa radością z regularnego tego wkonywania. Podczas gdy radość płynąca z "tzw. pokazania światu" jest chwilowa, owszem wielka, ale chwilowa. A ciągłe szarpanie się z jednym problemem, byle tylko udowadniać coś światu uważam za bezsens i marnowanie swojej osoby.

Podsumowując.
Samodoskonalenie - jak najbardziej! Jednak, żeby przyniosło pożytek.
Oraz z odpowiednią dawką pokory - to, że się samodoskonalimy nie czyni z nas ubermanschenów, a szarzy ludzie nie koniecznie musza być frajerami.

Pozdrawiam

Oraz zapraszam do dyskusji. Ciekawi mnie jak wy postrzegacie samodoskonalenie.

Drwal

PS. Pierwotnie temat miał się ukazać w advanced, jednak przekształciło się - tradycyjnie - w moje wymądrzanie, więc wrzucam to na publiczny.
PS2. Czemu aktywnie znów bloguję? Korzystam z tego, że sesja blisko, wiec jestem w stanie zwiększonej aktywności intelektualnej. Potem po spełnieniu ZZZ (zakuj-zdaj-zapij). gdy moje szare komórki utoną w morzu siarki Carskiego Igristoje - nie ma szans na spłodzenie fajnej przekminy.
PS3. Jako minibonus:
Dużo w tym blogu krytykowałem "metody samodoskonalenia" oraz "ciągłego ulepszania siebie". Dlatego uważam, że skoro niszczę jedno - to uczciwośc nakazuje dać w zamian ekwiwalent.
Dlatego podzielę się swoją metodą trzeźwego oceniania swoich osiagnięć, a właściwie doceniania siebie.

Często mam tak, że gdy osiągam jakiś sukces, to moja radośc nie ma granic - świetny nastrój, czuję się jjakbym góry mógł przenosić. Jednak radość ta niestety nie trwała długo. Zawsze po zrealizowaniu jednego celu, pojawia się na horyzoncie kolejny, do którego trzeba dotrzeć i w miarę docierania, powoli zapominamy o tamtym sukcesie i momo, ze faktycznie o nim pamiętamy, to nie daje on tego pozytywnego kopa, albo w chwilach jakiegoś zwątpienia - cięzko sobie o nim przypomnieć.

Dlatego moja metoda na pamiętanie swoich osiągnięć to po prostu - poświęcenie jednej stronicy w jakimś swoim zeszyciku, notatniku, nawet dokumencie tekstowym w wordzie, jesli ktos jest silnie zinformatyzowany. Z taką jakby tabelką, albo zwykłą rozpiską pod tytułem "Moje ordery", "Moje odznaczenia", "Moje osiągnięcia", "Moje zajebistości".
I w tej rozpisce notować sobie - co udało sie osiągnac, oraz jakieś uwagi, typu jaką z tego korzysć wyniosłem, jaki wniosek wyciągnąłęm, albo jakim kosztem to osiągnąłem. Watro ten dokumencik mieć zawsze pod ręką (u mnie leży pod monitorem kompa) i zajrzeć sobie od czasu do czasu (zwłaszcza w początkowej fazie "chwili zwątpienia"), by przypomnieć sobie o swojej zajebistości. Tongue

Gwarantuję, że jest to dużo lepsze niż te afirmacje, które są sztuką ściemniania oraz wkręcania sobie czegoś, z nadzieją, że "kłamstwo powtórzone 1000 razy staje sie prawdą" - co jest oczywistą bzdurą. W zaproponowanej przeze mnie sytuacji dysponujesz faktami, racjonalnymi, niepodważalnymi faktami. Jak ordery wojskowe.

Pozdrawiam tym razem już finalnie
JacekDrwal

Tradycyjnie (zapoczątkowuje nową tradycję w swoim blogowaniu) na koniec piosenka - motto bloga.
Slow ride, take it easy.
http://www.youtube.com/watch?v=G...

Odpowiedzi

Szczerze Jacku , jestem

Szczerze Jacku , jestem zawiedziony .

Fakt, afirmacje to

Fakt, afirmacje to okłamywanie samego siebie, jednak na początek jedynie to daje kopa do działania, aby móc w ogóle wpisać swój pierwszy sukces, swoją pierwszą jak to nazwałeś "zajebistość" do dzienniczka orderów.

Co do samodoskonalenia to dla mnie wychodzenie ze strefy komfortu, ze strefy, którą narzuca nam wychowanie, praktycznie zawsze nieświadome. Samorealizacja to realizacja tego o czym myślisz i dążenia do tego jakim by się chciało być. Realne wytaczanie sobie celów - cel musi być:

1. konkretny
2. wymierny
3. osiągalny
4. realny
5. w porę

Istnieje w NLP coś takiego jak czteroetapowy model sukcesu, który gwarantuje wymierne korzyści

1. Określ swoje oczekiwania - czyli wyznacz sobie cel
2. Wykonaj jakieś działanie
3. Zobacz jakie niesie to ze sobą następstwa
4. Zmieniaj działanie do chwili, gdy uzyskasz pożądany przez Ciebie efekt

Wiele osób nie osiąga celu ponieważ nie zmienia swojego działania i w zaparte dąży jednym sztywnych, zaprogramowanym wcześniej schematem do tego, aby go osiągnąć, gdy tak na prawdę wystarczy spojrzeć w lewo albo prawo, gdzie rozwiązanie przyjdzie samo.

Portret użytkownika joker22

no i tym wpisem pokazałeś

no i tym wpisem pokazałeś swoją wartość Smile pozdrawiam

ps. a pomysł na spisywanie sukcesów zacznę używać, z tego względu, że jak mi idzie gorzej to pomimo, że pamiętam sukcesy to ich nie czuje. Jestem przekonany, że ta metoda przyniesie mi dużo pożytku. Thx mate

Portret użytkownika Italiano

"zbyt krytyczne podejście do

"zbyt krytyczne podejście do samego siebie. Ciągłe dążenie do jakiejś utopii, do jakiegoś wyśnionego ideału, który majaczy się daleko, wysoko." - przyjęło się już, że trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę a później ze wszystkich sił próbować ją przeskoczyć... ale czemu nie napisano w jaki sposób można ją przeskoczyć? No właśnie tutaj pojawia się coś dziwnego... bo aby osiągnąć wysoki cel trzeba sobie postawić mniejszy i systematyczną pracą dojść do niego a po osiągnięciu kolejny zbliżający nas do SZCZYTU i tak dalej ale nie każdy z tego sobie zdaje sprawę. A przecież choćbym sobie wmawiał całą noc "WYCHODZĘ JUTRO NA DUPY, STAJE SIĘ PUA" to i tak nie osiągnę nic bo będzie trzeba zacząć od pokonania starachu, zwrócenia uwagi dziewczyny, wzbudzenia zainteresowania - czyli innych małych elementów które składają się na całość. Później przychodzi zderzenie z rzeczywistością i już sobie dana osoba uświadamia, że najpierw musi zacząć od podstaw itp. aby osiągnać coś większego.
Ja na wytłumaczenie tego dlaczego nie potrafimy się cieszyć swoimi sukcesami mam jedno... z jednej strony mamy to w naturze bo kazdy chce sobie ułatwiać życie, tworzyć go prostszym i łatwiejszym(co jest jak najbardziej odpowiednie osiągnięcie tego skłania nas do radości) ale z drugiej strony pojawia się INNA OSOBA, która również realizuje swoje cele i jeśli je osiąga my chcemy jej dorównać lub przebić "... bo przecież nie mogę być gorszy". Prosty przykład, sam się kiedyś na to naciągnąłem, gdy zaczynałem - wrzucałem swojego bloga, dostawałem informacje zwrotne, pochwały cieszyłem się tym jak głupi ale nagle ktoś inny wrzucił swojego bloga, w którym miał opisane dużo lepsze akcje i poziom ich "rozegrania" więc mnie skręcało w środku przez co powtarzałem sobie ciągle - osiągnę taki poziom jak on, osiągnę go bo nie jestem gorszy. Jednak nie prowadziło to w dobrym kierunku bo odchodziłem od spójności ze sobą - zamiast dla siebie robiłem pod innych(takie półami też w sobie ma samodoskonalenie, że nie rozwija się dla siebie tylko pod innych).
Swoją drogą... bieganie, czytanie, uprawianie sportu, jeszcze raz bieganie, czytanie i wyjebanie się na rowerze lub snowboardzie jest tak przyjemne, że aż zapominam że robiąc to wszystko rozwijam się - taki to powinno mieć sens prawa? Spójne z człowiekiem a za razem przyjemne.
Uff kończę bo długi komentarz...

Portret użytkownika vagabond

Drwalu, ''Dlatego uważam, że

Drwalu,

''Dlatego uważam, że najistotniejsze to ustanowić sobie jasny, sprecyzowany, konkretny cel. Który jest osiągalny (zamiast utopijnego ideału). Wszystko to po to, by nabyć tę cechę, której pragniemy, która przyda się nam w naszym życiu - dając czy to korzyści materialne, czy to społeczne, a nawet samą radość z jej posiadania (np. fajna muskulatura ).''

konkretny cel (na dzień dzisiejszy utopia):
I zostanę prezydentem Polski
II zostanę najlepszym (jeśli można to wartościować) w Polsce uwodzicielem

I: moją pasją jest polityka, wstąpię do młodzieżówki, nauczę się francuskiego, pójdę na lekcje jazdy konnej.

Jeżeli najwyżej zostanę posłem, będę członkiem klubu jeździeckiego i towarzystwa frankofilów to nie osiągnąłem celu? Gdybym miał taki cel wystarczyłoby mi to. Utopia nie jest zła, pozwala dostrzec wizję, która jest nierealna, ale w przypadku wyznaczenia ścieżki i metody małych kroków prowadzi do samospełnienia.

Podobnie sprawa ma się z uwodzeniem..

''Dlatego moja metoda na pamiętanie swoich osiągnięć to po prostu - poświęcenie jednej stronicy w jakimś swoim zeszyciku, notatniku, nawet dokumencie tekstowym w wordzie, jesli ktos jest silnie zinformatyzowany. Z taką jakby tabelką, albo zwykłą rozpiską pod tytułem "Moje ordery", "Moje odznaczenia", "Moje osiągnięcia", "Moje zajebistości".''

Świetna sprawa! Ja robię takie podsumowanie mininego roku na pierwszej stronie nowego kalendarza. Fajnie sobie przypomnieć co już się udało a wspomnienia same wracają Smile

Pzdr Stary

Portret użytkownika brooner

Problem Jacku nie tkwi w zbyt

Problem Jacku nie tkwi w zbyt mocnym parciu na samodoskonalenie, tylko na braku silnego wewnętrznego autorytetu, który powoduje, że ludzie przyjmują bezrefleksyjnie czyjś cel, czyjeś marzenia i czyjąś ścieżkę jako swoją. Stąd debilne pytania na forum i powodzenie równie debilnych kursów i szkoleń.

Klucz do sukcesu - umieć się cieszyć z tego co się ma teraz i systematycznie, codziennie (nie pod wpływem impulsu) przełamywać swoje bariery precyzując jasno cele. Wyeliminować myślenie pt. "jak zrobię to/kupię to/zdobędę to/będę taki" to stanę się szczęśliwy. Nic prostszego.

Samorealizacja czy

Samorealizacja czy samodoskonalenia za wszelką cenę nie jest możliwa do zrealizowania z tego powodu co mówił Jacek, zajebisty blog uważam... ale to co powiedział Anvil:

"Co do samodoskonalenia to dla mnie wychodzenie ze strefy komfortu, ze strefy, którą narzuca nam wychowanie, praktycznie zawsze nieświadome. "

Kolego jeżeli jesteśmy wychowani, tak a nie inaczej, czy postrzegamy świat tak czy inaczej, bo mamy tak jak się tu w wielu blogach naczytałem, narzucone z góry iluzje, a mimo to sprawia nam to komfortową strefę jak Ty to nazwałeś, to z niej nie zrezygnujemy, a tym bardziej jak napisałeś ze jest to praktycznie zawsze nie świadome...
Bo jeżeli coś jest dla nas komfortowe to znaczy, że nie chcemy tego zmieniać. Zmieniać można coś co się w nas nie podoba i to musi byś świadomy wybór. Dążenie do doskonałości, towarzyszy człowiekowi od jego powstania, dążenie do bycia najlepszym myśliwym, najlepszym wojownikiem, czy też najlepszym politykiem czy też kucharzem... Ulepszanie siebie ale jeżeli coś nam się nie podoba np. wiem że jestem spóźnialski, to się staram tego nie robić... albo mój własny ostatni przykład samorealizacji, i to chyba najtrudniejszy bo związany z profilem mojego charakteru czy jaki inni nazywają osobowością:

Jestem osobą która szybko się denerwuje, mam bardzo małą cierpliwości( wiem to sam o sobie i walczę z tym) i to właśnie zmieniam od kilku miesięcy, choć bardzo często nie wychodzi mi to, ale mam taki upór w sobie( kolejna zła cecha w życiu ale potrawie ja dobrze wykorzystać), że dążę do najlepszej wersji samego siebie ciągłą praca nad sobą, ale to się dopiero nazywa wyjść z tego komfortu o którym mówiłeś, bo człowiek jest z natury leniwy niestety, a żeby coś osiągnąć trzeba PRACY PRACY I JESZCZE RAZ PRACY...

POZDRAWIAM duży miki...

"Kolego jeżeli jesteśmy

"Kolego jeżeli jesteśmy wychowani, tak a nie inaczej, czy postrzegamy świat tak czy inaczej, bo mamy tak jak się tu w wielu blogach naczytałem, narzucone z góry iluzje, a mimo to sprawia nam to komfortową strefę jak Ty to nazwałeś, to z niej nie zrezygnujemy, a tym bardziej jak napisałeś ze jest to praktycznie zawsze nie świadome..."

Nieświadome jest wychowanie nas przez rodziców, społeczeństwo w iluzjach, co nie oznacza, że nikt nie chce się zmienić i tego zmienić, być bardziej odważnym. To, że wstydzisz się czegoś zrobić to twoja strefa komfortu. Wstydzisz się wyjść do Tesco, położyć głowę na wagę i ją zważyć bo ogranicza ciebie twój komfort. Wybacz prozaiczny przykład Wink

"Bo jeżeli coś jest dla nas komfortowe to znaczy, że nie chcemy tego zmieniać. Zmieniać można coś co się w nas nie podoba i to musi byś świadomy wybór."

To nie ja nazwałem, strefa komfortu - wyrażenie te pochodzi z psychologii społecznej. Strefą komfortu jest to, że boisz się podejść np. do kobiety bo obawiasz się odrzucenia, zostałeś wychowany w iluzji, że podchodzenie do nieznajomych jest złe. Rozumiem, że idąc twoim tokiem myślenia, ludzie, którzy tu przychodzą z powodu złych kontaktów z kobietami nie chcą się tak na prawdę zmieniać? Nie chcą do nich podchodzić bo to jest wygodniejsze?

To że masz strefę komfortu, nie oznacza, że jest ci w niej dobrze, tak samo jak to, że masz samochód nie oznacza, że potrafisz nim jeździć.

"Jestem osobą która szybko się denerwuje, mam bardzo małą cierpliwości( wiem to sam o sobie i walczę z tym) i to właśnie zmieniam od kilku miesięcy, choć bardzo często nie wychodzi mi to, ale mam taki upór w sobie( kolejna zła cecha w życiu ale potrawie ja dobrze wykorzystać), że dążę do najlepszej wersji samego siebie ciągłą praca nad sobą, ale to się dopiero nazywa wyjść z tego komfortu o którym mówiłeś, bo człowiek jest z natury leniwy niestety, a żeby coś osiągnąć trzeba PRACY PRACY I JESZCZE RAZ PRACY... "

Silna kotwica zachowania i jesteś w domu.

Ej no to muszę Cię z góry

Ej no to muszę Cię z góry przeprosić, wie przepraszam, bo nie zrozumiałem Twoich słów a wynikło to z mojej nie wiedzy na temat tej strefy komfortu ... A odnośnie tej głowy w tesco na wadze, już gdzieś to słyszałem fajna akcja trzeba mieć po prostu wyjebane co inni o tobie myślą bo tak naprawdę Cię.nie.znają i Twoich możliwości... Co się tyczy pójścia moim tokiem myślenia to nie trafiłes, mi chodzi o to ze wszyscy którzy tu wchodzą właśnie.czują dyskomfort, czy to emocjonalny, czy może z braku pewności siebie nie wiem każdy po co innego... ;p ja jestem na tej stronie z powodu jaki opisałem na forum i jeszcze za mało ludzi się tam niestety wypowiedziało żebym mógł sobie dac z tym spokoju ;D Także proszę jeżeli chcesz mi pomoc jako dobry człowiek, który widać po tym co czytam ma lep na karku to może.tam.coś.ciekawego napiszesz... Smile ostatnia kwestia co do Twojej rady na koniec: dziękuję dobra rada sam to właśnie stosuje i jakoś sprawdza się w praniu to kotwiczenie... A tak naprawdę to.jestem tu przelotem żeby zgłębić wiedzę.na temat mojego problemu który w sumie, jak czytam wypowiedzi innych chłopaków to jest blach tylko ze ja wychodzę z założenia, ze żeby coś ocenić poprawnie trzeba wziąć pod uwagę opinię innych ludzi bo te opinię są z góry obiektywne...
POZDRAWIAM ... Duży miki Wink

Jasne, że Ci pomogę jeżeli

Jasne, że Ci pomogę jeżeli będę w stanie, ale przenieśmy to już na forum do Twojego tematu Wink

Portret użytkownika joker22

Czy uważasz duży miki, że

Czy uważasz duży miki, że jeżeli jesteśmy w strefie ogólnego komfortu to nie będziemy chcieli się zmieniać? Jeżeli chodzi o strefę komfortu danego aspektu w życiu to uważam, że może i tak będzie. Z tego powodu komuś komu się udaje w relacjach z kobietami nie będzie szukać dopóty dopóki się coś nie spieprzy. Ale myślę również, że jakbym był w strefie ogólnego komfortu, w każdym aspekcie życia to szukałbym dalej, i starałbym się wychodzić z tej strefy, żeby się dalej rozwijać. Rozwój jest podstawą egzystencji człowieka. Możemy go przyćmić ale tylko będąc na ścieżce rozwoju będziemy prawdziwie usatysfakcjonowani. Nie ma punktu, w którym poczułbym się spełniony. Wyłącznie będąc na ścieżce mogę poczuć, że to jest to../

No ale ja napisałem to samo

No ale ja napisałem to samo prawie co Ty, tylko ze innymi słowami. Faktem jest przecież ze człowiek rozwija się całe życie, czy to przez samo dyscyplinę czy także przez to ze po "prostu żyje " ;p człowiek jest z natury istotą myślaca, dedukujaca, inteligenta i emocjonalną i tu nie tylko kobiety drodzy panowie ale też my... Człowiek rozwija się po przez.obserwacje i własne doświadczenia, nasze.myślenie będzie inne za 50 lat niż jest teraz bo będziemy bardziej doświadczeni i będziemy inaczej patrzeć na świat, co ja pisze nie za 50 już za rok będziesz bardziej doświadczony i rozwinięty niż dziś... Temat był poruszony o samorealizacji, a ja swoją wypowiedzią poprzednia próbowałem za negować słowa kolegi z góry bo źle go zrozumiałem, odpisał na poprzednim liście dlaczego Wink

POZDRAWIAM .... Duży miki

Cześć Drwalu Widzę, że

Cześć Drwalu Wink

Widzę, że kolejny wpis Laughing out loud Zacznę od razu Tongue

"Użytkownicy zachęcani są do ciągłej zabawy w samorealizację, bo ciągle mają dążyć do najlepszej wersji siebie (co oczywiście pcha do zakupowania coraz to kolejnych, doskonalszych szkoleń i ebooków, gdzie każda kolejna metoda lepsza od poprzedniej). Każda porażka rzekomo wynika z tego, że wciąż jej nie osiągnęli, że wciąż są zbyt słabi (bez faktycznej trzeźwej oceny rzeczywistych sukcesów i osiągnięć) - słowem - zbyt krytyczne podejście do samego siebie. Ciągłe dążenie do jakiejś utopii, do jakiegoś wyśnionego ideału, który majaczy się daleko, wysoko."

Hmm, wiesz, przeczytałem kilka książek na ten temat. Jedna była lepsza inna gorsza. Ale mimo tego, nie żałuję ani minuty spędzonej nad każdą z nich i ani złotówki wydanej na każdą z nich. Gdyby nie one, to skąd bym się dowiedział o tylu istotnych dla mnie, jak i zapewne dla sporej grupy użytkowników podrywaj, sprawach? Sam pewnie bym tego nie wymyślił. Psychologia społeczna to był dla mnie temat... coś pokroju alchemii (chodzi mi o zamianę ołowiu w złoto w średniowieczu). Nic na temat nie wiedziałem... ;/ Co do tego dążenia do utopii to powiem Ci jak to jest/było w przemyśle. Otóż, Niemcy mają taką strategie doskonalenia produktów (nie ważne czy to samochód czy czołg), że szukają oni najsłabszego ogniwa. Poprawiają je na tyle na ile im pozwala ówczesna technologia i zaczynają szukać znów. Znajdują kolejny element i go ulepszają na ile tylko mogą (zapomniałem jak to się nazywa, czyli ta doktryna o której piszę). Czy oni olewają sprawę jak już poprawią ileś elementów? Nie. Pracują dalej. Zauważ teraz, samochody (czy też te nieszczęsne czołgi) której nacji są uważane za najlepsze? Widzę, że nawiązujesz do historii, więc zapytam co powiesz o tygryskach z czasów II WW, czy też tego, że Niemcy jako pierwsi skonstruowali samolot odrzutowy (na którym Rosjanie i Amerykanie wzorowali się jeszcze w czasach kryzysu Kubańskiego). Tak samo ja uważam, że każdy z nas powinien szukać najsłabszego ogniwa u siebie i starać się go poprawiać. Potem kolejna rzecz, itd. Czy to jest błędne koło? Wydaje mi się, że Niemcy tak nie uważają. Ja w sumie też. Oczywiście jest jeszcze jedna sprawa. Nie umiem grać na skrzypcach. Czy to znaczy, że muszę się nauczyć? Nie. Chcę poprawiać się w tych sprawach i dziedzinach które uważam za przydatne dla mnie. Podam Ci jeszcze kolejny przykład. Pewnie sporo ludzi (nawet spoza mojej profesji) słyszało o czymś takim jak Kaizen. Jest to, najprościej mówiąc, doskonalenie małymi kroczkami (one składają się na większy efekt). Zobrazowałem to w skrócie i bardzo pobieżnie. Zapewne sporo ludzi by podniosło wrzawę, że potrzeba ogromnych kroków... Zgodzę się z tym tylko na początku. Gdy samo rozpoczęcie jakiegokolwiek działania jest wielkim krokiem. Weź takiego pilota. On chce latać samolotami, a ktoś mu powie: "taak, zrób wieelki krok i wsiadaj do tego samolotu i leć!" . Moim zdaniem, trzeba poczytać, wejść potem do symulatora itd. Tak samo jest z każdym aspektem naszego życia. Zdobycie prawka czy czegokolwiek innego.

"Ciągle powtarzana jest fraza - pokonaj samego siebie, pokonaj swoje limity.

Nie zgodzę się z tym, że negujesz tego typu stwierdzenia. Człowiek jest wg mnie jak prąd. Wybiera tą drogę, gdzie jest najmniejszy opór. Sam często tak robię, z czego wcale nie jestem dumny... Wręcz przeciwnie. Teraz cytat który znalazłem jakiś czas temu:

"Nienawidziłem każdej minuty treningu, ale powtarzałem sobie: nie poddawaj się, przecierp teraz i żyj resztę życia jako mistrz"

Muhammad Ali

"Dlatego uważam, że najistotniejsze to ustanowić sobie jasny, sprecyzowany, konkretny cel. "

Taak! Ale bardzo często, aby móc go osiągnąć musisz poprawić coś w sobie.
Np. chce założyć firmę.
Na chwilę obecną nie znam się na tym, nie mam funduszy itd. Więc idę na studia, żeby zdobyć wykształcenie które pomoże (mam nadzieje) mi na lepsze zarobki, zdam jakiś certyfikat z języka obcego, czy też coś jeszcze. Poszerzam swoje horyzonty. Zwiększam liczbę możliwości na zdobycie odpowiednich funduszy, znajomości i wiele innych. Potem jest łatwiej osiągnąć wcześniej postawiony sobie cel. Itd. Po drabince, szczebelek za szczebelkiem.

Nie wyobrażam sobie, jakbym po maturze stwierdził, że osiągnąłem sporo, mogę mieć prace za te 2 tys i żyć... no powiedzmy nie umierając z głodu (ciekawe co by było jakby Bill Gates tak zrobił...).

Powiem jeszcze jedno. Ideałów nie ma, ale to wcale nie oznacza, że nie mamy do nich dążyć.

Gdy byłem młody dużo grałem w piłkę. Doskonaliłem każdy aspekt mojej gry. Drybling, szybkość, zwrotność, skoczność... oj, co to były za czasy. Pisałeś, że robimy to dla udowodnienia coś światu. Teraz odpowiem Ci, że masz rację. Niesamowitą frajdę sprawiała mi gra, ale jeszcze większą sprawiały mi dziewczyny (ale i faceci też Tongue ) którzy patrzyli na mnie z podziwem.

Teraz pytanie, czy Edison wynalazł żarówkę, bo chciał posłuchu i uznania, czy dlatego, że chciał czytać książki wieczorami a to kupowanie świeczek strasznie go wkurwiało?

Na tym polega ewolucja. Poprawiamy najsłabsze ogniwa. Od początku dziejów po dziś dzień... Jest to wynik rywalizacji i współzawodnictwa. Zarówno pomiędzy przedstawicielami różnych gatunków jak i tego samego.

Jeżeli jednak nie będziemy siebie dyscyplinować, nie zajdziemy tak daleko, jak zaszli Ci co potrafili siebie zdyscyplinować. Nie zależnie od tego kto czym się zajmuje. Nawiązując do tych nieszczęsnych Niemców, oni są bardzo zdyscyplinowani, jak wszyscy dobrze wiemy.

Uff... spory komentarz wyszedł, mimo iż starałem się nie lać wody.
Coś jeszcze chciałem napisać, ale wyleciało mi z głowy...

Ps

"PS. Pierwotnie temat miał się ukazać w advanced, jednak przekształciło się - tradycyjnie - w moje wymądrzanie, więc wrzucam to na publiczny.

No wiesz Tongue Chciałeś pozbawić nas, gorszych, pozbawionych dostępu do raju, użytkowników, takiego wpisu Tongue

Żeby mi to było ostatni raz Tongue

Co do zeszytu z sukcesami to zajebista opcja. Musze taki założyć Wink

Miło się czytało ten blog Wink

Pozdrawiam Cię serdecznie

Ej a to nie jest tak ze tak

Ej a to nie jest tak ze tak naprawę każdy robi to co lubi, Edison wynalazł żarówek, bo właśnie chciał uczynić świat lepszym a nie.dla.uznania, wiedział ze robi coś dla ludzkości i od razu też dla siebie, żeby nie.musiał książek przy swieczkach czytać ;p