Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Moja historia, moje spostrzeżenia, moje sugestie...

Portret użytkownika aureoliusz

Witam. Piszę tu pierwszy raz, ale czytam artykuły już od pewnego czasu.
Ogólnie nie jestem już najpierwszej młodości, bo na karku 28 lat Wink, także może i wypadałoby się jakoś ustatkować.
Gdybym chciał opowiedzieć wszystkie swoje historie to nie starczyłoby papieru, skupię się więc na najważniejszych wnioskach, z których wy drodzy koledzy możecie korzystać, by nie popełniać błędów, jakie ja popełniłem i nawet do dziś popełniam.
Ogólnie mam szczęście takie, że raczej dziewczyny zawsze do mnie lgnęły, tyle że do pewnego czasu nie potrafiłem z tego korzystać. Lgnęły powiedzmy z pobudek wizualnych, chociaż moją mocną stroną zawsze było też poczucie humoru. Jeden chuj.

Gdybym wiedział to co dziś wiem jakieś 4 lata temu, to pewnie dzisiaj stałbym już na ślubnym kobiercu z moją pierwszą prawdziwą miłością. W sumie prochu nie wymyślę, ale powtórzę to po raz kolejny za wszystkimi, którzy tutaj pisują: kobiety są nielogiczne. Niestety, niestety nie można posługiwać się logiką w kontaktach z nimi. Przez wiele lat robiłem ten sam błąd angażując się zbyt szybko i co najgorsze - okazując zainteresowanie na każdym kroku mojej dziewczynie, tej czy tamtej. Kończyło się to zawsze tak samo - po krótkim czasie ona rezygnowała, mimo iż na poczatku to ona się bardziej starała. Schemat był jednakowy za każdym razem. Robiłem ten sam błąd - starałem się coraz bardziej, okazywałem słabość, na końcu prosiłem by ze mną została. Popełniałem całą pulę największych i najpoważniejszych błędów, podręcznikowo.
Ponad rok temu wpadła mi w łapy dobra książka, nie wiem nawet czyjego autorstwa bo miałem ją kserowaną naprędce, odnośnie podrywania, ale pisana językiem podrywacza a nie psychologa. Jej podstawowe tezy były zbieżne z tym, co uczą tutaj wprawieni w bojach podrywacze.
Czytałem ją wielokrotnie, wbijając sobie do łba jak postępować.

I stało się...
Prawie dwa miesiące temu poznałem dziewczynę, która wpadła mi w oko i ja jej najwyraźniej też. Problem był jeden - ona ma chłopaka. Na początku widywaliśmy się po koleżeńsku, ale iskrzyło iskrzyło, i nie dało się tego zatrzymać. Później były pocałunki, pieszczoty, na końcu łózko i czułości. Było po prostu cudownie. Ona jednakże od poczatku mówiła, ze nie wie czy zostawi tego chłopaka, że trafiliśmy na zły czas, sugerowała ze go w końcu nie zostawi. Mówiła to nawet w chwilach, gdy było nam obojgu błogo, leżeliśmy w objęciach i całowaliśmy się namiętnie. Trwało to ponad miesiąc, spotkania,, telefony, smsy, gadu, wspólne imprezy trochę tak po cichu. I nawet nie wiem kiedy, a się w to zacząłem angażować. Kiedy zaczynasz się angażować, to jesteś pozamiatany. Chyba, że masz naprawdę silny charakter. Co ciekawe - nie mam najmniejszego problemu w poznawaniu dziewczyn, nawet tych które mijam na ulicy, mam pewność siebie i znam swoją wartość, ale nie przynosi mi to ukojenia. Ona postanowiła w pewnym momencie, że jednak nie odejdzie od niego.Ja, co prawda w mniejszym niż zwykle stopniu, ale popełniłem wówczas kilka błędów. Nie namawiałem jej do tego, by zmieniła zdanie, ale chciałem utrzymać kontakt, nie byłem przygotowany na tak nagłe zerwanie kontaktu. Dlatego częściej ja pisałem, raz z jej inicjatywy poszliśmy nawet na odkryty basen wspólnie i było naprawdę miło, z trudem powstrzymywaliśmy się od pocałunków, było nadal widać te iskry co wcześniej. Dziś kiedy o tym myślę to mógł byc jej test, czy ja nadal jestem nią zainteresowany mimo, iż przeszliśmy na stosunki czysto koleżeńskie. W każdym razire od tego basenu zaczęła się jeszcze mnie odzywac, nie znajdywała czasu by się ze mną spotkac. Aż w końcu, w ostatnią środę porozmawialismy troche na gadu o tym wszystkim. Z rozmowy wyszło, że jej brakuje też tych czułości (ja też zdradziłem, że mi ich troche brakuje) no ale jak stwierdziła, to nie mogło tak dalej trwac, bo ma przeciez chłopaka. Chyba dorwały ją wyrzuty sumienia.. rychło wczas chciałoby się powiedziec:)...

Puenta. Od czwartku jakoś tak wziałem się w sobie i przestałem pisac, odzywac się. Ona odezwała się w piątek rano, odpisałem jakoś tak zlewczo, by nie sugerowac smsa zwrotnego. Wczoraj wieczorem napisała " co tam"?. Odpisałem jej coś tam, też nie sugerując smsa zwrotnego. Dziś rano, byc moze niepotrzebnie, ale po koleżensku napisalem jej smsa, żeby nie spała, taki zaczepny jak czesto sobie pisaliśmy, coś tam odpisala. I tyle. Teraz mam plan już definitywnie się nie odzywac. Najgorsze jest to, że gdzieś tam w glowie tęsknie za nią i za tymi chwilami, i nie wiedziec czemu liczę po cichu, że one wrócą. Jesli się całkiem odetnę i będę miał "wyjebane" to calkiem możliwe, ze to na nią poskutkuje, ale wtedy już mnie to będzie jebac. Sytuacja bez wyjścia.
Niby mógłbym iśc i zarwac jakąs inną pannę, ale nie mam tej energii i chęci, nie chce mi się zwyczajnie. No dobra, może pójdę, i dla zabawy coś zagadam dzisiaj. Ale nie zmieni to faktu, że tęsknie za tamą.
Mam za wielkie serce, za mało rozsądku.

Jedna tala smutna refleksja: ile można grac? Ile można się bawic z nimi w te gierki? Przecież to kurewsko spala. Jeśli Ci to wejdzie w krew to po prostu przestaniesz byc sobą a staniesz się obcą osobą, która postępuje wbrew sobie.