
Siedząc w sobie przed kompem, pijąc kawę i słuchając ulubionej muzyki rozmyślam sobie, co będę robił w następne dni. Pogoda na dworze dość denna, zimno jak diabli, poprostu brak możliwości i chęci do wyjścia....
Trochę się zastanawiałem, czy jest sens opisywać to, co za moment opiszę, ale w końcu doszedłem do wniosku, że wypadałoby 
Ostatnio każdy, kto zadał sobie trud czytnąć moje ostatnie blogi z pewnością doszedł do wniosku: "Ten gość powoli pada"...
Przez moment też tak mi się zdawało, ale jak pokazały mi ostatnie dwa tygodnie, wcale tak nie jest.....
Zrozumiałem bardzo ważną rzecz: NIE MA czegoś takiego, jak regres, czy cofnięta ewolucja.....
Zmiany jakie zapoczątkowuje się po zapoznaniu i minimalnym wdrożeniu w życie zasad z tej strony, są nieodwracalne....
Każdy kto pierdoli, że ma regres, że się cofa do tyłu itp. najwidoczniej nic nie zrobił w kierunku tego, żeby się zmienić...
W końcu nie wystarczy tylko podchodzić do dziewczyn i w nieskończoność się przełamywać, trzeba poprostu zrozumieć pewne rzeczy.....
Sam się o tym doskonale przekonałem i nie pierdolcie mi, że jest inaczej, bo według logiki niektórych powinienem już dawno paść na pysk i więcej się nie podnieść.....
Heh ale się rozpisałem....
Więc żeby nie zanudzać przejdę do głównego wątku, do tego co jest tematem tego wpisu.....
Słuchając trancowego, pulsującego basu wypływającego z mego głośnika marki Logitech (tak się składa, że kawałek jaki leci nawiązuje do chłodnego, aczkolwiek mroźnego dnia) Cofam się myślami dwa tygodnie wstecz....
Sobota...
Niby jak każda inna, kończę pracę, ustawiam się ze znajomymi i idę na imprezę.....
Wchodzimy do klubu, siadamy do loży, kupujemy piwa....
Początek imprezy był w sumie jak każdy początek imprezy....
Trochę tańca, rozmowy, śmiechy, żarty itp.
w późniejszych godzinach parkiet się zapełnia, kobiece ciała bujają się w rytm muzyki (lepiej lub gorzej), różni synkowie próbują podbijać do potencjalnych celów....
Ja mam wyjebkę na to co się dzieje, tańczę sobie po swojemu, kipie od pozytywnej energii niczym reaktor jądrowy, wczuwam się w rytm......
W sumie tego nie zamierzałem, ale zaczynam tańczyć z pewną dziewczyną......
I tu na początku typowy schemat.....
2-3 minuty tańca, dużo kina, mocne zbliżanie się do siebie, izolacja, rozmowa, przedstawienie się.....
Nazywała się M. (sami sobie myślcie, jakie to imię, jest wiele na tą literę heh
)....
Ona odchodzi pod pretekstem szukania koleżanki czy tam kogoś innego, ja idę do swych znajomych.....
za jakieś 30 min. idę znowu na parkiet, dobra zabawa, pozytywne nastawienie.....
po chwili ona znowu się pojawia na parkiecie, podchodzi do mnie, tańczymy znowu.....
tu też był schemat jak na początku, z tymże kino było jakby mocniejsze, dochodzi do KC i to nie byle jakiego 
i znowu izolacja (tym razem inne miejsce), rozmowa.....
W trakcie tej rozmowy zaczyna się jakby przede otwierać, trochę się żali że gość jakiego poznała w tym klubie wplątał ja w dość niezłe problemy.....
Oczywiście to omijam, kieruję rozmowę na zabawę i wiele innych przyjemnych rzeczy (bez sexu heh)...
Odbijam jakieś tam ST z jej strony, jej obawy i wątpliwości co do mej osoby......
W międzyczasie zarzucam tzw. pętlę w stylu "dlaczego uważam cię godną zainteresowania i inną od reszty dziewczyn w klubie".....
Ona próbuje wiercić mi w brzuchu, ja się nie daję, strzela focha, ja tylko mówię "Jak ci przejdzie, to daj znać"....
Żeby nie być gołosłowną, zrobiła jak mówiła, poszła do swych znajomych (niby obrażona), ja się nie przejąłem i poszłem do swych......
I tu powtórka....
Gadka ze znajomymi, trochę o niej (nie że obgaduje, ale znajomi widzieli co ja robię i i żywo komentowali to co się działo)
za 20-30 min. znowu idę na parkiet, ona do mnie, znowu tańczymy......
Tym razem ten taniec był inny....
Ona jakby lepiej się wczuwała w nasz taniec, bardzo dużo całowania było, i to nie tylko w usta.....
Jakoś to tak wyszło, że ona po chwili całowania odchyliła szyję i ja.... zacząłem całować jej szyję 
Ona zero oporów, stoimy na środku parkietu, całujemy się, ludzie się na nas gapią z opuszczonymi jadaczkami.....
Ja nic z tego sobie nie robię, bezstresowo olewam pewną dziewoję, która z buzią wykrzywioną przez zazdrość szturchnęła mnie z dwa razy
....
Czułem się tym lepiej, bo tego wieczoru było trochę osób, które mnie miały wiecie za kogo......
Za zwykła strachliwą pipę, jaką kiedyś byłem....
Ich miny zbitego psa napawały mnie nie byle jaką pewnością siebie 
Wracając do tematu.....
tak można w sumie zakończyć opis tej imprezy, w międzyczasie (poza oczywistą wymianą numerów) zrobiłem spontan, który z pewnością był dobry....
Ona z trochę złym humorem (nie będę pisał dlaczego, bo to długa historia) stoi pod ścianą, podchodzę do niej, próbuję zabrać do tańca (w końcu nie tylko ona ma do mnie wiecznie podchodzić), nie udaje mi się....
Co ja wtedy robię ?????
Ha, i tu pokazałem klasę 
Po popatrzeniu jej w oczy zaczynam ją poprostu całować.....
Długo nam zeszło, z drobnymi przerywnikami było jakieś 5-7 minut...
To tyle jeśli chodzi o imprezę...
Może jeszcze tylko dodam, że jak obudziłem się rano, to zobaczyłem sms'a od niej (wysłany o 4 rano) "było miło, pozdrawiam :*" .....
Jak z pewnością się domyślacie, nie wziąłem tego numeru, żeby tylko z nią eski pisać, lecz po to, aby się z nią spotkać ......
Oczywiście doszło do tego spotkania, choć różowo wcale nie było (w międzyczasie).....
Zanim coś naskrobię o spotkaniu, to wspomnę coś o okresie przejściowym.....
Jak już niektórzy się domyślają, było sporo użerania się z jej ST....
większość nie była zbyt wyszukana, typowe w stylu "znalezienie powodu, aby się nie zobaczyć"....
Takie grubsze to:
Ona: "Dlaczego chcesz się ze mną spotkać"
Ja: " Bo chcę zobaczyć, jak wyglądasz w normalnym życiu"...
reszta była w tej konwencji, odbicia tak samo.....
Był jeszcze jeden taki mocniejszy, a mianowicie:
"Lepiej nic nie powtarzam, wstyd się tak zachować (chodzi o powtórkę z imprezy, jaką zaproponowałem)"
Na ten ST podziałał 2 dniowy chłodnik 
Prawdopodobnie to co się działo w klubie było zbyt szybkie jak dla niej i dlatego tak powiedziała....
Tą tezę potwierdza późniejsze napisanie do mnie 
Nie będę wam truł o odbijaniu ST przez sms'y, bo to chyba większość z was przerobiła......
Ważne jest to, że do niej zadzwoniłem, zaproponowałem dwa terminy spotkania (wstępne), a parę dni potem kolejny raz, aby ustalić szczegółową godzinę....
I teraz druga część 
Dochodzi do naszego spotkania, witamy się....
Początek jest dość drętwy, ona bez humoru, piździawa na dworze, i taka lekka beznadzieja....
I tu niejeden AMATOR z pewnością by poległ, przybił się tym, że nie idzie tak jak powinno....
Podkreślam to słowo "amator" specjalnie, abyście dobrze zrozumieli o co chodzi....
Niektórzy może nawet myślą, że tak było i ze mną, ale ja was zaskoczę 
Dodam że ja też nie miałem zbyt różowego humoru, z powodów dla was nieistotnych.....
Powiedziałem jej: " Co jesteś taką spięta???, myślałem ze jak się zobaczymy to zareagujesz z entuzjazmem :)"
I od tego momentu się zaczęło.....
rozmowa coraz lepiej się kleiła, zacząłem ją rozweselać, choć dalej było trochę opornie.....
Przemogłem tą niemoc, czego dowodem było inicjowanie (jej) rozmowy w trakcie trwania niezręcznej ciszy....
Trochę pobłądziliśmy po mieście, poszliśmy do parku, pochodziliśmy trochę, siadamy na ławkę....
Oczywiście rozmowa coraz lepsza jakościowo, ona coraz bardziej wyluzowana i wesoła 
Negi zaczęły się przewijać, droczenie się też dało o sobie znać...
Jak już usiedliśmy to zaczęliśmy gadać niemal o wszystkim, o tylu rzeczach że nawet nie jestem w stanie spamiętać 
Częstotliwość negów była coraz większa, ona też zaczęła mnie negować 
Poprostu było wesoło, ona przy mnie się wyluzowała, dobrze ze mną spędzała czas, mimo że już było zimno i ciemno....
Co do kina nie było bo za wiele, ograniczyłem się tylko do lekkiego objęcia ręką, gdy siedzieliśmy na ławce, no i jakieś tam szturchnięcia czy popchnięcia 
Ona też czasami mnie szturchnęła, gdy ją lekko zanegowałem, co świadczy o tym, że było ok.....
Warte też jest wspomnienia coś jeszcze.....
Ten kto czyta od początku z pewnością zauważył, że wspomniałem o pętli....
i tu właśnie zacząłem ją uruchamiać 
Wraz z biegiem rozmowy, gdy opowiadała o różnych tam sytuacjach ze swego życia, swych poglądach o życiu itp. zacząłem ją "punktować", dlaczego uważam ją za wyjątkową i inną.....
Nazbierało się tego trochę, choć nie powiedziałem jej wszystkiego, mimo że próbowała dalej się dowiedzieć, co się mi w niej podoba 
A prawda jest taka, że to naprawdę ciekawa i interesująca dziewczyna, a nie jakaś dziatwa co ma siano we łbie....
Trochę też ze mnie się pośmiała, mówiła że jestem głupi i nienormalny (oczywiście w żartobliwym tonie), co uważam w tym kontekście za miękką piłkę 
Powiedziała też o mnie parę innych rzeczy(ale to już wcześniej), że jestem szalony i zwariowany 
potem to już odprowadzenie jej na autobus, dobra atmosfera, choć oboje byliśmy zmarznięci (tak więc nie pierdolcie, że pogoda ma znaczenie).....
Czekamy na ten autobus, przyjeżdża, żegnamy się pocałunkiem
(inicjacja z jej strony).....
Ktoś pewnie zarzuci: "za mało KC", a ja mu odpowiem....
Nie skupiamy się na tym, aby zrobić te KC i dać sobie spokój, lecz na tym, aby dziewczyna czuła się komfortowo w naszym towarzystwie (szkoda że wielu nie umie tego pojąć)
zresztą całowania było w cholerę w tym klubie, więc o co C'mon ???
Nie samym całowaniem się żyję 
I tak oto upłynęły ostanie dni i tygodnie mojego życia.....
Poznałem interesującą dziewczynę i z wielką chęcią będę kontynuował ta znajomość 
Zrozumiałem w ten czas wiele rzeczy.....
Nie ma czegoś takiego jak regres, jest tylko godne pożałowania lenistwo....
Nie ma czegoś takiego, jak wrodzona pewność siebie, jest tylko brak wiary w to, że możemy czuć się swobodnie w towarzystwie kobiet....
Nie ma czegoś takiego, jak złe okoliczności, okropne fatum, są tylko bariery które krępują naszą podświadomość i nie pozwalają nam wyzwolić swego potencjału i energii....
I Rzecz chyba najistotniejsza:
NIE MA kogoś takiego, kto rodzi się jako "ofiara losu" i taki pozostaje do końca życia....
SĄ TYLKO LUDZIE, którzy próbują nam wmówić, że jesteśmy gorsi od nich, nie mamy prawa do niczego i że mamy być marionetkami w ich rękach, na których mogą leczyć swe kompleksy i podnosić swą samoocenę.....
To ostatnie zdanie dedykuję dla pewnych osób, które kiedyś tam prawie mi wmówiły że tak jest.....
Ja jestem niezbitym dowodem na to, jak bardzo się oni mylili....
To tyle ode mnie panowie, kończę tego bloga zarówno z dobrym humorem, jak i wizją mojej cudnej przyszłości, którą mogę ułożyć po swojemu 
Pozdrawiam, Trancer....
Odpowiedzi
No człowieku Twój wpis, a
śr., 2010-10-27 13:06 — dellNo człowieku Twój wpis, a najbardziej końcówka daje pozytywnego kopa...
Motywuje do pozytywnego myślenia, którego u niektórych czasem zaczyna brakować...
Świetny wpis, widze, ze
śr., 2010-10-27 18:12 — JacekDrwalŚwietny wpis, widze, ze jedziemy podobnym tybem. Też dwa tygodnie temu minęły mi "ciemniejsze dni i przekminy".
Nie ze wszystkimi tezami sie zgodzę (np. z regresem, który uważam, że występuje i jest naturalną reakcją, jak najbardziej do przezwycieżenia/przeczekania)
No i powodzenia! Trzym sie i bądź pozytywny!
Pozdrawiam
JacekDrwal