
Mój związek trwa już pół roku. Gdy do niego wchodziłem byłem facetem żyjącym swoim życiem, o którego względy trzeba było się nieźle postarać. Doskonale kontrolowałem sytuację, byłem lekko niedostępny. Zachowywałem się jak taki mały drań, który zawsze stawia na swoim i do którego nie można podskoczyć, bo to się może źle skończyć. Nie zależało mi tak bardzo i jeśli ona nie chciała tańczyć tak jak jej grałem to odchodziła w odstawkę do czasu, aż spokorniała. Zdominowałem jej świat, byłem dla niej wyzwaniem – trudnym, nieokiełznanym facetem, za którym latała i który w pełni dominował w związku.
Nasza relacja z czasem coraz bardziej przybierała na intymności, jednak do seksu nie doszło. Zakochana we mnie była dla mnie wspaniałą kobietą, przy której naprawdę chciało się być. Aż wreszcie został popełniony przeze mnie pierwszy duży błąd : w nagrodę za jej dobre zachowanie postanowiłem się bardziej zaangażować w związek. Z perspektywy czasu myślę, że samo zaangażowanie się w związek absolutnie nie jest złą sprawą, pod warunkiem, że przebiega rozsądnie i jest przeprowadzane z głową. Ale jeśli zrobisz to nieostrożnie i nieuważnie to będziesz na najlepszej drodze, by wszystko spieprzyć.
Przez krótki okres czasu było dużo, naprawdę dużo lepiej, niż dotychczas. Życie stało się istnie sielankowe, bez zmartwień i większych problemów. Później pojawiły się drobne i drobniejsze sprzeczki, a ja czułem, że powoli tracę nad tym wszystkim kontrolę. Nigdy nie straciłem jej jednak w pełni – pewnie tylko dzięki temu nadal jesteśmy razem. Nie dałem sobie wejść na głowę, ale kontrola nad tym, co się dzieje spoczywa teraz mniej więcej po połowie. Nie jestem już stroną dominującą w tym związku – na szczęście ona jeszcze też nią nie jest. Aczkolwiek z kobiety, która była zdominowana i która faktycznie czuła, że ma przy sobie prawdziwego mężczyznę, a nie pierwszą lepszą ciotę, zrobiła się kobieta, która wiedziała, że może sobie już pozwolić na znacznie więcej. Już nie tańczy w rytm mojej muzyki, starała się parokrotnie pokazać, że wcale nie musi być tak jak ja chcę. Również chce złapać za ster i wspólnie prowadzić nas przez życie. Przestała się tak znacząco o mnie starać i za mną biegać.
Podstawowe pytanie dla faceta odnośnie relacji z kobietami : Czego chcesz od kobiet? Ja dobrze wiem czego chcę. Chcę tworzyć z kobietą wspaniały związek, w którym TO JA JESTEM MĘŻCZYZNĄ, TO JA GO KONTROLUJĘ, JA DOMINUJĘ I PROWADZĘ SWOJĄ KOBIETĘ PRZEZ ŻYCIE, DAJĄC JEJ TYM SAMYM SZCZĘŚCIE. Szkoda, że trochę się w tym pogubiłem i o tym zapomniałem. Póki co w naszym związku jest ok, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zaistniała sytuacja może być zwiastunem powolnie zbliżającego się końca.
Celem jest więc ODZYSKANIE KONTROLI W ZWIĄZKU. Jak to zrobić?
Muszę od nowa zdominować świat, w którym ona żyje. Przede wszystkim wprowadzić huśtawki nastrojowe – być tym niegrzecznym, zimnym i niedostępnym draniem, ale też romantycznym, czułym i kochającym facetem. Muszę znów jej pokazać, że nie można do mnie podskakiwać, bo to się może źle dla niej skończyć. Z powrotem zacząć kontrolować swoje emocje, zachowywać zimną krew i zacząć myśleć [ i to najlepiej mózgiem, a nie dupą czy fiutem]. Stanowczo od początku wprowadzić zasadę nagród i kar. Bezwzględnie karać ją za jej gówniane zachowanie obojętnością i olewactwem, tymczasowym urywaniem kontaktu. Skromnie nagradzać za drobne przysługi, a z byciem wspaniałym poczekać, aż naprawdę porządnie sobie na to zasłuży [ludzie nie doceniają tego, za co nie muszą się starać]. Zacząć robić to co chcę i na co mam ochotę. I absolutnie najważniejsze z tego wszystkiego – nie przesadzać, kurwa, z niczym.
Mam nawet mały plan na pewną konkretną sytuację. Ostatnio, podczas wspólnej kąpieli ona zburzyła nastrój : gdy powiedziałem jej w pewnym momencie, żeby się odwróciła na brzuch, nie zgodziła się. Odpuściłem więc sobie od razu.
ONA : o, foch?
JA : nie, po prostu ja Cię do niczego nie zmuszam. Nie chcesz się odwrócić to spoko, nie musisz.
Później przeinaczyła sytuację tak, że ja jej niby rozkazałem się odwrócić, a ona nie lubi jak się jej rozkazuje. I tu chłopie JEB!, raz, drugi ryjem o ścianę – nagięła rzeczywistość, a ja głupi powiedziałem jej kilka dni później, że jest mi przykro i smutno, że odebrała to jako rozkaz, logicznie argumentując [logicznie? Kurwa, do kobiety logicznie?], że ponad wszystko cenię sobie wolność u człowieka i nigdy bym jej niczego nie rozkazał. Najgorsze jest to, że wtedy, po tamtej akcji, bardzo szybko powróciłem do tej przyjaznej atmosfery. A chyba lepiej by było, gdybym może stracił ochotę na miłosne igraszki?
W każdym razie, mam przeczucie, że za niedługo ona ponownie wypomni mi gdzieś, że znowu jej rozkazuję. I to będzie dla mnie doskonały moment do powiedzenia jej, że myślałem, że to już sobie wytłumaczyliśmy. Dodam, że nie chcę mi się już z nią gadać, odwrócę się i pójdę do domu. Ochłodzę relację, postawię na swoim i będę czekał, aż się odezwie.
Do podobnego akcentu braku odpowiedniej kary za złe zachowanie również udało mi się ostatnio doprowadzić, niestety. To znaczy, może nie było tak źle. Poprosiłem ją, by wyjęła z torebki precelki, które wcześniej kupiłem nam na drogę na spacer [wiem, że to śmiesznie brzmi, kwa, precelki...] i co wtedy słyszę?
- nie zasłużyłeś na nie.
Chwała, że zachowałem resztki instynktu i odpowiedziałem : - to nie. Odwróciłem się i poszedłem przed siebie nie oglądając się na nią. Gdy powiedziała 'poczekaj' to już stała obok mnie z tymi pieprzonymi precelkami w rękach. Co jednak moim zdaniem zrobiłem źle? Pięć minut później już mocno zacząłem ją całować w ulicznym zakamarku, zamiast mieć na nią choć trochę wyjebane.
Przydałoby się jakieś małe podsumowanie tej całej notki. Cóż, po prostu w związku z czasem należy się zaangażować mocniej, ale zawsze z głową i nie tracąc przy tym kontroli. Ot, taka mała dygresja. Zastanawiam się jeszcze czy nie pobudzić u niej trochę zazdrości, gdyby popatrzała się jak flirtuje na jej oczach? Mogłoby mieć to zbawienne skutki. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania, przyjmę wszelką krytykę [ale oddam ze zdwojoną siłą :P].
PS – tak sobie myślę, postawiłem swoją lube chyba trochę w złym świetle. Well, to tak naprawdę dobra kobieta. Jak każda próbuje manipulować [choćby nieświadomie] i stosuje swoje kobiece triki, ale nie robi tego... hm... tak okrutnie, jakby mogła? Nie wiem czy to dobre określenie. Nie chce dla mnie źle, nie chce mi zrobić krzywdy. Ona po prostu chce mieć u swojego boku prawdziwego faceta, mężczyznę, a nie jakiegoś pionka. Doceniam ją i chcę z nią być, bo ma poukładane w głowie i potrafię być z nią szczęśliwy – czuję, że do siebie pasujemy. Jednakże jestem przygotowany na to, że możemy się rozstać, że mogę zostać zmuszony do podjęcia ostatecznych kroków. Nic nie trwa wiecznie i jak nie ta, to inna, right?
Odpowiedzi
Z tego opisu wynika, jakbyś
pon., 2011-02-07 18:35 — SagułaroZ tego opisu wynika, jakbyś każdy swój ruch i słowo musiał przemyśleć, zanim do nich dojdzie. Może to tylko moje mylne wrażenie, ale czy nie męczy Cie to?
nie mozesz byc przy niej soba
wt., 2011-02-08 00:20 — tomek121314nie mozesz byc przy niej soba zawsze cos zrobisz pod wplywemjej zachowania, ochlon troche przemysl co sie dzieje i dystansu troch ale nie na 3 minuty
Sytuacja podobna do mojej )
wt., 2011-02-08 09:25 — Bad-boySytuacja podobna do mojej
) też dominowałem w związku miałem wyjebane ona próbowała podrywać innym a ja nic
poderwałem 2 inne na jej oczach w tym samym czasie byłem niczym żołnierz rozpierdalałem wszystkie testy i wszystkie ich te zasrane triki potem wjechała na moją ambicje że mi na niej nie zależy że nie jestem zazdrosny że jak ktoś jest zazdrosny tzn że kocha
doskonale wiedziałem co trzeba zrobić nie byłem zazdrosny lecz i tak wpadłem w jej ramę pomyślałem że chyba trochę mam za dużo na nią wyjebane i zacząłem się więcej angażować ale i tak musiałem ją karać ona tego nie rozumiała więc bardziej karałem xD mówiłem czasem że nie mam ochoty na spotkanie ona oczywiście tego nie rozumiała dlaczego tak się dzieje ok ciul z tym mam głowę pełną wiedzy na temat damsko męskich relacji ale nie zawsze człowiek pod wpływem emocji i chwili może te swoje pieprzoną wiedzę wykorzystać co prowadzi do tego co piszę autor tego tekstu że tracimy kontrolę to jest jak rycerz podchodzący do smoka z zajebistą pewnością siebie że go pokona smok wydaję się pokorny rycerz w pełni zadowolony ze swojego czynu że smok zrobi wszystko dla rycerza z dumą do niego podchodzi i wykonuje rozkazy lecz smok wie że musi uśpić tylko jego czujność i gdy rycerz już jest pewny swego i opuszcza broń smok wkracza do ataku i teraz jebany rycerz jest na dole
więc panowie nigdy nie upuszczajcie broni bo to jest jak wojna w Wietnamie gadasz z kimś nagle się odwracasz i dostajesz nóż w plecy niestety
a tobie autorze proponuję przy następnej sprzeczce ze swoim smokiem powiedzieć że nie ma sensu na razie się spotykać ze sobą bo nie chcesz się z nią kłucić podrywaj także inne kobiety niech poczuje że to ona może ciebie stracić a nie ty ją ( i więcej obojętności) bo ona cię zdepcze jak karalucha ...
Chłopaki nie straszcie. Też
wt., 2011-02-08 10:08 — KilamnorChłopaki nie straszcie. Też jestem z laską ok. pół roku i od pewnego czasu nachodzą mnie myśli typu - Może powinienem się bardziej zaangażować?
Kilamnor nawet nie myśl tak
wt., 2011-02-08 10:50 — Bad-boyKilamnor nawet nie myśl tak bo skończysz jako przerobiony więc teraz ja tu rządzę a ty słodziaku mi się znudziłeś
nie ma co się oszukiwać związek to wojna i nie można dać się w huja zrobić
ja ze swoja dziewczyną prawie
wt., 2011-02-08 12:56 — anonycoderja ze swoja dziewczyną prawie zerwaliśmy, zaczęła pokazywać że mniej jej zależy, ja odwdzięczałem się tym samym. Jesteśmy razem ale nie ma tego czegoś co na początku a to się nazywa rutyna panowie
Rutyna wykończy dzisiaj i
śr., 2011-02-09 13:06 — saveriusRutyna wykończy dzisiaj i mnie haha
Jak ja sobie tak ten własny
czw., 2017-02-23 14:58 — finkJak ja sobie tak ten własny wpis czytam sprzed pięciu lat to mi się płakać chce. Boże, co za tandeta