Wracam sobie do domu, powolutku, swoim ślimaczym tempem. Patrzę widzę 3 dziewczyny opierają się o poręcz na pewnym tarasie, nie wielkim. Pomyślałem, że przejdę sobie koło nich powolutku. No to sobie idę koło nich, aż nagle jedna z nich mówi do mnie "Łap mnie", po angielsku (mieszkam w Anglii). Ja się odwróciłem i uśmiechnąłem. Niestety się speszyłem i poszedłem, dopiero po chwili dotarło do mnie, że mogłem podejść bliżej, wyciągnąć dłonie i powiedzieć "W porządku, skacz.". Tak blisko było, a bym pierwszy raz w życiu trzymał dziewczynę w rękach. Eh.