
JA: Jesteś wolnym człowiekiem?
ON: Yyyy No pewnie. A co?
JA: W przerwie na uczelni, zawsze musisz wyjść na fajka...
ON: I co z tego. Jakbym się zawziął to bym nie palił. Po za tym dużo nie palę, raptem kilka dziennie. Bartek kurwa, pali półtora paczki dziennie i żyje.
JA: Co weekend puszczasz kupon u bukmachera. Ile już kasy w to wjebałeś?
ON: Daj spokój. W końcu się odegram.
JA: Pewnie walisz sobie co drugi dzień jak głupi, gapiąc się w ekran, co?
ON: Kurwa nie mam dziewczyny, to co mam robić. Po za tym każdy wali.
JA: Wódki nigdy nie odmówisz, nawet jak rano trzeba wstać i coś ważnego załatwić.
ON: Nie gadaj. Polecieć czasem w melanż dobra rzecz 
JA: Pewnie nie raz miałeś taką sytuację, że musiałeś coś przeczytać, pouczyć się, a tu nagle telefon. Dzwoni kumpel. "Dawaj na piwko, wszyscy już czekamy" Przypomnij sobie kiedy ostatnio odmówiłeś i dokończyłeś robić to co miałeś wcześniej zaplanowane.
ON: Yyyy...
JA: Wiesz co też kiedyś tak żyłem. Wstawałem o 12 albo później. Ogarnąć się coś, przegryźć i do kompa. Facebook, kwejki, mistrzowie i inne pierdoły. Ktoś wyciąga mnie na browar. Ok, czemu nie, i tak nie ma co robić. Dalej facebook, jakiś film, byle dotrwać do 20 i wyjść z domu.
ON: I w melanż 
JA: Taaa. Teraz wyżebrać tylko parę złotych od rodziców i lecimy. Siedzą na ławkach. Poznaje ich z daleka. Kilku kumpli, dwie koleżanki. Zawsze te same mordy. Na ławce już stoją dwie połówki. Czekają oczywiście z otwarciem na mnie. Och kurwa, jak miło
Heh.
ON: Co w tym złego. Siedzisz, pijesz, gadasz. Można czasem kogoś fajnego zapoznać 
JA: Tak właśnie... Siedzimy, gadamy. Jedna lufa, druga, trzecia. Zaczyna się robić co raz głośniej. Gadamy, pijemy, śmiejemy się, ktoś gdzieś poszedł, za moment wraca. Niektórym gościom załącza się "tryb samca alfa":) Ktoś rzucił 2 paczki czipsów. Jak dobrze wreszcie jakieś żarcie. "Kurwa Legia zremisowała. 3 mecze weszły, a 4 kurwa nie. 5 dych bym zgarnął" - słyszę w oddali. Znam ten ból człowieku. Dalej wódka, fajki. "Jakie masz?" - ktoś pyta. "Malboraski czerwone" - odpowiadam. "Poczęstujesz jednym?" "Pewnie, trzymaj" - mówię z uśmiechem. Patrzę do paczki. "Kurwa, nawet nie ma 10. Rano nie będzie co palić" - myślę sobie. Wódka się kończy. Zbitka na kolejne pół litra, może 0,7. Każdy coś rzuca. Wygarniam wszystko co mam w kieszeni. Nie za bardzo mogę się doliczyć. Coś w okolicach 5-7 złotych. "Miałem oszczędzać, ale huj tam" - myślę.
ON: Na alko zawsze znajdzie się hajs.
JA: Impreza, cały czas się rozkręca. Pojawiają się kolejni ludzie z browarem w ręku i szlugiem w ustach. Wciąż leje się alkohol. Kolega chwali się komuś swoim nowym tatuażem na przedramieniu. A ja cały czas coś nawijam, gadam już jakieś głupoty, co popadnie. Na trzeźwo taka sytuacja na pewno nie miała by u mnie miejsca. Czuje, że jestem już dobrze wstawiony, co nie przeszkadza mi jednak w polewaniu koleżankom wódki. "Nam do połowy" - proszą błagalnym tonem. "Podobno jest równouprawnienie" - wypalam i leje im do pełna. Dalej gadamy. Mówią coś między sobą. Mówią coś do mnie. Ja na chwilę się zamyślam. Rozglądam się dookoła. Ktoś wymiotuje. Niektórzy próbują tańczyć. O już ktoś się wywalił. "Kurwa, która to już godzina?" - pomyślałem. Patrzę na telefon. 02:45 "Huj, trzeba się powoli zmywać" - myślę. "Gdzie idziesz?" - pytają dziewczyny. "Zaraz wracam" - odpowiadam.
ON: I co, przeleciałeś w końcu którąś z tych dziewuch? 
JA: Nie. I nie pamiętam nawet jak doszedłem do domu. Pamiętam tylko, jak przez mgłę, że wracałem z kilkoma osobami i chyba zeszło nam się z tym powrotem dość długo
Jak się rano okazało, furtkę i drzwi do domu ładnie pozamykałem na klucz. Choćbym wracał na czworaka, to o tym nigdy nie zapominam.
ON: Eeee to jeszcze nie było z Tobą tak źle.
JA: Dobra. Jest rano. Godzina 9:00. Nie mogę dłużej spać. Głowa mnie nie boli, ale w mordzie pustynia. Zbieram myśli do kupy. Próbuję odtworzyć w myślach wczorajszy wieczór. Pamiętam mniej więcej kto był i z kim gadałem. Ale co mówiłem, tego przypomnieć sobie już nie mogę. Nie lubię tego uczucia. Wstaję z łóżka. Lekko zakręciło mi się w głowie. Schodzę na dół. Idę do łazienki. "W twoim pokoju wali jak w gorzelni" - słyszę krzyk matki. Robię sobie herbatę owocową, dodatkowo biorę butelkę wody. I znów do kompa. Śniadanie zjem nie wcześniej niż o 12. Siadam, ale mój mózg nie rejestruje tego co na ekranie. Myślę i analizuję, który to już raz, czy było warto, czy opłacało się? Wydałem trochę kasy. Chuj, to najmniejsza strata. Cały dzień z dupy. Ani coś konkretnego zrobić, ani poczytać. Wmawiam sobie, że dzisiaj nikt do mnie nie napisze, i nie opowie mi co wczoraj odpierdalałem. Zjem dziś mało i byle co. A planowałem, że zacznę chodzić na siłownię. Trochę więcej masy by się przydało. Ale jak tu trzymać dietę, ćwiczyć i przytyć, skoro co weekend wóda, a i w tygodniu różnie bywa? Myślę dalej. Czy nie lepiej kontrolować i panować nad alkoholem? Nie chlać bez opamięta i wszelkich hamulców. Nie lepiej kupić sobie 4 pak dobrego piwka i prowadzić fajną świadomą konwersację? Pamiętać co i do kogo się mówiło? Zgarnąć jakiś numer i umówić się na spotkanie w bardziej kameralnym gronie? 
ON: No fakt. Masz rację. Ale to nie takie proste. Nie dla każdego.
JA: Wiem. Przecież nie mówię, że to łatwe. Nie mówię Ci - "Od dzisiaj zero alkoholu do końca życia". Chodzi o to abyś panował nad tym. Pij tyle, ile ty chcesz. Nie daj się namówić, na jeszcze jeden kieliszek, jeśli tego nie chcesz. Wiesz, podziwiam ludzi, którzy choć często są młodsi ode mnie, potrafią panować nad piciem. Wiedzą kiedy i ile mogą. Stawiają sobie pewne granice, których za nic nie przekroczą. Są odpowiedzialni za siebie, za to co robią. Wiesz, że te wszystkie osoby, których szczytem inwencji jest napierdolić się jak świnia w każdy piątek, oni też skrycie podziwiają takich ludzi. Wiedzą, że tamci są silni. Tamci są w mniejszości, bo są wyjątkowi. Są wolni. Mają jakiś cel w swoim życiu, pasje. Mają po co wstać następnego dnia rano.
ON: Okej, okej... Ma to w sumie sens. Chyba warto coś ze sobą zrobić i zmienić. Postaram się nad tym popracować.
JA: Chciałeś powiedzieć: "Od dziś będę nad tym pracował".
ON: Dobra. Od dziś będę nad tym pracował" Pogadaliśmy o chlaniu, że to nie ma sensu. A co z masturbacją? Co jest z tym nie tak?
JA: Powiem Ci coś i o tym, ale już innym razem.
Odpowiedzi
Może się czepiam ale nie wiem
śr., 2015-04-08 11:13 — KasterianMoże się czepiam ale nie wiem po co to tutaj dodałeś.
Miałem ochotę i potrzebę,
śr., 2015-04-08 11:20 — -Puer-Miałem ochotę i potrzebę, więc dodałem
Lepiej wstać rano o 4 i
śr., 2015-04-08 16:32 — minonAlaGLepiej wstać rano o 4 i czytać książki, potem siłownia po pracy na budowie i dg potem aerobik i Basen no i jeszcze rower.
świetny przekaz w genialnej
śr., 2015-04-08 18:22 — Hootświetny przekaz w genialnej formie!
smutna rzeczywistość wielu
śr., 2015-04-08 21:27 — Columbussmutna rzeczywistość wielu ludzi, ale ciekawie ujęte, więc czekam na kolejną część
Świetny tekst, czekam na
czw., 2015-04-09 16:47 — mgkŚwietny tekst, czekam na kolejny.
(jeste tu raz na miesiac więc jakbyś mógł podrzucić kolejny na prywatną wiadomość to byłbym wdzieczny)