Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

O zmęczeniu

Dwuletni pełny związek, z wielokrotnymi nieporozumieniami, chwilami fajnymi, pięknymi, z rozpoznawaniem bojem i bez boju. I oto nadchodzi tydzień wolnego, bo wyjechała w związku z pracą. Nie pierwszy taki tydzień - bywały już wcześniej. Ale pierwszy raz naprawdę obawiam się, co będzie, gdy wróci. Nie mam ciągot do zdrady. Jednak ilość drobnych rzeczy i suma kilku jej cech charakteru sprawiają, że po dwóch latach czuję się zmęczony. Do tych refleksji skłoniła mnie rozmowa telefoniczna 3 godziny temu, która trwała 6 minut. W ciągu tych 6 minut strzelała shit testami jak uzi. Po zakończeniu czułem się zirytowany i nawet trening na pływalni nie wypłukał mi tego z głowy. Ta rozmowa była pierwszą po prawie tygodniu jej nieobecności, a wcześniej nie rozmawialiśmy długo, bo kobieta naprawdę zapierdala w pracy jak wściekły Rex i odnosi sukcesu. Ta ilość roboty nie jest jej w smak - widzę to. Po tonie jej głosu wiem, kiedy jest sfrustrowana pracą. Ale jednak, jako perfekcjonistka z natury, daje z siebie wszystko. Narzeka, beczy, ale jednak wypruwa sobie żyły. Skoro więc u kobiety ważne jest to, co robi, a nie to co mówi, to jej pieprzenie jest takim zlepkiem dźwięków, do których wydawania jest zaprogramowana. I gdyby do tego miało się to ograniczać, wszystko byłoby w porządku. Jednak w słowach, które napieprza, bywa nieobliczalna. I tym jestem zmęczony. Słowami. Słowami, przez które zacząłem się zastanawiać, czy wytrzymam to przez najbliższe 10 lat i więcej (bo plany są poważne). Zagrożeniem dla tego związku nie jest zagrożenie zdradą jej czy moją. Zagrożeniem dla związku jest jej niewyparzona gęba. I mówiłem jej to wielokrotnie.

Obawiam się jej powrotu. Obawiam się dziesiątek irytujących zachowań, popieprzonych oczekiwań, pretensji, tematów, które mnie gówno obchodzą, zazdrości, podtekstów, niejednoznaczności... Długo by wymieniać. Obawiam się, że znowu ja będę oczekiwał, że zamknie dziób, ona tego nie zrobi, ja powiem, ona powie i znowu będę miał ochotę po prostu spakować rzeczy i wyjechać. Niech będzie samotność. Niech będzie nicość. W takich chwilach jestem skłonny sądzić, że to lepsze niż zbiór wkurwiających cech zwanych "kobietą". Nie zostawiłbym jej dla kogo innego. Zostawiłbym ją, bo jestem nią zmęczony. I taką sytuację potrafię sobie wyobrazić. Naprawdę nie mam ochoty tłumaczyć rzeczy oczywistych.

Mam doświadczenia więcej, niż wielu z Was razem wziętych. A mimo to czasem czuję się po prostu bezradny wobec prozy życia codziennego z kobietą, która kocham. Nie mylcie dwóch rzeczy: proza życia a nuda. U nas nudno nie jest. Ale i nie musi być, żeby dopadło nas (mnie) zmęczenie. Ta dzisiejsza rozmowa pozbawiła mnie energii do tego stopnia, że nie miałem ochoty na ten basen pójść. A to niedobrze. Pływanie jest moją pasją i muszę być naprawdę chory, żeby nie chcieć pływać albo patrzeć na pływanie. A dziś chciałem po prostu palić papierosy i zapaść w nicość. Nawet nie upić się, bo najebany byłem wczoraj, jak z kumplami grałem w pokera.

Klasyk tej strony twierdzi, że rozmowa z kobietą nic nie daje. Prawda. Cholerna pieprzona prawda. Co zatem trzeba w sobie zmienić, żeby się baba po prostu zamknęła? Żeby przekonała mnie, że jednak warto jej nie zostawiać?

Odpowiedzi

Portret użytkownika _kuba_

Wiem o czym piszesz. Wiem , a

Wiem o czym piszesz. Wiem , a może wydaje mi się , że wiem co czujesz. Czułem się podobnie , tyle , że bardziej od pieprzenia irytowało mnie ciągła , nieustanna próba ograniczania mnie. Teraz czuje się świetnie. Mogę oddychać pełną piersią i poznaje świetne kobiety.

Ryzyko Bruno masz spore bo jak powiesz a to i pewnie będziesz się go trzymał , ale czasem coś trzeba zmienić , żebyś się z ręką w nocniku nie obudził.

PS. Poprawiłem ostatnio życiówkę na 50 dowolnym.
Trzymaj sie Wink

Ktoś kogo kochasz Cię

Ktoś kogo kochasz Cię krzywdzi.Smutne.

"Co zatem trzeba w sobie zmienić, żeby się baba po prostu zamknęła? Żeby przekonała mnie, że jednak warto jej nie zostawiać?"

W sobie?
A to Ty jesteś problemem?
Chyba Ona ma problem z sobą.

Wiesz, co jest najgorsze w związkach z Taką osoba jak ona na dłużej?
Zaczyna Ci obojętnieć, uodparniasz się na ciosy i przestajesz coś czuć... to tylko kwestia czasu i intensywności.

Moim zdaniem jest domeną

Moim zdaniem jest domeną wszystkich ale są granice, których w tak bliskiej relacji, jak sie nie chce kogoś skrzywdzić to sie nie przekracza.

Portret użytkownika Ian Watkins

Ale granice zależą od danej

Ale granice zależą od danej osoby, to co dla Ciebie jest sufitem dla kogoś może być podłogą. Więc jedna osoba obrazi się na amen za 'Ty pedale', a druga już za 'ciotę'.

Dobra ale w tym przypadku to

Dobra ale w tym przypadku to związek dwojga ludzi którzy znają swoje granice.

Klepsydra, ale to są tylko

Klepsydra, ale to są tylko pobożne życzenia, w każdym związku, prędzej czy później któraś ze stron granice zechce przesunąć, mniej lub bardziej świadomie, subtelniej lub nie, ale będzie to robić... takie jest życie, zawsze ktoś na górze być musi, a termin "partnerstwa w związku" wymyślono chyba dla tych wiecznie ustępujących - aby im przykro nie było... Gwoli jasności, nie mam na myśli bycia tyranem, a jedynie to, że jak swój teren osikasz, to jest on Twój... i tyle...

Kurde chłopaku czytając to

Kurde chłopaku czytając to czuje sie jakby był to mój tekst
Szczerze rozumiem, sam byłem w takim związku 5 lat ale to już za mną pozdrawiam 3-maj saie

Portret użytkownika septo

Obawiam się stary, że jeżeli

Obawiam się stary, że jeżeli ty jej nie zostawisz, to ona to prędzej czy później zrobi.. Miałem podobną relację 8 lat z czego 2 lata upadku, zaciskałem zęby, dawałem kasę, opiekowałem się dzieckiem w weekendy żeby ona mogła się realizować, starałem się organizować czas - wakacje, szaleństwa (typu tatuaże itd). Wewnętrznie oczekiwałem rewanżu, nic takiego nie nastąpiło. Później spieprzył się seks, to jest cholernie wyczuwalne - jak po rozstaniu nałożyłem sobie ten moment z harmonogramem jej zdrady wszystko się idealnie pokryło. Pojawił się młodszy szczunek, który miał czas. Rada - albo zróbcie razem coś szalonego - skoczcie na spadachronie, albo ty spadaj póki ciebie nie wyrzuci...

Było jebnąć słuchawką i przez

Było jebnąć słuchawką i przez cały ten tydzień telefonu nie odbierać...

Trudno powiedzieć, bo mało

Trudno powiedzieć, bo mało doświadczony jestem, ale być może wizja twojego odejścia, wydaje się jej nierealna- dlatego w jakiś sposób cię nie szanuje. Pisałeś że ma "niewyparzoną gębę". Skoro zwróciłeś jej na to uwagę, a ona nic z tym nie próbowała zrobić (przynajmniej o tym nie wspomniałeś), to coś tu jest delikatnie nie halo. Mówiłeś jej o tym wielokrotnie, ale widocznie na słowach się tylko skończyło, przez co czuje się bezpiecznie.

Może mógłbyś spróbować zburzyć ten jej porządek i wprowadzić trochę niepewności.

Trudna sprawa, mam nadzieję że się wszystko dobrze skończy.

Portret użytkownika GM

Wiesz co trzeba zrobic, zeby

Wiesz co trzeba zrobic, zeby sie w koncu zamknela i docenila to co ma? Wlasnie odejsc, spakowac sie i wykurwic. Paradoksalnie koniec zwiazku tak zwany, to czesto gesto jego ponowne narodziny.

Portret użytkownika Jaskier

To chyba ta miłość, jak to

To chyba ta miłość, jak to woli "przywiązanie" pozwala jechać tak długo na tym samym wózku. Z każdym rokiem problemy się mnożą, co raz mnie radości z życia, trzeba zapierdalać...

Portret użytkownika Ulrich II

Nie wiem, być może ja też

Nie wiem, być może ja też jestem przemęczony, ale mógłbym przysiąc że jeszcze niedawno pisałeś bloga o poruszaniu na salonach ala James Bond, byłeś "graczem" pisałeś o ruchaniu wiolonczelistki z Carnegie Hall ...
WTF ?
teraz piszesz dla mnie oczywiste schematy i właściwie nie wiem, ten blog to żart jakiś czy co ?
przecież to klasyka jest, musisz wziąć sprawy w swoje ręce, pogadać normalnie, chyba jak 2 lata gadaliście to coś z tego zostało, wiadomo nie raz ciśnienie jest w pracy, ale nie ma sensu wyładowywać sie na partnerze, albo musicie to wyprostować, albo pokazała swój prawdziwy charakter dopiero, sam musisz wiedzieć my jej nie znamy.
Jaki jest sens bycia z kobietą która tobie nie pasuje ?
Mysle że związek to nie sukcesy w pracy, seksy dupa, seks, majątek, tylko to co pomiędzy słowami, takie kryzysowe sytuacje wiele pokazują na temat relacji waszych

Oj, gadacie, kolego Ulriczku

Oj, gadacie, kolego Ulriczku Drugi...

Portret użytkownika Jaskier

Może to po prostu wasz

Może to po prostu wasz pierwszy poważny kryzys, który musicie przetrwać, zabrzmi to banalnie, ale jeśli się kochacie z czasem powinna się sprawa wyprostować. Musisz wyjaśnić partnerce, że niestety, przychodzi takie momenty w życiu, kiedy trzeba wybierać między karierą zawodową, a "gotowaniem obiadków". Nie wiem jaka to branża, ale nie może być tak, że przychodzi ona do domu i wyładowuje na Tobie całą negatywną energię, bo Ty "to zrozumiesz". Może po prostu ona powinna zwolnić, może potrzebujecie wakacji, odcięcia się od całego świata, tylko Ty i ona. Jeśli Cię kocha zrozumie, w końcu nie pieprzysz od rzeczy tylko mądry z Ciebie chłop, głowa do góry będzie dobrze. Smile

w takiej sytuacji, to zacznie

w takiej sytuacji, to zacznie się rozmową, a skończy pyskówką - w najlepszym wypadku... i zawieszeniem broni - na chwilę... chyba Bruno zbyt długo pola ustępował, za strażaka chciał robić (a kto w dzieciństwie nie chciał?), z fejsbukiem ustępował, można to zrozumieć... opony zimowe również...i myślał, że dobrze będzie... i było... ze dwa lata... a w tym wieku, to dwa lata powoli za pięć się liczą... bo kurwa jakoś o pierścionku nie doczytałem... i wtedy możesz wygarnąć to i owo... bo kobiety, to łatwo w poczucie winy wpędzić... i było jebnąć słuchawką i telefonu nie odbierać... bo dlaczego Ciebie wqrwiła???? z nudów??? wątpię... granicę przesunęła... walnąłbyś embargo na fona, to pierwsze dwa dni wqrwiona by chodziła, potem z lekka zatroskana, a na koniec wracałaby z obawą - czy jeszcze jego skarpety, gatki i chuja w domu zastanę?, bo chyba przesadziłam nieco... że praca???, a Bruno chujem gruchy na zasiłku obija???, pewnie tłumaczcie swoją Panią, to samemu popierdalać będziecie - aby Wam (czytaj: JEJ) dobrze było... się cholera rozpisałem...

Portret użytkownika Ulrich II

opcja1 - jesli ją wybrał, to

opcja1 - jesli ją wybrał, to chyba z jakiegoś określonego powodu, więc można zakładać że ma tam jakieś pokłady logiki żeby do niej dotrzeć.
opcja2 - jest z nią bo jest, pokazała charakterek
opcja3 - walenie embarga, focha, zastraszanie odejściem, po co sie tak męczyć ?
jak nie teraz to za nast. 2 lata odwali manewr podobny

Albo pasują do siebie, albo nie, wymuszanie, zmiany, nic nie dadzą, albo dadzą na chwilę

Nieprzejmowanie się jako lek

Nieprzejmowanie się jako lek na całe zło by się przydało. No nie?

Portret użytkownika Ulrich II

Czy ja wiem ? nie

Czy ja wiem ? nie przejmowanie to ucieczka od właściwego problemu, unikanie konfrontacji.
Wiadomo że każdy ma zły dzień, tydzień, ale chyba nie rok cały ...
A jak sie angażujesz to sie przejmujesz logika
Pytanie ileż można znosić humory partnerki, jesli nie widać końca tunelu tego szaleństwa, muszą oboje ręce do ratunku wyciągnąć