Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

O lewiznach, przyciąganiu i toksycznych kobietach - part I

Coś się we mnie zebrało, jakaś refleksja i chęć pseudopisania o jakże czym innym, jak o kobietach właśnie. I to nie zwykłych kobietach, tylko o niezwykłych: których oczy wołają ratunku! Które wysysają energię niczym wampir, które są przeurocze, piękne i seksowne i mają w sobie coś szczególnego. Jakiś magnes, który przyciąga. Są jak Bad Medicine, uzależnienie, narkotyk: siedzą w głowie i nie da się ich wyrzucić, choćby bardzo się chciało. Choćby zacisnęło się zęby i usilnie próbowało sobie wmówić, że to absolutnie złe, toksyczne i co najważniejsze: niebezpieczne.

Dzielę się, ponieważ jestem ciekawy co życie ma w zanadrzu. Dla mnie. Czy faktycznie mam pecha? Co jest we mnie takiego, że tak, a nie inaczej się dzieje? Czy faktycznie mój radar, swoisty GPS jest tak skalibrowany, że zawsze spośród tysiąca natrafi na tą jedną rozjebaną emocjonalnie, z problemami, które przerastają ludzkie wyobrażenie?

Borderline, DDD, DDA, ChAD, pokopane dzieciństwo, wysoce niewłaściwe i na maksa dysfunkcyjne relacje rodzinne: najczęściej między matką a taką kobietą właśnie - to są grube tematy, okropne pojęcia, o których zwykły śmiertelnik bez skazy, bez doświadczeń po prostu nie zdaje sobie sprawy; i teoretycznie nie jest w stanie tego ogarnąć i sobie wyobrazić.

Też chciałbym być taki nieświadomy, wewnętrznie wyzwolony od trudnych lasek: emocjonalnie rozwalonych przez skopane dzieciństwo, w której nieobecna była matka, nieobecny był ojciec - styranych przez życie. Nigdy nie chciałbym liznąć takiego tematu: poznać, a w ogóle doświadczyć. Nie życzyłbym tego najgorszemu wrogowi.

I wszystko jest ok, że na gruncie inteligencji i rozumu wszystko jest jasne. Niczym w Twin Peaks głównemu bohaterowi objawia się dobry-olbrzym, który machając rękami mówi wyraźne NIE. Ale coś przyciąga: coś dosłownie przesłania wszystkie te podpowiedzi rozumu i inteligencji. Gdzieś do głosu dochodzi serducho? Okropna ciekawość? Może własne deficyty i braki? Nagle zbiera się siła, żeby zawalczyć. Bo może warto. Miłość silniejsza niż nienawiść mówią. Powiadają, że dla miłości warto spróbować.

Chyba włączył mi się tryb supermena. Brakuje mi tylko tatuażu S wyrytego na klacie. Być może to deficyt, może gonię za niezdobytym, za kapelusikiem niczym klaun, który jak już jest się blisko, to ciągle ucieka dalej. Takie "złap mnie, jestem blisko, złap mnie". Może nie umiem sobie współczuć i projektuję współczucie na niej. Może to jest motorem napędowym - być może to mój mechanizm obronny przed emocjami, których nie akceptuję. A może po prostu za dużo widzę w niej swojej byłej border/dda/chad. Jest nawet do niej podobna: jest identycznie mądra i inteligentna. Czuję głębię.

Ale chcę się przekonać: nie mam nic do stracenia poza tym, że w najgorszym wypadku wtopię kolejny raz z kolejną lewą dupą. Jestem ciekawy, czy mam tyle pecha. Jeżeli wtopię, to chyba się z tym oswoję i przyzwyczaję, co sprawi, że nie będzie mnie kosztowało to tyle emocjonalnego wysiłku w przyszłości. Wyrobi się odpowiednia intuicja, wyczucie.... I być może stanę się przykładem dla innych, którzy ubzdurali sobie, że są niepisanymi terapeutami i ratownikami niczym John McClane.

Chyba temu służy ten wpis: aby inni przemyśleli, zastanowili się. Ciekawy jestem. Ciekawy jestem czy faktycznie nasz radar, GPS jest skonstruowany tak, że choćbyśmy rozumieli na gruncie inteligencji, to i tak emocjonalnie przyciągnie nas lewa, toksyczna dupa. Nieco przekształcę słowa głównego bohatera znakomitego serialu True Detective Rusta... Być może faktycznie jest tak, że świat, jest miejscem, w którym nic nie ma końca. "Czas to spłaszczone kolo". Wszystko, co zrobiliśmy lub zrobimy, będzie się w koło powtarzać. Zaburzona kobieta wyssie życie z kolejnej ofiary: ratownik i supermen sam siebie zabije w swej wielkiej próbie ratunku. Zginie raz, drugi, trzeci i czwarty. Liczba ofiar będzie rosnąć.

Akcja w toku, więc na pewno pojawi się niedługo part II. Wpis ten traktuje jako początek wyciągania wniosków i być może początek własnej terapii i pracy nad sobą. Cenię zdanie innych i poprzez ten wpis nie czuję się z tym sam. Cenię ludzi, wiem, że mają w sobie dużo dobrego: pomocy, rady, użytecznych wskazówek, doświadczeń i wiele dobrych słów, z których można czerpać i wyciągać wnioski.

Tak czy inaczej: dawaj życie: pokaż mi, co tam masz dla mnie w zanadrzu i w zapasie. Szykuje się chyba wpierdol: ale wyciągam popcorn i przełączam kanał na thriller, horror i drama. A jak! Nie sposób uciec od własnej natury!

Odpowiedzi

No i dawaj kolejny wpis, z

No i dawaj kolejny wpis, z chęcią poczytam o walce z kobiecą psychiką, oraz jak sobie radzisz z kobietą, która posiada kłopoty z natury w głowie. (Ze względu na relacje, czy inne masakry)

Chyba, że będzie to kolejny wpis z tytułu:
"Bój się jej panie jak ognia, bo spali wszystko na skroś".

Mnie właśnie ciekawi to, w sensie, czy warto jest pomóc, angażować się, czy odpuścić i lepiej brać się za następną "normalną" ?

Przynajmniej z mojego doświadczenia wynikało, że da się pomóc dziewczynie z problemami, pomóc jej pogodzić samą z sobą, ale trzeba dużo energii i cierpliwości.

Portret użytkownika Konstanty

O boże, teraz widzę jak te

O boże, teraz widzę jak te moje wypociny o BPD musiały żałośnie brzmieć.

Stary, Ty się lepiej swoją własną dupą zajmij, a nie tymi lewymi. Tkwienie w takich związkach jest oznaką niedociągnięć w Twoim charakterze, a żeby to dostroić potrzeba lat pracy. Jest co robić? Jest.

Zamiast dywagować na temat który zdążyłeś już dogłębnie poznać, czyli zaburzenia po stronie partnerki, czas zająć się swoimi sprawami, bo masz od chuja pracy nad sobą i na tym powinieneś się teraz skupić. Zamiast rozpisywać się nt. wampirzyc, czas może zastanowić się nad tymi, którzy z takim utęsknieniem uchylają im szyi, co?

Gdzie natrafię na Twoje

Gdzie natrafię na Twoje wypociny o BPD?
Co do reszty - zgoda absolutna.

Dołączam się do prośby kolegi

Dołączam się do prośby kolegi wyżej. Z zainteresowaniem czekam na więcej. Ale kolega konstanty też ma rację jak byś mógł się do tego odnieść było by bosko.

Portret użytkownika czysteskarpety

czy faktycznie nasz radar,

czy faktycznie nasz radar, GPS jest skonstruowany tak, że choćbyśmy rozumieli na gruncie inteligencji, to i tak emocjonalnie przyciągnie nas lewa, toksyczna dupa.

Nie, tak wcale nie jest. To jest kwestia doświadczenia, prób i błędów. Po jakimś czasie poznasz te "lewe" laski i nic cię do nich nie przyciągnie, będziesz kopał w dupę każdą z nich na starcie(lub bzykał i olewał, jak wolisz).

Ktoś mądry powiedział mi

Ktoś mądry powiedział mi kiedyś:

"Moją ogromną mądrością jest to, że odkryłem, że nie ma ludzi złych, są tylko ludzie skrzywdzeni".

Smutne mam przemyślenie, że "magnes", o którym piszesz, to w istocie ładne włosy i super tyłek, a nie jej "skrzywdzenie"

Co do Twoich doświadczeń, to też kiedyś zrobiłem sobie postanowienie (po którymś razie), że kobieta (na stały związek) powinna mieć zdrowe relacje z ojcem. I powiem Ci w ten sposób, że powinienem był się tego trzymać Smile