Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

"Kiedyś było inaczej". Warto przeczytać. Przykłady z życia wzięte. CIEKAWA DYSKUSJA POD BLOGIEM.

Portret użytkownika Pierrot

Było i nie było. Jeśli chodzi o technologie. Świat się zmienił diametralnie. Sto lat temu - większość z naszych przodków "srać chodziła za chałupę". Większość nie potrafiła czytać i pisać, a jedną z niewielu dróg awansu dla chłopskiego syna było zostać księdzem, ewentualnie żołnierzem, choć też wiadomo, że w strukturach zajmowali oni zazwyczaj najniższe pozycje, a droga awansu zależała bezpośrednio od przełożonych (tak jest zresztą w strukturach kościelnych do dziś. Do dziś trzeba biskupowi całować pierścień. Może to w dzisiejszych czasach wydawać się w sumie zabawnym happeningiem, ale scena ta doskonale opisuje stosunki między Panem, a chamem - resztę pozostawiam Waszej wyobraźni). Te lepsze bardziej lukratywne stanowiska zarezerwowane były dla szlachetnie urodzonych. Trafnie rzeczywistość wsi opisał Kasprowicz w swoich sonetach. To co wylewa się z wersów tych sonetów to bieda. Taka bieda totalna, obezwładniająca i nie do przełamania. Dziś świat poszedł do przodu. Jeśli chodzi o logistykę, jeśli chodzi o przepływ gotówki, o przepływ informacji, o zautomatyzowanie niektórych procesów. Dziś nie musicie biec nad rzekę rano, szorować na tarce ubrania. Odpalacie praleczkę, ustawiacie temperaturkę i gitara.

Co do relacji, materializmu, cwaniactwa życiowego. Nasze czasy nie różnią się niczym, od wieków i tysiącleci poprzednich. Polecam literaturę. Cervantesa, Balzaca, Dostojewskiego. A w Polsce, weźmy sobie "Chłopów" Reymonta w końcu z coś Nobla dostał. Reymont pięknie opisał stosunki, także stosunki matrymonialne. Polecam scenę, gdy Matka Jagny przychodzi się targować z Boryną. Nie pamiętam szczegółów, ale rozmowa tyczyła się tego ile ziemi Jagna ma dostać po ślubie. Zobaczcie też, jak reagowała na Jagnę reszta rodziny Boryny. Wypisz wymaluj przypomina to współczesne akcje, gdy pięćdziesięcioletni przedsiębiorca bierze ślub z dwudziestoletnią sekretarką. Popatrzcie na reakcje eks - żony i dzieci. O co chodzi ? Miłość ? Nie ! Chodzi o spadek, o to kto w przyszłości przejmie zasoby ojca i dzięki tym zasobom i dobrze rozkręconemu biznesowi będzie żył na dobrym poziomie, ciesząc się uznaniem w "środowisku", jako osoba posiadająca kapitał.
I takich analogii między niby "fikcją" literacką, a rzeczywistością naszych, niby tak odmiennych czasów jest multum.
Na końcu polecam postudiować zachowanie kobiet, co zrobiły kobiety z Jagną, która dawała dupy na lewo i prawo.

Do rzeczy. Panowie niewiele się w tym aspekcie zmieniło. Świat był już na swój sposób poukładany przed nami. Rzeczywistość funkcjonuje według pewnych reguł i naprawdę można się buntować, próbować zakrzyczeć, że nie że jest inaczej, że Ty sam dasz radę i wszystkim pokarzesz. Z kim się zadajesz takim się stajesz, a Twoje poglądy to nie tylko efekt Twoich doświadczeń, ale też suma poglądów i doświadczeń tych, którzy chcieli się z Tobą nimi podzielić.

I co robić w takiej poukładanej rzeczywistości ? Trzeba robić swoje. Wychodzić do ludzi. Poznawać nowych ludzi. Ja teraz rozpocząłem trzeci kierunek studiów. Nie musiałem. Mam pracę. Stabilizację. Ale chciałem wyjść do ludzi, poobracać się w nowym środowisku. Tam skąd pochodzę, rzeczywistość jest poukładana. Ludzie dziedziczą gospodarstwa rolne, przedsiębiorstwa, posady. Tak jest w wielu miejscach w Polsce. Są partie polityczne o których wszyscy wiemy, że cała idea polega na dziedziczeniu posad w państwowych firmach. Jestem z małej miejscowości. Ale myślę, że w dużych miastach też tak jest. Spotykają się notable. A tu jest pan K. Pan K pochodzi ze znanej rodziny z tradycjami prawniczymi. A tam państwo S. Pan S jest onkologiem, a jego żona wykładowcą w Akademii Medycznej. Dalej Pan W. pan W. jest właścicielem kamienic i dwóch restauracji. Kamienice wynajmuje Bankom, Aptece i panu K. który jest właścicielem Antykwariatu i rektorem Uniwersytetu. Pan K. z czasów studenckich bardzo dobrze zna się z Panem S. i Panem Z. Ci Panowie działali w organizacjach studenckich, dziś kandydują jeden do Sejmu, drugi do Senatu. I tak wygląda rzeczywistość. Jest sieć różnorakich powiązań i układów mających swoje korzenie jeszcze w poprzednim systemie, albo jeszcze wcześniej.

Do czego zmierzam. Przychodzi taki "Karolek" i stwierdza, że sam wszystko osiągnie ciężką pracą. To jest śmieszne. Samemu to można pójść ewentualnie tam, gdzie król chodzi piechotą.
Czy status pomaga. Jeżeli ktoś mówi, że nie. To nie doświadczył nigdy zmiany statusu. Ja doświadczyłem. Podam parę przykładów. W czasach gimnazjalnych i licealnych, miałem talent. Wygrywałem sobie konkursy recytatorskie i aktorskie ot tak. Byłem dobry. Kiedyś był konkurs. Wygrałem go. Ubieram kurtkę w szatni, wkładam rękę do kieszeni. A w kieszeni cukierek i liścik. Na nim numer, imię i pytanie, czy nie chciałbym się skontaktować. Inny przykład. Miałem różnych "trenerów" od gry aktorskiej i wyobraźcie sobie, że raz pod pretekstem zostaje zaproszony do mieszkania jednej Pani, która mnie uczyła, otworzyła mi drzwi w samym szlafroku, świeża, po kąpieli. Potem się czasy młodości skończyły. Nie miałem kasty, zapieprzałem, jak robol i byłem traktowany - właściwie teraz jestem, jak robol, nigdy później nie miałem takiego brania, jak wtedy, kiedy ludzie postrzegali mnie, jako osobę utalentowaną, sławną (chociaż ta sława była o taka malutka).

Więc naprawdę nie pieprzc*e, że status się nie liczy. Sława to żart, błazen księcia wart, ale ludzie w to wierzą, idealizują tych wszystkich sławnych, przypisują im cechy których nie mają, a potem znajdują wyłom i starają się zniszczyć idola - ale to inny temat.

W swoim życiu byłem w różnych miejscach. Nigdy nie widziałem, żeby atrakcyjna panna dostawiała się do faceta, który w firmie, czy instytucji zajmował się wymianą spłuczek w sedesach, za to widziałem panny tańczące na stołach wokół, których siedzieli Panowie Szlachta - że tak to ujmę. I to nie było tak, że ktokolwiek te kobiety zmuszał do tego. Same chciały i bawiły się przy tym znakomicie. Inny przykład. Kiedyś w jednym ośrodku, gdzie pracowałem, jako chłopak od wszystkiego, pojawili się Anglicy, był to w czasach, gdy weszliśmy do UE. To w jaki sposób te dziewczyny nadskakiwały do tych przygrubych, lekko rudawych Angoli, było dla mnie obrzydliwe. Ale rozumiem zasady doboru naturalnego i rozumiem fakt, że jeśli się pracuje za 4 PLN na godzinę (takie wtedy były stawki) to związek z Anglikiem, to awans społeczny w drabince nie o jeden szczebelek. Obecnie znam laskę, która związała się 50 - letnim Niemcem, mówi, że go kocha, a ja myślę, że wiele się nie zmieniło i się nigdy nie zmieni w tych kwestiach. A podważanie tych faktów to infantylność, próba wyparcia niewygodnych (dla niektórych) faktów. Co jest sztuką ? Sztuką jest wiedzieć o tym, spotkać się na wódeczkę z kumplami, pogadać jak mężczyzna z mężczyzną o tym, bez załamania, dołowania i kombinować, żeby samemu być Sprite. Ale być tą nagrodą nie dla kobiet, bo naprawdę, jak wiele kobiet poznałem to dla niewielu warto się starać, ale być wygranym dla siebie, w swojej kategorii, przy swoich zasobach i możliwościach. I nieustannie szukać nowych szans.

Co do przykładów, to mógłbym podawać i podawać:

- a to u dziewczynie jednego kumpla, co jak do niego przyjechała i zobaczyła, że mieszka w baraku to już nigdy się z nim nie spotkała;
- a to o dziewczynach ze wsi, ale bez hektarów, co szybko zaszły w ciążę z pracownikami służb mundurowych, a właściwie dopóki Ci chłopacy nie mieli posad, do tego momentu byli kawalerami;
- o kobietach, które mówią, że kiedyś były z biednym i im to nie przeszkadzało, a na pytanie: to dlaczego z nim nie jesteś - przewracają oczami i mówią, że nie czuły potem już "tego czegoś";
- o laskach, co związały się z lokalnymi gangsterami i nosiły głowę wysoko dopóki nie zaczęły chodzić w ciemnych okularach;
- o chłopakach, co pracują na czarno, mieszkają z rodzicami i choć bardzo się starają konsekwentnie olewają ich kolejne panny.
- o dziewczynie, co ją z kumplami podkręciliśmy, że syn szefa firmy o niej się ciepło wypowiadał - ta laska dosłownie skakała pod sam sufit,

Na koniec taka wisienka. Żarcik. Kiedyś jadę autobusem i dosiada się kumpela. Kumpela dała pół roku temu kosza mojemu koledze.
I gadam, ni stąd, tak. Te słyszałaś co u Krystiana ? Ona: nie.
Ja: założył firmę i jebany dostaje teraz grube kontrakty z firmy X (jedna z największych w moim regionie), ludzi zatrudnia, ostatnio BMW 5 kupił i pojechał sobie nim do Włoch na wakacje.
Panowie jakie ta laska oczy zrobiła. To jest nie do opisania. Na 100 % jestem pewien, że w domku sprawdzała te informacje.

Nie mówię, że wszystkie i tak dalej. Ale w te bajki o technikach, o samorozwoju i inne kity. Czasami zastanawiam się, czy niektórzy tutaj w ogóle wychodzą poza swoje wąskie środowiska i pozycje, jakie im te środowiska dają.