Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

"Kiedyś było inaczej". Warto przeczytać. Przykłady z życia wzięte. CIEKAWA DYSKUSJA POD BLOGIEM.

Portret użytkownika Pierrot

Było i nie było. Jeśli chodzi o technologie. Świat się zmienił diametralnie. Sto lat temu - większość z naszych przodków "srać chodziła za chałupę". Większość nie potrafiła czytać i pisać, a jedną z niewielu dróg awansu dla chłopskiego syna było zostać księdzem, ewentualnie żołnierzem, choć też wiadomo, że w strukturach zajmowali oni zazwyczaj najniższe pozycje, a droga awansu zależała bezpośrednio od przełożonych (tak jest zresztą w strukturach kościelnych do dziś. Do dziś trzeba biskupowi całować pierścień. Może to w dzisiejszych czasach wydawać się w sumie zabawnym happeningiem, ale scena ta doskonale opisuje stosunki między Panem, a chamem - resztę pozostawiam Waszej wyobraźni). Te lepsze bardziej lukratywne stanowiska zarezerwowane były dla szlachetnie urodzonych. Trafnie rzeczywistość wsi opisał Kasprowicz w swoich sonetach. To co wylewa się z wersów tych sonetów to bieda. Taka bieda totalna, obezwładniająca i nie do przełamania. Dziś świat poszedł do przodu. Jeśli chodzi o logistykę, jeśli chodzi o przepływ gotówki, o przepływ informacji, o zautomatyzowanie niektórych procesów. Dziś nie musicie biec nad rzekę rano, szorować na tarce ubrania. Odpalacie praleczkę, ustawiacie temperaturkę i gitara.

Co do relacji, materializmu, cwaniactwa życiowego. Nasze czasy nie różnią się niczym, od wieków i tysiącleci poprzednich. Polecam literaturę. Cervantesa, Balzaca, Dostojewskiego. A w Polsce, weźmy sobie "Chłopów" Reymonta w końcu z coś Nobla dostał. Reymont pięknie opisał stosunki, także stosunki matrymonialne. Polecam scenę, gdy Matka Jagny przychodzi się targować z Boryną. Nie pamiętam szczegółów, ale rozmowa tyczyła się tego ile ziemi Jagna ma dostać po ślubie. Zobaczcie też, jak reagowała na Jagnę reszta rodziny Boryny. Wypisz wymaluj przypomina to współczesne akcje, gdy pięćdziesięcioletni przedsiębiorca bierze ślub z dwudziestoletnią sekretarką. Popatrzcie na reakcje eks - żony i dzieci. O co chodzi ? Miłość ? Nie ! Chodzi o spadek, o to kto w przyszłości przejmie zasoby ojca i dzięki tym zasobom i dobrze rozkręconemu biznesowi będzie żył na dobrym poziomie, ciesząc się uznaniem w "środowisku", jako osoba posiadająca kapitał.
I takich analogii między niby "fikcją" literacką, a rzeczywistością naszych, niby tak odmiennych czasów jest multum.
Na końcu polecam postudiować zachowanie kobiet, co zrobiły kobiety z Jagną, która dawała dupy na lewo i prawo.

Do rzeczy. Panowie niewiele się w tym aspekcie zmieniło. Świat był już na swój sposób poukładany przed nami. Rzeczywistość funkcjonuje według pewnych reguł i naprawdę można się buntować, próbować zakrzyczeć, że nie że jest inaczej, że Ty sam dasz radę i wszystkim pokarzesz. Z kim się zadajesz takim się stajesz, a Twoje poglądy to nie tylko efekt Twoich doświadczeń, ale też suma poglądów i doświadczeń tych, którzy chcieli się z Tobą nimi podzielić.

I co robić w takiej poukładanej rzeczywistości ? Trzeba robić swoje. Wychodzić do ludzi. Poznawać nowych ludzi. Ja teraz rozpocząłem trzeci kierunek studiów. Nie musiałem. Mam pracę. Stabilizację. Ale chciałem wyjść do ludzi, poobracać się w nowym środowisku. Tam skąd pochodzę, rzeczywistość jest poukładana. Ludzie dziedziczą gospodarstwa rolne, przedsiębiorstwa, posady. Tak jest w wielu miejscach w Polsce. Są partie polityczne o których wszyscy wiemy, że cała idea polega na dziedziczeniu posad w państwowych firmach. Jestem z małej miejscowości. Ale myślę, że w dużych miastach też tak jest. Spotykają się notable. A tu jest pan K. Pan K pochodzi ze znanej rodziny z tradycjami prawniczymi. A tam państwo S. Pan S jest onkologiem, a jego żona wykładowcą w Akademii Medycznej. Dalej Pan W. pan W. jest właścicielem kamienic i dwóch restauracji. Kamienice wynajmuje Bankom, Aptece i panu K. który jest właścicielem Antykwariatu i rektorem Uniwersytetu. Pan K. z czasów studenckich bardzo dobrze zna się z Panem S. i Panem Z. Ci Panowie działali w organizacjach studenckich, dziś kandydują jeden do Sejmu, drugi do Senatu. I tak wygląda rzeczywistość. Jest sieć różnorakich powiązań i układów mających swoje korzenie jeszcze w poprzednim systemie, albo jeszcze wcześniej.

Do czego zmierzam. Przychodzi taki "Karolek" i stwierdza, że sam wszystko osiągnie ciężką pracą. To jest śmieszne. Samemu to można pójść ewentualnie tam, gdzie król chodzi piechotą.
Czy status pomaga. Jeżeli ktoś mówi, że nie. To nie doświadczył nigdy zmiany statusu. Ja doświadczyłem. Podam parę przykładów. W czasach gimnazjalnych i licealnych, miałem talent. Wygrywałem sobie konkursy recytatorskie i aktorskie ot tak. Byłem dobry. Kiedyś był konkurs. Wygrałem go. Ubieram kurtkę w szatni, wkładam rękę do kieszeni. A w kieszeni cukierek i liścik. Na nim numer, imię i pytanie, czy nie chciałbym się skontaktować. Inny przykład. Miałem różnych "trenerów" od gry aktorskiej i wyobraźcie sobie, że raz pod pretekstem zostaje zaproszony do mieszkania jednej Pani, która mnie uczyła, otworzyła mi drzwi w samym szlafroku, świeża, po kąpieli. Potem się czasy młodości skończyły. Nie miałem kasty, zapieprzałem, jak robol i byłem traktowany - właściwie teraz jestem, jak robol, nigdy później nie miałem takiego brania, jak wtedy, kiedy ludzie postrzegali mnie, jako osobę utalentowaną, sławną (chociaż ta sława była o taka malutka).

Więc naprawdę nie pieprzc*e, że status się nie liczy. Sława to żart, błazen księcia wart, ale ludzie w to wierzą, idealizują tych wszystkich sławnych, przypisują im cechy których nie mają, a potem znajdują wyłom i starają się zniszczyć idola - ale to inny temat.

W swoim życiu byłem w różnych miejscach. Nigdy nie widziałem, żeby atrakcyjna panna dostawiała się do faceta, który w firmie, czy instytucji zajmował się wymianą spłuczek w sedesach, za to widziałem panny tańczące na stołach wokół, których siedzieli Panowie Szlachta - że tak to ujmę. I to nie było tak, że ktokolwiek te kobiety zmuszał do tego. Same chciały i bawiły się przy tym znakomicie. Inny przykład. Kiedyś w jednym ośrodku, gdzie pracowałem, jako chłopak od wszystkiego, pojawili się Anglicy, był to w czasach, gdy weszliśmy do UE. To w jaki sposób te dziewczyny nadskakiwały do tych przygrubych, lekko rudawych Angoli, było dla mnie obrzydliwe. Ale rozumiem zasady doboru naturalnego i rozumiem fakt, że jeśli się pracuje za 4 PLN na godzinę (takie wtedy były stawki) to związek z Anglikiem, to awans społeczny w drabince nie o jeden szczebelek. Obecnie znam laskę, która związała się 50 - letnim Niemcem, mówi, że go kocha, a ja myślę, że wiele się nie zmieniło i się nigdy nie zmieni w tych kwestiach. A podważanie tych faktów to infantylność, próba wyparcia niewygodnych (dla niektórych) faktów. Co jest sztuką ? Sztuką jest wiedzieć o tym, spotkać się na wódeczkę z kumplami, pogadać jak mężczyzna z mężczyzną o tym, bez załamania, dołowania i kombinować, żeby samemu być Sprite. Ale być tą nagrodą nie dla kobiet, bo naprawdę, jak wiele kobiet poznałem to dla niewielu warto się starać, ale być wygranym dla siebie, w swojej kategorii, przy swoich zasobach i możliwościach. I nieustannie szukać nowych szans.

Co do przykładów, to mógłbym podawać i podawać:

- a to u dziewczynie jednego kumpla, co jak do niego przyjechała i zobaczyła, że mieszka w baraku to już nigdy się z nim nie spotkała;
- a to o dziewczynach ze wsi, ale bez hektarów, co szybko zaszły w ciążę z pracownikami służb mundurowych, a właściwie dopóki Ci chłopacy nie mieli posad, do tego momentu byli kawalerami;
- o kobietach, które mówią, że kiedyś były z biednym i im to nie przeszkadzało, a na pytanie: to dlaczego z nim nie jesteś - przewracają oczami i mówią, że nie czuły potem już "tego czegoś";
- o laskach, co związały się z lokalnymi gangsterami i nosiły głowę wysoko dopóki nie zaczęły chodzić w ciemnych okularach;
- o chłopakach, co pracują na czarno, mieszkają z rodzicami i choć bardzo się starają konsekwentnie olewają ich kolejne panny.
- o dziewczynie, co ją z kumplami podkręciliśmy, że syn szefa firmy o niej się ciepło wypowiadał - ta laska dosłownie skakała pod sam sufit,

Na koniec taka wisienka. Żarcik. Kiedyś jadę autobusem i dosiada się kumpela. Kumpela dała pół roku temu kosza mojemu koledze.
I gadam, ni stąd, tak. Te słyszałaś co u Krystiana ? Ona: nie.
Ja: założył firmę i jebany dostaje teraz grube kontrakty z firmy X (jedna z największych w moim regionie), ludzi zatrudnia, ostatnio BMW 5 kupił i pojechał sobie nim do Włoch na wakacje.
Panowie jakie ta laska oczy zrobiła. To jest nie do opisania. Na 100 % jestem pewien, że w domku sprawdzała te informacje.

Nie mówię, że wszystkie i tak dalej. Ale w te bajki o technikach, o samorozwoju i inne kity. Czasami zastanawiam się, czy niektórzy tutaj w ogóle wychodzą poza swoje wąskie środowiska i pozycje, jakie im te środowiska dają.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Pierrot

Proszę przeczytaj to, może

Proszę przeczytaj to, może się wreszcie zrozumiemy.

Tylko należy zawsze pamiętać o tym, kto rozpoczął całą aferę. Kto dolał oliwy do ognia. Kto zrobił akcję nie spodziewając się reakcji.

Tu nie chodzi o dumę, ale o honor, poczucie szacunku, które się należy każdemu człowiekowi.

Przykład. Miałbym do Ciebie, jakiś problem. Raz bym zaczepił. Ty powiedziałbyś - weź odejdź. Drugi raz bym zaczepił - powiedziałbyś odpuść panie. A ja przekonany o tym, że jestem większy, silniejszy i strach Ci nie pozwoli się odgryźć, nazwałbym Cię wulgarnie i uderzył i jeszcze opluł. A Ty wziąłbyś żelazko, kiedy walę pośmiechujki do kolegów i jebnął mnie tym żelazkiem z całej siły w łeb. I teraz ktoś widzący to pierwszy raz z boku powiedziałby o Tobie, ten to jest popieprzony, psychol. Ale ktoś, kto wie, jak cała sytuacja wyglądała od początku do końca, wie, że doskonale sobie na to zasłużyłeś. Po całym zdarzeniu, już bym się Ciebie trochę bał, bo nie byłbym pewny, a między ludźmi rozpowiadałbym propagandę, że jesteś chory psychicznie, ale też tak po cichu.

I tak było z tą dziewczyną, żadna to dzi*ka, żadna latawica, ani k*rwa. Była poniewierana i traktowana coraz gorzej (myślisz, że na tym by się skończyło - wątpię), więc odpłaciła taką samą monetą. Oczywiście ten jej giguś może rozpowiadać, że ona taka, sraka i wiele osób mu w to uwierzy, na przykład wydaje mi się, że Ty byś uwierzył, ale dlatego, bo nie znasz całej sytuacji i masz swój schemat wbity do głowy podług którego patrzysz na rzeczywistość (każdy ma taki schemat - to żaden wyrzut, ale czasami warto zweryfikować pewne sprawy i nie oceniać tak szybko, słuchając tylko jednej strony).

Taką mentalność prezentuje tutaj wielu podrywajów, żalą się, że kobieta taka sraka, ale sprytnie pomijają fakty, które niezbyt dobre światło kładą na nich samych. Manipulują rzeczywistością o jednych faktach mówiąc inne przemilczając i sprytnie też kalkulują z chronologią, tak żeby co mądrzejszy nie odkrył analogii przyczynowo-skutkowej, gdzie zachowanie dziewczyny wobec chłopaka, jest tylko skutkiem, jego wcześniejszego zachowania wobec niej. Zachowania które powtarzam jak mantrę wynika z pychy, poczucia bycia lepszym człowiekiem, poczucia bycia człowiekiem, któremu z jakiś tam racji przysługują lepsze prawa nim innym.

Co do sytuacji Pan pracodawca - pracownik. Czasami w tych najprostszych pracach pracodawca lubi mieć takich małych złodziejaszków, z problemem alkoholowym, z problem z alimentami, bo takiemu można płacić marny grosz, straszyć, że jest 10 na jego miejsce (na najniższych stanowiskach tak jest, wyżej bywa różnie, bo znaleźć dobrego, lojalnego specjalistę w danej dziedzinie to już inna bajka).

Tylko, co taki pracodawca robi z tym pracownikiem, to też inna bajka. Nienormowany czas pracy, goła pensja, bez ubezpieczenia zdrowotnego, bez opłat emerytalnych i wysyłanie do najgorszych, najcięższych, najbardziej szkodliwych dla zdrowia prac. Potem taki człowiek w wieku 40 - lat jest wrakiem, który drży o pracę, żyje w ciągłym strachu i faktycznie można do niego mówić: "TE WOJTUŚ KUR*A znowu zjebałeś pracę, zobaczysz nie zapłacę Ci i za co będziesz pił, he he". Tak to też wygląda z drugiej strony.
A potem wojtuś kończy na garnuszku państwa, a pracodawca jeździ nową BMW i szuka kolejnych trybików.

"nie słuchałem nigdy ojca, kiedy mówił, zgnoją Cię, z naiwności w oczach chłopca, dziś już każdy śmieje się".

https://www.youtube.com/watch?v=...

Portret użytkownika Pierrot

Nie wiem, co mógł zrobić.

Nie wiem, co mógł zrobić. Różne rzeczy mógł zrobić. Granice się przesuwa, jak nie ma oporu, nie ?

Portret użytkownika Pierrot

Nie wykluczam Twojej opcji,

Nie wykluczam Twojej opcji, nie wykluczaj mojej ... .

Portret użytkownika Pierrot

Kończymy

Kończymy Smile

Portret użytkownika Pierrot

de lirka.

de lirka.

Pierrot znasz dobrze

Pierrot znasz dobrze angielski??

Pierrot próbowałeś życia w wielkim mieście??

Portret użytkownika Pierrot

Obecnie moja sytuacja

Obecnie moja sytuacja zawodowa nie jest zła. Mogę się rozwijać. Pracuję, mam etat i wystarczające mi na ten moment zarobki, a po za tym firma daje mi możliwość zrobienia studiów inżynierskich i to w branży.

Angielskiego nie znam dobrze. I tu muszę się poduczyć.
A duże miasto. Hmmm .... zarobki większe, ale i koszty utrzymania większe. Ceny kawalerek w Warszawie, jak patrzę 1600, 1700, 1350, 1250. Do tego trzeba doliczyć opłaty. Zanim bym się wdrożył, bez koneksji, od zera. Mam rozpoczęte studia za które płacę 2050 na semestr, do tego powiedzmy ta Wa-wa 2000 za mieszkanie ze wszystkim, do tego opłaty OC + AC za samochód też płacę ponad dwójkę, także wiesz ... . Plus trzeba do tego doliczyć, że musiałbym daleko dojeżdżać na studia, albo się przenieść. Obecnie studiuję w Bydgoszczy i mam na uczelnie 30 km. Wsiadam w auto i po 30 minutach parkuję sobie przed uczelnią. Ogólnie za trzy lata oprócz mojej pracy - którą lubię, widzę się w jakiejś robocie robionej zdalnie. To, że zaczynałem od 3 PLN na godzinę, to nie znaczy, że teraz też robię "doły" po prostu wiem, jak jest, szanuję pracę ludzi i właściwie, to pozwala mi się rozwijać, umiem wzbudzić szacunek, ale naprawdę trzeba się postarać, żebym kogoś ustawił do pionu w sposób brutalny, nie lubię tego, robię tak tylko, gdy sytuacja mnie zmusza i jakiś człowiek traci kontakt z rzeczywistością.

Pozdrawiam.

"Przychodzi taki "Karolek" i

"Przychodzi taki "Karolek" i stwierdza, że sam wszystko osiągnie ciężką pracą. To jest śmieszne. Samemu to można pójść ewentualnie tam, gdzie król chodzi piechotą"

I nie chce się czepiać, blog fajny. Ten fragment mi się jedynie nie podoba. Możesz rozwinąć co miałeś dokładnie na myśli:) Mam nadzieję że czystą statystykę i brak jaj;)

Portret użytkownika Pierrot

Dużo prawdy w tym, co

Dużo prawdy w tym, co napisałeś:

- wygodnictwo;
- strach przed górą, strach prze awansem Karolka;
- politowanie, wywyższanie się poprzez poniżanie innych;
- zazdrość, zawiść

Tak bywają takie motywacje.

Portret użytkownika Pierrot

Już mówię. Powiem rzeczy

Już mówię. Powiem rzeczy banalne, ale żeby nie było jakiś nieporozumień. Chodziło mi o to, że samemu - zaczynając od zera - jest trudniej. Inną sytuację ma chłopak, który mieszka w duży mieście, dostał w spadku drugie mieszkanie po cioci, które wynajmuje studentom, zna miasto, jego rodzice pracują, rodzina żyje w mieście od lat i wie, gdzie się dobrze zarabia, gdzie warto pracować, gdzie niekoniecznie, a inaczej ma chłopak, który do Warszawy dojeżdża z Rzeszowa, płaci pierwszemu czynsz, studiuje zaocznie, a w nocy pracuje na stacji paliw żeby się utrzymać i to też na umowę na czas określony, więc nie wie, czy go wyrzucą, czy nie.

Inaczej ma chłopak, który dostał w spadku 30 hektarów, które dzierżawi rolnikowi i jeszcze umawia się tak, że dotacje unijne bo od hektara bierze dla siebie. A inaczej ma chłopak, który pracuje za najniższą krajową. Zupełnie inne starty i zupełnie inne zabezpieczenie finansowe. Nie oceniam ich charakterów, bo jeden i drugi może być fajnym gościem, z tymże pierwszy może sobie na o wiele więcej pozwolić, nie czując jakiegoś stresu, że nie starczy mu na czynsz.

Miałem też na myśli, jeszcze jedną rzecz. Chodzi też o to, że będąc w grupie ludzi, w jakimś zespole, musisz się nauczyć współpracy. Wchodząc do nowej branży, to właściwie od Twoich kolegów i koleżanek i ich życzliwości zależy czy nauczą Cię, czy po prostu będą stać z boku i się śmiać, jak się męczysz nad prostą (dla nich) sprawą. Życzliwość ludzi jest bardzo ważna, gdybym nie miał życzliwych kolegów w pracy i życzliwego pracodawcy, to mój pomysł ze studiami zostałby storpedowany, a doskonale wiem, że są tacy ludzie i takie miejsca, gdzie torpeduje się wszelkie przejawy / próby pójścia do przodu. Na szczęście u mnie tak nie jest, ale to też ja sobie wypracowałem, nie robiąc problemów innym, gdy o coś mnie prosili. Natomiast jeśli jesteś egocentrykiem, że Tobie się należy, że Ty jesteś najmądrzejszy, że reszta to głupki, biedacy, prostacy, to faktycznie nie dziwota, że nikt nie będzie Ci życzył dobrze i będą się pojawiały sabotaże.

Portret użytkownika Kołboj

Panie! Ale pan biadolisz w

Panie! Ale pan biadolisz w tym blogasku!

To co opisałeś ma miejsce, miało i będzie mieć natomiast to jednak raczej bardziej Twoje subiektywne odczucia a nawet odbiór rzeczywistości.

Pewne rzeczy wręcz uproszczone, jednak cała tajemnica tkwi w tym,że nic na tym świecie nie jest tak proste i oczywiste, za pewnymi rzeczami idą skomplikowane procesy.

Nie wiem czemu ale jakoś tak cholernie się utarło, że babeczki lecą na status i kasę no ok zgadza się tak też jest ale nie można uogólniać, ludzie!
Czytacie książki, wybitnych literatów, jesteście inteligentnymi jednostkami a bredzicie od rzeczy, ciągle ten skowyt pijaka.

Panie Pierrot pojedź pan do Hiszpanii na jakiś czas, wypij wino, posłuchaj flamenco.

Portret użytkownika Pierrot

Naprawdę Kołboj tylko tyle

Naprawdę Kołboj tylko tyle wyczytałeś z mojego tekstu Sad.
I naprawdę takie wnioski wysnułeś o mnie, o tym co myślę o kobietach, o mężczyznach, o życiu i świecie. Jak opowiadam historię z życia, to mi zarzucają pesymizm, tak jakbym ja tą historię napisał, jak mówię pozytywnie, to mi zarzucają, że nie gówno o życiu wiem (pewnie i prawda), jak gdzieś uproszczę, to pytają, a co tu miałeś na myśli, jak opiszę dokładnie i się rozpiszę, to powiedzą weź nie przynudzaj, przecież każdy to wie, no to skracam wszystko i znowu, co miałeś na myśli ? Są jeszcze osoby (do których akurat Ty nie należysz), co chcą jasnych odpowiedzi, to złe, to dobre, a każda sytuacja trochę inna, to na końcu komentujesz Ty i mówisz, że zero jedynkowo widzę rzeczywistość.

Przeczytaj Kołboj jeszcze raz bloga, jak znajdziesz czas i komentarze też jak będziesz miał ochotę i popatrz ile tu kwestii jest poruszonych i na pewno nie zero - jedynkowo, nie mówię, żeby się do czepić do Ciebie, ale po prostu tak myślę o tym

Wiesz, co jest największą nagrodą, za tego bloga ? Że na priv napisał do mnie kolega, co siedzi w Anglii i pracuje i podziękował mi za tego bloga, bo dostrzegł w nim rzeczywistość, która go otacza, problemy i emocje z którymi się styka, a których nie znajduje w świecie PUA, rozwoju i nadmuchiwanej zajebistości. Powiedział mi i przypomniał o takich miejscach i takim życiu w którym, Twoim marzeniem nie są studia, wakacje w Hiszpanii, wypaśna bryka, żona i kochanka i podniecanie się całym tyglem między nimi, ale o rzeczywistości w ktorej przychodzisz z pracy, marzysz o prysznicu i idziesz spać, a nad Tobą są tacy koledzy, jak nasz w komentarzach, którzy widzą w Tobie tylko złodzieja, krętacza, nieudacznika.

Portret użytkownika Kołboj

Możliwe, że nie tak

Możliwe, że nie tak zrozumiałem bloga bo komentarze Twoje są nieco sprzeczne z ponurym blogiem.
Chodzi o ten cały pieprzony hajs i status społeczny. To wszystko ważne ale róbmy to by być sami szczęśliwi, laski te mądre bo tylko o tych myślę, że możemy gadać, takich szukamy, lecą na facetów SZCZĘŚLIWYCH nie bogatych, dzianych dupkach tylko na SZCZĘŚLIWYCH, pogodzonych ze sobą.

Ta Hiszpania to właśnie nie dla lansu i bansu a dla zobaczenia po prostu piękna tego świata i ludzi i innego gatunku człowieka, nie lepszego, gorszego a innego.

Portret użytkownika Kołboj

Ja obecnie do szczęśliwych

Ja obecnie do szczęśliwych nie należę, nie narzekam na brak kobiet. Jednak te co lecą na nieszczęśliwych czy chwiejnych to kaliber też uszkodzony można rzec. Laughing out loud

Generalnie dużo ludzi ma ''na bani'' to znak naszych czasów, zmiany pewnych konwencji, kryzysu rodziny jako jednostki społecznej, wszechobecnej biedy, tego nie wiem.

Co do Karolka, rozumiem i

Co do Karolka, rozumiem i dziękuje za rzeczową odpowiedź.

Rzeczywiście jest trudniej. Jednak mam kolegę który robi dokładnie to co ja. Jest typowym Karolkiem z pipidówy ( nawet wygląda jak taki karolek), który ogarnął biznes i idzie do przodu jak burza. Bardzo go lubię i szanuje. Wiele osób się z niego śmiało, kobieta go zostawiła. Ja mu kiedyś powiedziałem, że jak mi się noga podwinie to idę Damian do Ciebie;) Cały czas mu kibicuję.
Ja i on zaczynaliśmy od totalnego zera. Mi sprzyjało tylko duże miasto i to, że jestem tu od urodzenia.

Też mam problemy z ang. Gdzie nie pojechałem za granicę to się spinałem bo nie miałem tej swobody. Rzuciłem się w końcu na głęboką wodę i poszedłem do Native Speakera. Jest dużo lepiej i załatwiam już większość spraw prywatnych i biznesowych. Mija rok...

Dlatego jutro Pierrot idziesz i zapisujesz się na JĘZYK ANGIELSKI. Taka prawda bracie. Nie żaden kurs tylko NS. Nie uważam, że dziś bez ang jesteś dupa, ale nie będę sobą
i powiem:

JESTEŚ dupa! Tak jak ja mając 28 lat.

W ogóle kto na tym forum ma lipe z angielskim to niech zapierdala się uczyć!!! Nie będę tego już argumentował ok??

Bydgoszcz to też fajne i duże miasto, z tego co słyszałem. Jednak pomijając jej perspektywy to powinieneś ROZWAŻYĆ wyjazd np do WWA.
Nie obraź się, ale politowanie u mnie budzi wyliczanie kosztów w ten sposób. Takie dodawanie jedno do drugiego!!! Już mam przed oczami pewne osoby, które tak wyliczały.
Często w takich wypadkach trzeba dokonać wyborów. Robienie trzeciego kierunku studiów zawsze mnie zastanawiało i budziło wątpliwości..
Niestety czasem należy podjąć radykalne kroki, a mieszkając w Polsce to już w szczególności;) Ja jestem tego doskonałym przykładem.
Warszawa i kawalerka?? Może warto spróbować z kimś?? Jeśli nie masz obecnie nikogo to tym bardziej. Może nabierzesz świeżości. Snoofi chyba wypruł tak na spontanie do WWA i jakoś sobie radzi;) (jeśli się mylę to przepraszam).

Studia zastąpiłbym angielskim i jeszcze by na hiszpański lub niemiecki zostało ( w normalnym trybie) AC i OC ponad dwójkę?? Zmień samochód!! tym bardziej jeśli taką kwotę wrzucasz jako ciężar na jedną stronę wagi;)
W stolicy też często auto nie jest potrzebne, ale to zależy od branży.
Oczywiście łatwo mi się pisze, ale dodam jeszcze do pieca i powiem, że na to wszystko był czas i można było próbować;) Jednak wiem też po sobie, że w tym wieku to wszystko jest możliwe.
Jak masz teraz perspektywę to się tego trzymaj.

A tak a propos starania się i roboty

Kiedyś sam biegałem z ulotkami, dziś biegają z moimi. I jak im daje te ulotki to nie mówię:

"Jak kurwa zobaczę, że leżą w jakimś śmietniku to macie przejebane". Tak mi zawsze mówili pracodawcy

Mówię im " możecie je wyjebać do śmieci, ale jak będziecie je rozdawać to na 99% zobaczę odzew, będzie więcej hajsu to podziału dla Was, będzie dłużej robota i kto wie co będzie dalej" mniej więcej tak to idzie;)

Jak pracowałem to nigdy ani jednej ulotki nie wyrzuciłem do śmieci. Moich też nie wyrzucają..

Portret użytkownika Kołboj

''Jak pracowałem to nigdy ani

''Jak pracowałem to nigdy ani jednej ulotki nie wyrzuciłem do śmieci. Moich też nie wyrzucają.''

I to jest KWINTESENCJA prawdy o życiu, koniec kropka.

Dawać z siebie dla siebie wszystko, innym dawać też dobrą energię, a na złą reagować.