Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Czy jesteś gotowy na związek?

Cześć,
pisze tego bloga jako swego rodzaju pamiętnik, przestroga dla innych, tez jakoby uświadomienie sobie, ze mam problemy z własną psychiką. Jak ktoś mnie chce zjebac, niech to śmiało zrobi, jeżeli ktoś chce doradzić do jakiego specjalisty powinienem się wybrać, chętnie wysłucham gdyż nie chce już tak żyć. Chce zacząć cieszyć się życiem, przyjmę wszystko od bluzg po słowa wsparcia.
W temacie podrywania, jestem długo bo gdzieś od 2016 roku, zaczynałem jak miałem 15 lat. Początki jak to początki bywały różne, jakieś flejki, jakieś chore akcje, dużo klubów, generalnie apetyt rósł i stawałem się coraz ciekawszym grajkiem, nie miałem orgii, nie ruchalem modelek z okładek, ale jakieś sukcesy miałem, byłem zadowolony z tego jak mi idzie, choć wiadomo, zawsze mogłoby być lepiej.
Pamietam, jak mając 18 lat, będąc w drugiej klasie liceum, ciesząc się życiem poznałem pewna dziewczynę, później jak się okazało pierwsza partnerkę z która „planowałem życie” .
Pierw jak ją spotkałem w klubie i wziąłem numer to dostałem zlewke, bo niby matura bo niby to bo niby tamto ok. Zaakceptowałem to, olalem temat, później po raz drugi ją spotkałem jakoś w czerwcu tego samego roku pańskiego 2019. Znów w tym samym klubie. Odnowiliśmy kontakt, spotkaliśmy się, jakoś wyszło i nasza relacja trwała od lipca do stycznia 2020 roku, po mojej studniówce definitywnie to zakończyliśmy. Ona mnie zostawiła i wróciła w ciepłe kapcie, pod tytułem ex. Jeszcze w międzyczasie była akcja, jak byliśmy pokłóceni ze niby tam z jakimś kolega się całowała. Zabolało, ale jako, ze byłem nieopierzonym chloptasiem, olalem temat i żyłem dalej. Wybaczyłem.
W styczniu 2020 roku, kiedy rzeczywiście nasza relacja dobiegła końca, to można by powiedzieć, był początek mojego końca, końca mojej pewności siebie, bycia szczęśliwym, sylwetki. Wszystkiego.
Kiedy zaczynałem odbudowywać siebie, zbierać gruzy po pierwszej miłości, wtenczas wybuchła pandemia, czas kiedy wszystko było zamknięte, lasy, maseczki na ulicach, generalnie fatalnie.
Myślę, ze znakomita większość osób zgodzi się ze mną, ze po rozstaniu ważne jest by wychodzić do ludzi i żyć, a przynajmniej nie wegetować. Choć przyznam, ze cieszyłem się z takiego rozwoju wypadków, ze względu na to, ze mogłem się przygotować do matury, był to mój priorytet, powiedziałem sobie, ze zdam świetnie maturę, pójdę na dobra uczelnie a reszta jakoś się ułoży. Od stycznia do czerwca moje życie to była ciągła nauka, nie żeby mi to jakoś przeszkadzało. Był jasny cel, sposób jego realizacji tez nie był zagadka, po prostu działałem.
Mijały miesiące, kobiety zeszły na dalszy plan, liczyłem się ja i moja matura. Kiedy byłem po maturze rozpoczęło się coś, co mnie zaczęło wyniszczać. Straciłem swój główny cel, gdyż został on zrealizowany. Matura napisana, czekać na wyniki, cieszyć się z życia, tyle mi pozostało. Brzmi fajnie, No ale pandemia troszkę mi przeszkodziła w takim całkowitym cieszeniu się życiem.
Wakacje spędzałem z moim dobrym kumplem, trochę podrywaliśmy, trochę piliśmy, jednak wewnętrznie czułem się samotny, mimo iż poznawałem kobiety, miałem z nimi przygody, to było coś czego nie chciałem - wracałem uczuciami do byłej, do kobiety która mnie zraniła, ale jednak bądź co bądź byłą taką swego rodzaju pierwsza miłością.
Wakacje dobiegały końca, postanowiłem zmodyfikować swoje plany, zrezygnowałem z wyjazdu na studia, na rzecz prowadzenia firmy oraz studiowania tu na miejscu. Byłem ciekaw nowego otwarcia, jak to się potoczy, studia w każdym gronie były zachwalanie jako zajebisty czas, czekałem na to z podnieceniem. No i niestety, ale cały pierwszy rok przekiblowalem w domu ze względu na to, ze zajęcia były zdalnie.
Moje oczekiwania uleciały, było mi przykro z tego powodu, poczułem się oszukany, ograbiony , barbarzyńsko wychujany przez życie, przez los.
Wakacje 2021, sesja na pierwszym roku została zdana, skłamałbym żeby wymagała ode mnie choćby ksztu wysiłku, ów wakacje znów spędzałem z moim serdecznym kumplem, znów jakieś wypady, piwko, ale na szczęście w czerwcu/lipcu wróciło miejsce w którym zostałem wykreowany, stworzony i nauczyłem się wszystkiego od tańca po szybkie domknięcie.
Pierwsze dwa trzy wyjścia były całkiem spoko,
jakieś nowe znajomosci, jakieś Kc, generalnie powroty do formy. Co ciekawe, po takim czasie ciągle! wyjściu miałem ogromny ból, ze jestem sam, ze brakuje mi takiej prawdziwej partnerki, która mógłbym kochać i która kochała mnie.
W sierpniu poznałem swoją dziewczynę, nazwijmy ją Karolina.
Karolina, 17 latka, która bądź co bądź mnie zaintrygowała swoim wyglądem, zachowaniem i całokształtem, podobno drugi raz w klubie, akurat trafiła do „mojego klubu” miejsca gdzie byłem znany, lubiany. Spędziłem z nią 4 godziny na rozmowie, było nam ze sobą dobrze. Raz się chyba nawet całowaliśmy, choć przyznam, że robiła to niechętnie. Jakoś w sercu czułem, że to taki nieoszlifowany diament. Wziąłem instagrama i do niej napisałem. Wywiązało się kilka spotkań, po jednym z nich, gdzieś na początku października spotkałem ją znów w moim klubie, na początku zrobiła mi drame, ze podrywam jej koleżanki i ze wychodzi na to, ze robię jej sieczkę z mózgu, bo się odzywam rzadko, spotkania raz na tydzień i tak dalej. Porozmawiałem z nią i powiedziałem, ze to nie tak, ze ja zlewam ale mam swoje życie i nie mam zamiaru się z nią kontaktować 24/7 i nie podrywałem jej koleżanek tylko wiążąc buta dla żartów powiedziałem, ze szukam zony (nie wiedząc, ze to jej koleżanki). Wielki mi podryw. Rozeszliśmy się No i generalnie myślałem, ze wszystko idzie w dobrym kierunku, kiedy to na tej imprezie zobaczyłem jak pocałowała się z jakimś gościem. Podszedłem, podziękowałem za znajomość i chciałem isc. Nie dawała mi spokoju, powiedziała ze ona nie wiedziała czy ja do niej coś czuje, czy ja się nią nie bawię bo ona jest młodsza, a ja starszy, z firma. Czy nie robię jej przypadkiem sieczki z mózgu.
Dałem się uprosić na to, abyśmy kontynuowali nasze spotykanie, choć przyznam ze miałem mieszane uczucia, zaufanie spadło choć tłumaczyłem sobie, ze nie byliśmy razem oraz ze widzieliśmy się z 5 razy. To za mało żebym od niej czegoś wymagał. Jednak od wtedy poczułem, ze mój ster w tej relacji został lekko rozjebany, choć jakoś się trzymałem.
Relacja trwała dalej, spędzaliśmy ze sobą czas, były pocałunki, choć cholera nie dawała się tak łatwo pocałować, bardzo długo trzymała mnie na dystans. Przepraszam drogi czytelniku, ale jednak nie pamiętam dobrze czasu od początku października, czyli tego wydarzenia do listopada. Mam nadzieje, że mi to wybaczysz. Dla lepszego czytania uznajmy, że nic ciekawego się nie działo w tym okresie. Ot normalnie się spotykaliśmy.
Jednak mimo iż znaliśmy się od połowy sierpnia, a był listopad wciąż i nadal byliśmy na początkowej fazie. Nie byliśmy oficjalnie w związku, ustaliliśmy to 10 listopada, prawie trzy miesiące po zapoznaniu.
Związek wynikł z mojego zapytania, potwierdziliśmy to 13 listopada bo trzy dni wcześniej było to po alkoholu. Byliśmy w związku, choć przyznam, że przez te dwa tygodnie nie był to według mnie dobry związek, Karolina wolała iść sama na imprezę do znajomych, widać było ze nie była pewna tego związku (co mi sama przyznała po czasie)
Pod koniec listopada w sobotni wieczór zadzwoniła do mnie Karolina, ze nie wie co zrobić bo dostała dziwny telefon, znajomi z gimnazjum odezwali się po latach na imprezkę. Odradzałem, choć dawałem wolny wybór, mówiłem ze będziemy mogli tam wpaść razem za tydzień czy coś podobnego. Powiedziała, że porozmawia z koleżanką czy by z nią pojechała i da mi znać.
Jak zadzwoniła drugi raz, to niby byli już pod jej domem. Pojechała tam z koleżanką. Na początku byłem okropnie zestresowany, przypomniała mi się sytuacja z początku października, bałem się.
Dostawałem od niej smsy w nocy, że już kilka osób życzy nam szczęścia, że czeka na nasz kilkudniowy wyjazd do Wrocławia. Byłem szczęśliwy, myślałem, że moje obawy były irracjonalne, jednak jakoś w południe dostałem od niej smsa, że wydarzyła się „krzywa” akcja, jakiś gościu nie rozumiał słowa „NIE” i ją ciągle zaczepiał, jak przechodziła do toalety to ją przyciągnął i siedziała mu pewien czas na kolanach, niby kilka minut, później jeszcze zarzucał jakieś teksty, że pewnie dobrze się całuje (tutaj nie pamiętam, czy mu nie powiedziała, że ma chłopaka). Nic mu na to nie odpowiedziała.
Ten typ znów chciał, aby mu usiadła na kolanach, jak przechodziła ale jakoś się od niej odczepił, z opowieści wiem, że podobno oderwała swoją rękę od niego. Jak wracała do domu, a w sumie wracali samochodem to specjalnie poszła do przodu, aby ten gościu jej nie zaczepiał, jednak łapał ją za rękę, ona podała mu tą rękę, tak jak się z kimś witasz.
Chciałem zerwać, bardzo mnie to bolało, straciłem zaufanie. Moja pewność siebie upadła, straciłem jakiekolwiek zaufanie do kobiet, moja pierwsza dziewczyna którą bardzo kochałem całowała się z jakimś kolegom, Karolina, kobieta z którą bardzo uważałem, również mnie zraniła. Jednak będąc całkowicie szczerym, bo bez takiego założenia to co pisze nie ma większego sensu, od tego wydarzenia czyli końca listopada jest ona cudowną dziewczyną, której można bardzo mało zarzucić, wiele razy rozmawialiśmy na ten temat, na temat tego wydarzenia, pytała mnie się, w jaki sposób może naprawić swój błąd, bo ona nie wie co może jeszcze zrobić, stara się jak może, jeździ 40 km autobusami, gotuje, spełnia moje zachcianki, zmieniła nawet swoje plany na studia, aby zostać bliżej mnie. Robi wszystko, staje na głowie. Odwołała nawet wyjazd do Norwegii (miałaby go za darmo, gdyż miała jechać z koleżanką, z którą byłą wtedy na tej imprezie. Gdyż ja nie do końca się dobrze na to zapatrywałem, choć niczego nie rozkazywałem, ani nie kazałem)
Karolina traktuje mnie idealnie, czuje, że jestem dla niej naprawdę ważny.
Jest maj, od owej akcji minęło ponad 120 dni, w tym masę spotkań, jej zaangażowania, zorganizowanych randek na przykład w teatrze, choć jedna rzecz się nie zmieniła. Nie zmieniło się to, że bardzo mnie ten temat gryzie, nie potrafię z tym żyć.
Choć przyznam, że to raz przychodzi a raz odchodzi. Odchodzi kiedy jestem z nią, kiedy łapie mnie za rękę, kiedy mnie całuje, kiedy mówi, ze z nikim nie była taka szczęśliwa, kiedy widzę jej rozwój jako osoby, jak się rozwija. Wraca kiedy mam za dużo wolnego czasu, kiedy myślę o tym, że ona nie jest tylko moja, że siedziała jakiemuś typkowi na kolanach, że ta relacja nie jest taka nieskazitelna, że ona do czegoś takiego się dopuściła, mimo iż jestem jej pierwszym partnerem, to jednak czuje się czymś takim zdradzony. Boli i to bardzo.
Zastanawiam się nad odejściem, ze względu na to, że chyba nie potrafię tego listopadowego wydarzenia zaakceptować, mimo iż znakomita większość osób mówi mi, że to nie powód do rozstania, ponadto widać, że ona bardzo tego żałuje, czy to po jej zachowaniu, czy po słowach (miedzy innymi po tym, że czuje się gorsza od tego czasu w naszej relacji)
Nie chce tracić jej życia i swojego zdrowia psychicznego swoją pizdowatością, tym, że nie potrafię czegoś zaakceptować. Każde jej potencjalne wyjście solo to mój stres i strach, ze coś się odjebie ALE bardziej od tego gryzie mnie przeszłość.
Czuje, że jest mi bliska gdy z nią przebywam to jestem szczęśliwy, chce dbać o jej dobro. Gdyby nie te wydarzenia z przeszłości to nie miałbym do niej żadnych zastrzeżeń, gdyż jest ciekawym materiałem na kobietę z którą można spędzić życie.
Karolina nie jest niczego świadoma, pewnie jakbym jej powiedział, że rozważam odejście to by się rozpłakała i błagała, abym tego nie robił. Często nie chce tego robić, ale są momenty, jak dziś, że to co było ma na mnie ogromny wpływ. Noszę ogromny krzyż z przeszłości.
Puentą tego bloga jest to, że Krzysztof nie został odbudowany po rozstaniu, tylko założył maskę, maskę pewnego siebie gościa, którym rzeczywiście kiedyś był, nie odpracował poprzedniego związku, mimo iż od rozstania minęło 1,5 roku. A teraz? Teraz jest z kobietą, która go „kocha” (no właśnie Kocha, jak siedziała jakiemuś gościowi na kolanach?), ale przede wszystkim nie radzi sobie ze sobą.
Pamiętam jak kiedyś nie rozumiałem co oznacza gotowość na bycie w związku, traktowałem to pobłażliwie, teraz za to pokutuje, pokutuje potwornie, czasem stanami depresyjnymi.
Drogi czytelniku, jeżeli kiedyś wejdziesz w związek, nie będąc na niego rzeczywiście gotowym, to wiedz, że życie obnaży twoje słabości. Zostaniesz nagi, tak jak ja, liczę jednak, że będziesz mądrzejszy i podejmiesz słuszna decyzję.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Mendoza

Krzysiu nie tyle nie jest

Krzysiu nie tyle nie jest pewien siebie co nie ma zaufania do samego siebie.
Zaufania, że sobie poradzi nawet jak się wydarzą nieprzewidywalne rzeczy.
Nie wie też jak postępować w życiu w którym jest wiele niewiadomych ponieważ brakuje mu doświadczenia. Krzysiu ma około 20 lat i nie odbiega zbytnio od swoich równieśników. Różni go jedynie to, że się nad sobą zaczyna zastanawiać, co jest moim zdaniem dobre dla charakteru i MOŻE prowadzić do mocnego rozwoju.

Krzysiu ma lęki, lęk przed stratą, odrzuceniem, zdradą itd. Krzysiu boi się temu lękowi spojrzeć w oczy, dlatego stoi w miejscu.

Czy umrzesz gdy Ciebie kobieta zdradzi?
nie
Czy zostaniesz wtedy na zawsze sam?
też nie

Żadna relacja nie jest nieskazitelna. Ty też nie.

Stań oko w oko z tym czego się boisz, inaczej lęk Ciebie zeżre żywcem.

PS.

W życiu nic się nigdy samo nie ułoży, nie ma łatwych związków, są tylko łatwe ucieczki. lecz... przed sobą uciec się nie da.

Hej Mendoza, bardzo dziękuje

Hej Mendoza, bardzo dziękuje za odpowiedz. Przyznam szczerze, ze byłem przygotowany na chłostę, a zostałem miło zaskoczony, ze ktoś mnie nie ocenia, nie mówi ze pierdole głupoty i powinienem zając się poważnymi problemami, tylko rzeczywiście postarał mi mądrze odpowiedzieć. Niestety, ale wśród bliskich każdy ma mnie gdzieś.
Mam lat 20, w październiku 21.
Naprawdę chciałbym się zmienić, z całego serca chciałbym zapomnieć o tym listopadzie, cieszyć się tą obecna Karolina. Ta dziewczyna wciąż mnie zaskakuje, dziś podczas rozmowy, powiedziała, ze w sumie dziwinie się czuła jak mój kolega przytulił ją na przywitanie, ze ona nie czuje takiej potrzeby, ze ją to nawet odrzuca.
Zastanawia mnie to wszystko.
Moim problemem jest rozpamiętywanie tej przeszłości i tak z logicznej strony robienie z siedzenia na kolanach niewiadomo czego, jednak no zabolało.

Masz jakieś pomysły jak mogę pracować nad sobą? W piątek idę na kolejna sesje psychoterapeutyczne, miałem mieć za miesiąc, ale no kryzys mnie dopadł i solidny.

Portret użytkownika Mendoza

W życiu wszyscy mają Ciebie w

W życiu wszyscy mają Ciebie w dupie. Nikt nie jest za Ciebie odpowiedzialny.
Jesteś tylko i wyłącznie zdany na siebie. Ludzie Ci czasem pomogą, owszem, ale nie liczyłbym na to, bo nie masz na to wpływu = nie możesz na tym polegać.

Przeszłość... Ta dziewczyna ma 17 lat chłopie, przypomnij sobie jaki Ty byłeś "mondry" w tym wieku. Ona może nawet nie wie jak stanowczo powiedzieć "NIE", bo boi się odrzucenia grupy, co jest powszechne u nastolatków. Pozwól jej czasem być głupią, co nie czyni ją bezwartościową. Ona też do końca nie wie co ze sobą zrobić. Jesteście na podobnym etapie życia. Wybacz sobie, żeś czasem pizdeczka, nie martw się, nie ty jeden.

Chłopie, ten 'bul', że łona siedziała na kolanach, już dawno minął, robisz z niego ołtarzyk i codziennie pielęgnujesz. Może coś innego Ciebie boli, coś w sobie, może w niej, ale nie potrafisz tego ująć w słowa i nazwać.

Madrzejsi sie tu pewnie

Madrzejsi sie tu pewnie wypowiedza, takze ja mam do napisania tylko tyle, ze krzysiu nawet bedac w zwiazku moze zmienic sie na lepsze.

Tym bardziej skoro ma motywacje zrobic to ze wzgledu na swoja milosc (to potrafi byc dobra motywacja do dzialania na poczatku, a gdy wejdzie juz to w nawyk to mozna to latwiej robic dla siebie).

Zawsze jest na to czas. Takze niech Krzysiu walczy bo Krzysiu ma wystarczajaco wiele sil na to Wink I niech ta maska przestanie bc tylko maska.

"Zamykając rajskiego ptaka w

"Zamykając rajskiego ptaka w klatce to wiedz,ze przy najbliżej okazji on ucieknie lub zdechnie w niewoli" - czy jakoś tak to leciało.

Nie próbuj zapomnieć, im bardziej będziesz się starał to osiągnąć tym bardziej będziesz o tym myślał. Pogódź się z tym. Stan się takim człowiekiem jakim chcesz być a wtedy partnerka nawet nie pomyśli o siadaniu komuś na kolana lub czymś innym.

Następnie z nią porozmawiaj. Bez emocji, powiedz, że Cię to dręczy co jakiś czas i nawraca jak bumerang. Uświadom ja, ze swoim zachowaniem odbudowała Twoje zaufanie, jednak czasem Ciento gryzie a także że jeśli podobna krzywa akcja się powtórzy to będziesz zmuszony się z nią rozstać. Powiedz jakby to było normalne, daj jej się wygadać i zakończ temat lub sam odrazu go zakończ.

Tak ja bym postąpił a Ty zrób wszystko w zgodzie z sobą.