
Wpis tworzę bardziej dla siebie, żeby za rok, przy tworzeniu kolejnego bilansu spojrzeć i porównać jak bardzo się rozwinąłem. Z tego powodu jest on bardziej ogólny, nie zamierzam w nim opisywać szczegółowo akcji. Jeśli znajdzie się na takie opisy popyt to w najbliższym czasie postaram się coś napisać.
Za oknem mróz, skrzypienie śniegu towarzyszy krokom przechodniów. Spoglądam przez nie zamyślony. Zbliża się koniec rok, czyli czas podsumowań. Niczym księgowy zamykający rok obrotowy, tworzący bilans roczny, rozmyślam nad tym jak ten rok się dla mnie układał. Czy będę w stanie przedstawić radzie nadzorczej, w osobie mojego wewnętrznego „ja”, satysfakcjonujący wynik?
Pozwolę sobie podzielić ten rok na okresy:
I. „Okres frajera”, czyli zanim trafiłem na tą stronę. Uznawany za przystojnego faceta, ale cholernie nieśmiałego, dotychczasowe wszelkie związki wyglądały w ten sposób, że to dziewczyny mnie podrywały, gdyż ja najprościej w świecie nie miałem na to odwagi. Było tylko jedno miejsce, gdzie czułem się pewny siebie, panem sytuacji. Na macie, podczas treningów, zawodów. Przy kontaktach z kobietami ciągle z tyłu głowy siedziała myśl, że jestem cipą, po cholerę ćwiczę kung fu, co mi z tego, że prawie z każdym jestem w stanie wygrać walkę, jak boje się zagadać do dziewczyny. To mnie motywowało do działania, trochę dodawało odwagi, ale zaznaczam, że przy podejściach nie znałem wtedy podrywaj.org ani nie wiedziałem kompletnie o istnieniu społeczności PU. Więc głęboko zakorzenione iluzje swoje robiły, kupowanie dziewczynom drinków, żałosne komplementy itd. Długa lista by się uzbierała, ale wolę się nie rozpisywać w tym zakresie i nie kompromitować
Okres ten kończy się optymistycznym akcentem, czyli momentem znalezienia w odmętach Internetu dzieła pana prezesa Gracjana.
II. „Okres teoretyka” rozpoczynający się pamiętnego dnia 18 kwietnia, kiedy to założyłem tu konto, choć zaglądałem tu już wcześniej. Na początku z pewną podejrzliwością, niedowierzaniem zapoznawałem się z serwowaną tutaj wiedzą. Ale chęć zmienienia swoich relacji z kobietami na lepsze była na tyle silna, że przemogłem się. Brzmi całkiem pozytywnie, prawda? Ale jakże to było zgubne. Niemalże codzienne przesiadywanie na stronie, czytanie artykułów, blogów, wpisów na forum. Oczywiście, że podczas lektury napotykałem się na jakże prawdziwe zdanie: „Teoria to uboga siostra praktyki”. I co z tego? Właściwie to gówno. 3 miesiące spędzone przed komputerem, w chuj wiedzy jak poderwać dziewczynę, a zero umiejętności… W tym czasie pojawiły się 2 próby, pierwsza to realizacja zadania z podejściem i zapytania o godzinę, z której nie wyniknęło nic poza tym, że byłem bardzo dobrze zorientowany która jest godzina. Kolejna próba, chociaż i tak nawet takie określenie wydaje się na wyrost, w galerii, ok. 2 godzin krążenia z zamiarem poderwania, ale oczywiście nic z tego nie wyszło.
III. „Okres wakacji” na szczęście w lipcu wyjechałem do Anglii w celach zarobkowych, gdzie zapierdzielałem po parenaście godzin dziennie, dzięki czemu nie miałem czasu ani sił na korzystanie z Internetu a po drugie nie miałem do niego dostępu przez pierwszy miesiąc, czułem się niczym pustelnik w samotni. Zdobyta wiedza odleżała, usystematyzowała się. I nadszedł czas na jej wykorzystanie! Początki jak wiadomo trudne, brak kalibracji, zbyt mocne negi, przeplatane miejscowym piaskowaniem, ale ta satysfakcja ze zdobycia pierwszego numeru: bezcenna! +10 do pewności siebie. Przed powrotem do kraju zaliczyłem parę KC, jeden SC, wszystko na polkach pracujących ze mną. Na podryw w obcym języku nie czułem się na tyle mocny.
IV. „Okres prosperity” trwający od powrotu z wakacji aż po dziś dzień. Niesiony falą sukcesów w Anglii (dla starych wyjadaczy to nic wielkiego, ale wtedy dla mnie to naprawdę było coś), zamierzałem praktykować dalej. Na początku wszystko fajnie, znajomi zauważyli przemianę we mnie. Na jednym ze spotkań usłyszeć od dziewczyny, że uwiodłem ją w klubie pewnością siebie, to naprawdę coś zajebistego, będąc jeszcze pół roku wcześniej ciotą. Niestety popadłem w kolejną skrajność. Postawiłem PU na 1-szym miejscu, moja pewność siebie mnie w pewnym momencie zgubiła, w podświadomości myśl, że mogę zdobyć każdą. Zaniedbałem treningi, wolałem pójść ze znajomymi na imprezę i wyrywać panny niż wylewać siódme poty na macie. Dopiero jakieś 2 miesiące temu wewnętrzny dialog z samym sobą pozwolił mi ponownie określić swoje priorytety, teraz czuję się prawdziwie silny, gdyż czuję, że dzięki tej stronie dokonałem przemiany nie tylko na podłożu relacji damsko-męskich, ale dotyczy to każdego aspektu mojego życia. Realizuję swoją pasję, stałem się znacznie bardziej aktywny towarzysko, cóż tu dużo mówić, jest zajebiście.
I w nadchodzącym nowym roku życzę każdemu, żeby spoglądając na swoje życie mógł z pełnym zadowoleniem stwierdzić, że bierze z życia to co najlepsze.
Odpowiedzi
i wzajemnie;) bo w kupie siła
pt., 2010-12-31 13:45 — promoi wzajemnie;) bo w kupie siła panowie:D