
Witam,
postanowiłem napisać te kilka zdań w momencie, w którym wyszedłem nieco z matni, w której siedziałem kilka lat. Nie jestem może nawet w ćwierci PUA, ale już się nie boję kobiet, domykam z numerami, buzi buzi, przytulanki itd.
Ale pewna rzecz mnie trochę gryzie. Niekiedy widzę i czuję, że kobiety są zainteresowane i chciałyby się zaangażować.
Ja mam jakoś tak, że mnie sumienie gryzie, bo kiedy po iluś tam randkach i wspólnie spędzonym czasie jakoś mnie to wszystko przeciętnie pociąga. Dziewczyna niby jest spoko, bo całkiem ładna i intelektualnie dość wyzywająca, ale to jednak nie to....
Można u nas takie przypadki zwielokrotnić i pomnożyć przez ilość czytających tego bloga. Po każdym domknięciu z numerem się spotykasz i rozpoczynasz procedurę: samiec alfa, pewność siebie, kino, neg, chłodnik, NLP, trochę aktorstwa..
Ale w sumie to dochodzę czasem do wniosku, że to do niczego nie prowadzi. Przynajmniej do niczego konstruktywnego (może oprócz doświadczenia).
Po pierwsze: takie działanie stępia wrażliwość, a podwyższa próg tolerancji na postępowanie nie do końca fair. Nie tylko z laskami. A to ma niewiele wspólnego z męskością.
Po drugie: co z tym, co żeśmy obudzili w tych wszystkich dziewczynach (nawet jeśli było to imaginacją i po pewnym czasie wyszłoby szydło z worka)? Przecież to nie są zabawki. Nawet jeśli wśród nich są bezwzględne sztuki, to zawsze trafi się jakaś poczciwa, równa i do tego piękna dziewczyna, którą zmanipulowaliśmy i porzuciliśmy jak zużytą próbkę, jak fantom, na którym szlifowaliśmy swoje rzemiosło podrywu.
Po trzecie: wielu pewnie myśli (zresztą ja też), że może czas wziąć odwet za te lata WSN-owania. Że one są sukami, które bez manipulacji (nieświadomej lub wyuczonej) porcjowały by nam swoje ciało i możliwość obcowania jak z cieknącego kranu. To wszystko prawda, ale to chyba żadne usprawiedliwienie.
I na koniec: co powiedzieć takiej dziewczynie, którą wyrwaliśmy, a z którą nie wiążemy żadnej najbliższej przyszłości?
"Hej, słuchaj, ale tylko incydentalnie się z tobą zabawiłem, kilka razy wylizałem, (wymacałem, a może i przeleciałem), ale to już koniec. Choć sumie to dzięki, bo się na tobie wydźwignąłem i przełamałem dawny strach. Przybij piątkę. Dobra byłaś, ale lepsze jest wrogiem dobrego. Cześć."
Cały dylemat sprowadza się do tego, jak bez szkody dla nikogo zatrzymać kołowrót, który wprawiliśmy w ruch?
Pozdro
ub11
Odpowiedzi
Polecam
pon., 2011-11-28 15:15 — GDPPolecam przeczytać:
http://www.podrywaj.org/czy_d%C4...
Się ożeń a tak poważnie too
wt., 2011-11-29 23:28 — djtuningSię ożeń a tak poważnie too mi jest tak dobrze a sumienie no cóż coś za coś