
Witam wszystkich użytkowników strony podrywa.org która zmieniła moje życie, strony dzięki której dostałem drugą szansę od życia...
Wpis będzie o mojej bezradności wobec tego co się dzieje na świecie, o tym dlaczego "Bóg" tak postępuje z ludźmi.
Dobra, koniec wstępu, czas na przejście do tematu, czas wyrzucić swoje smutki i żale.
Więc zaczynając od samego początku, zajrzałem pierwszy raz na stronkę we wrześniu dwa lata temu, chciałem zmienić swoje życie, chciałem zmienić swoje podejście do kobiet, oraz chciałem aby one zmieniły swoje podejście do mnie... Można stwierdzić że mój cel został osiągnięty. Zaczołem uwodzić dziewczyny, (nie powiem, z początku nie szło zbyt łatwo, ale wraz z biegiem czasu i zdobywaniem doświadczenia szło coraz lepiej). Aż w pewnym momęcie spotkałem tą jedyną z którą wiedziałem że chce zostać na dłużej, kobietę do której zrobiłbym więcej niż dla innych... Wiedziałem że ona odwzajemnia swoje uczucia... Kurwa nie mogę ;(
Staliśmy się parą, odwzajemniała moje uczucia, wszystko było pięknie aż do 19 sierpnia tegoż roku, lekarze wykryli u niej nowotwór złośliwy. Chciała się rozstać z tego powodu, bo nie chciała ranić moich uczuć, nie chciała abym przeżywał to co właśnie przeżywam. Nie mogłem jej zostawić. Więc się nie poddałem i dalej z nią jestem, pragnołem dać jej najlepsze emocje jaki jestem w stanie stworzyć. Emocję, tylko dlaczego tak późno ;(
24 września przeszła skomplikowaną operację, ale Polska medycyna jest bezradna ;( Jest podtrzymywana przy życiu przez aparaturę, lecz lekarze nie dają jej dużo czasu, dają max tydzień.
Pisze tego bloga w wielkich emocjach ze łzami w oczach, wróciłem dopiero ze szpitala i nie mam po prostu komu się wyżalić. Nie oczekuje od was słów pocieszenia.
-----------------------------------------------------------
------------ZAKTUALIZOWANY 01 PAŹDZIERNIKA 2011r-----------
-----------------------------------------------------------
Nie wiem od czego dokładnie zacząć aktualizując wpis. :?
Wczoraj ok 18:00 wróciłem ze szpitala, od swojej ciężko chorej (Ukochanej) dziewczyny. Przyznam że byłem bardzo zmęczony (praca robi swoje) do tego natłok myśli o Niej zmęczył mnie psychicznie. W domu udałem się pod prysznic, zrobiłem kolację po czym położyłem się spać. Dziś rankiem o ile 3:30 można nazwać rankiem. Obudził mnie telefon, wstałem zaspany, podnoszę komórkę na którym wyświetlił się napis "szpital". Zaatakował mnie natłok złych myśli, z wielką niepewnością wcisnąłem zielony przycisk. Pot zaczął spływać mi po czole, ręce zaczęły drżeć, przytknąłem telefon do ucha i wydusiłem załamanym głosem "Camper słucham". Usłyszałem, "Dzień dobry, tu dr Stanisław B. ze Szpitala Ginekologiczno-Położniczego. Przepraszam że budzę lecz, mam dla pana wiadomość o stanie zdrowia Dominiki, czy mógłby pan przybyć do naszej placówki??" Po czym dodał "Proszę się nie martwić mamy panu do przekazania dobre nowiny". Odparłem "Zaraz będę". Po czym szybko coś odziałem wsiadłem w samochód i dzida do szpitala. Dopiero po chwili, siedząc w samochodzie uświadomiłem sobie co się stało. Dotarło do mnie że po wejściu do pokoju szpitalnego nie zastanę tam pustego łóżka...
(Wszystkie złe myśli zastępowały te dobre i ciepłe)
Po dotarciu na miejsce pobiegłem do pokoju szpitalnego, siedział tam dr Stanisław B. z którym rozmawiałem przez telefon. Obok, na łóżku widziałem Dominikę, na jej twarzy spostrzegłem lekki uśmiech. Nie zbaczając na lekarza, podszedłem do swojej ukochanej i ucałowałem Ją. Dr. powiedział że stało się coś czego medycyna nie jest w stanie wyjaśnić. Nowotwór zaczął się "cofać". Spytałem jak to jest możliwe i czy medycyna miała już takie przypadki? Odparł że, z medycznego punktu widzenia nie wie co się stało, dodał że medycyna miała już takie przypadki, ale procent szans na wyzdrowienie pacjentki był praktycznie zerowy.
Gdy usłyszałem "dobrą nowinę" uściskałem lekarzowi stanowczo dłoń, dodając szczere "Dziękuję".
Doktor wychodząc powiedział abym nie siedział zbyt długo z nią, ponieważ wciąż jest słaba i powinna spać. (Nie dziwie się, w końcu było strasznie wcześnie)...
Nie wiem co się dokładnie stało, do teraz nie dowierzam. Czy to magia Miłości, czy też wsparcie użytkowników portalu internetowego podrywaj.org. Czy też szczera modlitwa do której namówił mnie "fan" i inni użytkownicy, sprawiła że "stał się cud".
To co się stało uświadamia mi wiele, otwiera przede mną inne spojrzenie na świat i wszystko co go otacza.
Pozdrawiam wszystkich
Odpowiedzi