Witam mam 17 lat i uczęszczam do LO. Postanowiłem założyć konto(na pewno nie zaszkodzi
), bo nie wiem co zrobić(wyjechać za rok na studia i zerwać kontakt z rodziną czy kontaktować się co tydzień
). Może opiszę trochę swoją przeszłość(można dobrą książkę napisać
). No to zaczynam.
W młodości byłem nieśmiały do starszych osób i strasznie wrażliwy. Dobrze mi się dogadywało z rówieśnikami(o dziwo z rówieśniczkami jeszcze lepiej
). Po pewnym czasie moja nieśmiałość przemieniła się w obawę przed kobietami(może mam jakiś uraz z dzieciństwa, muszę nad tym pomyśleć). W dzieciństwie i w moim młodym życiu(do wieku 15 lat) miałem sporo przyjaciół(najlepszym był kuzyn z którym bardzo dobrze się dogadywałem). W wieku 14 lat poznałem na weselu fajną dziewczynę(przez 8h zatańczyliśmy tylko raz i porozmawialiśmy z 15 minut, a to wszystko przez mój paniczny strach). Co ja przeżywałem jak się w niej zakochałem... nie macie pojęcia... Świat mi się zawalił. Miesiąc po weselu okazało się, że mój dziadek jest poważnie chory i niedługo umrze. Był dla mnie kimś więcej niż rodziną i najlepszym przyjacielem. Bardzo się z nim zżyłem. Po śmierci bardzo mocno się załamałem(na dodatek kuzyn przestał się ze mną przyjaźnić; do dnia dzisiejszego nie wiem o co mu chodziło. Nie gadamy nawet na spotkaniach rodzinnych).
Przejdę teraz do przyjemniejszych rzeczy. Ostatnio poznałem fajną dziewczynę(6 lat starsza) i o dziwo nie bałem się aż tak mocno(była mała niepewność). Zarąbiście mi się z nią rozmawiało i nie musiałem ciągnąć rozmowy(po prostu nie miała żadnych zahamowań przede mną
). Może coś z nią pokręcę, a jak się nie uda to trudno będzie inna
.
Ostatnio czuję, że mam wszystkie opinie na swój temat w dupie i robię wszystko na 120% swoich możliwości Przeczytałem kilka książek i doszełem do takich wniosków. Niestety od najmłodszych lat brałem wszystko do siebie
. Niedawno na mieście spotkałem kuzyna, który wyglądał na naćpanego. Przeszedłem obok niego i nawet nie przywitałem się, już dawno pozbyłem się go ze swojego świata.
Gdzieś na forum czytałem, żeby olać kontakt z osobami które obniżają moją wartość. Niestety w mim wypadku chodzi o rodziców(mama powiedziała najbliższej rodzinie, że nie zdam matury; mnie i mojego wujka po prostu zamurowało, bo dosyć dobrze się uczę
). Teraz mało co się do nich odzywam. Z kolegami fajnie mi się rozmawia(tutaj niema żadnych problemów). Od kilku tygodni myślę co zrobić, czy żyć tak jak żyłem dalej z rodzicami, którzy nie wierzą we mnie czy wyjechać i zacząć życie z czystą kartką i zero kontaktu 
Przyznam szczerze, że stałem się egoistą i mam w dupie to co będą myśleć moi rodzice. Strasznie się boję zmian, ale nie mam innego wyjścia
. Proszę o jakieś porady, może ktoś był w podobnej sytuacji. Piszcie PW czy tutaj! 
E: Zarąbista stronka 
Pozdrawiam
Odpowiedzi
Z rodzicami to jest taki
pon., 2011-11-07 08:16 — Ojciec DyrektorZ rodzicami to jest taki problem, że jak im coś odpieprzy we łbach to mogą Ci zamrozić zapomogę
, a wiesz jak to się może skończyć. Napisz może co chciałbyś studiować i jak mniej więcej stałbyś z czasem - jeśli miałbyś go stosunkowo dużo, to myślę że powinieneś sobie poszukać jakiejś pracy na pół albo 3/4 etatu. Mając dodatkową kasę możesz już sam się utrzymać, zakładając oczywiście że starzy w przypływie złośliwości nie anulują Ci całej kasy. Najlepiej nie mówić im że masz źródło dochodu, jak już będziesz na studiach to nie chwal się też im żadnym stypendium ani inną okazyjnie wpadającą kasą (choć oczywko stypendium wpada co miesiąć
). Jeśli masz z nimi złe relacje, to myślę że nie ma tego co drążyć, wchodzisz w dorosły świat, a oni nie powinni Ci tego utrudniać, a wiesz mi że mogą próbować. Żeby przeżyć miesiąc na pewnym poziomie, myślę że 1000 zeta to minimum, dysponując taką kasą może być problem z zapisaniem się na jakieś dodatkowe zajęcia, pokroju angiel, siłka, sztuki walki, taniec, i jednocześnie balowaniem, więc z czegoś będziesz musiał zrezygnować (albo po prostu wybierzesz jedne ekstra zajęcia, o ile chcesz, a jeden dzień imprez w tygodniu odpadnie). Myślę że wycieczka na drugi koniec Polski dobrze Ci zrobi - usamodzielnisz się i pozbędziesz kłopotów, kontakt też ograniczysz do minimum. Jak po dłuższej przerwie oni dalej będą mieli pretensje i fochy - to już wiesz że się nie zmienią. Pozdrawiam.
Wybrałem 3 kierunki studiów
pon., 2011-11-07 18:47 — dehajlovicWybrałem 3 kierunki studiów na politechnice i do tego dążę:
-budownictwo(drogownictwo),
-matematyka,
-elektrotechnika,
oczywiście studia stacjonarne
. Za kilka miesięcy matura a od czerwca wybiorę się do pracy(Belgia, więcej $$$:)) we wrześniu wracam i wyjeżdżam do większego miasta. Raczej zamieszkam w akademiku(mniej kosztuje niż wynajęcie jakiejś kawalerki). Mam odłożone trochę grosza na "czarną godzinę"(myślę, że na 8 miesięcy przeżycia starczy
), a zapomogi(niewiele
od rodziców dostaję w wypadku moich urodzin i świąt Bożego Narodzenia 
Pozdrawiam
No to kiedyś będziesz mgr.
pon., 2011-11-07 21:32 — Ojciec DyrektorNo to kiedyś będziesz mgr. inż
, niezły wybór. Z tymi oszczędnościami to doskonała decyzja, a do tego jeszcze praca w Belgii, świetnie kombinujesz. Będą z Ciebie ludzie
. Co do akademca, powiem Ci, że można się spotkać ze stancją kosztującą dokładnie tyle samo co MIEJSCE w akademie. Nie musisz od razu wynajmować całej kawalerki, bo to koszt co najmniej 1200 zł, ale miejsce w pokoju, albo po prostu cały (jakiś mniejszy) pokoik wyniesie Cię ok 500 zł, zaś miejsce w aka, to w zależności od standardu 270-330, więc 60 zeta różnicy, z tym że ten za 270 to MIEJSCE w 3 osobowym pokoju + kuchnia na korytarzu + łazienka na korytarzu. Minusem kuchni jest koedukacyjność, zaś plusem łazienki jest jej koedukacyjność
, z tym że laski raczej pilnują siebie nawzajem podczas kąpieli, no chyba że zawsze źle trafiałem. Miejsca w pokoju jest malutko, praktycznie starczy tego na te 3 łóżka + stolik i kilka krzeseł. Akademik 3 osobowy ale z łazienką na 4 pokoje (maluuutka), czyli jakoś 12 osób, to wyjdzie cenowo z 270, czyli tak jak pierwszy opisany. Ten aka za 330 zł, to już wyższy standard, moduły 2 pokojowe z kuchnią i łazienką, da się już przeżyć. Te przykłady opisane powyżej to naturalnie akademy z jakimi ja się spotkałem i w jakich mieszkałem, nie wiem jak to wygląda gdzie indziej, ale myślę że warto mieć jakikolwiek punkt odniesienia. Co do stancji, udało mi się trafić na duży pokój z BALKONEM!, który dzielę z kumplem, cena to 330 zł, czyli tak jak najlepszy akademiec ale standard i komfort jest o wiele wyższy. Minusem akademca jest pernamentny brak prywatności no i miejsca na naukę, chyba że zachodził byś do kielni. Jeśli planujesz dumnie hartować wątrobę przez następne 5 lat, to co innego, ale problemy pojawiają się nawet przy takich sprawach jak seks z laską. Trzeba ugadać się z 2-3 pozostałymi lokatorami i liczyć że pójdą w pizdu na ten czas. Nie mówię tu o całej nocy, bo to niemal niewykonalne, no chyba że naprawdę się zżyjecie, ale najczęściej akademiec to prawdziwe pole bitwy. Chyba że nie przeszkadza Ci towarzystwo towarzyszy broni... I jej też nie. Polecam Ci stancję, pokój do wynajęcia samemu lub z kumplem, myślę że to najlepsze rozwiązanie. No i warto jeszcze dodać, że w aka zazwyczaj nie ma problemu z bieżącą ciepłą wodą, prądem i netem (10m/sec), które są wliczone w cenę, czyli te 270.330 zeta, na stancjach zaś bywa tak, że możesz być poproszony o dopłatę
. Czasem wynajmujący żądają jakiejś pojebanej kaucji na dobry początek znajomości, i potem za wypucowanie chaty na koniec roku oddają. Zazwyczaj trzeba płacić jakąś część kasy za wakacje - Ty już tam co prawda nie mieszkasz, ale jakbyś chciał w przyszłym roku, to wynajmujący stawi taki warunek. Nie wiem jak to jest ze stancją, bo póki co z pokoju jeszcze nikt mnie nie wyrzucił, ale w aka tak może się zdarzyć, że pewnego pięknego poranka, bez pukania w drzwiach Twego pokoju zjawi się pani kierownik i powie że do 12.00 ma Cię tu nie być - Twoim nowym domem będzie pokój XX (przykładowo największa melina). Miałem tak na własnej skórze. Pozdrawiam.