
Projekt "Droga do RZYMU", który opracowałem wczoraj! Uważam za rozpoczęty...
[Założeniem projektu jest zdobycie wyznaczonych przez siebie cech, które mają doprowadzić mnie do wypracowania jeszcze silniejszej i magnetycznej osobowości! Moją drogę do... RZYMU będę starał się systematycznie opisywać]
Dawno, dawno już nie pisałem tutaj żadnej akcji… nie było chęci, nie było nastroju, nie było pozytywnego pierdolnięcia żeby siąść przed tą e-kartką i pisać po prostu pisać co u mnie słychać, jak się toczy moje spokojne życie, jak pieprzony marzyciel zaczyna zmieniać się w realistę oraz jaki ma teraz wpływ moja osobowość na kobiety. Swojego czasu przeczytałem, gdzieś sentencję że nasz pogląd na świat zależy od tego jakich ludzi w życiu spotykam. Powoli zaczynam dostrzegać, że jakieś ziarno prawdy w tym może być ukryte. Przynajmniej tak wynika z sposobu w jaki teraz myślę oraz sposobu w jaki stworzyłem sobie hierarchię wartości, w których główne elementy to SZCZEROŚĆ HONOR i ODWAGA. Dość jednak lania wody, przejdźmy do konkretów a zarazem tego co was tak najbardziej kręci/interesuje – kobiet!
Poznałem na przystanku sympatyczną i jak mi się niesłusznie wydawało spokojną KAROLINĘ. Rok młodsza ode mnie. Dziewczyna miała jak dla mnie dwa rażące minusy, za duże piersi… Wiem wiem wstyd to głośno mówić ale mimo iż miała zgrabne nogi, w biodrach była szczupła to piersi miała wyjątkowo wielkie co mnie aż raziło. Na dodatek cholera mała była tak samo uparta i wredna jak ja. Poderwałem ją na zwykły tekst „Która godzina” – ze względu na moje lenistwo nie chciało mi się sprawdzać. Znajomość z nią toczyła się pomyślnie dla mnie, chodziła do mojej szkoły to spotykaliśmy się na przerwie od czasu do czasu. Dalej poleciałem z kontaktem do niej, zbudowanie atrakcyjności przez opowiadania o swojej pasji jej itp. Jednak coś wydawało mi się nie tak, wiedziałem że muszę uważać po tym jak za pierwszym razem kręciło coś gdy chciałem się umówić. Pomyślałem sobie, spoko nie zna mnie jeszcze dobrze, jako młoda nastolatka pewnie różnie jej myśli przelatują przez głowę. Uderzymy za jakiś czas, już uzbrojeni na tyłach. Kilka spotkań na przerwie, luźne rozmowy i wychodzę znów z inicjatywą spotkania, znowu kręcenie itp. Sytuacja powtórzyła się jeszcze raz aż w końcu po tygodniu zaproponowałem ostatni raz spotkanie, dałem sobie ultimatum… spotykamy się ma jeszcze szanse, kręci odlatuje i dalej sobie żyjemy w spokoju. Zaproponowałem jej to spotkanie przez wiadomość tekstową wyszedłem na urodziny mojego brata, z myślą że wracając dostanę odpowiedź konkretną i będę wiedzieć na czym stoję. Nie było tak! Po imprezie wróciłem do domu zadowolony z siebie i to wokół jakich ludzi się obracam, aż tutaj pisze do mnie… KOLEGA. Czy znam tą a tą Karolinę bo widział mnie z nią kilka razy, powiedziałem że TAK w zamian dowiedziałem się, że na ostatniej imprezie chciała się całować z kolesiem który ją poderwał i umawiała się już z nim na pizze. Ciekawe co?
Sparzyć i zawieść można się zawsze co?… Ciekawa to była wiadomość na początek dnia po wczorajszej udanej imprezie. Co zrobiłem? W głębi duszy podziękowałem jej za znajomość. ALE ZABOLAŁO MNIE, ŻE…
W tym samym czasie, w którym chciałem poznać bliżej KAROLINĘ jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności odnowiła mi się znajomość z ANGELĄ, która mimo anielskiego imienia nie miała nic wspólnego ze świętą osobą. Dziewczyna rozrywkowa, znająca swoją wartość i na dodatek ciągle prowokująca swoim zachowaniem. Jednak ma krzywe zęby co mi się diametralnie u dziewczyn nie podoba. Mimo to dla poznania jej charakteru postanowiłem zainwestować w tą znajomość. Ale po pewnym czasie dowiedziałem się że ma chłopaka i zrozumiałem dlaczego nie chciała żebym ją pocałował podczas pierwszego spotkania. Nie rozumiałem dalej czemu chciała się umówić na kolejne spotkanie i czemu strasznie mnie przepraszała za swoje zachowanie, gdy jej powiedziałem co w nim mi się nie podoba względem mnie. Dziewczyna nieźle zakręcona, sylwetka bardzo kusząca a jej dekolty wręcz budzą u mnie… Okej, stop. Ma chłopaka, nie chce mi się dla cycuszek rozbijać i tak pokręconego związku zbudowanego na zazdrości
. Za to ona dalej nie rozumie, dlaczego ja swoim zachowaniem wobec niej nie rozumiałem tego, że ma chłopaka – gdy ten tekst usłyszałem uśmiech pojawił mi się tylko na twarzy i do końca dnia nie schodził.
Jest jeszcze Paulinka, moja dobra znajoma, która przez udział w jakiś szkołach tańca ma dużo bardzo interesujących koleżanek, które stają się moimi koleżankami. Jedną z nich jest niejaka JOLA, której proponowałem wyleczenie bólu ucha masażem pleców… Niestety jej nieśmiałość mnie dobija, mimo to dziewczyna jest podczas każdego spotkania kroczek po kroczku rozpracowywana przeze mnie. Kto wie być może JOLA skrywa w sobie ogromne pokłady energii. Tak, ona zdecydowanie ma ją w sobie… gdy słysze jak opowiada o tańcu, czyli swojej pasji to aż chce z nią tańczyć! Będę to musiał zrobić. ALE ZABOLAŁO MNIE, ŻE…
W przypominaniu sobie o kobietach, które wpłynęły na mój światopogląd nie mogę zapomnieć o mojej byłej, która dalej jest o mnie zazdrosna, gdy spotykam się z jakąś dziewczyną. Pech chce, że zawsze jakąś psiapsiółkę jej wtedy muszę spotkać. Mógłbym napisać jeszcze przy tym o pewnej JUSTYNIE i NATALII, które zainteresowały się mną po tym jak stwierdziłem, że są kłamliwe. Kobiety czasem są jakieś inne…
ALE ZABOLAŁO MNIE ŻE…
Jednak to żadna z kobiet nie jest fundamentem tego wpisu. W tej roli znajdzie się przyjaciel mojego brata, z którym dzielę wspólną pasję czyli jazdę na rowerach po górach. Miałem okazję z nim spędzić sporo czasu odwożąc go autem do domu i wynikła między nami rozmowa na temat studiów i podejścia do życia. Powiedział mi wtedy on o bardzo ważnej rzeczy jaką jest SAMODZIELNOŚĆ. Umiejętność zadbania o samego siebie bez interesowania się tym, że jesteśmy od kogoś uzależnienie. SAMODZIELNOŚĆ, jedna prosta i jakby oczywista cecha, która w momencie w którym do mnie mówił zapełniła mój zarys spojrzenia na świat i ukazała mi rzut na to jakie błędy popełniłem w ostatnim czasie z dziewczynami. I wtedy… Zrozumiałem, że „nasz pogląd na świat zależy od tego jakich ludzi w życiu spotykam”. Znów wtedy pojawiło się to uczucie i ZABOLAŁO MNIE, ŻE…
ZABOLAŁO MNIE, ŻE BRAKUJE MI SAMODZIELNOŚĆI! Dostałem niedawno dowód, prawo jazdy odebrałem, niby mogę już być nazywany dorosłym co? Prawda… ale to nie jest równoważne z tym, że jestem samodzielny. Czym się objawia moja samodzielność? Nie wiem… nie odkrywałem jej jeszcze. Ale postanowiłem nad nią pracować, ćwiczyć swój charakter i zmierzać do tego, aby stać się właśnie SAMODZIELNYM MĘŻCZYZNĄ, który będzie potrafił pokazać swój… samodzielny świat. To właśnie jakby ten puzzel pod nazwą samodzielność był ostatnim, do tego aby wzmocnić mój fundament na patrzenie na sprawy życiowe… Walka będzie ciężka ale za to zwycięstwo bardziej wartościowe!
Na dodatek popatrzenie na swoją osobowość pod kątem samodzielności pozwoliło mi na to, żeby dostrzec błędy jakie popełniłem podczas relacji np. z Karoliną, która olała mnie i chciała lizać się z innym gościem. ZABOLAŁO MNIE TO… że nie potrafiłem wcześniej zachować się jak gość, który ma zaparcie i cierpliwość do tego, aby dziewczynie pokazać „decyduj jak chcesz… ja będę stał niewzruszony, ze mną się tak nie zabawisz w kotka i myszkę!”. I nie boli mnie ta porażka(czyli zachowanie dziewczyny wobec mnie) ale sam fakt, że nie potrafiłem dostrzec błędu w swoich zachowaniu. Bo dziewczyn jest wiele, błędów zapewne popełnię jeszcze więcej ale ruszyło mną to, że nie potrafiłem powiedzieć sobie wcześniej STÓJ, zatrzymaj się, błądzisz… Zabrakło zaparcia w sobie, które ćwiczy się przez stawanie się samodzielnym. Więc czas na ćwiczenia by się nie napalać, być cierpliwym, w huj wrzucić smsy, skończyć z nawykiem trzymania rąk w kieszeni i pracować dalej nad sobą mierząc w cel ---->SAMODZIELNOŚĆ!
Wierzę w to, że ta cecha stanie się za niedługo moją zaletą, że będę mógł powiedzieć o sobie, że jestem SAMODZIELNY… a na dodatek dumny, z tego że przez moją pracę dołączyłem kolejną cechę do cech wartościowego WŁOCHA i mogę tworzyć siebie! Tworząc przy tym piękne relacje z kobietami.
Pozdrawiam
Samotnie idący do RZYMU w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Czy jestem samodzielny”…
Italiano
PS: Trochę chaosu w tym jest, nie miej mi tego za złe… a wartościowy feedback zostaw w komentarzu!
Odpowiedzi
Czy to co ponizej napisze
pon., 2012-06-04 09:37 — skautCzy to co ponizej napisze bedzie wartosciowe, nie wiem, ale jak ja bym mogl Ci nic nie odpisac co ?
Samodzielnosc przychodzi z czasem. Wraz z chwila gdy ja nabywamy mozemy mowic o dorastaniu. W pewnym momencie zycia zauwazamy, ze chcemy sami dokonywac wyboru wzgledem swojego zycia i decydowac o tym co/kto i w jakim stopniu bedzie dla mnie wazne/wazny. Z samodzielczoscia przychodzi odpowiedzialnosc - o wiele wazniejsza cecha. Sam decydujesz to sam ponosisz tego koszty. Krecisz sie kolo fajne dupy to musisz byc kurwa swiadomy, ze kolo Ciebie bedzie paru Jankow gotowych pasc do stop Jasnie Pani nabijajac jej wtedy w banie, ze trza sie starac i wzgledy u niej lapac. Trzeba przyjac odpowiedzialnosc za to, ze jak juz z taka dupa jestesmy to trzeba ja konkretnie rozkochac, pieprzyc i przytulac (nie koniecznie w tej kolejnosci) bo inaczej ... Na horyzoncie jest wielu takich jak my, ktorzy szepca miedzy soba, ze Twoja Pania to chetnie by sie schrupalo, ale i jeszcze przyjemniej sie by po niej talerz wylizalo.... Daj tylko szanse....
Chcialbym miec chwile na opisanie problemu: ale zabolalo mnie, ze...
Wiem o co Ci chodzi, zdaje sie, ze znam geneze 'problemu', ale mam bank holiday dzisiaj i jutro wiec jakos nie w sukurs(?) Mi teraz takie mysli.
Tymbardziej, ze moja Pani w Polsce siedzi i karmi mnie jakze zajebistymi wiadomosciami, ze te lekkie bole brzuszka, ktore jej czasami doskwiraly, gdy Szefo troszke glebiej atakowal, to torbiel i nadzerka (?????). Kto tu na medycznej ? Kubus ? Jacek ? Guest ? Nie pamietam. Poczytalem w necie i troche mi baniak zrylo...
Rozmawialem ostatnio z kumplem, to i chcialbym tez z.Wami kiedys pogadac na temat tego czy 'oplaca sie' (hujowe slowo) ladowac w zwiazek z kims 'chorym'. Spokojnie dajcie zrozumienie. Ona nie powaznie chora, jestem z nia itd... I bede. Ale pytaniem jest czy jezeli byscie poznali jakas dupe, jeden, dwa, trzy miesiace jest zajebiscie, a pozniej sie okazuje, ze ma raka lub alzheimera (jak w Love and The Other drugs ?) To wtedy przychodzi Wam na mysl co ja kurwa robie ?
Bo tutaj jest wlasnie mowa o samodzielczosci i odpowiedzialnosci... Ale nie.. Ludziom trzeba pomagac, okazac dobre serce itd. Chcialbys, zeby tak sie od Ciebie odwracali kiedy Tobie sie cos stanie ? Ok, tylko zastanow sie. To jest tylko pare miesiecy znajomosci. Kocham padalo niestety tylko z jednej strony. Zaczynasz sobie zadawac pytania czy wstajac rano i kladac sie wieczorem spac myslisz o niej? Czy w ciagu dnia lapiesz sie na tym, ze wogole o niej nie pamietasz ?
Ziarenko tej sprawy zakwitlo kiedys po obejrzeniu wlasnie wyzej wspomnianego filmu gdzie glowny bohater trafia za swoja dziewczyna na spotkanie ludzi z Alzheimerem (mam nadzieje, ze dobrze pamietam, a nie bylo to Parkinson), i pyta sie jednego goscia tam jak sie zyje z osoba chora. Ten odpowiada, ze kocha swoja zone, ale jezeli jeszcze raz mialby dokonywac wyboru to spierdalal by gdzie pieprz rosnie....
Prosze o glebsze przemyslenie tematu, bo za plytkie i Nierozsadne ocenianie mojego podejscia do sprawy bede bez litosci.
Skaut ty jak już mi coś
pon., 2012-06-04 19:20 — ItalianoSkaut ty jak już mi coś napiszesz pod wpisem to tak, że cały dzień będę miał zrytą banie i myślał o wielu rzeczach... Szkoda, że nie widziałeś mojej miny, gdy siedziałem na przystanku czytałem te słowa i zastanawiałem się, "co by było gdyby..." - podobno moje odstające uszy stały się aż czerwone
.
Ja dopiero zadaje sobie pytanie, gdzie szukać takiej samodzielności jak przekształcić prozę życia codziennego a ty jak zawsze prosto z mostu walisz konkrety, które przytłaczają. Niestety w głębszą polemikę z tobą nie wejdę, gdyż na razie boje się mieć nawet takie myśli, że będąc z kimś nagle dowiedział się o poważnej chorobie i trzeba było podejmować decyzje, które przez swoją odpowiedzialność pociągną zmianę życia... To samo tyczy się momentów, w których jeden z rodziców lub ktos bliski z rodziny zapada nagle na niespodziewaną chorobę... I co wtedy? Odciąć się od wszystkiego i żyć własnym życiem? Ale przecież to rodzice dali nam życie itp. itp.
Tak samo z kobietą, odciąć się od niej i nie pomóc w chorobie, ale przecież wspólne plany, nieodkryte zakątki jej wnętrza i twojego podniecenia nią... Niektóre pytania pewnie pozostaną bez odpowiedzi. A szkoda
Ciechan... ej ty łobuzie młody tzn. w moim wieku, innej opcji też nie przyjmuje, nie odbijają się te sytuację na mnie tak żeby tracić pozytywne nastawienie i moje szalone poczucie humoru. Powstała większa rysa na zbroi ale walczymy dalej bo gorące 20tki szybko stają się chłodnymi 60tkami
!
PS: UCIESZYŁ MNIE TWÓJ KOMENTARZ!
Parę rzeczy u mnie kuleje,
śr., 2012-06-06 20:40 — PrzemoParę rzeczy u mnie kuleje, ale samodzielność jest akurat moją bardzo mocną stroną
Zdala od rodziców, bez żony, bez dziewczyny, bez przyjaciół nauczyłem się samodzielności. Sam na siebie zarabiam, sam robię zakupy, świetnie gotuję, sprzątam, piorę, prasuję... i tak dalej i tak dalej
Zdałem sobie dzisiaj sprawę, że w przypadku globalnej zagłady kobiet byłbym jednym z najlepiej radzących sobie facetów na Ziemi
"ale sam fakt, że nie potrafiłem dostrzec błędu w swoich zachowaniu"
Skąd ja znam to zjawisko...
ps. Naprawdę uważasz, że samodzielność to jedyny brakujący element Twojej układanki?
Nie. Przemo skad masz takie
czw., 2012-06-07 07:35 — ItalianoNie. Przemo skad masz takie przypuszczenie? Brakuje mi kilku wazny dla mnie cech ktore sobie wypisalem na kartce, przykleilem nad biurkiem i ide w kierunku takim aby je osiągnac. Od samodzielnosci swoja droge zaczynam a na inne jak np. Samodyscyplina... Przyjdzie inna pora. Nie od razu RZYM zbudowano!