6 miesięcy…
W grudniu mija 6 miesięcy odkąd „wszedłem w związek” z tą samą, młodą, 16 letnią dziewczyną, o której napisałem wam w moich wypocinach „w 7 dni do LTR”.
Wszystko jest według mnie tak, jak być powinno. Nie ma żadnych dziecięcych gierek, dziewczyna wie, na co sobie może pozwolić, a na co nie. Twierdzi, że kocha. Tak już na zawsze. Traktuję to z przymrużeniem oka – takie oceny w tym wieku? Według mnie niedojrzałe. No ale skoro tak twierdzi, to mam dodatkowy argument – „shit test” – podczas sporów, hehe.
Kłócimy się stosunkowo rzadko, ale na szczęście są to zdrowe kłótnie. Takie trochę „fochanie” – raz ona trochę pomilczy, raz ja. Staram się jednak takie sprawy załatwiać szybką rozmową i przypomnieniami na temat szacunku i innych fundamentów, na których opiera się nasz związek.
Generalnie związek jest udany, cieszę się każdą chwilą spędzoną z Nią. Ona podobnie, nie może beze mnie żyć. Moja pasja – pływanie stała się jej pasją. Może dlatego, że chce schudnąć, a może dlatego, że po prostu chce spędzać ze mną każdą wolną chwilę. Nie powiem, czasem jest to męczące, ale jej zniewalający, zalotny uśmiech mi to wynagradza. Nasze gusta muzyczne na szczęście pozostają odrębne – ona żyje w świecie Michaela Jacksona, a ja w świece mainstreamu.
Trochę ją rozpieszczam, na pierwszy miesiąc dostała ode mnie wisiorek związany ze mną, na urodziny drogie kolczyki. Mogę sobie na to pozwolić, więc stwierdziłem „why not”.
Co przygotowałem na nasze pół roku? Dostanie ode mnie duży obraz (60x80) – nasze zdjęcie. Twierdzi, że o takim marzy. Skoro mogę, to spełniam jej marzenia.
Cieszę się także, że mam bardzo dobry kontakt z jej mamą. Niesamowita kobieta, żyje bez męża i radzi sobie znakomicie. Mogę z nią o wszystkim porozmawiać – ufa mi i może liczyć na to samo z mojej strony. Uważam, że dobry kontakt z tą kobietą przynosi mi same korzyści.
Spełniam się w tym związku. Nie zawsze wszystko jest tak, jakbym sobie tego życzył, no ale tak chyba jest u każdego. Z ręką na sercu mogę napisać, że się zakochuję. Albo już się zakochałem…
Wczoraj dostałem informację – cierń. „Za rok prawdopodobnie wyjadę do Ameryki na stałe”. Odprowadziłem bez słowa pod dom, zapytałem jeszcze raz, czy to przypadkiem nie żart, pocałowałem i odszedłem. A potem biegłem, biegłem, biegłem. Musiałem chyba się trochę wyżyć, bo uderzyła mnie ta informacja bardzo. Ją też, to było widać. W pewnym momencie przestałem ogarniać gdzie jestem, hehe, jakbym stracił świadomość. Dziwne rzeczy, chyba nadmiar kawy tak na mnie działa…
W prywatnej wiadomości do baude określiłem to jako życiowe rozdroże. Dzisiaj, bardziej na chłodno, interpretuję to trochę inaczej. Emocje nie są dobrym doradcą, to wiem na pewno.
Zainwestowałem w ten związek dużo siły, emocji, czasu i nawet wkładu finansowego. Czy to pójdzie na marne? Wątpię. W świecie nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeżeli będziemy zmuszeni się rozstać (a mam nadzieję, że to nie będzie konieczne – młoda twierdzi, że siłą jej do samolotu nie zabiorą) to będę musiał trochę się zbierać z ziemi. Jestem tego pewien. Będę potrzebował czasu na katharsis.
Teraz kwestia jest następująca – mogę zrobić dwie rzeczy. Rozstać się z nią teraz, no bo przecież skoro wiem, że za rok to się skończy (bo miłość na odległość, nawet najsilniejsza, według mnie nie ma racji bytu), to po co mam sobie i jej marnować życie? Druga kwestia to to, że ten wyjazd to nic pewnego. Rok to dużo czasu, a przez ten czas może się jeszcze wiele zmienić (i prawdopodobnie się zmieni).
Wnioskując, tak czy siak coś stracę. Ale mogę też wiele zyskać. W życiu jak w inwestycjach – im mniej pewna, tym więcej można zarobić, ale także tym więcej stracić…
Co zrobię? Jeszcze nie wiem. Decyzję chcę podjąć sam, bez konsultacji z kimkolwiek. Zanim jednak ją podejmę, pójdę się solidnie zapruć, ot tak, dla zasady. Whisky, dobry blues i przyjaciel.
Miałem napisać wyjaśnienia co do mojej „gierki” i zamiany w kobietę. Obecnie mam do zrobienia ważniejsze rzeczy (nie chodzi tylko o tą sprawę) i mam nadzieję, że to uszanujecie.
Pozdrawiam serdecznie,
Ot skromny raport z mojego związku.
Odpowiedzi
Nie bagatelizując SunLight
śr., 2012-11-28 15:46 — baudelaireNie bagatelizując SunLight wiesz że w ciągu tego roku to się jeszcze trzy razy może wszystko zmienić?
Opowiem Ci o jednym moim bliskim, nawet bardzo bliskim koledze mającym teraz 34 lata, żoną, dziecko i szczęśliwe zżycie z rodziną.
Jak był na pierwszym roku studiów zakochał się w dziewczynie, która mieszkała dobre 250 km od naszego miasta. Ot, poznał na imprezie studenckiej siostrę swojego kumpla z roku i poszło.
Potrafił nocą jechać do niej i wracać rano na uczelnię. Że był zaradnym studentem środków na tego typu ekstrawagancje mu nie brakowało. Jak na kilkanaście lat wstecz miał fajny sportowy samochód, możliwości zarobienia na niego i na swoje dość kosztowne wydatki. Bawili się nieprzeciętnie.
Pewnego dnia przyszła do niego dziewoja i powiedziała że jedzie do Stanów Zjednoczonych. Tak, tak samo jak u Ciebie. I pojechała. Po jakimś czasie dziewczyna pomimo obiecanek w stylu że jak skończy studia to do niej przyjedzie, że przetrwają ten czas, coraz rzadziej się odzywała. Okazało się że kogoś poznała, tamten czar poszedł się jebać a kumpel skurwysyńsko długo nie potrafił się pozbierać.
Ale w całej tej historii jest też pozytywny aspekt. Tak naprawdę nic nie posżło na marne. Kiedy po kilku latach od tamtej chwili mój kolega wyjeżdżał do Europy za chlebem miał już ukształtowany charakter, kilka prac w Polsce za sobą, jako takie doświadczenie, skończone studia które go pasjonowały a jego praca jest jego pasją do dzisiaj, miał też dziewczynę. Pewnie dojrzalszą niżeli tamta, mądrzejszą i mającą podobny cel jak on. Po paru miesiącach ona pojechała do niego, bo mój kolega nie rzucał słów na wiatr.
Nie rzucał poniewa był już pewien swoich decyzji. Ponieważ był ukształtowanym mężczyzną wiedzącym czego chce i mającym plan tego osiągnięcia.
Nie był młodym roshisteryzowanym nastolatkiem jak Twoja dziewczyna, która prawdę mówiąc jest jeszcze dzieckiem. Ja wiem że z Twojej perspektywy to wygląda inaczej bo jest niewiele młodsza od Ciebie, ale wierz mi, nie mówię Ci tego w złej wierze. Po prostu takie są fakty jak na to szerzej spojrzeć. Czy może boleć? Jasne! Każde doświadczenie jest bolesne i nie można go bagatelizować jak się jest starszym. Nie bagatelizuję,ale wiem co najprawdopodobniej nastąpi.
Zatem nie stresuj się pochopnie pomimo tego że czujesz się źle. To jeszcze w chuj i trochę czasu zanim cokolwiek z tego wyniknie.
Tak Snoofie, zapierdalalem,
śr., 2012-11-28 20:27 — SunLightTak Snoofie, zapierdalalem, walnalem w slup, a do domu przyczolgalem sie jak dzdzownica.
Tyle piszesz o tym, ze oprocz racjonalnego myslenia licza sie emocje. Przynajmniej tak to interpretuje. Wiesz, milosc i te rzeczy. Moglo mnie to uderzyc.
Jasne, zgadzam sie, i ja i ona jestesmy mlodzi, moze jeszcze dojrzewam, testosteron skacze, Bog jeden wie. Ale nie koloryzujmy, ze nagle zaczynam latac i wciagam chmury plucami, no prosze Cie. Poczulem sie gorzej i bylem wkurzony, ludzie roznie reaguja na takie wiadomosci.
Wy to czasem potraficie poprawic humor.
No, i o ile oczekiwałem
śr., 2012-11-28 21:10 — SunLightNo, i o ile oczekiwałem Twojego komentarza, to właśnie takiego.
Wiem, że się zmienia. Widzę to po tej połówce roku. A to będzie jeszcze dalej szło.
Też zauważyłem u siebie syndrom "uzależnienia". Nie mam do tego zdrowego dystansu. Trafiłeś w sedno, tylko nie bardzo chyba potrafię sobie z tym poradzić.
No cóż, Sunlight, mimo ,że
czw., 2012-11-29 10:23 — salubNo cóż, Sunlight, mimo ,że nie uważam, żeby koniecznie patrzeć na wiek, to jednak te 16 lat zrobi swoje.
Dziewczyna będzie na bank miała jeszcze kilka takich związków jak z Tobą, a Ty będziesz miał niejedną dziewczynę.
Choć zamiast prawić morały, to trzeba pozwolić Wam to przeżyć! My możemy teraz gdybać, zakładać jak będzie wyglądała przyszłość, ale tak naprawdę - to nie wiadomo jak się Wasze życie potoczy.
Rok tu kupa czasu. Równie dobrze za miesiąc możecie już nie być razem. Nie ma pewności. A może być tak, że stworzycie długoletni związek.
Jeśli mogę Cię pocieszyć, to mam znajomą, która była ze swoim chłopakiem chyba właśnie od 16 roku życia i pobrali się w tym roku. Ona ma chyba 23-24 lata. Także można. Nic nie uda się założyć w 100%.
Ja też planowałem wielką przyszłość. I nic z tego nie wyszło. Ale jestem młody i przede mną jeszcze wiele wartościowych (mam nadzieję) i pięknych kobiet. Takie jest życie. Swoje musisz przeżyć, musisz się spalić, musisz zostać kopnięty w dupę i Ty musisz kogoś kopnąć i wiele innych. Ale to kształtuje charakter. Grunt to obrać dobrą drogę i się nie wpierdolić w jakieś bagno.
Także Sun, teraz nie kolej na rozmyślania. Nie wiem czy jest sens na zastanawianie się jakby to było bez niej. Niech chłopak żyję tym co jest, a co będzie potem - to po cholerę TERAZ nad tym myśleć?
Taa, skonczmy juz z
czw., 2012-11-29 10:31 — skautTaa, skonczmy juz z pierdoleniem o tym, ze co tam nastolatki moga wiedziec o zyciu, czy tez dawac porady niczym z matczynego lub ojcowskiego rekawa.
Sluchaj starszych i rob po swojemu. Wszyscy chcemy, zeby bylo dobrze, ale czasami musi byc zle, zeby bylo dobrze. Sam sie przekonaj. Poki co NIE MYSL tyle, bo nie jednemu z nas te wlasnie myslenie zjebalo najlepszy okres w zycu - beztroski czas lat -nastu.
Sun zerwanie z nią TERAZ
pt., 2012-11-30 08:51 — SneakersSun zerwanie z nią TERAZ byłoby błędem... już wolałbym doświadczyć rozstania na lotnisku niż zerwać teraz pod wpływem emocji a potem okazałoby się, że ona nigdzie się nie wybiera a wrócić do siebie nie byłoby już szans (bo w końcu rzuciłbyś ją = nie kochałbyś bo leciałaby do usa). Jak poleci to umrze to śmiercią naturalną, lepsze to niż świadome zrywanie (i ewentualne późniejsze żałowanie).
Poza tym nie czepiajcie się suna.. na wiek nie ma co patrzeć, a te pół roku w jego przypadku to bardzo INTENSYWNE pół roku, a nie spotkania raz na tydzień + 100 km drogi do pokonania.
Powodzenia
Podpisuje się w 100% pod
pt., 2012-11-30 09:30 — nomenPodpisuje się w 100% pod Snoofim.
A według mnie Sun musi to przeżyć na własnej skórze aby zrozumieć - jak pierwszy raz laska Ci przetrąci porządnie kręgosłup później powinno być już tylko lepiej