Witam,
na wstępie dzięki wszystkim autorom tej strony - kawał dobrej roboty, stworzyliście bazę podstawowej wiedzy dla każdego faceta, który chce osiągnąć coś więcej w relacjach z kobietami. Teraz przejdę do mojego problemu. Mam 21 lat, moja dziewczyna tak samo, jesteśmy z sobą blisko 3lata. Na początku (pierwszy rok) wszystko szło idealnie po mojej myśli, bo byłem tyranem. Tak, tyranem, a wygląda na to, że one to lubią. Standardowo kiedy się spotykaliśmy było mega zajebiście i w sumie nadal tak jest. Gorzej kiedy mamy przerwy w widywaniu się, a niestety to się zdarza dosyć często, bo ona studiuje w innym mieści (jednak wraca na weekendy i wtedy się spotykamy), a teraz są wakacje - czyli również czas wyjazdów. Ostatni rok zmieniłem się dla niej bardzo - oczywiście stałem się pantoflem, jak już wiem po przeczytaniu artów z tej strony. Od lipca, kiedy wyjechaliśmy razem na wakacje na 10 dni było znów super. Jej zależało, nasz układ w związku był 50/50 jeśli chodzi o "staranie się". W sierpniu spędzaliśmy z sobą nadal czas, widywaliśmy się 2-3 razy w tygodniu, wszystko zajebiście. Sam się dziwiłem, że nie robi mi żadnych jazd i nie chce zrywać (warto zaznaczyć, że robiła to już, ale ja jej nie puszczałem:/). Na początku września wyjechała na kurs językowy i wraca dopiero na koniec miesiąca, czyli niedługo. Przez okres naszej rozłąki kontakt między nami był całkiem dobry, chociaż było widać, że ona robi się nieco chłodniejsza, jednak dzwoniła, odpisywała na smsy... Powiedzmy, że było ok. Do stanu sprzed 4dni. Zadzwoniłem do niej i rozmawialiśmy, całkiem spoko na początku, potem ona o coś się wkurzyła i podniosła na mnie głos i szybko zakończyła rozmowę, mówiąc, że koleżanki na nią czekają i spieszy się. Ja niestety nie wytrzymałem emocjonalnie i zacząłem do niej od razu wydzwaniać, aby się dowiedzieć co ją tak wkurzyło. Ona to zlała i nie odbierała. Ja jak kretyn cały czas próbowałem się do niej dodzwonić i przy 20 próbie odebrała i bardzo niemiłym tonem zaczęła się tłumaczyć dlaczego nie mogła odebrać. Ja na koniec rozmowy zaproponowałem żebyśmy się przeprosili. Przeprosiła mnie, ja też i zakończyliśmy rozmowę. Ale było widać, że jest na mnie wkurzona nadal. Ponieważ uważam, że to ona zachowała się źle, bo zupełnie bez powodu zaczęła się na mnie drzeć przez telefon, to postanowiłem zastosować "chłodnik". Nie piszę, nie dzwonię, dzisiaj mija 5 dzień bez jakiegokolwiek kontaktu, a ona dalej nie próbuje się do mnie odezwać... a do tej pory utrzymywaliśmy ten kontakt stale - praktycznie każdego dnia jakiś sms/telefon. Czasami dzień przerwy, ale nie dłużej. Moje wątpliwości - czy tak długi chłodnik w tym przypadku będzie odpowiednim rozwiązaniem? Może powinienem się do niej jakoś dyplomatycznie odezwać? Jak radzicie? Wiem, że w Waszych oczach jestem teraz frajerem i pantoflem, być może w jej też:/ Jednak wiem, że to jest wartościowa dziewczyna i po prostu mi zależy żeby ten związek się nie rozsypał.
Z góry dzięki za wszelkie sugestie, pozdrawiam
Jesli nie odzywasz sie juz przez 5 dni, to teraz glupio byloby napisac chyba.. Na Twoim miejscu bym jeszcze poczekał..
czemu frajerem? jak na mój gust to bardzo ładnie ją prowadzisz. Niesterty czasami inne czynniki biorą górę i nic ale to nic nie możesz na to poradzić. Czekaj....
Kawałek mięsa a jaką ma moc!
Mam podobny dylemat. Laska zobowiązała się do pewnej rzeczy po czym tego nie zrealizowała. Wyrzuciłem ja ze swojej głowy całkowicie - po 1,5 tygodnia spytala sie co slychac i czy jestem obrazony? Napisalem jej smsa w ktorym ostro ja pojechalem zachowujac przy tym wysoka kulture osobista. Laska przeprosila z wielka pokora. Ale nie odpisalem jej juz nic na to... Mija 3 dzień od tych przeprosin - i też się zastanawiam czy nie powinienem w jakiś sposób odpisać(ze przyjmuje przeprosiny - ale po 3 dniach to jakos tak dziwnie)..czy też olać i czekać na kolejną inicjatywę z jej strony (ale niby juz przeprosila).
Hmm.. nie jestem żadnym ekspertem, bo ostatnie miesiące mojego związku pokazały, że nie umiem prowadzić kobiety, ale wydaje mi się hiszpan, że nie możesz też przeginać w drugą stronę. W sumie zależy dużo od tego czego panna nie zrealizowała.
Wracając do mojego problemu - Panowie, napisałem, że nasz kontakt był dosyć dobry i jak ja się nie odzywałem do niej jeden dzień, to ona pisała sama następnego. Teraz widzę wyraźnie że coś jest inaczej - 5 dni, a ona mnie olewa... Zaczynam się niepokoić, ponieważ jak ostatni raz chciała ze mną zerwać, to właśnie było po dłuższym nie widzeniu się. Na szczęście umiałem zrobić odpowiednie wrażenie na niej podczas spotkania 'na żywo' i byliśmy z sobą dalej. Nie podobają mi się cholernie te jej akcje ze zrywaniem. Czuje, że ona już wie że ma nade mną przewage, że ja zawsze będę z nią chciał być... a to jest jak wiadomo najgorsza z możliwych opcji. Macie jakieś pomysły jak to rozwiązać? Jak sprawić, żeby kobieta poczas rozłąki tęskniła za mną coraz mocniej, a nie odwrotnie (jak ma to miejsce w moim przypadku)? To jest najgorszy element tego związku, bo kiedy tylko mam ją w zasięgu wzroku, kiedy tylko jesteśmy razem to mogę z nią zrobić dosłownie wszystko... Nie wiem też jaki wpływ na rozwój naszych relacji ma to, że jestem jej pierwszym chłopakiem. Niby fajnie, bo pierwsza miłość, ale z drugiej strony muszę konkurować z jej wyimaginowanym ideałem, ponieważ nie ma żadnego punktu odniesienia jak zachowąłby się inny REALNY facet. Czasem sobie myśle, że gdybym jej nie prosił żeby została ze mną i dał jej odejść kiedy mi mówi, że już nie chce, to dopiero by się przekonała o moich zaletach i zaczęła doceniać w 100%. Ech, to jest właśnie ten błąd i jego konsekwencje - proszenie kobiety aby zostały z nami kiedy one chcą odejść. Wtedy myślisz, że ci się udało, że masz ją dalej, ale tak naprawdę przegrałeś i ona już nigdy nie będzie taka ja na początku związku. Czy da się w ogóle z tego wybrnąć?
Czyli ona właściwie nie usłyszała od ciebie, że zrobiła coś źle? Żyła w błogiej świadomości, że wszystko jest ok i odezwała się dopiero po 1,5 tygodnia do ciebie? Szczerze, to dosyć dlugo... obawiam się, że mnie w obecnej sytuacji czeka to samo. Zwłaszcza, że moja dziewczyna ma tam dużo koleżanek i generalnie dobrze wypelniony czas, więc nie sądzę żeby rozmyślała specjalnie o nas. Pozytywne w tym wszystkim jest to, że (teoretycznie;p) nie muszę się martwić o zdradę, bo wiem, że tego numeru mi nie zrobi. W sumie, to każdy zakochany facet powtarza, że jego laska jest wyjątkowa, nie zdradza, kocha itp. Może to błąd. Jednak gdbym tak nie myślał o niej, to dawno sam skończyłbym ten związek.
Dokładnie tak- po 1,5 tygodnia i od razu z pytaniem czy się obraziłem na nią. Także doskonale wiedziała, że zrobiła coś nie tak. Ja odpisałem, że nie jestem obrażony tylko zdegustowany i zniechecony i opisalem ogolnie co kiedys mowila o dotrzymywaniu slowa a pozniej sie okazuje ze to to wszystko nieprawda - i ze po takim czyms wyrabiam sobie zdanie o czlowieku i ze mam nadzieje ze rozumie.
Z ciekawaości zapytam, jeśli mogę, jak długo jesteście razem? Bo widzisz, ja wiem że ona się do mnie odezwie prędzej czy później, tylko może się okazać, że zrobi to np za 2 tygodnie i jeszcze będzie miała do mnie żal, że się nie odzywałem i w ten sposób dam jej tylko powód do tego żeby mi z czystym sumieniem powiedziała: "chcę odejść, sam widzisz, że przestałam tęsknić i ty też do mnie się nie odzywałeś, nie potrzebowałeś mnie" W podobny sposób zagrała jak olałem ją kiedyś przez tydzień i odezwałem się do niej pierwszy po tym tygodniu. Też nie widzieliśmy się wtedy około 3 tygodni. Pewnie spieprzyłem wtedy wszystko, że się odezwałem i dałem jej to poczucie, że to jednak ona rządzi i dlatego szybko dała mi sygnał, że chce rozstania.
Hmm po tym co napisałeś to ja odczytałem to w ten sposób, że ona tylko czeka, żeby zerwać z Tobą, a Ty przez dobre zachowanie mozesz tylko to przedłużać - jeden twój błąd i ona- a nie mówiłam - i bye bye?
Piszesz, że kiedy w przeszłości chciała od Ciebie odejść odbywało się to w podobnych okolicznościach ale nadrobiłeś miną i sprawa rozeszła się po kościach. Napisałeś również, że zrobiłeś trochę z siebie pantofla. Więc to chyba najwyższy czas na pokazanie pazura
Więc może tak... Jeśli czujesz, że zmierza to do rozpadu to wyprzedź jej ruchy. Skontaktuj się z nią i powiedz, że potrzebujesz czasu na przeanalizowanie swoich potrzeb i oczekiwań, bo nie podoba Ci się wiele rzeczy. Najlepiej sprecyzuj ten czas, powiedz, że potrzebujesz np. tydzień bądź dwa. Oczywiście dodaj do tego ściemę o tym, że liczysz na to, że ona uszanuje TWOJĄ decyzje! Bo to ma być twoja decyzja, nigdy w życiu wasza wspólna- nie daj się w to wrobić! Musisz być przy tym bardzo zdecydowany i stanowczy- może się tak zdarzyć, że ona wybuchnie płaczem i zacznie kwiczeć ale nie możesz się z tego wycofać bo stracisz wiarygodność i szacunek- a masz udowodnić, że jesteś silnym facetem. Bądź przy tym bardzo miły ale pokaż duży dystans nie okazując emocji. Najlepiej wyjedź gdzieś w tym czasie jak masz taką możliwość albo zniknij, wyłącz telefon i baw się dobrze- Ona nie może w żaden sposób wiedzieć co się z Tobą dzieje. Jeżeli przez ten okres jakkolwiek się odezwie odpowiedz tylko tyle- "nie szanujesz mojej decyzji i nie liczysz się ze mną co potwierdza moje wątpliwości". Masz ją tym wpędzić w pułapkę psychiczną- coś jakby mini efekt porzucenia. Po tym okresie zjawiasz się z wielkim uśmiechem jak gdyby nigdy nic. Nie poruszaj pierwszy zagadnienia waszego związku, a na pytania co robiłeś tylko wymijające odpowiedzi, najlepiej żartuj z tego
Dobrze by było gdybyś przez ten czas się dobrze opalił, kupił jakieś nowe ciuchy, zajebiste perfumy- masz promienieć szczęściem. Powinno to gruntownie przeorać psychikę Twojej partnerki i dać dobry efekt. A jeśli postanowi odejść to instrukcja obsługi na tą okoliczność jest na tej stronce a skuteczność ewentualnej strategi powrotu zostanie wzmocniona przez kroki które wcześniej podjąłeś! Możesz, ewentualnie zastanowić się czy strategicznie nie odejść- ale to zależy od tego jakie następne kroki według twojego rozeznania może poczynić Twoja partnerka. Powinno zadziałać, sam tak robiłem jak i moi znajomi i efekty były zaskakujące . Musisz teraz sam przeanalizować tą sytuację bo to Ty najlepiej wiesz do czego możesz się posunąć- a jak wiadomo nie ma to jak wujek dobra rada
Pozdro!
Dzięki wielkie za rady, nawet nie sądziłem, że społeczność tutejszych podrywaczy może okazać się tak pomocna! Co do pomysłu woytka - też o tym pomyślałem, tylko to może dodatkowo przedłużyć nasze rozstanie. Nie widzimy się już chyba 5tygodni, a ona wraca za tydzień, więc w sumie 6 tygodni. Jeżeli dołożę do tego kolejne tygodnie, to sytuacja może zrobić się nieciekawa. Gdyby się udało efekt mógłby być super, ale ryzyko też jest ogromne moim zdaniem. Nie chcę po prostu tracić tyle czasu, bo to może się skończyć nawet na roku jeśli ona nie ugnie się i zostanie przy swoim zdaniu że nie chce już być ze mną. Ma silny charakter i jest bardzo możliwe, że nawet jak już zatęskni, to nie przyzna się i nie odezwie się do mnie bardzo długo. Myślę że ta opcja odpada, ale napewno jak nasze relacje znów się ocieplą, a ona wykręci jakiś numer nagle, to zastostuję ten patent! No nic, dzięki jeszcze raz za rady i chyba wygląda na to, że narazie będe po prostu czekał i tyle... jeśli jest na tyle wartościową dziewczyną na ile ją oceniam, to powinna się po tygodniu chociaż odezwać czy żyję. Gorzej jeśli ona myśli tak samo i właśnie robię wszsytko żeby ją stracić..
BTW. Czy zdarzyło się Wam kiedyś tak, że popsuliście wasze relacje z kobietą dlatego, że ją olaliście? Wszyscy tutaj piszą, że olewka to najlepszy sposób na przywrócenie zainteresowania, ale czy ten sposób działa absolutnie zawsze bez względu na typ kobiety?
Powiedzcie mi czy dobrze dziś wypadłem, bardzo proszę o ocenę!
już od dawna nie jestem zła:p nie miałam kasy na karcie... no i w ogóle tyle się działo:) u mnie super, kupiłam buty zimowe. A u Ciebie?"
No więc nie wytrzymałem tej ciszy i po 6 dniach napisałem do niej: "Czesc XXX, dawno się nie odzywałaś (rozumieme, że jesteś dalej na mnie wkurzona nie wiem za co...), chce tylko wiedzieć czy wszystko dobrze u ciebie?"
Ona odpisuje po godzinie:
"Hej!
Odpisałem:
"U mnie też. Bardzo nie podoba mi się to w jaki sposób mnie potraktowałaś podczas naszej ostatniej rozmowy. Jesteś równie niedojrzała emocjonalnie jak ja 2lata temu. Przemyśl to sobie, jeśli mamy nadal utrzymywać z sobą bliskie relacje po twoim powrocie."
Jak myślicie, dobrze to rozegrałem? Wiem, że w ogóle nie powinienem pisać sam na początku, skora ona się tak super bawiła, że nawet nie pomyślała żeby się ze mną skontaktować, no ale cóż... ja chyba naprawdę zaczynałem się martwić czy coś się nie stało, w końcu jest dosyć daleko i sama.
Przeczytalem cala sytuacje. Woytek dobrze Ci radzil.
Chcesz aby ludzie skomentowali to ze sie odezwales pierwszy? OK nie ma problemu.
Uwazam ze zrobiles ogromny blad, odzywajac sie do niej po tylu dniach chlodnika. Malo tego. Jak juz napisales do niej (wiadomo zdarza sie, czasem ciezko sie powstrzymac), to po jaka cholere poruszales ten temat znowu???? Jak widzisz ona juz dawno wykopala ta cala sytuacje w orbite, zapomniala o tym i widocznie swietne sobie czas zaplanowala! Najpierw dajesz do zrozumienia ze sie o nia troszczysz zadajec pytanie czy u niej wszystko dobrze. Ona Ci odpisuje ze wszystko gra a TY JA ATAKUJESZ!! Bez sensu!
Czlowieku, bylo ominac ten temat, tylko normalnie z nia pogadac, wymienic kilka esow i juz. Ona zobaczylaby ze jestes radosny, spokojny, zaproponowalaby spotkanie i wtedy by sie zapewne okazalo co dalej. Moim zdaniem dales plame. Pozdro
...Sukces życiowy przypada tym, którzy wytwarzają w sobie świadomość sukcesu...
http://www.facebook.com/pages/Mo... Zapraszam!
No dobra, tylko uważasz że w ten sposób uniknąłbym takiego zachowania z jej strony w przyszłości? Ona znów uznałaby, że robi wszystko w porządku, a ja i tak za nią latam cały radosny. Chciałem pokażać, tak ja zauważyłeś, że nadal troszczę się o nią, ale jednocześnie pokazać, że nie zgadzam się z takim traktowaniem...
Ja mam podobny problem. Zaprosiłem laske na spotkanie i było ok, nagle dzwoni kumpel, że jedziemy na pizze i że ona też tam będzie.
Normalnie gadka z kumplami, a z nią to blisko tylko siedziałem i nic więcej. Powiedziała że idzie się przejść z koleżanką i wyszły, po chwili dostałem esa że jedzie, pa i do jutra. Mówie jej chodź, bo sami tej pizzy nie opracujemy. Ona domnie że nie ma przy sobie kasy itd. Powiedziałem, że ja stawiam, ale jak nie chce, to cześć.
Odpisala pa i do jutra.
Do tej pory nic nie pisze, żadnego kontaktu, życzeń na dzień chłopaka itp.
Też stosuje chłodnik, ale to trwa do niedzieli i szlak mnie bierze.
Więc tak są 2 podobne historie, tyle że w jednej został źle użyty chłodnik, a w 2 dobrze. Zobaczymy za jakiś czas co z tego będzie.
Moim zdaniem źle się do niej odezwałeś, trzeba było czekać do przyjazdu i napisać tak: "hej, skoro już wróciłaś, dobrze było by się spotkać, bo muysimy powarznie pogadać. będę tam i o tej godzinie."
no i stało się... ale od początku: nie odzywałem się do niej przez kilka dni od tamtego smsa i w końcu napisała sama (już po powrocie do Polski) z propozycją spotkania, całkiem milutko, wszystko elegancko. Jednak odpisałem, że nie mam czasu i zaproponowałem następny dzień, czyli dzisiaj. Spotkaliśmy się, unikałem jej dotyku, starałem się być chłodny, ona raczej odwortnie. Była całkiem przyjemna rozmowa, potem zaczęliśmy gadać o nas i stanęło na tym, że kiedy ją odwiozłem do domu, to ona powiedziała, że od roku nic do mnie nie czuje i że super jej się spędza ze mną czas, jestem ekstra chłopakiem, etc. ale ona nie chce ze mną być. Jakoś dziwnie zamotała, ja też, wróciłem do domu i po krótkiej rozmowie na gg napisała, że zrywa. Zgodnie z zasadami przedstawionymi na tej stronie odpowiedziałem, że rozumiem. No i tyle... nie wiem w sumie nawet po co to piszę tutaj, bo chyba żadnych rad już nie potrzebuję, wszystko zależy od niej.. jak kocha to wróci. Zastanawiam się teraz oczywiście jak typowy frajer czy zrobi to.. byłem jej pierwszym chłopakiem, byliśmy z sobą 3lata, naprawdę blisko. Nawet dziś podczas romowy powiedziała, że nie mogłaby przytulać się z żadnym innym... nie rozumiem jej zupełnie, spędzamy z sobą świetnie czas, a ona chce to kończyć. Pozwoliłem jej, puściłem...
to ona powiedziała, że od roku nic do mnie nie czuje i że super jej się spędza ze mną czas, jestem ekstra chłopakiem, etc. ale ona nie chce ze mną być.
klasyka...klasyka, jak mickiewicz. ilu przed nami ilu jeszcze to uslyszy
Kawałek mięsa a jaką ma moc!
klasyka, dokładnie... najśmieszniejsze jest to, że przed jej wyjazdem to ona mi mówiła, że będzie bardzo tęsknić i że nie chce mnie stracić. Przemyślałem to jeszcze na spokojnie i myśle, że cały problem tkwi w tym, że jestem jej pierwszym chłopakiem. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z dziewczyną dla której był tym pierwszym? W tej dziewczynie podoba mi się praktycznie wszystko oprócz tych jazd ze zrywaniem, obawiam się, że będzie mi jej potwornie brakować - na chwile obecną chciałbym ją odzyskać
U mnie jeszcze wszystko sie ciągnie, jest twardsza niż myślałem.