witam zacnie zgromadzonych forumowiczów!
od razu przejdę do meritum, i pytanie uwaga:
czy zawsze wprowadzanie emocjonalności w związek odbija się facetowi czkawką?
jakiś czas temu pisałem o tym że moja laska domaga się zbliżenia na płaszczyźnie emocjonalnej, bo do tej pory super extra wystrzałowo łączyliśmy się ale głownie w "jedno ciałko" na jej skrzypiącym od częstotliwości spotkań intymnych łóżku... i super było!
z odpowiednim dystansem do niej, z mega siłą wewnetrzną, która tłumiła w zalążku jej małe czy większe próby manipulacji mną, egzystowałem sobie w błogostanie i w czułem, że prowadzę ten związek
jej uszy jednak;D co raz częściej zaczęły domagać się wyznań ble ble ble, z uwagi na to, że zależy mi na niej, prawie tak samo jak jej na mnie;p , w minimalnym stopniu zacząłem pękać i się uzewnetrzniać..
i qrwa zaczyna się dziać nie za fajnie!!! średnio 5 razy na tydz. wyskakują jakieś smieszne sytuacje typu foch z jej strony o pierdółkę, innym razem skacze o to, że wczoraj wyznałem a dziś nie <żenada> (czego wcześniej nie było) i tak to idę na dno bo motać w tym wszystkim się zaczynam..
źle mi z tym bo dodatkowo moją postawę, zaczyna determinować myślenie typu, " acha zajebałem fatkycznie, to ona ma racje" lub "acha wczoraj byłem z qmpalmi to dziś fatkycznie 3aby na randek się ustawić..generalnie bardziej mi zaczyna zależeć..
co to jest Panowie, kolejny level związku? czy też może jej co raz głębsze zaangażowanie, które (notabene) w parze idzie z co raz większą paletą wymagań względem mnie?!
co robić pogodzić się ze stanem obecnym? walczyć, wracać do korzeni z początków znajomości?
ma ktoś jakieś mądre wyjście z sytuacji?
pzdr.
nie chodzi o komplementy, wystarczy, że ona w moim spojrzeniu codziennym widzi jaka mnie kręci i to wystarcza moim zdaniem. jest mega atrakcyjna więc prawić jej truizmy skutek odwrotny.
raczej chodzi mi o to jak działać,jak będąc jednocześnie sobą, na wskutek uczucia, którym zaczynam ją darzyć, nie ulegać jej manipulacją, fochom itp ( a dodam, że laska zdolności posiadła nie przeciętne, owijając sobie w przeszłości stada piesków, którzy byli na jej skinienie)
siły przebicia zaczyna mi brakować fuck! i jak to ona na początku "tańczyła na moim stoliku" tak ja teraz zaczyna (chyba) delikatnie mówiąc cipieć...
Witam serdecznie. Zacznę od tego, że kobiety są trochę bardziej uczuciowe od mężczyzn. Domaga się tego (ciągłego mówienia jak bardzo ją kochasz) ponieważ może czuć się lekko odsunięta. Może na początku znajomości poświęcałeś jej więcej czasu i uwagi. Wszystkie kobiety chciały by być stawiane na pierwszym miejscu. Normalnie czyli będąc zwykłym facetem czyt. "nie znawcą uwodzenia", nadskakiwał byś jej codziennie mówiąc kochanie jaka ty jesteś wspaniała itd. co jak wiemy skończyło by się prędzej czy później spławieniem ciebie i złapaniem jakiegoś samca Alfa, który za bardzo by się nią nie przejmował. Rozwiązaniem może być krótka rozmowa. Wytłumaczysz jej ze znacie się dość długo i gdyby ci na niej nie zależało i gdybyś jej nie kochał na pewno nie byli byście razem. Co przy następnym podejściu z jej strony typu " czy ty mnie jeszcze kochasz" zripostujesz "rozmawialiśmy już na ten temat a ja nie lubię się powtarzać". Postaraj się może delikatnie zadbać o mały romantyzm. Machnij jakąś małą kolację kilka kanapek i jakieś skromne wino. Sobie nie zaszkodzisz, a na pewno będziesz mieć z tego full wieczornych korzyści. Jej zrobi się przyjemnie i poczuje się przez chwile jak by znów była najważniejsza
PS: Tylko nie za często, żeby się nie przyzwyczaiła 
Podporządkować sobie stan obecny. Ot co zrobić.
Mów jej tyle ile uważasz, że może wiedzieć. Co za dużo to nie zdrowo.
Jak nie masz ochoty się jej któregoś dnia zwierzać to to powiedz, lub że do zwierzania musi być nastrój, takie "zaufanie" którego teraz wyciągając to na siłę nie budzi. Niech się postara o taki moment kiedy będziesz chciał z nią o tym rozmawiać.
Nie pozwalaj sobie na takie myślenie jakie wymieniłeś, bo to wtedy ona zaczyna kierować tobą.
To chyba kolejny level. Ale mi się wydaje, że to ty masz wprowadzić następny level tak jak chcesz, a nie jak ona.
Więc pomyśl co możesz dodać do waszego związku (także z tego co ona "proponuje") i to wprowadzasz, jak coś ci się nie podoba to tego nie wprowadzaj, lub wyrzuć jak już jest.
Jakbym coś źle mówił to proszę o poprawkę od starczych stażem kolegów.
Jednak wierzę, że dobrze kombinuję.
Pozdrawiam serdecznie
Panowie
chodzi mi raczej o sytuacje analogiczną do mojej gdy freewolny związek przerodzić chcesz w bardziej mentalny i uczuciowy,
gdy jest świetnie, extra love wyznania ble ble ble..
to gdzie jest cieńka granica, pomiędzy tym co można powiedzieć kobiecie a tym gdzie leży przesada,
stąd mój post.. bo właśnie zauważyłem, że dałem jej dużo zapewnień i jedno kolano mam już przestrzelone z własnej inicjatywy GRR:/ bo odnoszę wrażenie, że ona te moje wyznania wykorzystuje przeciwko mnie, bo od kąd wyznałem każdy mały dąs czy foch obligatoryjnie na moje konto idzie.. wcześniej (przed wyznaniami) tego nie było, ona raczej nie pewna tego co czuje była ostrożna i wyczulona, teraz czuje się pewniej i sobie pogrywać zaczyna..
więc jak ktoś mi odpowie, gdzie w związku dwojga dojrzałych ludzi leży granica, pomiędzy tym co się czuje i wie, że warto wyznać a tym czego pomimo, że ciśnie ślina na język mówić nie wolno..; będę bardzo wdzięczny
pzdr.
Szczerze- wolałabym, żeby chłopak/ mąż frywolnie ( ot tak...) całował mnie w czółko kiedy jakoś fajnie razem spędzimy czas, czy na dobranoc, albo jak mnie budzi..., niż by miał ciągle mnie zapewniać o swojej miłości. Byłoby to nudne i trochę podejrzane jakby codziennie miałby mi mówić, że mnie kocha, że jestem najwspanialsza itp

może w ten sposób wprowadzisz ją w dalszy etap znajomości??? zaskoczysz ją trochę innym okazywaniem uczuć?
jeśli mówić "kocham" to tylko żeby miało to swój umiar i odpowiedni czas...
tak jak ktoś tutaj powiedział- trzeba to robić chytrze--- "kocham
Cię kiedy tak się uśmiechasz", "kocham Cię" ( kiedy robi Ci kanapkę),
"kocham Cię" ( kiedy leży obok Ciebie lub na Tobie heh )
lepiej nie wprowadzać harmonogramu do związku i nie mówić dziewczynie
"kocham", bo chce to słyszeć codziennie. Niech sobie trochę zapracuje i
zasłuży na to co jej od siebie dasz.
ba...-
Szanuj zawsze- okazuj zawsze
Kochaj zawsze- okazuj kiedy uważasz to za stosowne i kiedy na to zasłuży, a nie kiedy chce to usłyszeć.
Wpadłeś w jej gierkę. Ona przejęła inicjatywę i zaczyna tobą manipulować kolego. Będzie wam dobrze jeszcze długo długo do momentu gdy całkowicie cię sobie wokół palca i nie zaczniesz tańczyć jak ci zagra. Owszem, trzeba powiedzieć kobiecie że się ją kocha, ale robić to chytrze.
Na przykład w momencie gdy zrobi ci kanapkę mówisz:
- Przepyszną kanapeczke mi zrobiłaś, za to cię kocham.
Taka nagroda
Masz jeszcze szanse z tego się wyplątać, bo nie jest za późno. Jak wspomniałeś metaforycznie zostało ci jeszcze ,,jedno kolano'' a i tamto da się wykurować.
Moim zdaniem powinieneś się zdystansować, aby poczuła że coś jest nie tak. Że się oddalasz. Daj jej powód do rozmyśleń. Nie przeczę że ludzie nazywają to ,,kryzysem'' w związku, ale powiedzmy że będzie to kryzys taktyczny a w pewnym momencie wszystko wróci do normy ze zdwojoną siłą i jej większym zaangażowaniem. Wtedy wrócisz do swoich ram sprzed ,,etapu wyznaniowego'' i przejmiesz inicjatywę.
NIEPOWODZENIE JEST WYKLUCZONE!
jak Ci fochy wali to pewnie nie stosujesz sie do rad Gracjana czyli ustalasz sobie trzy cechy które cenisz w związku(szczerość, szacunek i zaufanie) wtedy masz wszystko pod kontrolą. http://www.podrywaj.org/jak_utrzymac_zwiazek
"jeśli chciała byś być niegrzeczna"
PVR, autor tematu na pewno to dobrze zna.
To za mało. To jest przejście na wyższy etap związku, kryzys.
Co nas nie zabije to wzmocni
Pozdrawiam
z tym okazywanie uczuć to racja, że wyczuć sprawę i moment dobrze trzeba, takie rzeczy się wie;)
spróbuję delikantnie ochłodzić relacje ale nie wiem czy mi na tym zależy, bo dobrze jest jak jest, tylko chyba sam popadam w jakiś paradoks, ponieważ podrywać laski i być z nimi do pewnego etapu jest łatwo nigdy nie miałem takich rozkminek...teraz zaczyna się mega poważny związek i trochę zaczyna mnie to ruszać, zaczynam myśleć jak to prowadzić umiejętnie coby się nie rozbić, a moja pani pewna mnie, zaczyna usiłować przejąc ster i tak to:0
ech walczymy dalej;)
pzdr.
Nie wiem czy dobrze rozumiem ten temat. Ale ja też czasami słyszę, że "chyba mi tak nie zależy jak jej na mnie" i inne takie sztuczki abym zaczął jej słodzić i się deklarować jakoś. Mówię wtedy, że jakby mi nie zależało to byśmy się nie spotykali/ nie kochali/ nie to czy tamto. Trochę marudzi ale szaleje na moim punkcie ;)
Emocji jest cała masa ale nie lubię definiowania i jakiś tam wyznań. Nie potrzebuję tego. To tylko gasi żar chyba.
u mnie już spoko, ustały rozmowy o uczuciach a ja sam postanowiłem i uskuteczniam to w realu, że nie mówię (wyznaje) zbyt wiele, i gadki o wyznaniach ucinam wręcz..i jest jak powinno
co raz mocniej dochodzę do przekonania, że im więcej gadać o tym co się czuje tym gorzej się na tym wychodzi...
ktoś kiedyś napisał na forum "nie wprowadzaj emocjonalności w związek bo wszystko zjebiesz"
i coś w tym jest, przychylam się do tej tezy;)
pzdr.
sebastiano19 ja mam chyba podobny problem co ty, chociaż z drugiej strony trudno to nazwać problemem...bardziej jest to szukanie dziury w całym.
Powiem Ci, że też mam dylemat z okazywaniem uczuć. Moja laska codziennie chce słyszeć, jak ja to ją kocham itd. problem z tym, że ja nie zawsze mam na to ochotę...
Uważam, że klucz do sukcesu do dawanie lasce różnorodnych emocji...nie tylko pozytywnych, bo jak się zrobi za słodko między wami to będzie źle, po prostu wkradnie się nuda i tyle. Też czasami trzeba ja opierdolić...nieraz jak popłacze się z twojego powodu to nic złego się nie stanie. Najważniejsze to zachować umiar...stosownie do jej charakterku
pozdr...i powodzenia w dalszej walce z nia