Siema wiem ze może pod ksywka jest napisane przedszkolak ale i w to musi uwierzyc kazdy...pod waszym prawdziwym ja kryje się, ..o tak to dobre określenie …kryje sie prawdziwy demon ktoremu trzeba pomoc wyjsc…nie jestem typem który musi mieć wszystko co ma cycki i puls…dziewczyna musi mieć cos co sprawi ze chce mi się ja poderwac… ze będę chciał przekazac jej cala energie która mam w sobie i zawalczyc o nia…bo nie ma co ukrywac ale caly proces podrywania przypomina walke z inna osoba…tak kontakt fizyczny, punktowanie, oddawanie, kontry niespodziewane sztuczki i ciagla obserwacja jak przeciwna osoba się zachowuje,by nie popelnic chociażby jednego malego błędy który przechyli szalę zwyciestwa…
wazne jest już samo wyjscie…już samo ono może sprawic ze przeciwna osoba jeszcze widzac mnie z daleka będzie czula jak wlos jezy jej się na skorze, po ciele przechodza ciarki a ona sama zaczyna się zastanawiac czy postąpiła właściwie…
ale wtedy dostrzega nadchodzącego mnie…uosobione zlo i piekno w jednej postaci…piekno które pozwoli jej zrozumiec, iż to ja jestem najlepszym wyborem wychodząc do walki, wybrala przeciwnika godnego…gdzie tam lepszego od siebie a najlepszego dla siebie, z którym walka to nie wojna na śmierć i zycie ale przyjemność i doswiadczenie…a zlo które wzbudzi w niej tak piekielnie mocne uczucia ze nawet(a nie ma innej opcji) czujac się przegranym będzie chciała wiecej i wiecej…
wchodzisz na ring i widzisz ja z daleka…ona już wie co ja czeka…ona wrecz na to czeka…podchodzicie do siebie…sedzia ,tlumy i flesze hałasują, błyskają…ale wy nic nie słyszycie…patrzysz jej w oczy tak gleboko ze wyprzedzasz kazda zaplatana mysl która smiga jej po glowie…spojrzenie jest tak przeszywające a jednoczesnie subtelne ze zabierasz ja do swojego swiata…ona już nie słyszy fleszy, ludzi…tylko bicie wlasnego serca i to cos co sprawia delikatne,tajemnicze uczucie o tu…w okolicach mostka…
-walka!
-Boks!
-Hadjime!
Sedzia wyrywa was na chwile z waszej odosobnionej wyspy, na której byles panem i wladca ..czas stac się panem tu gdzie jestes bez względu na to w jak wyjatkowych okolicznosciach przyjdzie ci walczyc...zaczyna się walka..lewy prosty z twojej strony przyjęty na gardce…przeciwnik krazy niewzruszony…probujesz drugi raz…skontrowala ale to jest twój dzien wiec oddales jej jeszcze kopnieciem… to nie jakies stąpnięciem pierdniecie na stope..nie jestes osoba która się pierdoli wiec od razu lecisz z high kicka na maske…kopniecie nia wruszylo…leci kolejna wymiana ciosów…i nastepna i nastepna …po każdej z nich czujesz ze masz przewage…osoba z która walczysz przyczaila się i niespodziewanie zaatakowala ale ty wszystko przewidujesz…czytasz w jej myslash…znasz kazda jej sztuczke…przygotowałeś się do walki…nic nie jest w stanie cie zaskoczyc ..wstrzasnac…onieśmielić..a tymbardziej odebrac zwycięstwo…sparowałeś jej krzyzowy atak i skończyłeś kolanem na splot słoneczny…cios w okolice serca..najsilniejszy bo bezpośredni i szybki…ona już slabnie…czujesz to widzisz…coraz czesciej klinczuje…nie chce się od ciebie odczepic…sedzia zwraca jej uwage…decydujesz się na kolejny, coraz bardziej konkretniejszy krok zmierzajacy do jednego celu…wejście w nogi i techniczne obalenie do parteru…zabierasz jej oddech uderzeniem o mate jednoczesnie czujesz ze jest coraz bardziej nierowny…łapczywy…to jest to co cie kreci ale ty w tej chwili nie możesz myslesz o swoich uczuciach…nie możesz poniesc się emocjom bo one zbyt często wskazuja zla droge…masz wiedze która kaze ci podążać za rozsądkiem…a rozsadek mowi ci ze to nie litosciwa akcja Caritas tylko masz ja zdominowac …chwile obchodzisz ja dookola ciagle kontrolujac i nie pozwalajac na ucieczke…cala sala wiwatuje..wie już jaki będzie final…wiesz to i ty ale wie to tez osoba z która przyszlo ci walczyc...
pomimo skutecznej..wscibskiej a potem coraz bardziej hamskiej obrony udaje ci się ja dosiąść…nie czekasz na znaki z nieba, glos serca, trenera czy babci Barbary tylko od razu zaczynasz grand&pond…wprowadzasz swój terror…ona nie ma wyboru musi się dostosowac do twoich zasad…gracie po twojemu a gra idzie po twojej mysli…bijesz i bijesz..nie na hama z wyczuciem,technika i ekstrawagancja ktora pociaga za soba cala saleee.. az zauważasz ze osoba na której lezysz, w obronie a jednoczesnie swojego rodzaju akcie poddania chroni się reka…wyprostowala ja …twój umysl i cialo tylko na to czekaly…
to ten ledwo zauważalny przez laika…ale wyczuwalny w promieniu kilometra dla mistrza znak ze czas zakończyć walke…lapiesz reke,..skrecasz się do balahy..rozciagasz reke…coraz mocniej mocniej…czujesz jej reke klepiaca po udzie w gescie poddania…koniec...
wygrales..osiagnales swój cel w takim stylu jakim chciałeś…nie było latwo nigdy nie jest latwo może z nastepnym przeciwnikiem sam tak skonczysz…teraz to się nie liczy…mistrz tu jest…
Tekst dedykuje wszystkim ludziom inteligentnym,którzy nie maja problemu z rozszyfrowaniem metafor. Pamiętajcie aby nigdy nie dac kobiecie się zdominowac…nawet na ulamek sekundy..kobiecie możesz pozwolic dojsc do swego tylko w lozku.
Odpowiedzi
Idealnie się z Tobą zgadzam.
czw., 2011-01-06 13:38 — WłodiIdealnie się z Tobą zgadzam. Ta walka jest swoją drogą naprawdę świetna. Aż w końcu czujecie, że już czas ją zakończyć i grać w jednej drużynie.
Ostatnio spotykałem się z kobietą, która chciała cholernie walczyć. To walczyłem, gardy nie opuszczałem. Było kilka spotkać, wszystko zmierzało w dobrym kierunku, w końcu był też i seks kilkukrotnie. A ona nadal chciała walczyć! Z tego powodu nam nie wyszło, bo ostatecznie coraz gorzej nam się rozmawiało.
Tak więc walka jest piękna, ale nie może trwać w nieskończoność.