Powiedzmy, że to co było kiedyś powoli wraca. Jest wieczór, siedzę powiedźmy na tarasie chociaż pogoda nie dopisuje. Papieros też jest.
Większość czasu, który wpływał na moje wychowanie to czas z ludźmi, którzy mieli poważne problemy ze sobą. Spędzałem z nimi mnóstwo czasu, ale, że zawsze jednak miałem jakiś swój świat własnych przemyśleń to jacy byli jakoś nie wpływało na mnie szczególnie. Ich świat był zawsze materialny. Miałeś pieniądze byłeś kimś, nie miałeś pieniędzy byłeś tak zwanym dziadem. Ich relacje z ludźmi i nie mówię tutaj o kobietach były do niczego. Pryzmat pieniędzy robi swoje. Ten ma taki dobry samochód więc z nim nie możemy porozmawiać. Ten ma taki słaby samochód więc z nim również nie możemy porozmawiać. Objawiało się to też w ubraniach i innych dobrach. W przypadku kobiet było jeszcze gorzej, dlatego zawsze kończyli z jakimiś chujowymi laskami szczycąc się tym kiedy udało się jakąś poderwać jakimś tam cudem. Większość dla nich była po prostu nieosiągalna. Pamiętam jedną imprezę z nimi kiedy byli zafascynowani tym jak zacząłem tańczyć z jakąś w ich oczach SHB. Ile się nasłuchałem następnego dnia, a przecież tylko z Nią tańczyłem.
Nie wiem co teraz u nich słychać. Nie mam z nimi kontaktu od dawna. Pewnie używają dłoni bardzo często i odkładają pieniądze na lepsze ubrania i samochody marząc o tych nieosiągalnych.
Rodzice od małego wpajali mi podobne wartości. Szczególnie mama. Ojciec zawsze wykazywał się taką beztroską i lubił zaszaleć, do pieniędzy miał dość lekki stosunek. Mama natomiast, no cóż. Zawsze dla niej było ważne to jak jestem ubrany. Było to ważniejsze niż to co myślę i co mówię, a raczej mało mówiłem. Od małego dużo myślałem, ale mało mówiłem. Gdybym chociaż zrealizował 50 % procent moich myśli dzisiaj wszystko byłoby zdecydowanie bardziej kolorowe. A ja już od podstawówki zawsze byłem uległy innym. A to jakiś gnojek zabrał mi wszystkie kapsle, a ja mu jeszcze powiedziałem, że następnego dni dostanie więcej chociaż w środku się gotowałem. A to bałem się powiedzieć pierwszej miłości co do niej czuję. A to w gimnazjum kilku palantów wyśmiało moje zainteresowania, a ja byłem gotowy je zmienić żeby temu zapobiec. I tak mijały te kolejne lata, chociaż wewnątrz było zawsze inaczej. Jedno myślę, a drugie robię.
A wyrósł ze mnie całkiem zacny człowiek, a kiedy to zleciało to za cholerę nie wiem.
Wsiadam dzisiaj w autobus. W końcu jest szansa, że nie spóźnię się na lekcje co jest codziennością.
I nagle moim oczom ukazuję się śliczna naturalna blondynka w moim wieku. Śliczne niebieskie oczy, fajny skromny ubiór. Z jednej strony specjalnie się nie wyróżnia, ale jej uroda zniewala. Patrzę w jej stronę, zanurzam się w błękit jej oczu i wysyłam lekki uśmiech. Po chwili widzę na jej ustach to samo. Po chwili układa dłonią swoje długie blond włosy patrząc się na mnie. W myślach podchodzę do niej i rozmawiamy, ale jakaś blokada ( fikcyjna ) nie pozwala mi do niej podejść. I staję się kolejnym zwykłym użytkownikiem komunikacji miejskiej patrzącym w nicość prosto przed siebie. To kolejna taka sytuacja kiedy po chwili staję się kolejnym szarym człowiekiem gdzie wystarczyło tak niewiele..
Wysiadam i idę do szkoły.
To już inny temat. Na temat polskiej edukacji można by napisać całą książkę, na temat hipokryzji w jakiej się kształcimy można napisać niejedną książkę..
Mam w klasie kolesia, który jest niesamowicie zakochany w swojej dziewczynie. Zostawiła go, koleś latał za Nią, dmuchał, chuchał i go zostawiła.
" Przecież byłem taki dobry dla niej ... "
Przez to co zrobiła zaliczył tygodniową nieobecność w szkole, a czym jest samo rozstanie? Czym naprawdę się przejmujemy? Tym, że straciliśmy kogoś ważnego czy może tym, że jesteśmy od teraz sami i jesteśmy w tej chwili skazanie jakby na samotność? Bądźmy realistami. Jak to mawia mój ulubiony poeta
" Kiedy już poczujesz magię tej niesamowitej dziury, tego niesamowitego otworu będziesz wiedział, że to rzecz niepowtarzalna"
Rzecz w tym, że chyba podchodzimy do kobiet w zdecydowanie inny sposób i nie traktujemy ich tak do końca jako zwykłych ludzi. Do czego zmierzam, a no do tego, że kiedy dochodzi do rozstania do tak naprawdę na jaw nie wychodzi strata jest osoby tylko obawy przed tym co teraz nas czeka. Swego rodzaju samotność i pustka. Zawsze spędzaliśmy razem wieczory, a teraz tego nie ma. Wychodzą jakieś czysto fizyczne rzeczy. Przyznam, że teraz kiedy to piszę to brakuje mi jej. Nie spędziliśmy ze sobą całej nocy jakoś od początku lutego. Nie brakuje mi jej jako osoby. To co do niej czuję jest we mnie, ale brakuje mi po prostu kontaktu fizycznego. Chciałbym się teraz po prostu obok niej dobrze wyspać zaraz po dobrym...
No i na tym zakończę ten wpis, bo mam ochotę na dobry sen.
Odpowiedzi
Dobry wpis ja tez szukam
pt., 2011-04-01 21:55 — ChaninngDobry wpis ja tez szukam kobietki na noc co bym przy niej zasypiał i sie budził xD:P bo jakos mam taka ochote nie odzowna;D pozdrawiam mam nadzieje ze przełamiesz te gory lodowe i wkoncu cos zadziałasz;d lepiej xD:P 3maj sie
)