
Po pierwsze to cześć, a po drugie...
Jest 3 stycznia 2012 roku, jeżeli faktycznie w tym roku czeka nas zagłada to mam niewiele mniej niż rok na obrót o 180" i rzeczywiste zmiany w moim życiu.
Odkąd sięgam pamięcią, a sięgnę teraz do sytuacji sprzed dokładnie dwóch lat.
Dwa lata temu, dokładnie w Nowy Rok 2010, obiecałem sobie, że całkowicie zmienię moje życie. Z perspektywy czasu, zastanawiam się właściwie po co? Zawsze odróżniałem się od grupy, ale właśnie przez to ludzie bardzo mnie szanowali i wręcz uwielbiali. Ludzi powalał mój charakter, określany byłem mianem cichej wody. Zawsze z pozoru najspokojniejszy człowiek wśród jakiejkolwiek grupy, a kiedy ktoś mnie lepiej poznał zawsze był zszokowany.
Miałem bardzo dużo pasji, zawsze musiałem sobie coś znaleźć, zawsze coś nowego, z samej chęci poznania. Często okazywało się, że to tylko chwilowa zajawka, która mijała w ciągu kilku miesięcy, ale przez to byłem dosyć interesującym człowiekiem.
Byłem totalnym audiofilem, a w szczególności spodobał mi się rap z wschodniego wybrzeża, który chłonąłem jak powalony. Codziennie kilka albumów w drodze do szkoły, w szkole na przerwach i w drodze powrotnej. Szukałem rzadkich płyt, myślałem o zakupie gramofonu, a nawet tworzenia swoich własnych kawałków. Jakiś czas później sięgnąłem pierwszy raz w życiu za puchę i chociaż nigdy nie wyszło mi nic specjalnego to teraz wracając do rodzinnego miasta i widząc jakieś moje malunki na ścianach rozpiera mnie duma, nie mówiąc o wspomnieniach ucieczek kiedy był tzw. przypał. Ciułałem hajs żeby kupić sobie pierwszy aparat cyfrowy, chłonąłem literaturę fotograficzną myśląc o niesamowitych fotografiach. Byłem totalnym kinomaniakiem, spędzałem w normalne dni, po kilka godzin przed telewizorem, wyszukując perełek z kina radzieckiego i rosyjskiego, poznając światowe klasyki, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Każdy film coś mi dawał, otwierał coraz bardziej okno na świat. Czytałem dużo książek, kolejne okno na świat, mogłem debatować o wielu rzeczach całymi godzinami. Miałem tak bogaty język, że bardzo szybko z gimnazjalnego nieuka, zacząłem pisać każde wypracowanie w liceum na ponad 70 %. Praktycznie nie przeklinałem, na twarzy zawsze wyrysowany spokój.
Kiedy i to nie wystarczało, to żeby poczuć odrobinę extremy, złożyłem pierwszy rower do szaleństw w lesie, a do kilka razy w tygodniu chodziłem na basen, tak że jak na osobę będącą w liceum, wyróżniałem się budową ciała.
- Blackslim, chyba często chodzisz na siłownię
powiedział koleś, którego poznałem na rozpoczęciu nauki w liceum
- Co takiego? Jak nigdy w życiu nie byłem na siłowni
A w szkole, chociaż chodziłem do najlepszego ogólniaka w ponad 300 tysięcznym mieście, średnia ok, 4.5 była dla mnie osiągalna bez większych starań.
Byłem zawsze otwarty na innych ludzi i to naprawdę było widać. Nigdy nie miałem problemu żeby z kimś się dogadać, ktokolwiek by to nie był, zawsze odnaleźliśmy wspólny język.
Z zainteresowaniem ze strony dziewczyn też nigdy nie miałem najmniejszego problemu. Dziewczyny same do mnie podchodziły i zaczynały rozmowę, zresztą prowadzenie rozmowy z dziewczyną nigdy nie było dla mnie problemem i nie sprawiało mi nigdy problemu, ale...
Nigdy nie miałem dziewczyny, pomimo wielu zainteresowań i zainteresowań ze strony dziewczyn, brakowało mi czegoś co teraz bym nazwał poczuciem własnej wartości. Zawsze było coś, zawsze uważałem, że przecież to niemożliwe żeby taka dziewczyna oczekiwała ode mnie czegoś więcej. To niemożliwe, chodzi jej tylko o koleżeństwo i z ręką na sercu muszę przyznać, że dosłownie każdą relację z dziewczynami, gdzie było obustronne zainteresowanie, ja tak po prostu sprowadzałem do koleżeństwa. Podejście - to nie możliwe, że jej się podobam, miałem tak głęboko zakorzenione i było tak naturalne, że taki stan rzeczy naprawdę długo mi nie przeszkadzał, po drugie zawsze byłem czymś zajęty. Problemy pojawiły się kiedy zacząłem coraz intensywniej o tym myśleć. Mam 17 lat, a nigdy nie całowałem dziewczyny, nigdy nie trzymałem za rękę dziewczyny!
Był to moment, w którym wystarczyłoby żebym tylko zaczął wierzyć w siebie i zobaczył, że jestem ( przepraszam za brak skromności ) zajebistym człowiekiem, bez popadania w narcyzm, po prostu uświadomienie sobie, że na tle społeczeństwa naprawdę się wyróżniam. Świetne fundamenty, żeby iść do przodu.
Taki moment nie nadszedł, zacząłem coraz częściej o tym myśleć, w końcu przerodziło się w to dosyć poważny problem, popadłem w jakieś chore kompleksy, aż do roku 2010, kiedy dokładnie w Nowy Rok, po przywitaniu go z gronie znajomych, obiecałem sobie, że od teraz zacznę to zmieniać i chociaż wtedy jeszcze, cały plan był bardzo dobry, to niestety nie potoczyło się to dobrze.
________________________________________________________________
Wiosną 2010 zacząłem umawiać się z dziewczynami, aż w końcu poznałem tą, z którą jestem jeszcze dzisiaj. Poznaliśmy się w naprawdę ciekawy sposób, niewiele brakowało, a nigdy byśmy się o sobie nie dowiedzieli. Chociaż brakowało mi pewności siebie, bo oto miałem przed sobą wg. portalowego slanu, SHB w pełnej okazałości, to każde spotkanie z Nią było niesamowite. Nie dlatego, że popadłem w jakąś idealizację, ale dawało mi to taką frajdę i tyle emocji, których dziś już nie mam - wyrzuciłem je na własne życzenie. Kluczem do sukcesu było bycie sobą, ja po prostu byłem sobą. To jak to wtedy wyglądało było tak oryginalne, że ona po każdym spotkaniu była pełna emocji.
Po krótkim czasie, to ona zaczęła coraz bardziej o mnie zabiegać, to ona w końcu sprawiła, że zostaliśmy parą. Tylko, że ja zacząłem szukać dziury w całym. W tamtym momencie przedawnione kompleksy, nie wiedzieć czemu znowu się pojawiły. Zaczęły coraz częściej wychodzić na jaw. Pierwsze pół roku było świetne, jeszcze byłem sobą, ale kolejne okresy to już kompletny obrót o 180"
*WANNA BE ASSHOLE!*
Z dnia na dzień zacząłem się stawać coraz to większym dupkiem, chamem, kretynem. Myślałem, że to jest cool. Zacząłem udawać. Nie wiem co chciałem przez to osiągnąć, ale ja po prostu udawałem twardziela. W końcu dochodziło do jakiegoś wręcz rozdwojenia osobowości, bo jej i wszystkim dookoła serwowałem moje chujowe zachowania, żeby po chwili znowu się zachowywać normalnie. Coraz częściej dochodziło do kłótni, ja zacząłem tracić znajomych, którzy po prostu przestali to tolerować.
Kumpel od puchy, kiedy podszedł do niej i spytał ją co się ze mną dzieje. Nie potrafiła mu wytłumaczyć, zresztą ja pewnie też. Jedyna rzecz, którą miałem zapisaną w głowie to ZMIANA. Wyjebałem wszystko do góry nogami, moje wszystkie pasje legły w gruzach, wszystko zaczęło się walić, co dzielnie pokonywałem, przecież chcę być twardy. Zaczęły wychodzić problemy, na który nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi, a teraz naprawdę bolały.
Emocje zastąpiłem chorymi kompleksami, uprzedzeniami, wszystko zaczęło być takie sztuczne. Wiecie co, ja po prostu wszystko udawałem, nie było tej szczerości co kiedyś, tej empatii, wszystko wedle ściśle zaplanowanego planu.
Po pewnym czasie również sytuacja w szkole bardzo się pogorszyła, zacząłem coraz częściej wagarować.
Po pewnym czasie doszło do pierwszego rozstania, jednak szybko do siebie wróciliśmy. Ona miała już tego dosyć, ja zresztą też, miałem siebie dosyć, ale szybko do siebie wróciliśmy i ja po chwili normalności, znowu zacząłem robić z siebie skurwiela.
Zauważyłem to, ale winę zwalałem na innych, szukałem zawsze najpierw winy w otoczeniu, a nie w sobie.
Kolejne miesiące to okres coraz większego popadania w iluzję o byciu twardym. Tak naprawdę poza tym, że bardzo szybko stałem się chamem i prostakiem to nic nie zyskałem, a przez udawanie kogoś kim nie jestem - straciłem emocje.
Farsa trwała do 31 grudnia 2011/01 stycznia 2012, kiedy przerosłem sam siebie i zrobiłem taki popis skurwysyństwa osobie, której jeszcze na mnie zależało. Coś wtedy pękło i chyba nadal pęka. Nie mogę spać i jeść, nie mogę się w ogóle skupić. Przejrzałem w końcu na oczy, część tego balastu odeszła, ale czuję, że muszę wiele rzeczy naprawdę naprawić.
W chwili pisania tekstu to, że ten związek się rozpadnie, przestaje mnie boleć, a jedynie myślę o tym, żeby mi to po prostu wybaczyła.
Jest to przestroga dla tych, którzy chcą zmienić w sobie wszystko, zapominając że po prostu bycie sobą jest najważniejsze. Zwróć uwagę na lewą stronę - rób to na co masz ochotę, nie będziesz robił tego co chcesz udając kogoś innego.
Czasami naprawdę wystarczy nie wiele żeby stać się dobrym, wartościowym człowiekiem, a może nawet nim jesteś tylko nie zdajesz sobie sprawy.
Ja wybudziłem się z tego dziwnego stanu po 1,5 roku. Z emocji mam strzępki, z dawnych pasji nie zostało nic, zacząłem coraz więcej pić, palę papierosy.
Zanim coś postanowisz to najpierw zastanów się czy musisz, bo największą wartością w człowieku jest to kiedy jest sobą. Jest mnóstwo ludzi, którzy udają, ale to po prostu słabość. Jak widzisz jakiś problem to go zwalcz, a nie omijaj.
Ja teraz wyłączę telefon, skończę projekt na uczelnię i obejrzę dobry film żeby znowu poczuć się sobą.
Salut!
Odpowiedzi
Ciekawy wpis, choć dziwi
wt., 2012-01-03 18:40 — theMeCiekawy wpis, choć dziwi mnie, że w momencie w którym spróbowałeś zmienić się na lepsze, sytuacja się pogorszyła.
No ale, najlepiej uczyć się na własnych błędach.
Co do nich, tytuł powinien brzmieć "wanna be an asshole" ;d
Widzisz, nie zawsze zmiana
wt., 2012-01-03 19:39 — BlackslimWidzisz, nie zawsze zmiana opłaca się, w moim przypadku była tak naprawdę niepotrzebna. Po prostu polazłem w chorą skrajność - zmieniłem się totalnie, a później w tym wszystkim się pogubiłem.
Jedyne co nasuwa mi się na
wt., 2012-01-03 20:24 — Simple ManJedyne co nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu tego bloga, to tekst piosenki Lynyrd Skynyrd - Simple Man. Mój Tytuł.
Boy, don't you worry... you'll find yourself
Follow your heart, lord, and nothing else
And you can do this, oh baby, if you try
All that I want for you my son,
Is to be satisfied
Świetny wpis. Życzę Ci, żebyś robił to, na co masz ochotę. Masz ochotę wrócić do swojej dawnej postaci? Wróć. Będzie ciężko, będziesz chciał to olać. Nie olewaj... Wiedz, że dodałem ten wpis do ulubionych. Powodzenia
docenisz po stracie
wt., 2012-01-03 23:09 — tomek121314docenisz po stracie wariacie.
Straciles sieie teraz siebie doceniasz wracaj szybko do swojego ja.
Pozdro