Witam. Jestem/bylem z dziewczyną 3 lata, nasz pierwszy powazny zwiazek, stracila ze mna dziewictwo. Ja mam 24 lata, ona 20. Od ostatniego roku, gdy sie rozstalismy pierwszy raz, cala rownowaga w zwiazku sie zachwiala, dokladnie przez rok zaczela sie masakra. Rozstawalem sie z nia ze 4 razy. Pierwszy raz, bo popelnilem mase bledow, bylem zazdrosny o pewnego typa, klocilem sie z nia i w koncu mnie zostawila, a po tygodniu pobawila sie z tym typem, co trwalo moze ze 2 tygodnie. Wrocilismy wtedy po 1.5 miesiacu. Potem 7 miesiecy bylo fajnie, lecz nie dawala mi spokoju, bo niby jej najlepsza kolezanka namieszala jej w zwiazku ze mna wtedy i ciagle mamrotala o tym bylym i o niej. W koncu ciezko mi bylo to znosic, wiec w majowke sie rozstalismy. Mieszkalismy razem w akademiku, ona 2 pietra nade mna. Po tygodniu zaczela mnie odwiedzac. Wracalem z imprez i patrze ona puka... Zerwalem z nia kontakt, to wieczorem znow przyszla jak bylem po ostrym jaraniu trawy. Po okolo 3 tygodniach sie pogodzilismy. Zaczely sie wakacje. Znalazla sobie kolezanke, a ja bylem juz z boku. Widywalismy sie co 3 - 4 dni. W koncu znow sie poklocilem z nia i tak sie rozstalismy. Nastepne rozstanie bylo 3 tygodnie pozniej - dzwoni do mnie ze jedzie do akademika na 4 dni pozalatwiac wpisy, zeby sie nie meczyc jazda autobusami. Nie gadalismy o tym wczesniej, ale ocenilem sytuacje ze tak bedzie lepiej, bo rzeczywiscie wstawanie codziennie o 5:30 jest meczace. Zgodzilem sie. 100 km od naszej miejscowosci. Pojechala - caly wieczor i do poludnia nastepnego dnia nic sie nie odzywa. Zadzwonilem do niej jak tam sie sprawy maja, powiedziala ze do przodu, na koncie malo miala kasy itd. Pare godzin pozniej sms: "Nie czuje sie tak jak na poczatku naszego zwiazku". I jeszcze pozniej: "czuje ze zobojetnialam co do nas, widze ze sie starasz". Kolejny raz koniec, ale tym razem wygarnalem jej, ze podczas naszego ostatniego "rozstania" lizala sie ze swoim bylym. Powiedzialem tez ironicznie ze gdyby nie okres twoj, to moze by do czegos wiecej doszlo. Wkurwila sie, powiedziala ze ma to wszystko w dupie teraz, ze to z okresem ja wkurwilo, a do tej historii z bylym nie chciala sie przyznac - a ja to przeczytalem w jej archiwum gg.
Ona byla o mnie bardzo zazdrosna. A przed tym rozstaniem ostatnim ukladalo sie nam co raz lepiej, ale cos tam wystekala, ze juz od jakiegos czasu zle sie czula. Zablokowala mnie na gg. Ja zeby pokazac ze mowie serio, usunalem w koncu wszystkie wspolne zdjecia z facebook'a. Na razie tydzien bez kontaktowania sie. A ja sie tak latwo nie dam jak do tej pory, bo jestem wkur....y na nia.
Teraz gwozdz programu. Chcialem z nia to zakonczyc, bo juz jestem zmeczony. Chce czegos nowego. Ale podjalem z nia wczesniej decyzje, ze bedziemy miec swoj wspolny pokoj w akademiku. I ona nie ma mozliwosci zmiany, bo dopiero w polowie pazdziernika bedzie taka mozliwosc, o ile bedzie miejsce. Bede mieszkac z ex bo przyznali nam juz pokoj pare miechow temu...
Jak mam sie zachowac? Chcialem jej odwiezc rzeczy, cokolwiek, ale k...a i tak bede z nia siedziec. Jeszcze chyba takiej sytuacji nie bylo na tym portalu.
Może i jestem za młody, nie rozumiem itp. itd. ale co to ma być?! Dobra z tymi zdjeciami na fejsie przeboleje, ale problem bo "zablokowała mnie na gg"?! (a tyle mówione było o tych komunikatorach..)
Po tylu jazdach juz dawno trzeba sie bylo rozstac bo zmarnowales na nia kupe swojego czasu.
A co do problemu, ja bym sie nie przejmowal. Jesli tak bardzo tego chcesz probuj sie przeniesc (albo ja wyniesc).
Jeśli sie nie uda to traktuj ja jak zwykla koleżanke. Zapraszaj inne dziewczyny i niech widzi co straciła.
Wyprzedził mnie o 3 min. xD
zajebisty wpis bo z jajiem i ironia opowiedziany i bez złości. ale nuemer z tym okresem!!!!
pozd
Kawałek mięsa a jaką ma moc!
DNGU - ja nie chce, zeby sie meczyla. Chce zeby byla szczesliwa, czy ze mna czy nie ze mna. W skrocie to opisalem. A te zdjecia na facebooku trzymalem dlugo, moze i z rok czasu i nie usuwalem przez poprzednie "rozstania". Troche symboliczne byly nawet. Usunalem je nie dlatego, ze mna emocje wstrzasnely, ale zeby pokazac, ze nie zartowalem.
Panowie, potrzebuje od was wsparcia. Sprawa mnie juz przytlaczac zaczyna. WIem, ze ex juz ma juz kogos, z kim sie spotyka. WIem ze bede z nia mieszkac jakis miesiac w akademie, bo kompletnie nie ma miejsc. Wczoraj bylem u kumpeli i byla przyszla do niej z kolezanka i wlasnie wtedy sie tego dowiedzialem, o tym fagasie. Caly czas ex byla naburmuszona, nie kryla sie ze pisze esy, puszcza strzaly itd. Pod koniec zgadalem sie z nia w 4 oczy, zeby obgadac sytuacje. POwiedzialem jej, ze wiem ze z kims spotyka. Przyznala sie. Wydalo sie, ze mi nie ufala i myslala ze mam kogos na boku, co zanegowalem i w koncu zrozumiala. Powieidzalem jej, ze chce zeby byla szczesliwa. Ex byla naprawde niemila, ze kumpela zwrocila jej uwage. Powieidziala nawet, ze ma w dupie te 3 lata ze mna spedzone. Dzisiaj byla dzwonila i przepraszala za to. Przejela sie tez moja sytuacja w domu i zaczela mnie pocieszac (mam problemy od x czasu na chacie, co mnie rozbraja co raz bardziej), na co wybranialem sie, ze dam sobie rade. Czuje ze moge wpasc w rame przyjaciela, a nie chce tego. NIe wiem jak sie bronic. Sama mysl troche mnie rozbraja, ze bede mieszkal z byla dziewczyna, ktora ma fagasa i bedzie sie szlajac po nocach u niego. Moj plan jest taki, ze robie to samo. Wyruszam na miasto jak tylko melduje sie w akademiku. Tak samo zaczynam zyc i chce, zeby w moim swiecie bylo tylko kobiet, co nigdy. Potrzebuje tylko od Was jakichs rad, albo ostrzezen przed sytuacjami, ktore moga sie wydazyc z ex. Co ta laska moze sobie myslec w tej sytuacji? Jak ja traktowac w tym pokoju? Czuje sie jak bym mial mieszkac z byla zona w domu.