Opis sytuacji: jest dziewczyna, pięć lat ode mnie młodsza, ona studiuje, ja już ten sam kierunek skończyłem i chwilę już pracuje. Roboczo nazwijmy ją Ania. Z rozpoznania wynika, że Ania tzw. rwanie ma duże, aczkolwiek dla swoich adoratorów zbyt łaskawa to ona nie jest, co sam stwierdziłem obserwując z boku jak jakiś palant do niej startował. Jest jeszcze gorzej: mimo naprawdę bardzo dobrego wyglądu Ania jest nieśmiała, cicha i jakaś taka zdominowana przez swoją najlepszą przyjaciółke, obiektywnie piękną laskę, do tego bardzo wyszczekaną. Taki układ "pinki i mózg". Dziwne to wygląda, no ale roboczo nie mam podstaw zakładać że jest lesbijką:D Nie wiem czy ma chłopaka, ale po jej zachowaniu to zaryzykowalbym hipo tezę że mimo 23 lat nie miała go nigdy...
Poznałem ją przez wspólną koleżankę, z którą niezbyt się lubimy, choć wspomniała mi, że Ania (którą to właśnie jestem zainteresowany) ma o mnie "dobre zdanie". Sama rozmowa na imprezie na której ją poznałem z rok temu wypadła całkiem sympatycznie, aczkolwiek nie działałem z zamysłem poderwania jej, nic z tego (wtedy miałem laskę). Przynam jednak, że już wtedy mnie, nazwijmy to, urzekła. Później jeszcze raz "przechodem" udało mi się ją spotkać. Zamiar pojawił się po czasie - czyli jak skończyłem chory związek z poprzednią. Jako że n-k najlepsza do załatwiania takich spraw, a numeru telefonu nie miałem jak załatwić (no bo jak Anie widzialem, to byłem uwiązany poprzednim związkiem...), od wspólnej koleżanki nie wyłudzę (wredna s****:), ona mieszka 30 km od mojego miasta, więc spotkać ją na ulicy nie jest łatwa rzecz, to napisałem do niej na tej n-k.
Ania rozmowę podjęła szybko, takie tam gadki o wszystkim i niczym, była całkiem wylewna, ale gdy bez przeciągania między wierszami zaproponowąłem drinka (no i żeby nr telefonu dała, to się jakoś umówimy)ona to zignorowała. Może faktycznie za szybko wystartowałem z taką inicjatywą /raptem trzecia czy czwarta wiadomość/? A było tak: długi list, w to wplecione niewinne zaproszenie i... cisza... Po tygodniu milczenia napisałem do niej czy coś się stało. Ona po dniu od otrzymania tej wiadomosci odpisała "a cóż się miało stać?" i rozmowa dalej o pierdołach. Okej - pomyślałem - zrobiłaś mi test, ja nabrałem się jak młody jeleń. Piszemy dalej, - już z miesiąc, o sprawie nr i drinka zapomnieliśmy, aczkolwiek na początku ona odpisywała po dwóch dniach, potem czterech, tygodniu... teraz nie odpisuje... trzy tygodnie! Normalnie pomyslałbym: laska mnie olała (albo robi kolejny kretyński test nie wiadomo na co), bywa (choć właściwie nie wiem czemu przez miesiąc klepała w klawiaturę), aczkolwiek zawsze jej aktywnośc na n-k stwierdzałem po zwiększającej się liczbie "znajomych", jest tam taki licznik. Wcześniej ktoś tam zawsze dochodził nowy. Od trzech tygodni stanął w miejscu (= nie wchodzi na n-k, albo chce żebym wierzył że tego nie robi). Odezwę się z pytaniem 'czy coś sie stało', a ta znowu "a co niby"? i wyjdę drugi raz na jelenia.
Właściwie ktoś coś rozumie z tego? Co ja mam z tym dziewczęciem zrobić?
He he - nie no to moja z pewnością tylu książek nie przeczytała i w tylu miejscach nie bywała. No ale właściwie to jaki z tego morał płynie? Czekać dalej kolejny tydzień, w końcu musi się złamać i albo coś odpisze albo chociaż wejdzie na n-k i nie odpisze (= olewaka)? No bo ulec i napisać, to tak jakby przyznać się do tego że jest się napalonym jeleniem...
U mnie tak samo porypana sytuacja /watek pracownica - przelozony/, którą zresztą gen komentował (thx). Jak to mówi moja znajoma: "w tym nie ma początku, a końca nie widać".
Ok. rozumiem (właśćiwie to nie bardzo rozumiem:). Pytanie: jak interpretować zignorowanie (przemilczenie) oferty spotkania, ale przy jednoczesnym podtrzymaniu rozmowy internetowej?
I nie odpisała. Bity miesiąc. Najgorsze są dwie rzeczy: że chyba poczułem do niej mięte i nie chce to przejść i że zapowiadało się ładnie a ja do dziś nie wiem w którym miejscu schrzaniłem.
Egzamin ma na dniach. Złamać się i zapytać jak poszedł czy nie ma co z siebie robić durnia?
Odpisała królewna łaskawie. Nawet specjalnie długo nie trzeba było czekać. Zapytałem jak radziłeś: "cześć, jak poszedł
ci ten egzamin". Królewna wylewnie odpisała, że przeprasza że się nie
odzywała, ale nie miała dostępu do sieci bo coś tam (faktycznie, przecież żyjemy w
Kambodży albo Wietnamie, jak tu dostęp do neta załatwić!) i że ocen
jeszcze nie ma. Jakbyś to jako doświadczony gracz ocenił, to właściwie
podchodzi pod c.d. olewki czy ta dziewczyna jest po prostu nienormalna?
hm. już teraz walić tak... bezpośrednio? ona wydaje się taka... bojaźliwa...
Ręce mi opadają, jak Boga kocham. Przetrzymałem ją tydzień, żeby sobie nie myślała i odpisałem. Dokładnie to co radziłeś, krótka piłka: jak masz problem z netem, to dawaj numer. A ta mi radośnie (k****, jaka rozmowna się nagle zrobiła) opisuje egzamin, gdzie była na wakacjach, co jeszcze będzie robić, pyta co ja będę robił i co robiłem! Przyznaje: tak cieżko to ja jeszcze nigdy nie miałem (i chyba to mi się w niej najbardziej podoba, że nie jest "łatwa"). Okazałaby obojętnośc - okej, jasny sygnał, nie jest zainteresowana. A ta - ja pytam o telefon, a ta mi o wakacjach! Masz jeszcze jakieś dobre pomysły...? Właściwie to o co jej może chodzić?!
Co za menda - dałaby jasny znak: "spadaj" i byłoby po sprawie! Koniec, zapominam. A ta kluczy i kołuje. W sumie nawet mnie tym nakręca, bo to wyzwanie, i laski /przynajniej tak mówią/ lubią jak się facet "stara", ale k**** ileż tak można?! Pewnie trzeba pójść na twardo jak mówisz.
Zrobiłem - po dobrych paru dniach odpisałem, że przeoczyła moją prośbę o numer i dupa z tego. Cisza. Dziwna kobieta, popisać to i owszem może, ale spotkać się już nie. Nie wiem... przewrotność, nieśmiałość? Szkoda, ale chyba już nie ma co z tym zrobić. Ehhh kobiety.
Gen ma rację, aczkolwiek licz się raczej z tym, że to już koniec (jeżeli w ogóle był początek).
Pierwszy nie napisze, więcej już się poniżać nie będe.
Swoją drogą: stawiasz że się odezwie czy nie:D ?