Witam Wszystkich.
Jest to mój pierwszy blog i chcę go poświęcić na opisanie historii z dobrze zapowiadającym się początkiem, a kończącym się…
Na stronę trafiłem rok temu po tym jak moja narzeczona kopnęła mnie w tyłek. (byłem z nią 3 lata) W sumie jej się nie dziwię, popełniłem wiele błędów, które ta strona pomogła mi uświadomić. W początkowej fazie obcowania ze stroną skupiałem się jedynie na sposobie jej odzyskania. Z czasem jednak dotarło do mnie, że odzyskanie jej jest już niemożliwe. Wtedy postanowiłem zagłębić się w tematykę uwodzenia co zrobić i jak zrobić żeby zainteresować swoją osobą kobietę.
Historią, którą opiszę jest świeża. Zapewne nie będzie się wyróżniać, jednak chcę się z wami nią podzielić. Będzie długa, bardzo długa. Dlatego uzbroicie się w cierpliwość. Liczę na wnioski z waszej strony, zwłaszcza doświadczonych użytkowników, którzy pomogą mi zrozumieć co tutaj poszło nie tak. Wspomnę jeszcze o naszym wieku, bo on też ma znaczenie. Ja lat 30, ona 28.
Poznanie.
Pod koniec lipca bieżącego roku wybrałem się z moim kumplem na dyskotekę. Zwykłe wyjście jakich było wiele. Jak nigdy, tego wieczoru nie miałem ochoty na zabawę na parkiecie. Postanowiłem, że całą noc spędzę przy barze zamawiając kolejne kolejki voodki i obserwując towarzystwo, które się bawi. W pewnym momencie widzę, że do lokalu wchodzą dwie dziewczyny. Jedna z nich spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem, odwzajemniłem go. Jednak wtedy pomyślałem tylko „fajna laska” i dalej siedzę zamawiając kolejną kolejkę. Jednak cały czas tego wieczoru gdzieś mi się tam przewijała przed oczami , ja też ją obserwowałem. Widziałem, że podbijają do niej kolesie, a ona umiejętnie po kilku minutach zaprzestawała z nimi rozmawiać. W końcu postanowiłem pójść na papieroska.
Stanąłem w przejściu między jednym, a drugim parkietem i widzę ją.. Tańczyła skromnie w rogu co jakiś czas spoglądając na mnie. Przypomniały mi się wtedy słowa kogoś, już nie pamiętam kogo. „nic nie stracisz podchodząc do niej, możesz tylko zyskać”
Kończąc papieroska powiedziałem sobie w myślach „jak jeszcze raz na Ciebie spojrzy, ruszaj nie myśl!”
Tak też się stało, spojrzała i bez zastanowienia podszedłem. Przedstawiłem się, zacząłem z nią rozmawiać. Po kilku minutach stwierdziłem, że jest mną zainteresowana, sama zainicjowała dotyk, wykazywała chęć rozmowy ze mną. Przegadałem z nią może z godzinę, było całkiem miło. Dialog był obustronny, czyli wszystko cacy. Opowiadała mi o wielu rzeczach, ale zwróciłem uwagę na jeden temat. Mianowicie o tym, że wróciła z angli, że uciekła od faceta itp. Nie chciałem być gorszy i też opowiedziałem jej co nie co o moim poprzednim związku, jednak bez szczegółów. Ogólnie rozmowa się kleiła. Przyszedł czas pożegnania, jej koleżanka powiedziała, że wychodzą. Akurat tak się złożyło, że mój kumpel też powiedział, że się zbieramy. Wyszliśmy razem.
Na zewnątrz jeszcze trochę pogadaliśmy i w końcu powiedziałem jej żeby podała mi swój numer tel.
Początkowo się opierała, tłumacząc się tym, że nie rozdaje tak swojego numeru, ale mimo wszystko podała mi go. Pożegnaliśmy się pocałunkiem, namiętnym pocałunkiem, który ona zainicjowała.
Kolejny tydzień pisaliśmy do siebie i obydwoje doszliśmy do wniosku, że powinniśmy się spotkać.
Randka.
Na początku sierpnia konkretnie drugiego przyjechałem po nią i zabrałem na piwo. Heh, była to dość nietypowa pora jak na randkę, bo zaczęła się o 23 ze względu na to, że późno kończyłem pracę. Mimo wszystko, spotkaliśmy się. Rozmawialiśmy o tym co było. Było miło. Dziewczyna wyraźnie była mną zainteresowana, a świadczyć może o tym fakt, że randka trwała aż do 3:30 nad ranem. Widziałem po niej, że nie spieszy jej się do domu, mnie zresztą też. Dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie. Powiedziała, że jestem pierwszym facetem na którego zwróciła uwagę po rozstaniu z jej byłym. Powiedziała też, że kiedy na nią spojrzałem wtedy w klubie to nogi jej się ugięły i obiecała sobie, że jeżeli nie podejdę do niej to ona zrobi to sama. Podejdzie do mnie, przedstawi się, da mi buziaka i odejdzie. Romantyczne co? Tego wieczoru obydwoje doszliśmy do wniosku, że miło nam się rozmawia, mamy tematy i powinniśmy zostać para. Tak też się stało.
Związek.
Następnego dnia spotkaliśmy się. Buziak na przywitanie. Zaprosiłem ją do siebie nie opierała się, chodź miała stresa spowodowanego poznaniem moich rodziców. Przedstawiłem ją rodzicom (niestety z braku innych możliwości wciąż z nimi mieszkam) oficjalnie powiedziałem, że to moja kobieta. Kolejne dni to sielanka, miłe chwile, poznawanie się, zaangażowanie jej jak i moje było takie samo. Po tygodniu ona przedstawiła mnie swojej rodzinie, znajomym itp. Zresztą sama mi powiedziała, że wypadało by żebym ich poznał, bo spotykamy się już tydzień, a oni mnie jeszcze nie widzieli. Wszystko cacy… Sprawy intymne się układały. Tak minął miesiąc. Nie spotykaliśmy się codziennie, 3 do 4 razy przez pierwszy tydzień. Później ze względu na to, że mieszka 60km ode mnie spotykaliśmy się głownie w weekend – sypiała u mnie. Chodź i w tygodniu wtorek czy środa ją odwiedzałem. Wszystko było ok. Na przestrzeni tego miesiąca (sierpnia) poruszany był nie raz temat jej byłego. Powiedziała mi, że na początku czerwca uciekła od niego z angli, w biegu spakowała kilka ciuchów, laptopa itp, ale będzie musiała tam wrócić, bo ma pootwierane konta bankowe, wynajem mieszkania jest na nią, wszelkie rachunki i cała ta papierkowa robota. A poza tym zostawiła tam dokumenty, dyplomy ze szkoły itp.
Myślę sobie, ok. Laska ma 28 lat nie powiodło jej się za granicą, chcę zamknąć rozdział i zacząć coś nowego. Wróci z dokumentami, znajdzie pracę i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Widziałem po niej, że jest troszkę zagubiona, zresztą sama mi mówiła, że nie może się odnaleźć tutaj w PL i dobija ją fakt, że nie ma dokumentów. Poza tym życie tutaj w PL ją denerwuję, brak pracy, perspektyw, kiepskie zarobki itp.
Podczas trwania związku odnosiłem wrażenie, że jest zła, że jest w PL, tam żyło jej się prościej. Miała pracę, stać ją było żeby godnie żyć. Mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, a nie tak jak tutaj w Polsce na garnuszku rodziców o czym ona niejednokrotnie mi wspominała, że pod jednym dachem z nimi mieszkać nie będzie. Dodam jeszcze, że panna ma swoje mieszkanie w Polsce, które obecnie komuś wynajmuję do końca tego roku.
Co do jej ex. Byli ze sobą 3 lata. Na początku nie pytałem, sama z siebie mówiła, że nie chce już z nim być. Była ze mną szczera. Mówiła, że wydzwania do niej, że chce żeby wróciła, że on ją kocha. Ona jednak nieugięcie pisała mu, że to koniec, że chcę tylko odzyskać swoje rzeczy. Nie widziałem żadnych niepokojących sygnałów no może poza tym, że jest zagubiona, ale wiedziałem, że ja nic nie zrobię. To są jej sprawy, których nie wyprostowała i sama musi sobie to poukładać. Kiedyś zadałem jej pytanie „jesteś szczęśliwa?” odpowiedziała „tak, jak jestem przy Tobie”. EX co jakiś czas do niej dzwoni, ona nie odbiera. Widzę po niej, że ma kolesia dość. On co raz bardziej napiera, ona co raz bardziej ma go gdzieś. W połowie września powiedziała mi, że leci do angli do londynu zabrać dokumenty z ich wspólnie wynajmowanego mieszkania w którym mieszkało troję innych osób. Podała mi dokładna datę wylotu i przylotu. Wylot 22 września, powrót 3 października. Nie powiem, nie chciałem żeby leciała, obawiałem się o ex, ale ona powiedziała mi, że nie bez powodu zabukowała bilet na 22 września.
Jej ex 20 września wyjechał z londynu na jakieś kursy latania, które potrwają koło 3tyg. Pomyślałem sobie, że laska naprawdę nie chcę gościa już widzieć. Chcę za jego plecami zabrać co swoje i uciekać. Wciąż jest wszystko dobrze, stara się, widzę, że jej zależy. Obiadki z jej rodziną, sypianie u niej.
Dzień przed jej wylotem przyjechałem do niej wieczorem. Kolacja podana, ona się przytula, zadowolona, uśmiechnięta, że jestem.
W ostatnia noc przed jej wylotem fajnie pogadaliśmy, no wszystko gitara. Uprzedziła mnie, że kontakt możemy mieć ograniczony ze względu na to, że laptop z którego będzie tam korzystała należy do faceta jej koleżanki u których się zatrzymała, a on go potrzebuje do pracy. Zabiera go ze sobą wyjeżdżając w trasę na kilka dni. Laptop podobno ma uszkodzoną kamerkę, wiec zostało nam tylko pisanie. O kontakcie telefonicznym gdzieś nie było mowy, sam nie wiem czemu. Może dlatego, że 10 dni to wcale nie tak dużo i wystarczy skype?
Poleciała.
W nocy z czwartku na piątek wyleciała do angli. W piątek po południu dostałem od niej sms, że wszystko jest w porządku, że dotarła na miejsce, że znajomi u których się zatrzyma te 10 dni odebrali ją z lotniska. Z tego co pamiętam w tym sms napisała mi jeszcze, że chyba już się przyzwyczaiła do PL, bo tutaj się gdzieś dziwnie już czuję. Mija sobota, niedziela, poniedziałek – brak odzewu z jej strony.
We wtorek pisze do niej sms z lekkimi pretensjami, że się nie odzywa ani nic. Odpisała mi na skype żebym się nie martwił. Opisała mi jak to wygląda, że lata po bankach zamyka konta, że dokumenty już odzyskała itp.
Podczas tych 10 dni może ze 3 razy pisała na skype co tam u niej, kontaktu telefonicznego zero, jedynie ze 2 sms (odpisała na moje). Co było dla mnie dziwne. No nic.. W dniu w którym miała wracać podłączył się do mnie koleś jej koleżanki i napisał, że moja niunia ma problem, bo za wcześniejsze zerwanie umów za mieszkanie, prąd czy gaz itp. chcą jej wlepić kary. Powiedział mi, że moja panna nie wie co ma robić, ale chyba wróci i będzie spłacać te kary tutaj w PL – to był wtorek. Środa, echo z jej strony. Żadnego sms, nie wiem co się dzieję. Powinna już tutaj być. Nie ma jej.
W czwartek czy piątek już nie pamiętam dopadłem ją na skype. Pytam co się dzieje. Napisała mi, że dostała kary jakieś 980 funtów i chcę jednak zostać żeby je spłacić, bo ma możliwość. Myślę sobie, ok. też na jej miejscu wolałbym zostać spłacić to w ciągu tygodnia. a nie pieprzyć się z tym w Polsce. Od tego czasu minął ponad tydzień. Na skype może 2-3 razy napisała? Kontakt telefoniczny zero, zero jakiegoś sms. Ja już zaczynam się wkurwiać, że nic do mnie nie pisze, że nie zostawia wiadomości ile spłaciła, ile jej zostało i kiedy wraca. Mineły już 3 tyg, miała wrócić po 10 dniach. Znów ją dopadam na skype z pretensjami, że nic nie pisze, że według mnie z tego co mi opowiadała ile tam dziennie zarobi to właśnie powinna bukować bilet powrotny. Wkurwiony pytam się dlaczego jej tutaj jeszcze nie ma.
Odpowiedziała mi: chcę jeszcze zostać, żeby zarobić na prawko. I się we mnie zagotowało. Laska najpierw piszę, że spłaca kary i wraca, a teraz się dowiaduję, że jeszcze na prawko se zbiera. Jedziemy dalej… czekam następny tydzień (to już 4). W końcu dzwonię do niej. Ja zadowolony, że ją usłyszę po miesiącu, odbiera telefon, mówię „cześć” a ona takim oziębłym głosem „no witam” zero jakiegoś zadowolenia z jej strony, że zadzwoniłem. No nic, rozmawiamy. Pytam się dlaczego nie dzwoni, powiedziała, że połączenia ją dużo kosztują. Myślę sobie co jest! Faceta nie słyszała miesiąc czasu, a ona mi tutaj wyskakuję, że połączenia drogie i dlatego?! Przemilczałem. Mówi mi, że zostało jej 5 dni pracy, które pozwolą jej na opłacenie kursu prawa jazdy jak i spłacenie długu u rodziców (bo jakiś tam miała) i będzie bukować bilet. Gadka szmatka, popychamy jakieś pierdoły, spoko. Po tygodniu pisze mi, że ma problem, bo płatności za pracę, którą wykonywała dostała w postaci czeku, a ona nie ma już konta bankowego, więc będzie musiała założyć konto tymczasowe. Powiedziała, że mają 7 dni roboczych na zrealizowanie tych czeków. W końcu wróciła, ale nie po tych 7 dniach tylko 14, ale wróciła. (łącznie po 7 tygodniach) Wyleciała 22 września, wróciła 16 listopada.
Wróciła.
Przyjechałem do niej, żadnego buzi, ani nic. Nie dała się dotknąć nawet. Rozmawialiśmy o tym całym wyjeździe. Powiedziała mi, że jest na mnie wściekła za różnego typu złośliwe sms. Wytłumaczyłem jej, że miałem ku temu powody. Podczas rozmowy z nią odniosłem wrażenie, że wszystko będzie dobrze jak minie jej złość. Później w ogóle temat zszedł na bardziej luźny, zaczęła się uśmiechać, opowiadać jak tam było. Ogólnie wróciłem od niej z pozytywnym nastawieniem. Kilka dni później dzwonię do niej i mówię, że wypadało by żeby się u mnie pojawiła, moja rodzina wie, że wróciła, a poza tym w sobotę chcę ją zabrać na imprezę w gronie moich znajomych. Powiedziała, że to przemyśli. Następnego dnia rano dostaje sms. „Musimy dzisiaj poważnie porozmawiać”
Tego dnia przyjechałem do niej. Rozmawialiśmy i powiedziała mi, że z tego nic nie będzie, że na dwa tyg. przed jej przylotem myślała nad tym wszystkim i doszła do wniosku, że za mną nie tęskniła i że to nie ma sensu. Nie chcę tego ciągnąć, bo wie, że nic nie wyjdzie, a nie chcę marnować mojego czasu. Powiedziała, że była silnie zauroczona, a obecnie nic do mnie nie czuję. Ona nie widzi przyszłości w tym kraju i będzie wracać do angli, bo na 2 dni przed wylotem dostała ofertę pracy na stałe. Powiedziała też, że się mną nie bawiła, że miała szczere zamiary, bo w końcu poznała mnie z rodziną, znajomymi, sypiałem u niej. Przeprosiła za wszystko i powiedziała, że to koniec.
Wniosek.
Czy tylko mnie się wydaję, że jej się nie spieszyło z powrotem do PL? I delikatnie mówiąc olewała mnie? Lasce poprzez długi pobyt i brak kontaktu fizycznego ze mną sprawił, że się odwidziało? Czy może chodzi o jakiegoś faceta? Może ex? Zapewnia, że nie. Ciśnienie jej się podnosi jak o nim słyszy. Skoro tak zajebiście było przed wylotem i tak była za mną to co się stało? Zauroczenie, fascynacja i nic więcej? Powrót do angli w której spędziła 3 lata dało jej do myślenia? Nagle poszedłem na boczny plan? Wygodne życie w UK, znajomi wzięło górą, niż dobrze rozpoczynający się związek? Przecież gdyby jej zależało to zaproponowałaby wspólny wyjazd do UK. Rozmawiając z nią wydawała się być szczerą i logicznie wszystko tłumaczyła, ale czy taka była? Na tyle jej nie poznałem.
Widzę dwie możliwości. Kogoś tam poznała, lub zwyczajnie zapomniała o mnie. Zbyt krótko to trwało. Osobiście uważam, że jeżeli pannie by zależało to sama szukała by kontaktu ze mną.
Dziwne to trochę. Niby dojrzała kobieta, powinna wiedzieć czego chcę, a odnoszę wrażenie, że zachowała się jak zagubiona nastolatka.
Tym, którzy dotrwali do końca chcę serdecznie podziękować.
Pozdrawiam.
lkm
Odpowiedzi
Bardzo ciekawa historia.
sob., 2011-11-26 17:07 — MentosBardzo ciekawa historia. Miałem podobnie tylko, że z nastolatką. Po 2 miesiącach stwierdziła, że była we mnie zauroczona a teraz już nic nie czuje. I to napisała na gg ;D A co do tej pani, skoro zachowuje się tak 28 latka to raczej nie warta jest uwagi, coś z nią jest nie tak. Ty błędów raczej nie popełniłeś. Widocznie taka kobieta. Znajdziesz lepszą
"Osobiście uważam, że jeżeli
sob., 2011-11-26 17:35 — Jac"Osobiście uważam, że jeżeli pannie by zależało to sama szukała by kontaktu ze mną."
Jak wyjechała trzeba było czekać na kontakt z jej inicjatywy, nie pisać do niej co chwila z pretensjami. To ty wyszedłeś na tego co mu zależy, ona to zauważyła, poczuła się pewniej, że ciebie ma w garści, to jeden z powodów spadku twojej atrakcyjności. Oczywiście mogły być też inne w Anglii o których nie wiedziałeś.
"No nic, rozmawiamy. Pytam się dlaczego nie dzwoni, powiedziała, że połączenia ją dużo kosztują. Myślę sobie co jest! Faceta nie słyszała miesiąc czasu, a ona mi tutaj wyskakuję, że połączenia drogie i dlatego?!"
Znowu pretensje, jak jej zależy to zadzwoni to oczywiste, czyli jej nie zależało! Jak już chciałeś jej to zakomunikować, trzeba było powiedzieć to inaczej: że z szacunku do was obojga powinna się odezwać szczególnie kiedy zmienia plany, funt w jedną czy w drugą stronę nie zrobił by dla niej większej różnicy.
"Przecież gdyby jej zależało to zaproponowałaby wspólny wyjazd do UK."
A ty byś wtedy po kilku miesiącach znajomości pofrunął tam za nią?!
"Dziwne to trochę. Niby dojrzała kobieta, powinna wiedzieć czego chcę, a odnoszę wrażenie, że zachowała się jak zagubiona nastolatka."
Dawałaś jej oznaki zainteresowania kiedy ona ciebie zlewała, ty tego nie dostrzegłeś!
Poleciała do UK i przypomniała sobie o ile tam łatwiej jest niż w PL. Nie miała odwagi tobie mówić przez kom, że w PL nie zagrzeje dłużej miejsca!
Wróciła do PL zakończyła etap z tobą mówiąc tobie to prosto w oczy, bardzo dojrzale!
"Wygodne życie w UK, znajomi wzięło górą, niż dobrze rozpoczynający się związek? "
Dobrze rozpoczynający się związek to jest tylko twoje zdanie na ten temat, ona go nie podzielała!
Jac. Jest wiele prawdy w tym
pt., 2011-12-23 17:32 — lkmJac.
Jest wiele prawdy w tym co napisałeś. Dzięki za odpowiedź zarówno Tobie jak i kolegom. Tak jak napisałeś jednym z powodów spadku mojej atrakcyjności było to, że okazywałem zainteresowanie. Napisałeś jeszcze, że mogły być inne w Anglii o których nie wiedziałem i słusznie. Mimo wszystko od samego początku twierdziłem, że moje „narzucanie się” nie mogło być powodem zakończenia znajomości z jej strony. Powiem nawet więcej. To nie miało żadnego wpływu na jej decyzję aby tam wrócić. Dlaczego wróciła do Anglii? Wróciła do faceta od którego uciekła. Wróciła do faceta, który ja wyzywał od najgorszych, a nawet podniósł rękę. Ona przyleciała tutaj tylko po to żeby oddać rodzicom pieniądze, a przy okazji pożegnać się ze mną. Generalnie panna podczas naszego ostatniego spotkania kłamała mi w żywe oczy zapewniając, że nie chodzi o innego faceta. Okazało się jednak, że chodzi. Dziwie się jej. Fakt, są ze sobą już 3 lata, dużo wspomnień i w ogóle, ale szanujmy się… po co cały ten cyrk. Ona jest tak głupia, czy zakochana? Zresztą, to już nie mój problem. Co moje to moje.
Wg mnie za szybka akcja,
sob., 2011-11-26 20:58 — TilusWg mnie za szybka akcja, rodzina po pierwszym spotkaniu, popłynąłeś, zacząłeś planować wspólną przyszłość. Większy dystans. Za mało gry i nakręcania. Później prośby o kontakt i wyrzuty. To nie tak. Może kogoś tam poznała, ale te wymówki co do powrotu są ewidentne, że to zaplanowała.