
Witam wszystkich!
Zacznę standardowo. Jestem nowym użytkownikiem tej magicznej strony i jest to mój pierwszy wpis więc wyrozumiałość jest jak najbardziej wskazana. Wiecie, dopiero się uczę.
Moja historia zaczyna się od nieszczęśliwego rozstania z kobietą po trzech latach związku. Pierwsze dni po były jak scena z koszmaru. Myśli tylko o niej, brak chęci do życia, smutek, żal, rozpacz. Po kilku dniach wypadów z kumplami na piwo etc. jeden z nich podsunął mi pomysł żebym zawitał na tą stronę. Pomyślałem co mam do stracenia. Wróciłem po 2-3 piwach i usiadłem do lektury. Wciągnąłem się maksymalnie. W krótkim czasie pochłonąłem wszystkie wpisy z lewej strony strony (oczywiście oprócz lekcji gdyż te należy spożywać stopniowo). Gracjan, jesteś czarodziejem w podnoszeniu gości na duchu! No cóż, przejdźmy dalej. Po około 2-godzinnej lekturze niestety sen zaczął być silniejszym przeciwnikiem niż myślałem. Położyłem się i analizowałem wszystko co przeczytałem. Usnąłem z myślami typu "Życie jest zbyt krótkie by przejmować się jedną kobietą", "Gdyby to była ta jedyna nie odeszła by" oraz "Teraz dopiero będę miał możliwość poczucia się naprawdę spełnionym w stosunku do kobiet.
Pobudka rano. Ostatnie spotkanie z byłą (jakoś mnie naszło), a ja uśmiech na twarzy i same pozytywne myśli. Kilka żartów, krytyka jej zachowania w stosunku do ojca (wydarła japę mówiąc kolokwialnie). Odprowadziłem ją do lekarza i poszedłem w swoją stronę. Cały dzień w skowronkach. Następny dzień, poznałem dosyć interesującą dziewczynę. Umówiłem się z nią bo co mi szkodzi nie? Przed spotkaniem skoczyłem do sklepu po piwo dla mnie i dla niej, a tam co? Widzę byłą z typem w samochodzie. Zrobiło mi się masakrycznie przykro... Uwierzyliście? Dajcie spokój! Moja reakcja to śmiech w sklepie i idiotyczne uśmiechy samego do siebie ( raczej wyglądałem jak idiota ale co mi tam). Dostałem skrzydeł! To był koniec jakiegokolwiek idealizowania byłej kobiety. Kop na rozpęd od życia. Poszedłem na spotkanie. Rozmowa płynęła sama, bez żadnego wysiłku z żadnej strony. Dziewczyna rozgadana, uśmiechnięta, a ja? Taki sam. Kilkakrotne stosowanie kina, kilka negów, parę żartów. Porpstu byłem taki jakim najbardziej pasowało mi być. Dobra czas mijał trzeba było się powoli zbierać. Pytam gdzie dokładnie mieszka no i odprowadzam. -Zimno! mówi. No i jaki efekt? Przytula się i pyta czy mi to nie przeszkadza. Precz! Nie dotykaj mnie! Jasne. Dałem jej bluzę bo mi zimno jakoś nie było ale nadal szła przytulona. Niedaleko domu mówi żebym już zawrócił bo mam mnóstwo drogi, powiedziałem żeby się uspokoiła ale ona nadal swoje. Pytam czy naprawde mam iść. Mówi, że już trafi a mi trochę zejdzie z powrotem. Uśmiechnałem się, odwróciłem się na pięcie i poszedłem. Kilka króków dalej sms -Osz Ty... (wymieniliśmy się wcześniej numerami oczywiście). Dzwonie do niej i mówię, że przecież tego chciała to jakże bym mógł temu przeczyć. Stała w miejscu mówiąc, że pójdzie dopiero gdy straci mnie z oczu, no więc odskoczyłem do boku na jakąs budówę czy coś i mówie żeby leciała już. tak zrobiła. Wróciła do domu, napisała, ze dotarła i usypia. To by było na tyle. Następnego dnia sms o treści "
". Tego u kobiet akurat nigdy nie rozumiałem ale narzekać nie mogłem. Byłem z siebie zadowolony jak nigdy.
To wszystko uświadomiło mi jak ważne jest pozytywne podejście do sprawy oraz prawidłowe nastawienie. Zdjęć byłej nie oglądam (bo nie mam :f ), numer usunąłem, kontakt zerwałem. Czuję się jak nowo narodzony. Pozytywne myśli o samym sobie i o tym jak bedzie działają cuda. Nie przejmuję się niczym, a minąłe dopiero tydzien od dni kiedy byłem wrakiem człowieka. Oczywiście będę o ten stan dbał i go utrzymywał. Ludzie! One nie zostawiają nas! One popełniają ogromny błąd uwalniając nas id ając nam wolną rekę! Oczywiście poczatki są cieżkie, ale to wszyskto siedzi w głowie i można z tym walczyć. Trzeba tylko chcieć i wierzyć, że może się udać, a ulga przyjdzie sama. Głowa do góry wszyscy którzy rozmyślają jak było pięknie i jak już być nigdy nie będzie. G*wno prawda! Będzie lepiej! Podejście, pamiętajcie.
Jak na żółtodzioba to sie trochę rozpisałem ale może mi wybaczycie. Ta strona motywuje i wskazuje drogę w cięższych momentach. Od pierwszego wejścia wchodzę tu regularnie i myślę, że co jakiś czas sam wrzucę jakiś tekst.
P.S. Dancehall track - Robert M. To mi uświadamia co można zdobyć na tym szarym świecie i dodaje "pałera", z teledyskiem oczywiście.
Trzymajcie się i nie dajcie się pesymizmowi.
Odpowiedzi
No to dziękuj kumplowi;D
ndz., 2010-05-09 13:47 — DilNo to dziękuj kumplowi;D Szybko się uczysz i będą z Ciebie ludzie.
Najgorzej to zwątpić w
ndz., 2010-05-09 14:05 — HajdiNajgorzej to zwątpić w połowie drogi

Powodzenia
Koledze, który pokazał
ndz., 2010-05-09 17:18 — JestemAnonimowyKoledze, który pokazał stronkę browara lepiej postaw.
Życzę sukcesów przyjacielu!
ndz., 2010-05-09 19:59 — IntrygantŻyczę sukcesów przyjacielu!
Spokojnie, kumpel został
ndz., 2010-05-09 20:33 — DonnieSpokojnie, kumpel został doceniony
Właśnie wróciłem z browarka miedzy innymi z nim 
Moje gratulacje Donnie. Aż
pon., 2010-05-10 07:56 — apprenticeMoje gratulacje Donnie. Aż miło się czyta taką historię.
Uważam że jeszcze nie raz
pon., 2010-05-10 14:48 — CaponeUważam że jeszcze nie raz będzie Ci przykro, z powodu byłej. Ale jeśli będziesz postępował zgodnie z zasadami tej strony... Czeka Cię inny, lepszy świat ; )
tiscal03 to jest pewne. Nie
pon., 2010-05-10 15:49 — Donnietiscal03 to jest pewne. Nie raz mnie łapią różne rozkminy i pesymistyczne myśli ale staram się je zwalczać innymi, pozytywnymi. Dodatkowo kumple trzymają na duchu. Kwestia konsekwentnej pracy nad sobą.
Tak jest DonnieOdwaliłeś
pon., 2010-05-10 18:03 — Fiedia506Tak jest Donnie
Odwaliłeś kolego kawał dobrej roboty ale to nie znaczy ze to koniec wysiłku... jak kolega wyżej pisze jeszcze nie raz będą smutki w twojej głowie....
Ale pomyśl sobie ten stan z ta strona i z praca nad sobą a
stan bez tej strony i użalaniu sie nad sobą... I pewnie zrobienia idioty z siebie bieganie za nią itd...
A tak jesteś Panem... swojego Życia...
Życzę Powodzenia
Stary, ja kipiałem po 14
pon., 2010-05-10 18:04 — CaponeStary, ja kipiałem po 14 miesiącach związku i w zasadzie dzięki małej ale treściwej pomocy kumpli i 'koleżanek' wyleczyłem się. Nie zupełnie, bo jednak coś tam drgnie jak ją gdzieś zobaczę, ale człowieku, zmiany są ogromne i tego samego a nawet lepiej życzę Tobie.
No ja niestety nie miałem
pon., 2010-05-10 19:46 — sawiNo ja niestety nie miałem tyle szczęścia co autor artykułu i trafiłem na tą stronkę dopiero po 3 mies. od rozstania. Miałem taki sam staż w związku co autor (3 lata) i jestem pewien, że nie raz z siebie idiotę zrobiłem po tym jak się z nią rozstałem a na domiar złego stan "wraku człowieka" utrzymywał mi się dokładnie do momentu gdy tutaj zawitałem (czyli jakieś 3-4 mies) i poczytałem trochę rzeczy. Moim zdaniem artykuł wartościowy i rzeczowy. Pokazujący, że może być lepiej i przede wszystkim otwierający zablokowane umysły które są święcie przekonane o tym, że przykładowo w wieku 21 lat odeszła dziewczyna z którą się było X lat i to koniec życia co oczywiście jest jakimś science fiction. Więc jak to mówią "-I co, można?? - Można!!" dla chcącego nic trudnego bo jak była EX to będzie też Next
Pozdr
"Następny dzień, poznałem
czw., 2010-05-13 11:26 — Przemo"Następny dzień, poznałem dosyć interesującą dziewczynę. Umówiłem się z nią bo co mi szkodzi nie?" - mógłbyś rozwinąć tą myśl? W jaki sposób i gdzie ją wyrwałeś? Nie miałeś żadnych trudności z jej strony, żeby się umówić? Co powiedziałeś przez telefon? Pozdro.
Szczerze to poprosiłem o
czw., 2010-05-13 19:50 — DonnieSzczerze to poprosiłem o numer na FB. Potem tylko się ustawiłem i w trakcie spotkania ją poznałem. Pod tym względem marna historia dlatego nie opisałem. Ale się uczę