Witam!
Kilkakrotnie przytrafiła mi się niefortunna sytuacja. Chodzi mi o stanowczość, ponieważ jakoś słabo mam chyba z tym jakiś problem.
Sytuacja 1:
Wyszedłem z koleżanką na spacer. Po jakimś tam odcinku, który przeszliśmy trafiliśmy na skrzyżowanie.. Ja stwierdziłem, że przechodzimy na drugą stronę, bo zobaczyłem, że pali się światło zielone, wiec trzeba było z tego skorzystać
Dziewczyna uparła się, że chce iść dalej tak jak szliśmy.
Dziewczyna: Ja nie chcę tam iść
Ja: Nie masz wyjścia
D: Mam, będę tu stała
J: No to miłego stania (mówię, odwracając się i niemal tip topkami się od niej oddalając)
Byłem przekonany, że pójdzie za mną! Ale tak się nie stało. Kiedy byłem już troszkę dalej (ani razu sie nie odwróciłem) to dostałem parę smsów typu "Wróć tutaj, to najdziemy jakiś kompromis" to moja odpowiedz była "Kompromisy są dla pedałów, idę powoli, dogonisz mnie!" ...ale nie dogoniła, odwróciła się i sobie poszła w swoją, a ja w swoją stronę. Po kilku dniach wyjaśniłem jej, że kobieta nie będzie mną kierowała, że już kiedyś zaufałem jednej kobiecie, jeżeli chodzi o trasę i wyprowadziła mnie w pole i że od tej pory chodzę własnymi drogami. To ona powiedziała, że nie będzie się podporządkowywać i się na mnie obraziła 
Sytuacja 2, inna dziewczyna.
Szliśmy sobie w wesołej atmosferze w kierunku jej domu. Zaproponowałem dłuższą drogą, było mi wesoło i nie chciało mi się wracać jeszcze do domu, w którym czekało mnie dużo roboty. Ona powiedziała, że woli wracać tą krótszą drogą (wydaje mi się, że gdyby zależało jej na czasie to wybrała by MPK, niż spacer). W końcu na skrzyżowaniu doszło do rozmowy:
J: Chodź tędy!
D: Wolę tędy
J: Nie marudź, chodź, przejdziesz się, jest ciepło, dobrze Ci zrobi! (złapałem ją za rękę i ją ciągnę)
D: Nie, ja nie chcę
J: Kto ma parasolkę ten ma władze! (bo trzymałem jej parasol)
D: Nie, ja idę tędy, paaa
Odwróciła się i poszła.. i ja poszedłem tą dłuższą drogą! Tej sytuacji w ogóle nie rozumiem. Napisałem jej później smsa "Bardzo źle się zachowałaś, bardzo". Nie odpisała mi na niego. Dwa dni później napisałem jej smsa "Spotkanie i odbiór parasolki na moim osiedlu o tej i o tej. Obraziło się dziecko, że sie nie odzywa?"
To spotkanie to było wyjście naszych kilku wspólnych znajomych, na które ją zaprosiłem. Dzień wcześniej powiedziała, że się bardzo chętnie zjawi, a że ja je organizowałem to wszyscy byliśmy umówieni na moim osiedlu. Dziewczyna mi już nie odpowiedziała (to było raptem 4 dni temu), a ja nadal mam jej parasolke na chacie
Teraz pytanie do Was. Czy coś robiłem nie tak? Czy gdzies popełniłem błąd? Czy po prostu miałem niefart i takie rzeczy zdarzyły mi się 3 (bo o trzecim nie chce mi sie już pisać) w bardzo krótkim czasie? Pozdrawiam i proszę o opinię. Pozdrawiam!
co innego stanowczość, co innego "ośli upór", nie słuchanie argumentów innych, nie liczenie się z ich zdaniem. Może miały jakieś powody, żeby nie chcieć iść tą drogą?
Wiesz, w każdej sytuacji trzeba zachować umiar, wiedzieć kiedy odpuścić, wykazywać stanowczość w sytuacjach innych niż wybór drogi spaceru. W ten sposówb można dojść do paradoksu, że zamówisz dziewczynie piwo, bo TY tak chcesz, mimo, że ona go najzwyczajniej nie lubi.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Możesz mieć w sumie rację, będę musiał pomyśleć o tym. Popadłem chyba troszkę w skrajność. Trzeba to skorygować
Trzeba było wyjaśnić, że tamta droga jest dłuższa bo chcesz z nią spędzić więcej czasu, ale czasem one są po prostu takie uparte, że szok... Dobrze jest przedstawić sensowne argumenty. Np.: "Tam jest błoto i buciki ci się ubrudzą. Chodźmy naokoło, chodnikiem."