
Coś mnie wczoraj wzięło. Złapałem za telefon i spróbowałem zadzwonić jeszcze raz do tej laski z klubu. Nie odebrała, wysłałem jej więc smsa z prośbą, żeby nie kręciła, że jak nie chce nawiązać znajomości, to niech po prostu to powie. Odpisała, co mnie zdziwiło, że szkoda, że poznaliśmy się akurat teraz, bo wyjeżdża na 3 tygodnie do Niemiec, ale po powrocie ewentualnie się odezwie. Pozostawiłem to bez odpowiedzi i na razie wyrzuciłem ją z pamięci. Będzie chciała, to się odezwie, nie będzie - trudno, nie będę płakał.
Wysłałem również smsa do Krysi. Nie dałem sobie czasu, żeby zastanawiać się, w jakie słowa to ubrać, biorąc pod uwagę niezbyt zręczne zawieszenie naszej znajomości. Tak więc "bezmyślnie" napisałem, że się nudzę i czy chce się spotkać. Tak, wiem, mea culpa, nie należy pytać, tylko twierdzić. Ale, jak mówiłem, nie dałem sobie czasu się zastanowić. Odpisała i w ten sposób wymieniliśmy parę wiadomości. Obrzucała mnie STami (a przynajmniej miło by było, jakby to były STy, a nie oznaka totalnej obojętności), niemniej jednak stanęło na tym, że spotykamy się dziś o 18.00, tam i tam.
Przyszedłem punktualnie o czasie, starając się nie myśleć za wiele o drugiej randce mojego życia. Ona już czekała. Na jej twarzy dostrzegłem bliznę (choć widziałem ją już wcześniej, w centrum), co w sumie umniejszyło trochę jej atrakcyjności, która i tak nie była jakaś nie wiadomo jaka. Ot, całkiem ładna dziewczyna i tyle. Dałem jej buziaka na powitanie, poszliśmy na kawę. Zapłaciła za siebie, choć proponowałem inaczej. Usiedliśmy i rozmawialiśmy: trochę o nas, sporo o studiach. Temat szkolny jest dość obszerny, ale raczej dosyć nudny i bez szans na większe kino. Akurat nie pamiętałem żadnych gierek psychologicznych, ale w tym wypadku ona sama podała mi pomocną dłoń.
Mianowicie zapytała, ile mam przedmiotów. Ja podnoszę ręce i zaczynam się zastanawiać, na co ona pyta, czy wystarczy mi palców. Odpowiedziałem, że jakby co, to użyję jej. I tak pierwsze pięć przedmiotów "odgiąłem" za pomocą jej paluszków. Niezbyt wyrafinowane kino, ale zawsze.
W trakcie całego spotkania starałem się trzymać kontakt swoich kolan z jej. Po wypitej kawie zaproponowałem mały spacerek po okolicy, na co ona, choć nie bez oporów (zimno), się zgodziła. I tak szliśmy sobie, poruszając po pewnym czasie głębsze tematy, na które wygłaszałem swoją "światłą" (zgodnie z esemesową obietnicą) opinię. Narzekała na śliskość lodu i śniegu, jednak odrzuciła propozycję trzymania się za ręce. Zaczęła wspominać o pewnym swoim koledze, który lubi ją denerwować i poruszać filozoficzne zagadnienia. Ja, jak powiedziała, również ją wkurzyłem w trakcie naszej pisaniny na gg i ogólnie wyszło mi, że ten jej kolega to taki glinx11 wersja 1.1. Zdradziła, że wybiera się do niego w piątek i w ogóle mają, mimo wszystko, dobre kontakty ze sobą. Nie okazałem w żaden sposób swojej zazdrości, tym bardziej, że częstotliwość, z jaką wspominała o tym koledze, była aż podejrzana.
Koniec końców starałem się pokierować nasz spacer w stronę dworca, gdyż rozmowa coraz bardziej przestawała się kleić. Odprowadziłem ją do autobusu, gdzie, kiedy przyjechał, chciałem jej dać buziaka. Zwinnie wyskoczyła mi spod ramienia i wskoczyła do autobusu. Nie zastanawiając się nad tym specjalnie ruszyłem na peron. Dostałem od niej wiadomość, że sorry, ale nie ma tak łatwo. Odpisałem, że "oby też nie za trudno, żebym się nie zniechęcił", na co ona, że "jak dobrze pójdzie, to od piątku będzie miała kogo całować". Z początku chciałem odpisać "jak sobie chcesz", ale zamiast tego wysłałem jej: "Całe szczęście, że ja będę miał kogoś takiego najpewniej już jutro". Jej odpowiedź: "No to wszyscy zadowoleni".
No i to by było na tyle. Jakie wrażenia? Na pewno nie nastawiam się na kontynuację znajomości, a już na pewno nie będę walczył o nią z tym całym "kolegą", jeśli on w ogóle istnieje. Porównując do swojej jedynej innej randki stwierdzam, że: rozmowa przebiegała dużo bardziej drętwo, poruszaliśmy nudniejsze tematy, atmosfera była mniej luźna. In plus zaliczam samą formułę randki: umówiłem się na nią w klasyczny sposób (przez telefon, po pewnym - dość długim - czasie od poznania, a nie bezpośrednio po pracy), jej przebieg również był bardziej standardowy, pozwalałem sobie na więcej niż w przypadku Sylwii (dłuższe spojrzenia w oczy, aluzje itp.).
To tyle. Być może jutro znowu skoczę do klubu? W końcu ferie się kończą... 
Odpowiedzi
Spytałeś jej, czy chce się
czw., 2010-02-11 01:30 — MikeSpytałeś jej, czy chce się trzymać za ręce? A co ci miała na to odpowiedzieć?
Fajnie, że piszesz i zdobywasz nowe doświadczenie.
trzymala w kieszeni wiec nie
czw., 2010-02-11 10:12 — glinx11trzymala w kieszeni wiec nie bylo za bardzo jak zlapac bez pytania
No, eleganckie
czw., 2010-02-11 14:53 — NeofitaNo, eleganckie doświadczenia... Punkty lecą...
dobry wpis, zacznę od tego,
czw., 2010-02-11 22:55 — 007_007dobry wpis, zacznę od tego, że analogicznie jak ty też ostatnio dzwoniłem do laski poznanej w klubie i nie odpowiadała, więc jej napisałem, że chciałem ją poznać, ale jak ona nie chce to niech mi tylko napiszę, przecież się nie potnę, nie jestem emo. (Ale nie odpisała), wróćmy więc do tematu, laska która umawia się z chłopakiem, a potem gada o przyszłym spotkaniu z innym jest cieżka do rozgryzienia. Żaden facet nie rozumie kobiet, a jak mówi że rozumie, to znaczy że albo jest pedałem, albo kłamcą, albo jednym i drugim. A takiej to już w ogóle absurd. Dobrze, że miałeś plan B ( z tą dziewczyną z klubu), zawsze trzeba mieć wyjście awaryjne. Ja na razie nie ustawiłem się tak by mieć co wieczór 2 laski do wyboru ( ba aktualnie nie mam żadnej), ale pracuje nad tym ( też pewnie jutro do klubu pójdę) powodzenia jutro życzę tobie, jak i sobie Pozdro
"...laska która umawia się z
pt., 2010-02-12 05:25 — Neofita"...laska która umawia się z chłopakiem, a potem gada o przyszłym spotkaniu z innym jest cieżka do rozgryzienia. "- moja dziewczyna, z którą byłem w związku zarzucała mi takie ST... :/ Nie umiałem na nie odpowiedzieć no i to był mój jeden z wielu gwoździ do trumny zwiążku...
To samo pisailem Glinxowi...
pt., 2010-02-12 15:42 — MarcoTo samo pisailem Glinxowi... panowie tego kwiatu jest pol swiatu, a wy biadolicie ze jedna suka telefonu od was nie odbeira? nie to nie, jej strata i tyle w temacie