
Trafiamy w miejsca takie jak te z różnych powodów, ale nasz główny cel jest zasadniczo ten sam. Analogicznie motywacje mogą być podobne, aczkolwiek zawsze różna jest ich geneza wynikająca z naszej odmienności jako jednostki, bagażu doświadczeń, przeżyć, lęków i kompleksów jakie niesiemy ze sobą. Wiele ludzi decydujących się na zmiany, zdaje się popadać w pułapkę wchodząc z jednego bagna dotychczasowego życia w drugie, w tym przypadku bagna jakie nieświadomemu może zaoferować ta strona, czy społeczność uwodzicieli. Dziś wychodzę z założenia, że to nie wystarcza lub jest dostateczne najwyżej na krótką metę, bowiem prędzej, czy później tandetna tapeta odpadnie odsłaniając obleśne ściany pozbawione tynku. Chyba nie taki miał być cel starań w walce o lepsze "Ja"?
Fundament jest podstawą - zasada, o której ludzie często zdają się zapominać, a trafiając do "społeczności" czują się jakby złapali Pana Boga za nogi. Dokładnie jak ten grubas, który uważa, że cudowny środek na odchudzanie w mig zwalczy jego problemy wynikające z kwestii wieloletnich zaniedbań stylu życia i nawyków żywieniowych. Tak się nie da. Chcą budować swoje nowe "Ja" nie znając tak naprawdę swojej tożsamości i błędów. Krótko mówiąc, nie chcą lub nie potrafią być szczerzy sami ze sobą. Myślicie więc, że to takie łatwe na zawołanie odciąć się od wszystkiego co było do tej pory bez krzty refleksji ślepo powielając czyjeś ścieżki, w tym przypadku ścieżki uwodzenia? Co trwałego niby można zbudować na żałosnych i upośledzonych osobowościach skoro nie chcecie się ich wyzbyć a jedynie upiększyć, czy podrasować? Być w końcu nowym lepszym człowiekiem, czy tylko znaleźć tymczasowy lek na problemy wynikające z podstaw tego kim w gruncie rzeczy jesteś? Będąc przeciętniakiem nigdy nie zostaniesz mistrzem, bowiem Twój przeciętny stan zawsze będzie dobrą wymówką przeciw wprowadzeniu jakichkolwiek radykalnych zmian w swoim życiu. To jest powód, dla którego większość żyje jak żyje, narzekając, ale zasadniczo jest, im "dobrze". Jeśli chodzi o ewentualne zmiany, to przecież nagle mógłbyś stracić wszystko , co masz, a tego przecież nie chcesz i to cię właśnie, Przyjacielu zatrzymuje. Nigdy nie zdefiniujesz się na nowo, jeśli nie osiągniesz dna, bowiem, wtedy nie będziesz miał już nic do stracenia. Pozostanie jedynie działanie i prawdopodobnie nie będziesz potrzebował nawet większej motywacji. W końcu jak sam mi przyznasz, nie masz nic do stracenia, więc czemu nie? Ludzie, którzy upadli nie mają wymówek, durnych usprawiedliwień i setek innych gównianych myśli. Jest, to dla nich kwestia być albo nie być. Podejrzewam, że nie ma prostszej, bardziej brutalnej, ale i skutecznej drogi do zmian.
Jest, to radykalne i zakładam, że kilka powyższych banałów, to za mało, aby Cię przekonać. Rozejrzyj się, więc dookoła. Popatrz na ludzi sukcesu, kulturystów, czy nawet uwodzicieli. Część z nich posiada naturalny dar, jednak zakładam, że Ty go nie masz. W innym wypadku nie czytałbyś teraz wywodów człowieka, który, podobnie jak Ty, musiał spaść o półkę niżej, aby następnie wskoczyć na dwie powyższe. Zachęcam Cię, abyś przeanalizował przemiany tych ludzi. Większość z nich, to byli marnie opłacani etaciarze, wykształcona niewolnicza siła robocza pracująca na cudzy profit, anorektycy, tłuściochy, nieudacznicy i przegrancy życiowi. Oni poznali źródło problemów zdejmując swoje beznadziejne ego i osiągając personalne dno. Nie mieli nic do stracenia, więc zaczęli budować. Tu pobudki również były różne, jednak cokolwiek, by robili z czasem stawało się to ich pasją, a oni byli lepsi - tak, to po prostu działa. Nie mieli nic do stracenia dzięki temu, że spadli na samo dno. Obnażyli się samym sobie.
Nie namawiam Cię do tego abyś został kloszardem, czy popadł w nałogi, choć nie wykluczam, że i w tym szaleństwie jest pewna metoda. W końcu każdy z nas słyszał o ludziach, który z tego wychodzili zaczynając całkiem nowe, pozytywne życie. Podstawą jest nabranie dystansu do swojej osobowości, czyli popatrzenie na siebie samych z boku oraz chłodna analiza naszych problemów. Tu nie ma miejsca na ego, urażoną dumę, czy durne tłumaczenia. Dygresując, jak bardzo trzeba być żałosnym i zatraconym, aby usprawiedliwiać i tłumaczyć się samemu sobie? Jak tego dokonać (nabrać dystansu) Ci nie powiem, bowiem jak sam widzisz dróg jest wiele, podobnie jak wiele jest motywacji, problemów i osobowości. Chciałbym jedynie, abyś stał się świadom, czego ja stałem się świadomy po przejściu takiej właśnie wewnętrznej przemiany. Nie mówię tu bynajmniej o uwodzeniu, bowiem, to czego dokonasz wpłynie na każdy przyszły aspekt Twojego nowego życia. To tylko i aż solidny fundament. Zbuduj na, nim co tylko zechcesz, a z pewnością będzie, to świetne.
Odpowiedzi
Mógłbyś rozwinąć co masz na
pt., 2011-09-02 12:26 — SemperFiMógłbyś rozwinąć co masz na myśli?
Bardzo dobry tekst. Jak
pt., 2011-09-02 08:15 — Biały JeleńBardzo dobry tekst. Jak przeczytalem tytul, to pomyslalem "kurwa, znowu jakies sranie o dupie maryny", jednak bylem w bledzie - na szczescie
Pozdro,
Biały
Świetny tekst, zgłaszam na
sob., 2011-09-03 12:18 — panxyzŚwietny tekst, zgłaszam na główną.