Byliśmy miesiąc razem, byłem pewny siebie, odrobinę zagadkowy, zabierałem ją w ciekawe miejsca, byłem wymagający dla niej, dobrze ją oporządzałem w łóżku, nie latałem za nią jak "needy". A ona w ciągu tygodniowej przerwy od siebie (na Święta) zdążyła powrócić myślami do byłego, z którym była półtorej roku aż do września. I na sylwestra, 2 godziny przed północą powiedziała mi, że nie potrafi być dalej ze mną i definitywnie odchodzi.
To pewna siebie dziewczyna, zna swoją wartość a do tego dużo dostawała od rodziców-tym się różnimy. Dowiedziałem się od niej, że zdarzało jej się w trudnych momentach iść na skróty, tak żeby było jej łatwiej. Zastanawiam się, czy to nie jest tak, że ona przyzwyczajona jest do dostawania łatwo rzeczy-kasa od rodziców, prezenty od nich itp. a kiedy przyszło powalczyć o uczucie to to już nie było takie łatwe i po prostu poddała się, bo tak jest łatwiej.
Chcę zaznaczyć, iż na stronie nie jestem nowicjuszem i po przedostatnim rozstaniu na wiosnę mnóstwo się nauczyłem. Chętnie przeczytam co o tym sądzicie, jakie wnioski możemy my, społeczność, wyciągnąć z mojego przypadku.

Dzięki Conor. Zdobyłem się o północy na szczerą rozmowę z nią, zapytałem czy dobrze rozumiem, że jaki bym nie był przystojny, bogaty, pewny siebie, jakim bym nie był maratończykiem w łóżku to i tak dzisiaj by mnie zostawiła. Ona odpowiedziała tak, no może byłoby inaczej gdybyśmy się spotkali w innym czasie.
No cóż, nowy rok - nowy rozdział w książce zwanej "życie", chyba powinienem się jednak cieszyć...