
Zamiast na pasterce jestem tu, przed komputerem i piszę tego bloga. Ostatnie dni spędziłem na mocnej refleksji nad swoim życiem. Dobrze, że są takie dni, gdzie w spokoju można zastanowić się nad tym, co było i co będzie. Dla mnie był to bardzo dziwny rok. Nie był ani najgorszy w moim życiu ani najlepszy.
Przede wszystkim w tym roku skończyłem 18 lat. Zmierzyłem się z pierwszymi trudnościami dorosłego życia - nie powiem, nie było ciężko, ale łatwo też nie. Rok zaczął się bardzo dobrze. Zacząłem grać "zawodowo" w koszykówkę, życie nabrało barwy i znalazłem swoją życiową pasję, której nie było by, gdyby nie mój trener, który mnie wyszukał wśród szkolnych graczy i zaufał. Dzięki niemu wiem, co chce robić w przyszłości.
Jeśli chodzi o kobiety.. Zdecydowanie jeśli chodzi o "podboje" był to mój najlepszy rok w życiu. Przeszedłem przez miesięczny "związek". Imprezy w tym roku też były niezapomniane. No i spotkałem na jednej z nich swoją sercołamaczkę, ale odległość między nami zwyciężyła. I teraz powoli wracam do gry, choć jest ciężej niż myślałem
W tym roku za to matura i zamierzam ją zdać bardzo dobrze, więc od początku roku staram się uczyć jak najwięcej, ale jako wymagająca osoba mam pewien niedosyt.
Mimo tego na papierze dobrze wyglądającego roku czuję, że nie jest tak jak być powinno. Nie mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwy, ale cząstka mnie czuje jakąś gorycz.
Od dwóch lat żyje praktycznie cały czas światem uwodzenia. Mam wrażenie jakbym wpadł jedną nogą w jakąś iluzję, która jest zupełnie oderwana od świata rzeczywistego. Wszystkie reakcje analizuję psychologicznie, kombinuję, analizuję. Szczerze dostaje powoli od tego bzika. Dlatego wydaje mi się, że muszę odpuścić. Przestać być przez jakiś czas "socjopatą". Pewnie będzie ciężko, ale chce poczuć świat bez analizowania i schematycznego myślenia. Zobaczymy jak na tym wyjdę.
Jest parę rzeczy, które chce zmienić w swoim życiu w nadchodzącym roku. Przeważnie nie robiłem nigdy takiej listy, ale chce zrobić gruntowne zmiany i stać się szczęśliwszym człowiekiem.
1) Po pierwsze, chyba najważniejsze. Chcę zdać maturę tak jak sobie założyłem i dostać się na dobre studia. Muszę ciężko pracować 3x ciężej niż w tym roku, ale uważam, że się uda.
2) Czas skończyć z marihuaną. Przez ostatni rok paliłem bardzo dużo(za dużo) i czuję, że jestem lekko zniszczony tym. Muszę otrzeźwić umysł, nabrać sił witalnych, poprawić koncentrację. Marihuana sprawia, że stajesz się bardzo leniwy, przez co nie wykorzystujesz swojego życia w 100%.
3) Chcę rozwijać swoją pasję i dążyć do celu jakim jest bycie trenerem koszykówki. Jest to mój wymarzony zawód, lecz wiem, że czeka mnie dużo pracy, aby stać się Jose Mourinho europejskich parkietów.
4) Mam juz powoli dość jedno nocnych przygód, przelotnych relacji, związków bez uczuć. Chcę związać się z kobietą, która będzie wypełniała moje życie uśmiechem. Chcę nauczyć się bycia w związku. Chce spotkać swoją dziewczynę.
5) Chcę ograniczyć masturbację, bo czuję, że mogę być lekko uzależniony. Chce udowodnić, że tak nie jest. Chcę mieć więcej energii do życia i naturalnego "napędu".
6) Chcę na koniec liceum wygrać ostatnie zawody jakie zostały do rozegrania. Tak, żeby dobrze pożegnać się z licealnymi boiskami.
7) Jedno z ważniejszych. Po skończeniu sezonu koszykarskiego chce wrócić na siłownię i zrobić sesję kreatynową, żeby poprawić swój wygląd i sylwetkę.
Ten blog służy mi jako pewnego rodzaju przypominajka. Liczę, że gdy przeczytam tego bloga za pół roku będę mógł z uśmiechem kliknąć krzyżyk.
Idę spać, amen.
Odpowiedzi
Jak już zostaniesz tym
ndz., 2011-12-25 00:07 — 19Majestic94Jak już zostaniesz tym sławnym trenerem koszykówki to będę mógł powiedzieć - "Czytałem jego bloga!"
Powodzenia i życzę Ci , aby spełniło się to co sobie postanowileś.
Jak wyżej. Życzę powodzenia i
ndz., 2011-12-25 00:19 — MahonJak wyżej. Życzę powodzenia i wytrwałości.
Powodzenia
ndz., 2011-12-25 00:44 — swieesiulPowodzenia
apropo marysi , masz racje w
ndz., 2011-12-25 12:12 — arthuro09apropo marysi , masz racje w sto procentach . ona bardzo otumania i rozleniwia . Przez ostatni czas bardzo sie opuscilem w swoim rozwoju i samodoskonaleniu sie w relacjach damsko meskich ale i nie tylko i to w znacznej kwesti przez panne marie . zamiast wychodzic gdzies poznawac nowych ludzi to siadałem w kanciapie albo aucie i delektowalem sie smakiem tej pieknej rosliny . moze to tez dlatego ze mieszkam w malej miejscowosci i do wiekszego miasta mam 30 km ..hmm , nie to nie to , to nastepna głupia wymówka ... a wiec panowie , nie palcie duzo bo przez to tylko sie cofiemy w swoim rozwoju. (nie mówie ze wogule
ale nie codziennie ....pzdr
Z tymi używkami to w
pon., 2011-12-26 11:40 — PrzemoZ tymi używkami to w rzeczywistości jest taki paradoks. Znam osoby, które palą nałogowo trawkę, papierosy, chleją, źle się odżywiają, a są cholernie kreatywne i skuteczne w uwodzeniu. Te osoby, które to teraz czytają wiedzą o kim mówię
Do autora jeszcze...
"4) Mam juz powoli dość jedno nocnych przygód, przelotnych relacji, związków bez uczuć. Chcę związać się z kobietą, która będzie wypełniała moje życie uśmiechem. Chcę nauczyć się bycia w związku. Chce spotkać swoją dziewczynę.
5) Chcę ograniczyć masturbację, bo czuję, że mogę być lekko uzależniony. Chce udowodnić, że tak nie jest. Chcę mieć więcej energii do życia i naturalnego "napędu"."
Jeżeli jak piszesz udaje Ci się wywalczać jednonocne przygody, to po kiego się masturbujesz? Coś tu nie gra.
18-latek pisze, że ma już dość jednonocnych przygód hahaha. Paranoja jakaś
Hmmm... Ja jestem 10 lat starszy od autora i jeszcze nie zacząłem jednonocnych przygód...
Pisząc o jednonocnych
śr., 2011-12-28 21:56 — aspenPisząc o jednonocnych przygodach nie miałem na myśli, że musi się zakończyć FC. Często tak się zdarza, że wychodze na impreze i tam kręcę z jakąś dziewczyną(czasem dojdzie do KC, rzadziej a raczej bardzo rzadko do FC), ale nie jest to dziewczyna, z którą mógłbym dalej się spotykać. Dla mnie jednonocna przygoda ma również taką definicję.
Kierując się Twoją definicją
śr., 2011-12-28 22:46 — PrzemoKierując się Twoją definicją miałem w życiu ponad sto jednonocnych przygód. Sam nie wierzę w to co piszę