Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Przygód kilka wróbla ćwirka

Mam chęć wygadania się i opowiem wam o swoich przeżyciach z kobietami, z którymi się spotykałem i z którymi byłem... to całe nasze życie to jak by nie patrzeć istna telenowela...

Gdy miałem niecałe 16 lat poszedłem na dyskotekę, dzięki temu że kolega znał bramkarzy udało mi się wejść... i poznałem tam swoją pierwszą dziewczynę Alicję, która była ode mnie starsza o 3 lata, była piękną blondynką o brązowych oczach, która właśnie dostała się na studia, na matematykę i jednocześnie była fotomodelką. Spodobaliśmy się sobie i od słowa do słowa po paru godzinach wylądowaliśmy w męskiej ubikacji. Przy następnym spotkaniu tydzień później powiedziała mi że jest w ciąży... wiecie co to znaczy dla chłopaka który jest w takim wieku? Załamanie całego świata... spotykałem się z nią przez dwa tygodnie, ale i w domu, i podczas spotkań z nią byłem nieobecny... totalnie załamany. Jak minęły dwa tygodnie, poszliśmy znowu na dyskotekę i jej koleżanka powiedziała mia że ona mnie okłamała tylko po to żeby ze mną być. Uradowałem się i z nią zerwałem... nawiedzała mnie jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu dała sobie spokój.

Po tej sytuacji przez dwa lata bałem się z kimkolwiek się związać, aż w końcu poznałem przez koleżankę moją pierwszą miłość Ewelinę... coś pięknego... ja miałem skończone 18 lat, ona była młodsza o dwa lata. Wpadliśmy sobie w oko i po miesiącu dokładnie w Sylwestra ją pocałowałem... nie byliśmy ze sobą, ale nadal się spotykaliśmy... buziaki na przywitanie i te sprawy... aż w końcu zdecydowałem że w Walentynki wyznam jej co czuje... zrobiłem to... powiedziałem jej. Mało tego na murze przed jej oknem napisałem piękny miłosny wiersz. Nagle przestała się odzywać, po dwóch tygodniach powiedziała że się tego wszystkiego przestraszyła bo nigdy nikt jej niczego takiego nie wyznał. Temat się urwał, nawet o tym nie rozmawialiśmy. Zerwaliśmy totalnie kontakty ze sobą.

Pół roku później poznałem kolejną Ewelinę, jest najpiękniejszą dziewczyną jakąkolwiek miałem... cud marzenie...poznaliśmy się na baletach. Spotykaliśmy się 3 miesiące, była idealna pod każdym względem... charakter, wygląd itd., ale niestety nie byłem w stanie się w niej zakochać, nie było tej przysłowiowej chemii, więc po trzech miesiącach doszliśmy do wniosku, że się rozstaniemy. Kontakt i to bardzo dobry mam po dziś dzień, pasuje idealnie na żonę, matkę, przyjaciółkę, ale nie ma mięty... sam nie wiem czemu.

Po kolejnych dwóch latach, w wieku niespełna 21 lat poznałem w pracy pewną dziewczynę... miała na imię Ania, miała niecałe 25 lat i miała syna, nie była jakąś super laską jak poprzednie, ale byłem w niej bardzo zakochany. Po miesiącu od poznania umówiliśmy się na kawę i jabłka... to nic innego jak randka, tylko nie odstrasza tak dziewczyn. No i po tym spotkaniu zaczęliśmy się ze sobą spotykać, nadmienię że już po trzech dnia powiedziałem jej, że ją kocham. Po trzech miesiącach związku jak z bajki, wydarzyła się pewna sytuacja, ona zemdlała w pracy. Odwiedziłem ją w domu, była zmarnowana, trochę przy niej posiedziałem, a później pojechałem do siebie. Na drugi dzień mi mówi że pojechała jeszcze na zakupy. Dostała zje.kę i w pewnym momencie mi przerwała. I to co powiedziałem zabrzmiało jakbym robił jej łaskę że do niej przyjeżdżam, zdenerwowała się i wyszła z płaczem. Nie zerwaliśmy, ale nie odzywaliśmy sie do siebie przez miesiąc. Po miesiącu spotkaliśmy się i powiedziała mi że to zemdlenie jest spowodowane tym że ma raka w układzie limfatycznym i zapytała czy chcę z nią jeszcze być. Odpowiedziałem, że tak bo ją kocham, dwa dni później jej matka wywaliła ją i jej syna z domu. Przygarnąłem ich do siebie, a po tygodniu znalazłem im mieszkanie. Utrzymywałem ją przez 2 miesiące. Aż w końcu poprosiła żebym przyszedł bo chce ze mną poważnie porozmawiać. Zerwała ze mną bo rzekomo nie chce mi niszczyć życia. Nie odzywałem się przez dwa dni i zadzwoniła że jednak popełniła błąd i chce żebym wrócił... byłem głupi i zakochany więc wróciłem. Spędziliśmy ze sobą dwa i pół roku, mieliśmy już brać ślub... i miała do mnie przyjechać i wszystko mieliśmy iść razem załatwiać. Nie przyjechała w jeden dzień, powiedziała że przyjedzie w następny i tak co dziennie przez trzy dni. Zadzwoniłem i powiedziałem że to wszystko nie ma sensu i lepiej żebyśmy się rozstali, i się rozłączyłem. Dzwoniła jeszcze parę razy ale nie odbierałem. Po pół roku sie odezwała i powiedziała żebym do niej przyjechała, że mnie kocha i że się zmieni... ale zapytała czy ja ją też jeszcze kocham? Odpowiedziałem też... Pojechałem do niej i kochaliśmy się całą noc. Rano wstałem, ubrałem się, gdy była pewna że już jesteśmy razem i chciała mnie pocałować, uchyliłem się i powiedziałem że to błąd i że ja już jej jednak nie kocham. Popłakała się, a ja się obróciłem i wyszedłem. Rzecz jasna kłamałem, ale nie mogłem z nią już być i tak się zakończyła nasza znajomość.

Zaraz po niej była Ela... miała ciało jak marzenie, hmm. Poznaliśmy się w pracy. Po miesiącu jak się dowiedziała że mieszkam sam i w dodatku umiem gotować zapytała kiedy ją do siebie zaproszę. Więc dwa tygodnie później zaprosiłem ją i zrobiłem specjalną kolację. W ten wieczór wylądowaliśmy razem w łóżku. Ale po tej przygodzie i tak nie byliśmy razem. Później spędziliśmy ze znajomymi wspólnie sylwestra... powiedziała mi że chce ze mną być, ja niestety nie chciałem, po Ance nie byłem gotowy na następny związek i obrobiła mi du.. wśród moich znajomych że ją nie szanuje i takie tam inne głupoty. Dzień później jak spotkaliśmy się w pracy ja już nie chciałem z nią gadać. Powiedziała że nie wie o co mi chodzi, jak jej powiedziałem co zrobiła to przepraszała mnie przez najbliższe 3 tygodnie. Spotykaliśmy się jako przyjaciele i sypialiśmy ze sobą, ale już nie jako przyjaciele. Byliśmy znajomymi, choć według innych to byliśmy parą, która po prostu się ze sobą nie całuje. Temat między nami się urwał gdy wyjechała do Anglii i zaginęła. Po dziś dzień nie wiadomo co się z nią dzieje. Z nią przeżyłem swój pierwszy związek przyjaźń - seks.

 W wieku 24 lat poszedłem do wojska, tam dawali nam brom... substancja która jest rzekomo zabroniona, a daje się ją po to by zmniejszyć popęd seksualny u żołnierzy ze służby zasadniczej. Po przysiędze gdy wróciłem do domu na 3 dni oszalałem, chodziłem i uprawiałem seks z każdą możliwą kobietą... nie patrzyłem na wygląd byłem pewny siebie bo byłem wyposzczony i wariowały mi hormony. W ciągu wojska i po nim zaliczyłem ponad 30 kobiet, bywały dni w których wychodziłem od jednej i szedłem do drugiej.

Poznałem wtedy Jolę sympatyczną dziewczynę z którą kilka razy w tygodniu chodziłem do hotelu, była ode mnie starsza o 5 lat. I obiecaliśmy sobie że łączył nas będzie tylko seks i nic więcej... jeśli kogoś poznamy to przestaniemy się spotykać. niestety po paru miesiącach oznajmiła mi że się we mnie zakochała... więc stwierdziłem że lepiej będzie nie utrzymywać z nią żadnych kontaktów, bo przekroczyła barierę której nie mieliśmy przekraczać. Od czasu do czasu do mnie dzwoni ale nigdy w życiu się z nią nie umówię.

W październiku w zeszłym roku poznałem dwie kobiety... 39 letnią Justynę i 38 letnią Dorotę. Spotykaliśmy się we trójkę u Doroty w mieszkaniu, aż do czasu gdy Dorota zażartowała sobie że ma wirusa hiv i teraz ja też. Rzecz jasna się przebadałem i nic mi nie jest. Od tej pory włączyło mi się w głowie, że muszę się ustatkować i zaprzestałem skakania z kwiatka na kwiatek na samym początku stycznia tego roku.

Pod koniec styczniu poznałem przez internet fantastyczną dziewczynę... też Anię, ta z kolei starsza była ode mnie starsza o 5 lat... ale taka jak lubię biust jędrne "F". Podczas pierwszej randki chyba się jej spodobałem i mnie pocałowała. Jak wracaliśmy do domu zapytała czy wejdę na górę i pomogę jej otworzyć drzwi... gdy to zrobiłem zapytała czy wejdę na herbatę, po herbatce z kolei powiedziała, że nie ma sensu żebym wracał do domu i żebym został u niej na noc, ale pod warunkiem, że nie będę się do niej dobierał... obiecałem jej to... ale jak tylko zgasiłem światło sama się na mnie rzuciła, rano była powtórka z rozrywki. No i zaczątek związku. Śmiało mogłem powiedzieć, że się zauroczyłem... na szczęście tylko... bo jak się później okazało... chciała mi złamać serce. Olałem ją, jest zdruzgotana że się jej nie udało... piszę po dziś dzień, ale ja się do niej nie odzywam.

1 maja tego roku spotkałem swoją dawną koleżankę, której nie widziałem parę lat. Była dziewczyną moich dwóch najlepszych kolegów... najpierw jednego potem drugiego... później poznała "Belmonda" z którym ma dwójkę dzieci, nie jest z nim od Sylwestra. Dziewczyna nazywa się Iwona i jest ode mnie o rok młodsza, ma 25 lat. Tego dnia co się spotkaliśmy coś zaiskrzyło jak nigdy i się pocałowaliśmy... dziwna sprawa bo znamy się 8 lat i nigdy nawet w ten sposób o sobie nie myśleliśmy. Długo się z tym głowiłem czy się z nią spotykać, ale stwierdziłem że zaryzykuję. i po dwóch dniach odezwałem się i umówiłem na popołudnie. Temat między nami na początku był jakiś taki nijaki, ale pod wieczór się rozwinął. Zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Był tylko jeden problem jej były... któremu nie było po myśli że jest kim innym niż on. Po tym jak się dowiedział o mnie powiedział że mnie zatłucz itd., rzecz jasna krowa która dużo muczy mało mleka daje. Ona bała się że mi się coś stanie wiec chciała ze mną zerwać. Po rozmowie ze mną nie zrobiła tego. Więc spotykaliśmy się dalej, on nie dawał za wygraną i cały czas pisał co mi takiego nie zrobi ze swoimi kolegami. Było mi z nią w tym czasie cudownie... i pod kontem emocjonalny i fizycznym. Mogę śmiało przyznać że się w niej zakochałem, ale po doświadczeniach z poprzednich związków stwierdziłem, że na razie jej tego nie powiem. Gdy poszliśmy na dyskotekę potańczyć Spotkałem moją poprzednią dziewczynę Anię, powiedziałem Iwonie kto to jest, a ona na to że mnie nigdy nie puści i mogę sobie wybić z głowy powrót do niej. Później pojechaliśmy razem na wakacje nad morze i nad jezioro. Było wspaniale, po mimo że mieliśmy ze sobą spięcia. Chciałem jej powiedzieć co do niej czuje... ale tego nie zrobiłem choć już nie mogłem wytrzymać tego nawału emocji z nią związanych... byłem twardy. Po powrocie z wakacji zerwała ze mną bo stwierdziła że chce mieć więcej czasu dla znajomych, ale po dwóch dniach znów wróciliśmy do siebie. Emocje w mojej głowie sięgały zenitu, ale dalej siedziałem cicho. Ona wiedziała że coś ze mną jest. Pytała, ale ja mówiłem że wszystko w porządku. Nagle jej były Belmondo przybrał całkiem inną strategię... zaczął częściej brać do siebie dzieci, a one po przyjeździe od niego zachowywały się tak jakby mamusi nie było. Więc doszła do wniosku, że nie możemy być razem z powodu jej dzieci... ponieważ one potrzebują matki i ojca. Nie miałem innego wyboru jak się zgodzić. Przestałem o nią walczyć... po raz pierwszy w życiu się poddałem. Ona mi pisze że żałuje tego co zrobiła ale tak musi być... nie jest z nim ale się spotykają żeby razem spędzać czas z dziećmi. Mam z nią kontakt ale staram się nie rozmawiać o tym co było i gdy rozmowa brnie w tym kierunku zmieniam temat. Szkoda że tak wyszło, ale mam dopiero 26 lat i całe życie przede mną. Nie wiem tylko co zrobię jeśli znów nadarzy się okazja żeby z nią być. Kocham ją i jeszcze długo będę, także pewnie jeszcze przez jakiś czas nie będę miał dziewczyny.

W życiu isnieją tylko cztery pytania o podstawowe wartości:
- co jest święte?
- z czego stworzona jest dusza?
- po co warto żyć?
- za co warto umrzeć?
Odpowiedź na każde z nich jest taka sama... miłość

"Prawdziwą miłość poznaje się po tym, że nic nie może jej zniszczyć" - Antoine de Saint-Exupéry

Odpowiedzi

Fajna historia z życia :>

Fajna historia z życia :>

Pozdro.

Rozkręciłeś się w tym wojsku

Rozkręciłeś się w tym wojsku i to bez wiedzy teoretycznej, musiałeś mieć coś w sobie.

zgadzam się w 100% z Ocean.

zgadzam się w 100% z Ocean. facet coś musi mieć w sobie albo raczej we krwi, żeby tak obkręcać się w towarzystwie kobiet. wg mnie masz bardzo ciekawe życie i sam mniej więcej takie chciałbym mieć choć pewnie ty możesz uważać inaczej, pewnie już może cię to męczyć wszystko. mam niby 20 lat, a tak naprawde moje życie dopiero się zaczyna. pzdr

Portret użytkownika rafciuuu

No:) ta miłość też często

No:) ta miłość też często daje porządnego kopa w dupę:)
Za historię z życia 10!