Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Przydługi prolog

Portret użytkownika Tiutiurlistan

Witam
Mój pierwszy wpis na blogu (Poprawiony i już zgodny z reg. Wink) poświęcę na przedstawienie swojej sytuacji przed poznaniem owej strony, po poznaniu owej strony i obecnej mojej zagwozdki Wink
Mam 27 lat i żyjąc w zupełnej nieświadomości o funkcjonowaniu mózgu kobiet przeoczyłem w życiu wiele ciekawych bliższych znajomości. Ostatni mój związek trwał 4 lata z kobietą w skali 1-10 będącą mocną ósemką. Trzy pierwsze lata były piękne, ostatni rok natomiast to pasmo porażek i mojego pogrążania się. Gdy poczułem, że coś jest nie tak (seks zamiast emocjonalnego stał się czysto fizyczny, a potem przestał w ogóle być) zacząłem dopytywać co się dzieje. Gdy poświęcała mi zbyt mało czasu, zacząłem sam poświęcać jej coraz więcej. Straszyłem odejściem, a kurczowo trzymałem się jej jak wierny piesek. Wiem, robiłem z siebie strasznego barana i okazało się, że w ciągu tego ostatniego roku znalazła sobie jakiego pajaca na boku. Udało mi się po wielu głupich sytuacjach typu prośby o ratowanie związku i włażenie jej bez mydła, zakończyć ten związek. Przybity nową sytuacją, zacząłem szukać uporczywie kogoś nowego, ale ciężko było zawrzeć jakąś interesującą znajomość - byłem wstydliwy, cichy, niepewny, co kobiety od razu zapewne wyczuwały.
W pewnym momencie przypadkiem trafiłem na stronę Gracjana i pochłonąłem się czytaniem lekcji po lekcji, artykułu po artykule. Wzięło mnie, więc trzeba było przejść do działania Smile
Pierwsza kobieta - 6/10, 22-latka. Przełamywanie dotychczasowych przekonań i odwracanie swojego spojrzenia na kobiety dopiero zaczynało raczkować w praktyce, aczkolwiek pierwsze efekty było widać, pocałunki na 3 spotkaniu, wspólne wypady w ciekawe miejsca. W pewnym momencie wydała mi się jednak zbyt przesłodzona, więc zdecydowałem "trudno, szukamy dalej"
Druga kobieta - 6/10, 20-latka. Po pierwszych doświadczeniach miałem już jakieś swoje podstawy wiedzy zaczerpniętej z tej strony. Dziewczyna miała za sobą dopiero co zakończony związek, więc na pierwszym i drugim spotkaniu budowałem obraz pewnego siebie i racjonalnego, twardo stąpającego po ziemi faceta. Na trzecim spotkaniu kilka żartów i tekstów związanych z jej kobiecością i wreszcie pocałunek. Rozpierała mnie duma, że udało mi się drugą z rzędu kobietę w ciągu niecałego miesiąca doprowadzić do pocałunku. Na kolejnych spotkaniach zaowocowało seksem. Odjechała bocznym torem, gdy po pewnym czasie zaczęła sobie wyobrażać głośno nasz związek - a używałem dość często i gęsto słów niegroźny romans właśnie po to by nie wkaraskać się jakąś głębszą zażyłość.
Kolejna - 5/10, 19-latka. Zupełnie przypadkiem poznana przeze mnie na imprezie. Przetestowałem swoje możliwości, czy na pierwszym spotkaniu przejdziemy do pocałunku i się udało. Kilka kolejnych spotkań, do seksu nie doszło, gdyż cały czas upierała się, że "musimy z tym poczekać", bo chce wiedzieć czy mam "poważne zamiary" wobec niej. W przypadku tej przekonałem się na własnej skórze co to znaczy być atakowanym przez natrętną osobę płci przeciwnej setkami smsów i telefonów. Niezbyt przyjemne uczucie, naprawdę...
Następna - 8/10, 19-latka. Strasznie wysokie ego, "zimna suka", więc pole do popisu miałem ogromne, tym bardziej, że wszelkie porady Gracjana miałem przeczytane od deski do deski i zapamiętane w 100%. Stosowałem się schematycznie do wszelkich porad tu zawartych i.... to był strzał w 10. Odbijałem każdą jej gierkę i piłeczkę na jej stronę. Stwierdziła kiedyś, że budzę w niej strasznie mieszane uczucia, bo nienawidzi mojego wyrachowania, ale nie może przestać o mnie myśleć i uwielbia mój stoicki spokój. Ludzie!!! Mogłem latać dzięki uwierzeniu w siebie:) po 3 spotkaniu, na każdym kolejnym uprawialiśmy dziki seks, o jakim mi się wcześniej nie śniło, a jej "księżniczkowatość" została sprowadzona do parteru, że była milutka i potulna jak baranek. Nasze drogi po pewnym czasie zaczęły się rozchodzić, choć jeszcze jakiś kontakt mamy.
Kolejne - 8/10, 18-latka, bardzo szybko uwiedziona, jednak nie ten poziom emocjonalnej dojrzałości, żyjemy nadal w dobrej relacji, ale czysto koleżeńskiej i takie warunki jej przedstawiłem. 8/10, 31-latka, bardzo fajny kontakt, świetne dyskusje, nadal się od czasu do czasu spotykamy, stwierdziła, że podoba jej się moja pewność siebie i to, że ostro bronię swoich przekonań. 9/10, 33-latka, również utrzymujemy kontakt, gestami, mimiką, wyrażaniem się udało mi się zbudować relację, w której to ona pyta o kolejne spotkania.
No i nadszedł czas na ostatnią, przy której wszystko, czego nauczyłem się wcześniej przez te kilka ostatnich miesięcy, wymyka mi się spod kontroli. Silna 9/10 (nawet i 10/10 mógłbym dać, ale powściągliwy jestem w ocenach i uważam, że 10/10 to kobieta, która nie istnieje Laughing out loud), 21-latka. Stara koleżanka. Spotkaliśmy się w ubiegłym tygodniu na piwie. Akurat przy mnie stwierdziła, że nie może być już ze swoim facetem, który po wyjeździe do pracy na drugi koniec Polski, od miesiąca nie daje znaku życia, ewentualnie zdawkowo wyśle sms raz na tydzień, zawierający kilka słów. Stwierdziła, że nigdy by tak nie postąpiła, ale jako że on z nią pogrywa, rozstaną się telefonicznie, bo na to zasłużył ("dziecinada za dziecinadę" jak to określiła). Rozmowa kleiła się kapitalnie, wchodziliśmy sobie w zdanie z tak samo sformułowanym zdaniem, rozumieliśmy się bez słów, 4 godziny spotkania zleciały jak z bicza strzelił i umówiliśmy się na kolejne spotkanie, kolejnego dnia. Miała tylko 2 godziny czasu, bo musiała przywieźć wujka z pociągu z miasta oddalonego o 50km o danej godzinie, więc znów posiedzieliśmy chwilę i porozmawialiśmy. Kolejne zgranie charakterów i nawet sekundy nie zmarnowaliśmy na ciszę, bo obydwoje mieliśmy sobie tyle do powiedzenia. Jako, że stwierdziłem sobie, tak jak większość osób proponuje, że w każdym przypadku 3 spotkanie musi zakończyć się pocałunkiem, bo kolejne można sobie darować tak sobie postanowiłem. Krótka wiadomość, że o tej i o tej godzinie będę u niej (mam 40km), stwierdziła, że nie da rady, żebym przyjechał wcześniej, bo ma tylko godzinę i musi się szykować następnego dnia do wyjazdu (w sobotę miała wesele jako osoba towarzysząca). Krótka wiadomość ode mnie, że w takim razie może innym razem, bo nie lubię pić piwa w pośpiechu. Trochę ponarzekała na mnie, ale uparcie twierdziłem że na godzinę nie chcę się spotykać i stwierdziliśmy, że ok kiedyś się spotkamy ale nie "dziś". Po upływie godziny, dwóch, otrzymuję wiadomość, że jednak uda jej się wyrwać. Szofer załatwiony, więc jadę. Twierdzi, że wcześniej zawita do domu, bo jeszcze malowanie włosów itp. Kolejny wieczór mija znów na pochłaniającej rozmowie, do domu zamiast po krótkim spotkaniu odprowadzam ją po 2 w nocy. Na klatce nadchodzą ostatnie chwile rozmowy, umawiamy się wcześniej jeszcze na dwa kolejne spotkania, tym razem wyjazdy z aktywnym spędzeniem czasu. Wystawia mi rękę na pożegnanie, ja mówię, że nie jest moim kolegą, że tak się żegnać nie będziemy. Pocałunku odmawia, bo "wiesz dobrze, że dopiero rozstałam się z facetem, nie mogę tak od razu itp.". Stwierdzam, że w takim przypadku miło było spędzać z nią ten czas, ale z wyjazdu będą nici, bo nie różniłby się niczym od wyjazdu z kolegą, a ona wydaje mi się interesującą i inteligentną kobietą. Zawzięcie jednak stoi przy swoim, więc mówię cześć, uśmiecham się i schodzę na dół. Zbiega za mną i przed klatką daje mi buzi w policzek. Mówię ciepło i kulturalnie, że i tak zdania na temat wyjazdu nie zmienię, znów uśmiech i odchodzę. Wracając do domu zaczynają się smsy, że nie wyleczyła się jeszcze z jednego związku, ma dosyć na razie facetów itp. Niepotrzebnie wdaję się w rozmowę (wiem mój błąd) i tak do 4 rano wymieniamy jeszcze wiadomości. Kolejnego dnia kilka wiadomości w ciągu dnia, m.in. ode mnie, że zepsułem jej głowę, ale fajnie że wie na czym stoimy w relacji jaka jest między nami itp. Wieczorem będąc na imprezie i relaksując się rozmową z innymi kobietami (by nie wpaść w pułapkę oczarowania tą "jedną jedyną, jakby innych na świecie nie było", choć po części sam czuję że wpadam, bo naprawdę genialna kobieta) otrzymuję smsa, że jest na miejscu, dojechała, pije piwo, ale nie sprawia jej ono radości, zamula itp. Następuje znów wymiana smsów i rozmowa (alkohol psuje człowiekowi głowę, bo się zmiękcza), wypalam na koniec głupią gadkę, że nie czuję do niej żalu że odmówiła, a powinienem (wiem, nawet alkohol mnie nie usprawiedliwia, ale to były już potężne ilości Laughing out loud). Sobota, niedziela upływa bez kontaktu, choć korciło mnie niesamowicie by się do niej odezwać. Wyjazdy poszły się kochać, czyli dotrzymałem słowa, że w przypadku takiego rozwoju sytuacji, nie chce mi się jechać. Dzisiaj krótka notka z jej strony na moim profilu na fb odnośnie mojego statusu, z mojej strony jeszcze bardziej sucha odpowiedź. Sytuacja robi się patowa, wiem, popełniłem w jej przypadku mnóstwo błędów, więc mam dylemat czy ją odpuścić, czy w jakiś sposób nadal starać się ją uwieść. W przypadku tego drugiego rozwiązania zapewne postaram się opisać efekty Smile

Odpowiedzi

Portret użytkownika saverius

"wiem, nawet alkohol mnie nie

"wiem, nawet alkohol mnie nie usprawiedliwia, ale to były już potężne ilości"

czy tylko ja widzę ile w tym wpisie jest nielogiczności?

Portret użytkownika Tiutiurlistan

Saverius czepiasz się

Saverius czepiasz się szczegółów. Tekst pisałem późną nocą, gdy umysł nie pracuje już na najwyższych obrotach, stąd mogły wkraść się niefortunne sformułowania, jednak chyba każdy bez problemu może zrozumieć ich sens. Jeśli jesteś takim purystą, to jak znosisz wpisy osób piszących o "tańcu na róże" czy inne kwiatki ortograficzne.

Portret użytkownika saverius

ortografia i interpunkcja to

ortografia i interpunkcja to jedno, sens logiczny zdań to drugie.

Portret użytkownika Tiutiurlistan

Spoko saverius rozumiem, sam

Spoko saverius rozumiem, sam chaosu w tym wpisie trochę wyłapuję czytając go po raz kolejny. Jednak nie zaburzony sens logiczny zdań, a raczej mało przemyślane metafory i sprzeczności rzucają się w oczy. Pierwszy wpis, dlatego tworzony i wrzucony na gorąco, dalej powinno być lepiej Wink

Portret użytkownika maxfeel

teee, Tiutiu? My nie siedzimy

teee, Tiutiu? My nie siedzimy w Twojej głowie, powinieneś sam zadecydować za siebie. To Twoje życie.

''Każdy robi co chce, dobrze lub źle, sam to już wie najlepiej'' Pono