Witam.
Potrzebuję trzeźwego spojrzenia na sytuację, gdyż mogę być nieobiektywny, jako że jestem naćpany fenyloetyloaminą, czy jak jej tam..
Sytuacja wygląda tak:
Związek trwał 3 lata. Pierwsze 2 - rewelacja. Przez ostatnie pół roku laska się coraz mniej angażowała. Przestała mnie kokietować, dbać przy mnie o swój wygląd, zabiegać o spotkania, wysyłać czułe smsy, generalnie - przestała się starać, mimo że dawałem do zrozumienia co mi się nie podoba. Sam się nie narzucałem, wykazywałem mniej inicjatywy niż chciałbym, często chłodziłem, zachowywałem się adekwatnie do tego, co ona robiła, jak było za co - nagradzałem. Czułem, że już nie kocha jak kiedyś. Wiedziałem jednocześnie, że fantazjuje o jakimśtam facecie, z którym się nie kontaktuje, chociaż spotykają się regularnie na zajęciach sportowych, na których on jest najzajebistrzy.
W końcu było tego za dużo i przedwczoraj z nią zerwałem. Spotkaliśmy się na jej prośbę raz jeszcze w zaproponowanym przez nią miejscu. Rozłożony w parku kocyk, krzewy przystrojone serduszkami i kokardkami. W ziemię powbijane kwiaty i baloniki. Upieczone ciasto, laurka, zrobiony własnoręcznie prezent. Do tego szlochanie, przepraszanie i zapewnianie, że zrozumiała swój błąd, że wynikało to z tego, że czuła iż już mnie zdobyła i nie trzeba się starać, obiecywała, że się zmieni, bo kocha mnie i nie wyobraża sobie być z innym. Przykro mi się zrobiło, bo kiedyś właśnie tak wyglądało nasze życie (niespodzianki, nie szlochanie
). Nie opuściłem jednak gardy, powiedziałem, że to już nie ma dla mnie znaczenia, nie mają dla mnie znaczenia także moje uczucia i nie mam ochoty przekonywać się czy się zmieni, bo wystarczająco dużo czasu jej dałem. Ustaliliśmy, że się rozstajemy, choć ona utrzymuje, że to tylko przerwa i że zmieni się i mnie jeszcze zdobędzie. Urwaliśmy kontakt i mamy się spotkać za 2 miesiące. Prosiła, żebyśmy nikogo nie znajdywali do tego czasu. Nie zgodziłem się, stwierdzając, że nie czekam na jej zmianę i ona niech również robi co chce i niczego nie żałuje. Wie jednak, że się w żadnej nie zakocham, bo jestem zimny i nieangażujący się.
Pytania:
1) Kocham ją. Czy jest jeszcze szansa?
2) Czy dobrze mi się wydaje, że ta ostatnia scena w parku to bardziej strach niż miłość?
3) Co źle zrobiłem? Przeczytałem wszystkie artykuły na stronie i z tego co widzę - postępowałem z nią jak trzeba. To mnie najbardziej wkurwia. Nie wiem w którym momencie zjebałem, że przestało jej zupełnie zależeć. Zawsze było konsekwentnie i po mojemu, interesuję się psychologią, głównie działaniem mózgu i manipulacją, więc wyczuwałem i odbijałem bez problemu wszystkie jej giereczki. Spotkania były ciekawe, 0 komunikatorów, tylko telefon. Jedyne co - nie wzbudzałem w niej specjalnie zazdrości, choć ona żyła w słusznym przekonaniu, że kręcą się koło mnie kobiety i nie mam problemów, żeby je bajerować. Nie dążyłem też za wszelką cenę do sexu, bo dawał mi on radość tylko wtedy, gdy czułem, że ona jest chętna. Zastanawia mnie też to co mówi - że jestem zbyt chłopięcy. Kiedyś to jednak nie było problemem, więc postrzegam to bardziej jako konsekwencję, aniżeli przyczynę.
Dla zdrowia pod koniec tygodnia planuję mieć już inną pannę, ale wiem, że o tamtej nie zapomnę i gdyby była szansa, chciałbym wrócić.
Proszę o odpowiedzi i rady. Najlepiej od osób, które mają doświadczenie w długich związkach, bo z tego co widzę - utrzymanie tych na długo i na dobrym poziomie jest nieporównywalnie trudniejsze od wyrwania hb10.
Pozdrawiam.
Trudno to wytłumaczyć, po prostu nieraz tak jest i trzeba się z tym pogodzić.
Mimo tego, że wszystko robisz dobrze nie wychodzi, z zerwaniem zachowałeś się fantastycznie, tylko teraz stój przy swoim i już nie wracaj nigdy do niej, ten rozdział już zamknięty jest ...
Tots units fem forca !
! tak
2 Tak
3 zrobiłeś dobrze
Związek czasem się ochładza to jest naturalne.
"Ustaliliśmy, że się rozstajemy, choć ona utrzymuje, że to tylko przerwa i że zmieni się i mnie jeszcze zdobędzie. Urwaliśmy kontakt i mamy się spotkać za 2 miesiące."
Moim zdaniem spoko. Zatęskni i będzie chciała wrócić, szczególnie jeśli na nią podziała fakt że podrywa Cię inna. Albo nie zatęskni, bp poczuje powiew wolności. Wtedy ambaras.
Co zrobiłeś źle? jeśli ona jest twoją rówieśniczką; 22-23 lata to regularnie słyszy że któraś z koleżanek z kimś się zaręczyła. Jednej pannie takie newsy są obojętne, innej dają do myślenia, czy czasem nie traci czasu przy swoim aktualnym facecie.